Fajniejszy Manifest
ocena: +3+x

“Jebać Krytyka.”

Ruiz przemierzał monochromatyczny hol, trzymając w dłoni obitą nagrywarkę Betamax.

“Ten dupek przychodzi do mojego domu, zaczyna krytykować jebaną tapetę, nie sir, nie sir, dywan nie pasuje do zasłon, wypierdalaj z mojego domu, SIR. Panie i panowie i, nie wiem, hiperinteligentne zwierzęta, kosmici albo czymkolwiek tam kurwa jesteście, popełniliśmy błąd. Gość jest jebanym maniakiem i nie mam tego na myśli w dobry sposób.”

Ruiz zaczął wchodzić po swojej klatce schodowej Penrose.

“W jakiś sposób staliśmy się instytucją i to był wielki, WIELKI kurwa błąd. Zawsze jak któryś z was idioci robi memetyczny tag graffiti, ten gość spierdala się na głowę tym którzy faktycznie próbują coś przekazać. Najdurniejsi z was zaczęli robić dziecinne błędy. Facet zna teraz nasze imię. Jesteśmy starzy, jesteśmy blasé, jesteśmy bezpłciowi. Ludzie patrzą na naszą sztukę i wzdychają. Wszyscy mają nas w dupie bo robimy rzeczy które nie mają sensu.”

Ruiz wskoczył w parę luster i zaczął swobodnie spadać.

“Więc zamierzam wystąpić przed szereg i zrobić coś… radykalnego. Jebać losowość, jebać Dadę, jebać to wszystko. To już nie jest fajne, dlatego o nas nie mówią. Wcześniej istnieliśmy by szokować, by rzucać wyzwania, by faktycznie łapać Faceta za pierdolone jaja i wpychać mu je do gardła. Teraz robimy w kółko kurwa to samo. Zabawkowicz ma więcej kreatywności niż wy wszyscy razem wzięci i czas temu zaradzić. Wysyłam to wszystkim. Oto nasz manifest.”

Ruiz spadł do wielkiego basenu z piłkami.

“Numer Jeden. Jebać krytyków. A dokładniej, jebać Krytyka. Krytyk jest Nikim. Ktokolwiek kto zaczyna swój pseudonim z wielkiej litery, jest pretensjonalny w każdy zły sposób. Zdystansujcie się od tych dupków, dajcie im sprzeczać się nad ich własnymi strzępkami wysranej i powtarzanej "kreatywności". Róbcie sztukę dla siebie, bo zaufajcie mi, jeśli będziecie robić sztukę skierowaną do krytyków, jesteście ich dziwkami, nie swoimi. Także wyjmijcie sobie z ust kutasa Krytyka. Possijcie sobie raz swoje własne kutasy.”

Ruiz podniósł kostkę Rubika i zaczął się nią bawić.

“Numer Dwa. Jