28 miesięcy, 3 tygodnie, 6 dni, 9 godzin i 12 minut
ocena: +7+x

SCP-PL-159 odwinął ponownie rękaw swojego kombinezonu wciąż czując lekkie mrowienie po zastrzyku". Sanitariusze Fundacji opuścili poczekalnie pomieszczenia testowego, a metalowe drzwi automatycznie się za nimi zamknęły. SCP-PL-159 nie wiedział czym dokładnie jest środek, który mu podają. Wiedział jedynie, że Fundacja nazywa go "SPC-003", że podają mu go regularnie oraz że niweluje on te jego bóle głowy, które wielokrotnie odczuwał przy korzystaniu ze swoich ulepszeń.

Jednak to nie przyjmowane medykamenty zaprzątały teraz głowę SCP-PL-159, a fakt kolejnego eksperymentu. Co tym razem będą robić? Ruletka? Bingo? Malowanie? Kto wie, może kolejne doświadczenia z innymi "anomaliami", jak to je Fundacja nazywa. Lecz to były tylko gdybania, SCP-PL-159 mógł tylko gdybać i czekać na zakończenie przygotowań do eksperymentu. Więc oparł się o ścianę i czekał.

Po kilku minutach drugie drzwi pomieszczenia otworzyły się, jednocześnie z głośników wydobył się lekko zniekształcony męski głos:
— SCP-PL-159 proszę o wejście do pomieszczenia testowego.
SCP-PL-159 natychmiast wykonał polecenie i wszedł do wysokiego, białego pomieszczenia wyłożonego białymi kafelkami lub płytami, nie był pewien. Za to był pewien, że za szybami umiejscowionymi pod sufitem znajdują się naukowcy Fundacji bacznie obserwując, nagrywając i robiąc notatki. Ale to nie oni byli teraz obiektem zainteresowania SCP-PL-159, była nim za to wielka skrzynia stojąca na środku pomieszczenia. Widział, że jest ona opatrzona elektronicznymi zamkami, prawdopodobnie kontrolowanymi bezpośrednio przez naukowców. Pewnie chcieli go zaskoczyć lub co bardziej prawdopodobne, by wcześniejsze oględziny zawartości nie wpłynęły na doświadczenie.

Drzwi za nim zamknęły się, a skrzynia powoli zaczęła się otwierać. W środku znajdowało się sporych rozmiarów urządzenie wykonane ze stali i drewna z sercem na środku, wydawało ono nienaturalnie głośne bicie, jakby było podłączone do głośnika. Maszyna ta miała monochromatyczny wyświetla, na którym znajdowała się aktualnie liczba "1110". Wtedy ponownie odezwał się głośnik:
— Czy możesz odczytać kiedy na liczniku pokaże się liczba jeden?
Spojrzał na maszynę, poczuł ból głowy mimo wcześniej podanych środków, lecz po chwili ból minął i SCP-PL-159 był gotów, by odpowiedzieć:
— Tak, jeden pojawi się za dwadzieścia osiem miesięcy, trzy tygodni, sześć dni, dziewięć godzin i dwanaście minut.


SCP-PL-159 eskortowany przez dwóch strażników szedł korytarzem w jednej z placówek Fundacji umieszczonych na jakimś odludziu. Nie znosił on tego typu wycieczek zwłaszcza, że znał ich cel. Kiedy 28 miesięcy temu przeprowadzono na nim eksperyment z użyciem tej dziwnej maszyny nie myślał, że stanie się to takim utrapieniem. Wielokrotnie już go wożono, by potwierdzał czy czas do wypadnięcia liczby 1 pozostaje taki sam, jakby od tego zależały losy świata. Na szczęście już niedługo ta szopka się skończy, a on będzie mógł wrócić do swojego standardowego życia, może nawet spróbuje przycisnąć Fundację odnośnie jego poszukiwań.

Cała trójka zatrzymała się przed niewyróżniającymi się niczym drzwiami, jeden z ochroniarzy towarzyszących SCP-PL-159 otworzył zamek magnetyczny umieszczony tuż przy drzwiach. Za otwierającymi się drzwiami znajdowało się dość długie pomieszczenie wyposażone w zestaw stołów oraz różnego rodzaju urządzeń kontrolnych z monitorami. Na lewej, dłuższej ścianie rozciągała się gruba szyba prowadząca do jakiegoś hangaru, w którym znajdowały się wielkie maszyny połączone nierozplątywalną siecią przewodów, rur oraz przejść technicznych dla pracujących przy maszynach ludzi. Po środku tego wszystkiego znajdowała się metalowa sfera o średnicy może 3-4 metrów, do której finalnie łączyły się wszystkie urządzenia.

Poza wchodzącą do pomieszczenia grupą we wnętrzu znajdowało się jeszcze 5 osób. Trójka z nich stała przy urządzeniach i ciągle coś sprawdzała, notowała i przyglądała się bacznie ekranom. Wyglądali oni na typowych naukowców Fundacji, szarych, nie wyróżniających się niczym poszczególne robotnice w mrowisku, jednak pozostała dwójka była inna. Jeden z nich był prawdopodobnie kolejnym naukowcem, lecz różnił się on od pozostałych. Miał ścięte na zapałkę blond włosy, a na twarzy nie widniał nawet ślad zarostu. Z pod kitla wystawała mu koszula w kratę, lecz to nie ona była główną rzeczą przyciągającą uwagę SCP-PL-159, był to jego wyraz twarzy i oczy. Normalnie pracownicy Fundacji mieli w głowie olej, kręciły im się trybiki, ale też łatwo można było wyczuć, że myślą w pudle nakreślanym przez ścisłe reguły. Oczywiście to było rozsądne, pozwalało zminimalizować zagrożenie w tak nieprzewidywalnej pracy, aczkolwiek sprawiało też, iż traciłeś wigor. Ten człowiek na pewno nie był w pudle, a jego trybiki kręciły się bez opamiętania, dodatkowo patrzył się na tę całą maszynerię z niesamowitym entuzjazmem wymieszanym z zapałem i w żaden sposób go nie ukrywał. Wyglądał jak dziecko czekające na otwarcie świątecznego prezentu lub jeden z gości odpalających Apollo 11. Ostatni z mężczyzn tworzył największy kontrast do wszystkich ludzi w białych kitlach. Ubrany był w czarny płaszcz zapinanym na guziki z lewej strony wykonany z jakiegoś ślisko wyglądającego materiału. Ręce w długich rękawach płaszcza zakrywały czarne skórzane rękawiczki, a poniżej kolan znajdowały się wysokie czarne kozaki zapinane na matowo-srebrne klamry. Twarz mężczyzny zdobił kręcony wąs, a na nosie znajdowały się okulary w czarnej oprawie z czerwonymi szkłami w kształcie odwróconych trapezów.

Po zamknięciu się drzwi mężczyzna w czerwonych okularach przemówił, jego głos obarczony był silnym niemieckim akcentem:
— Witaj SCP-PL-159, czekaliśmy na ciebie.
— Kim jesteś?
— Można powiedzieć, że należę do grupy zarządzającej tą organizacją. Możesz mi mówić O5-04. Chciałem żebyś tu był w tym przełomowym momencie.
— Czemu?
— Z wdzięczności. Widzisz to "pudło", które z tobą testowano jest pewnego rodzaju anomalią zdolną do zniszczenia całego znanego nam uniwersum. Chcieliśmy dowiedzieć się ile pozostało nam czasu, by coś z tym zrobić. Osobiście byłem rozemocjonowany tym, iż w końcu uda nam się chociaż minimalnie rozwiać tajemnice tego pudła. Do tego stopnia, że podczas całego eksperymentu byłem w tym samym ośrodku, oglądałem transmisję z kamer siedząc w kantynie i zajadając sałatkę jarzynową. Ale koniec tych dygresji.
— Ale co wy planujecie tu zrobić?
— Ogólnie planowaliśmy rozwiązać problem raz, a dobrze, ale w związku z ograniczonym czasem musieliśmy obmyślić plan, który da nam potrzebny zasób. Ale lepiej by objaśnił to obecny tutaj Doktor Gorzelski, zwłaszcza że to on jest osobą odpowiedzialną za zamysł i obliczenia całej tej operacji.
O5-04 zwrócił się do doktora Gorzelskiego, który rozparty dumą wspomniał już przygotowywał się do objaśniania.
— Tak więc to co próbujemy tu zrobić w najprostszym terminie można nazwać "zamrożeniem". Obiekt standardowo dostosowuje się do obrotów Ziemi i spowolnienie lub zatrzymanie go nie przynosiły skutków, jednak możliwe, że udało się nam znaleźć jakieś obejście. Otóż wymyśliliśmy, że jeśli uda nam się wprowadzić obiekt w stan makroskopowego fenomenu kwantowego podobny do tego rejestrowanego w nadprzewodnika, materii nadciekłej czy kondensacie Boseg-Einstaina. W gruncie sprowadza się on do tego, że cząstki elementarne zachowują się jakby były większą jednością. Przy użyciu tego zjawiska planujemy nadać cząstką obiektu pęd wprawiający w ruch harmoniczny na granicy prędkości światła, przy której czas się zatrzymuje. Jednocześnie umieścimy obiekt w komorze, w której wywołamy stan próżni atmosferycznej oraz grawitacyjnej utworzonej przez sferę antygrawitonową. Dzięki temu nie będzie on praktycznie wytracał nadanego pędu. To pozwoli na zabezpieczenie obiektu na wiele lat i dokończenie rozwiązań ostatecznych, ponieważ to tylko półśrodek.
— Eee, chyba rozumiem. Ale czy jeśli to pudło wykrywa obroty Ziemi to nie będzie działać nawet po czymś takim?
— Cóż, przemyśleliśmy to i cieszymy się, że uważałeś. Otóż w normalnym wypadku tak by to działało. Jednak pamiętaj, iż mówimy tu o poruszaniu na poziomie kwantowym, więc jeśli obiekt nie posiada autonomii w zakresie cząstek elementarnych to powinno zadziałać.
— Rozumiem.
— Jeśli już wszystko sobie wyjaśniliśmy to chyba możemy zaczynać. Czas zebrać owoce naszej pracy. Tylko najpierw chciałbym byś sprawdził ostatni raz czy wszystko się zgadza, SCP-PL-159.
Do metalowej sfery podłączono krótkie metalowe szyny, na których znajdowała się przyczyna całego zamieszania. SCP-PL-159 skupił się na niej, wszystko było zgodnie planem, do wypadnięcia jedynki zostały trochę ponad 3 tygodnie.
— Wszystko wydaje się być normalne.
— Świetnie. Panowie, możecie zaczynać.
O5-04 zwrócił się do milczących operatorów urządzenia, którzy natychmiast zaczęli tańczyć palcami po różnych przełącznikach i pokrętłach obserwując zmiany diagramów i liczb na monitorach. Maszyny w wielkim hangarze zaczęły wydawać najróżniejsze dźwięki oznaczające wejście w stan aktywny. Wszystko sprowadzało się do tego momentu, sfera została aktywowana.


Rozbłysk ostrego światła zmusił wszystkich do zasłonięcia oczu, następnie zapadła ciemność. Po chwili włączyły się słabe oświetlenia zasilania awaryjnego. We wnętrzu hali ze sferą, co chwila strzelały iskry z uszkodzonej instalacji elektrycznej, urządzenia sfery były zruinowane, jednak sama hala wydawała się nienaruszona. Pierwszy w sytuacji zorientował się O5-04:
— Gorzelski, co się stało?
— Nie wiemy, możliwe, że był to błąd ludzki, ale możliwe jest też, że obiekt po prostu okazał się odporny też na taką formę zabezpieczania.
— Właśnie, co z obiektem? Połączcie nas z ludźmi na dole.
Poinstruowani kontrolerzy natychmiast wcisnęli odpowiednią sekwencję przycisków.
— H-lo. Czy -as -łych-?
— Słyszymy was, słabo, jednak słyszymy. Co się stało z obiektem?
— Ni- -ało. -biektu n- ma.
— Jak to nie ma !?
— -e wie-. Po pros- -i- ma.
— Rozumiem, to wszystko. Trzeba się natychmiast dowiedzieć, czy brak obiektu to nasz sukces i porażka. Gorzelski, zgaduję, że masz już jakąś teorię.
Jednak zanim doktor Gorzelski był w stanie wypowiedzieć się w tej kwestii zabrzmiał alarm. Krótkofalówka jednego z ochroniarzy zabrzęczała jakąś wiadomość.
— Musimy natychmiast opuścić budynek, wszyscy. Coś poważnego stało się na górze.
— Najpierw znikające pudło demolujące sprzęt za pół miliarda, a teraz jeszcze jakieś ewakuację. Wszyscy wychodzimy i daje słowo, że jeśli to nie będzie coś poważnego to ktoś będzie szorował podłogi, aż do najbliższej apokalipsy.

Wszyscy pracownicy placówki zaczęli pośpiesznie, acz zorganizowanie opuszczać budowlę. SCP-PL-159 wraz z doktorem Gorzelskim, O5-04, dwoma ochroniarzami i trójką kontrolerów wspinał się po schodach połączonych z drzwiami ewakuacyjnymi. Kiedy cała grupa wyszła na zewnątrz nikt przez sekundę nie mógł nic powiedzieć. Cała Strefa składająca się z kilku budynków, parkingu i placu między wszystkimi strukturami została przykryta przez kopułę o średnicy może 500-600 metrów wykonaną z mlecznobiałej substancji, która równomiernie oświetlała całość.

Na parkingu placówki zebrało się już około stu osób, byli to prawdopodobnie wszyscy ludzie, którzy zostali uwięzieni pod dziwną kopułą. O5-04` poszedł do grupy ochroniarzy, którzy nadzorowali wyprowadzanie personelu z budynków:
— Co tu się wyprawia? Dlaczego wyprowadzacie ludzi mimo możliwego zagrożenia ze strony tego czegoś?
— Dostaliśmy informację z niższych sekcji, że to coś znajduje się też w podstawach budynku. Założyliśmy, że istnieje zagrożenie zawaleniem, dlatego wyprowadziliśmy wszystkich. Jednocześnie dla bezpieczeństwa przelecieliśmy teren miernikami. Żadnej chemii ani promieniowania, nic szkodliwego.
— Rozumiem podjętą decyzję, aczkolwiek takie rzeczy powinny być najpierw uzgadnianie z przełożonym, zwłaszcza w takiej sytuacji. Czy wiadomo coś jeszcze?
— Komunikacja ze światem zewnętrznym została odcięta, nie mamy też prądu poza tym z generatorów w piwnicach. Nikt nie został ranny, ale wszyscy wydają się najdelikatniej ujmując "zaniepokojeni".
— Trzeba ich jakoś uspokoić. Dajcie mi megafon.
— Tak jest.
Jeden z ochroniarzy poszedł po megafon, jednocześnie do rozmowy włączył się doktor Gorzelski, który od pewnej chwili przysłuchiwał się konwersacji:
— Że możemy się wtrącić.
— Gorzelski, nie teraz. Mamy tu kryzys i o ile czegoś nie wiesz, to nie mam w tej sekundzie dla ciebie czasu.
— Coś wiemy.
— Naprawdę? To świetnie, wytłumaczysz wszystkim sytuację.
— Tak i możemy spróbować.
Po chwili jeden z ochroniarzy przyniósł megafon i podał go O5-04, ten zwrócił się do zebranego personelu i zaczął przemawiać:
— Witam wszystkich. Najpierw prosiłbym o zachowanie spokoju. Obecną sytuację wytłumaczy doktor Gorzelski, ale zapewniam, że nie ma się czego martwić.
O5-04 przekazuje megafon doktorowi Gorzelskiemu, ten wziął głęboki wdech i możliwie najbardziej obojętnym głosem powiedział:
— Nic nie wiemy.
Tłum pracowników przepełniły szmery podszyte niepokojem. O5-04 natychmiast wyrwał megafon z rąk doktora Gorzelskiego i go wyłączył. Następnie półszeptem zaczął zwracać się do doktora:
— Co to do cholery było? Mówiłeś, że coś wiesz.
— Tak "coś" wiemy. Jednak ta sytuacja jest nam kompletnie nie znana, tutaj trzeba przeprowadzić jakieś badania przed pustymi ogłoszeniami. Pewnie jest związana z pudłem, lecz nic więcej nie wiemy.
— I co chcesz teraz niby zrobić?
— To co dobry naukowiec, zbadać to. I niestety, ale tym razem musimy poskąpić na środkach bezpieczeństwa.
— Masz zezwolenie na wszystko co potrzebne, poza zbędnym narażaniem ludzkiego życia i zdrowia.
— Świetnie, bo on mi się przyda.
Doktor Gorzelski wskazał na stojącego na uboczu i milcząco przyglądającego się sytuacji SCP-PL-159.


Doktor Gorzelski wraz z zespołem złożonym z kilku laborantów niższego szczebla oraz SCP-PL-159 ustawiał się za prowizoryczną ochroną złożoną z metalowych płotków i plexiglassowych ekranów. Rozstawili już wszystkie dostępne przyrządy, przeprowadzili wszystkie badania na odległość i nic z nich nie wynikło. Teraz przyszła pora na najstarszy i najbardziej skuteczny w takich sytuacjach test.
— Doktorze, powiedz mi, bo chyba czegoś nie rozumiem.
— Nie dziwi nas to, ale czego dokładnie?
— Dlaczego posyłamy tam robota z kijem jeśli Fundacja ma takie zasoby technologiczne?
SCP-PL-159 spogląda na wystawione przed osłoną gąsienicowego robota z mechanicznym ramieniem, na którym umieszczono długi kij wykonany z jakiegoś plastiku.
— Może i ma zasoby, ale z bezpiecznych rzeczy wypróbowaliśmy już wszystko. Nawet jeśli mówi się, że negatywne wyniki to też wyniki, to niezbyt nam to daje jakieś odpowiedzi. Musimy przyjąć bardziej prymitywną metodę, a nie będziemy na pierwszym podejściu zużywać czujników. Poza tym kij to hardcore i nigdy nie szkodzi, zapytaj ludzi pierwotnych.
— Średnio mam taką możliwość.
— W przyszłości jest na to szansa, jakieś podróże w przeszłość lub mrożonki zawsze się znajdą. A nawet jeśli nie, to my damy radę się tym zająć.
— Ta…
— No nie bądź już takim pesymistą. Masz tu sterownik i zasuwaj z tym kijem.
— Czemu ja?
— No wiesz… Bo masz najlepsze kwalifikację z tu zebranych.
— Bo mekhanita to już musi się znać na robotach?
— A mylimy się?
— Tego nie powiedziałem. Ale nie zmienia to faktu, że to trochę stereotypowe.
— Jednak się nie pomyliliśmy, więc nie narzekaj tylko łap za drążka i wsuwaj ten kij.
Bez dalszego zwlekania wziął kontroler i powoli pokierował robota do białej masy budującej sferę. Gąsienice maszyny powoli przesuwały ją do granicy wraz z akompaniamentem silników elektrycznych.

Tuż przed zetknięciem się kija ze sferą, SCP-PL-159 zatrzymał robota.
— Gotowe?
— Gotowe. Wszystkie czujniki ustawione, jeśli coś się wydarzy to to zarejestrujemy.
— No to szturchamy.
Robot poruszył się o kilka centymetrów do przodu, kij bez żadnego wysiłku wsunął się w masę.
— I co?
— I nic. Nic się nie stało, spróbuj poruszać tym kijem, może jak zamieszasz to, coś się zrobi.
SCP-PL-159 położył swoją rękę na części kontrolera odpowiedzialnej za sterowanie ramieniem. Najpierw spróbował wyciągnąć lekko kij, jednak nie cofnął się on nawet o milimetr. Następnie podjął próbę zamieszania w masie, ale reakcja była jednakowa i kij ani drgnął. Zdziwiony spróbował delikatnie wetknąć kij głębiej, co udało mu się bez problemu.
— Doktorze, chyba coś tam jest konkretnie nie tak.
— Tak, chyba. Ale w sumie nie jesteśmy pewni, bo u nas w kuchni to takie coś, że możesz wsadzić tylko głębiej jest normalne, a u ciebie też.
— Okey, coś tam jest faktycznie na rzeczy.
— W istocie, ale za to nareszcie mam pomysł.
— Jaki?
— Niespodzianka, ale będę potrzebował twojej asysty.
— Co mam zrobić, kolejny robot czy może mam ci wstawić protezę?
— Podziękujemy, raczej gryzłaby się z naszym stylem. Chodzi mi o coś, co dobrze znasz, moneta.
— Błagam, tylko nie moneta. Od tego podrzucania kawałkami metalu z wartością finansową mam już torsje.
— Nie marudź. Jeden rzut i po sprawie.
— I tak nie mam opcji, by odmówić.
— No nie masz, a teraz czas na robotę.
Oboje podeszli ostrożnie do granicy kopuły, w między czasie doktor Gorzelski wyciągnął z portfela monetę dziesięciogroszową, kawałek papieru i kartkę. Zapisał coś na kawałku papieru i schował go do kieszonki kitla. Następnie położył monetę w pozycji do rzutu i skierował dłoń do ściany białej materii.
— Orzeł czy reszka? Tylko powiedz dopiero po rzucie.
— Dobra, rzucaj.
Doktor Gorzelski rzucił monetą, bez problemu wleciała w sferę.
— Okey, to teraz sprawdźmy się i pora, byśmy pokazali ci, że też mamy niesamowite zdolności wróżbiarskie.
— Ta?
— Nie wciskamy kitu. Masz tu kartkę, zapisałem na niej wynik rzutu.
Kartka szybko opuściła kieszeń i trafiła do SCP-PL-159, który przeczytał zawartość.
— Skąd wiedziałeś? Przecież "nic" to nie jest realna odpowiedź w tej grze.
— Miałem teorię, teraz ją potwierdziliśmy. Są trzy przypadki, w których właściwym wyborem jest "ani nie orzeł, ani nie reszka". Ten jest chyba tym najgorszym.
— Co to znaczy?
— Znaczy, że muszę wykonać jeszcze kilka obliczeń, wracamy do tych miernot zebrać ostatnie negatywne wyniki.
Obaj już odchodzili, kiedy nagle doktor Gorzelski coś zauważył i zatrzymał się.
— Co jest?
— Skocz nam szybko po stoper, ale tak pronto!
— Co się dzieje?
— Pamiętasz, jak w filmach mówią, że gorzej już być nie może.
— Tak?
— No to rozsiadaj się w fotelu i zajadaj popcornem. Ale najpierw stoper!
SCP-PL-159 pobiegł do stanowiska po stoper, w tym samym czasie doktor Gorzelski zaczął układać na ziemi ołówki, były ułożone prostopadle do sfery i każdy następny był dalej od sfery o jednakową odległość. SCP-PL-159 w biegu podał Gorzelskiemu stoper jednocześnie uważając, by na pewnie nie wywalić się i nie wpaść w masę. Wtedy też zauważył jedną rzecz, wszystko dzięki ołówkom. To było tak oczywiste, że karcił się teraz, iż nie dostrzegł tego wcześniej.
— Ona się kurczy.
— Dokładnie, a teraz cisza, bo muszę się skupić na pomiarze.
Wykonał polecenie, wiedział, jak kluczowy jest ten pomiar. Tracili grunt pod nogami, i to dosłownie.

Po zakończeniu pomiaru, gdy ostatni ołówek został wchłonięty przez kopułę obaj udali się szybkim krokiem do grupy badawczej. Potwierdzili ostatnie zebrane wyniki i doktor Gorzelski rozkazał wszystkim członkom zespołu poza SCP-PL-159 zebrać sprzęt i nie zbliżać się do granicy. Następnie obaj mężczyźni udali się w kierunku zbiorowiska ludzi, którzy organizowali polowe obozowisko na placu najbardziej oddalonym od brzegów sfery. Przez całą drogę Gorzelski trzymał w rękach notes, w którym na bieżąco robił obliczenia z niemal maszynową prędkością.

W obozowisku były głównie rzeczy powynoszone z pomieszczeń przy samych wyjściach z budynków. Prawdopodobnie O5-04 był już zaznajomiony z myślą, że mogą spędzić tu trochę czasu i muszą się jakoś zorganizować. Obaj mężczyźni szybko znaleźli O5-04, który zarządzał ludźmi, jednak natychmiast przerwał, gdy zauważył Gorzelskiego i SCP-PL-159. Odciągnął ich na bok i półszeptem zaczął:
— I co wiecie już coś?
— Mamy kilka pewnych informacji, niestety większość jest zła. Jest też pewna teoria naszego autorstwa, ale przez cięcia średnio mamy czas na jej sprawdzenie, więc musimy przyjąć to co zwykle, czyli że mamy rację.
— Gorzelski, nie czas na twoje przechwałki. Co to za informacje i jak bardzo jesteśmy w dupie?
— Z pewnych informacji mamy trzy fakty. Fakt pierwszy, sfera niszczy rzeczy, które jej dotkną do przynajmniej cząsteczkowego poziomu, więc nie ma co mówić o jakiejkolwiek przeżywalności pewnych wielokomórkowych organizmów białkowych. Jednocześnie stabilizują rzeczy w przestrzeni, by nie wydostały się, więc nie ma nawet opcji na wycofanie się. Fakt drugi, sfera kurczy się, ponadto zgodnie z moimi pomiarami czasowymi ten proces przyspiesza w tempie geometrycznym. Fakt trzeci, na pomoc z zewnątrz nie ma, co liczyć. Nawet jeśli przyjmiemy moją teorię za fałszywą to nie ma możliwości, by w potrzebnym czasie sklecono potrzebny projekt i urządzenie, by nas stąd wyciągnąć.
— Kurwa. Ile mamy czasu?
— Jeśli przyjęty paradygmat jest poprawny to nie mamy więcej niż trzydzieści sześć godzin, plus minus dwie.
— Cholera. Chwila, mówiłeś, że nie wszystkie informacje są złe.
— Tak, choć jest to małe pocieszenie to stabilizacja przestrzenna sfery sprawia, że budynki na pewno się nie zawalą, więc można bezpiecznie wchodzić do środka.
— Przynajmniej będziemy mogli zebrać wszystko bez martwienia się o nic. Co nie zmienia faktu, że mamy przesrane bez żadnego wyjścia.
— No nie do końca, mamy pewien pomysł, ale zakłada on wysłuchania naszej teorii.
— Mógłbyś sobie dać na wstrzymanie z tym wymądrzaniem teoriami, jednak jeśli coś masz to dawaj.
— A więc, zacznijmy od początku, czyli przyczyny tego wszystkiego. SCP-PL-106 został poddany naszej procedurze, jednak w związku z nią doszło do czegoś niespodziewanego. Nie można mówić tu o porażce, a po prostu odmiennym rezultacie. W każdym razie to co zrobiliśmy doprowadziło do kompresji wszechświata, powrotu do osobliwości zapoczątkowującej wielki wybuch. Niestety tym razem raczej na takie fajerwerki liczyć nie będziemy, bo pamiętajmy, kto był katalizatorem tego procesu. Ale wracając, prawdopodobnie cały wszechświat został skondensowany do tej białej zupy z energii i materii, poza tą bańką. Myślę, że zaszedł tu efekt oka cyklonu wywołany własnością PL-106 do nie niszczenia się pod wpływem własnego efektu. Mimo bycia w centrum burzy nic nam nie grozi, lecz to tylko tymczasowe. Siły, które chronią nas przed naciskiem materii i energią słabną, a bańka się zapada. Kiedy te oddziaływania przestaną działać po tym wszystkim nie zostanie nawet ślad.
— Jaką masz pewność, że tak naprawdę jest?
— Osobiście, całkowitą, aczkolwiek uwzględniając narzekanie na nasze zadufanie to powiemy 95%.
— I przechodząc do twojego pomysłu?
— A tak, otóż wzmocnienie oddziaływań lub utrzymanie bańki w inny sposób odpada. Nie wiem, co to za oddziaływania, a tym bardziej, jak je zimitować. Dodatkowo co by to dało? Niczego i nikogo innego już nie ma, cały znany nam wszechświat właśnie nas otacza i próbuje nas zmiażdżyć. Naszą jedyną nadzieją jest skorzystanie z dziedziny, o którą zahaczyłem hobbystycznie. Chodzi o podróże transwymiarowe.
— Czyli zamiast ratować naszą rzeczywistość chcesz w trzydzieści sześć godzin stworzyć portal do innego wymiaru używając tego, co mamy pod ręką?
— Tak! Choć ujęlibyśmy to w inny sposób. To nie będzie portal, bardziej pocisk, którym strzelimy na ślepo przebijając barierę naszego wymiaru i przy odpowiednim farcie trafić do wymiaru równoległego o właściwych warunkach. Znając mnogość powiązań transwymiarowych Fundacji w całym multiwersum mamy spore szanse trafić na pasujący świat.
— Jaką masz gwarancję, że to zadziała?
— Żadną, jednak to najlepszy pomysł, na jaki nas teraz stać.
— Rozumiem, mnie to nie przekonuje, ale nie mamy rozsądniejszych opcji.
— Przepraszam, że wrzucę swoje trzy grosze i przerwę tę ważną dyskusję, ale co się stało z pudłem? Może ono coś wyciągnie?
— Gorzelski?
— Otóż obiekt prawdopodobnie uległ zniszczeniu, ewentualnie orbituje poza osobliwością, jak to zwykł robić w poprzednich rzeczywistościach. Więc od razu możesz sobie wybić z głowy wszystkie pomysły opierające się o tę maszynę.
— Świetnie. A teraz jeśli sobie już to omówiliśmy, to czy masz jeszcze coś do dodania doktorze Gorzelski.
— Aktualnie nie.
— To dobrze, przygotuj potrzebne obliczenia i ewentualne plany, ja poinformuję ludzi. Musimy być gotowi na najgorsze. Nie sądziłem, że to ja będę tym, który ogłosi upadek ludzkości, a w każdym razie liczyłem, że nie będę musiał tego robić.

O5-04 stanął na stole przyniesionym z jednego z budynków, w ręku trzymał megafon. Wszyscy zebrali się w około z pewnym zaniepokojeniem lub nadzieją na jakieś dobre wieści. Jednak wszystkie spekulację zostały niemal natychmiast rozwiane, gdy członek rady O5, jedyny jaki pozostał przemówił:
— Proszę o uwagę. Otóż chciałbym tu złożyć wszystkim gratulacje. Gratuluje wszystkim tu zebranym bycia ostatnimi przedstawicielami gatunku ludzkiego. Niestety, ale musimy przypuszczać, że wszyscy tu zebrani są ostatnimi ludźmi lub w ogóle istotami żywymi we wszechświecie. Prawdopodobnie jest to scenariusz końca świata klasy YK, którego Fundacji nie udało się powstrzymać. Teraz jedynie planujemy odzyskać, co się da z tego statku na dnie oceanu. Aczkolwiek nie jest to już rozkaz, a zwykła propozycja, nikt nie zostanie do niczego zmuszony.
Podczas tej krótkiej, acz treściwej przemowy wszyscy słuchali z osłupieniem. Twarze wszystkich bladły równomiernie, jakby byli jednym wspólnie działającym organizmem. Zakończenie wypowiedzi było momentem wybuchy bomby, bomby ludzkich emocji. Zebrana pozostałość ludzkość zaczęła popadać w histerię, apatię lub determinację. Ile osób tyle było różnych reakcji, a w tym wszystkim był SCP-PL-159 czując, że musi pomóc z tym szalonym planem, ale już nie dla siebie.


Nie zostało już wiele czasu, mniej niż cztery godziny. Wszyscy, którzy zdecydowali się walczyć zebrali się na placu i pracowali nad ostatnią złudną nadzieją. Ciekawe ile osób tak naprawdę wierzyło w ocalenie, a ile po prostu nie chciało się przyznać do poddania się? A nawet jeśli im się uda, to co na nich czeka? Koniec, można zmienić szczegóły, ale koniec jest zawsze, taka natura wszechrzeczy. Więc czemu jeśli wszystko spotka pewny koniec cokolwiek robić? Egzystencja i przemiany są bezcelowe. Ale może to w tej głupocie i bezcelowości kryje się odpowiedź. Każde zwierzę, żyje dla głupoty zwanej "przeżyciem", ludzie nie są wyjątkiem. Jednak w ich wypadku jest jeszcze coś, ludzie osiągnęli ten jeden nanometr dalszego rozwoju i zaczęli znajdować sobie inne cele: innych ludzi, rzeczy czy koncepty (te prawdziwe, jak i te fałszywe).

SCP-PL-159 pożegnał się z osobami, z którymi stworzył namiastkę relacji wydającą się mu być dobrem, jakie nie miał od lat. Może to wina izolacji, braku spełnienia naturalnej ludzkiej potrzeby? A może to było właśnie to, prawda poszukiwana przez wszystkich? Nawet jeśli tak, to jakie miało to teraz znaczenie? Nie został mu nikt, nic, nawet idee zostały zniszczone. Jedyne co pozostało to koniec, który mógł trochę przyspieszyć. Może nie przestanie istnieć w pełnym tego słowa znaczeniu, ale świadomy ból i strach dobiegnie końca.

Udało mu się wejść na dach jednego z budynków będących na granicy zapadającej się sfery. Miał idealny widok na wszystko, nie wiedział dlaczego wybrał takie miejsce, ale czuł, że to dobry punkt. Poniżej mógł obserwować ludzkość w całej swojej okazałości, próbujących przeżyć. To mógł być powód jego wyboru? Jakaś ukryta poetyckość lub podświadome życzenie, by wykorzystać po raz ostatni skorzystać z daru świadomości. I tak nie miało to już znaczenia, SCP-PL-159 czuł zbliżający się koniec. Nie było to fizyczne uczucie, może jego mózg znał już prędkość białej materii dając mu przeczucia lub było to coś zupełnie innego. Ważne było to, że się zbliżało. Kiedy koniec dotknął jego pleców nagle się przeraził, na milisekundę. Ból był intensywny, lecz krótki. Po nim nie czuło się już nic, bo nic już nie było.


SCP-PL-159 nagle się otrząsną. Ponownie stał w białym pomieszczeniu testowym. Ponownie przed nim znajdowała się maszyna, która rozpoczęła to wszystko. Przez chwilę był w szoku, jednak z marazmu wyrwały go słowa z głośnika:
— Powtarzam. Czy możesz odczytać kiedy na liczniku pokaże się liczba jeden?
SCP-PL-159 ponownie spojrzał na maszynę, jednak tym razem nie dostał jasnej odpowiedzi. Zaczęło kręcić mu się w głowie, przewijały się przez nią dziwne rzeczy. Nie tylko losowe odcinki czasu, ale też nazwy owoców, krain geograficznych, pluszowych zabawek oraz jakiś link do platformy społecznościowej Youtube. Czy to wcześniej mogła być halucynacja, iluzja albo wizja? Tylko od czego lub od kogo? Nie zważając na to SCP-PL-159 wiedział, co musi zrobić.
— Nie, nie mogę. Muszę natychmiast porozmawiać z O5-04, wiem że jest w tym ośrodku, na stołówce. Je sałatkę jarzynową.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported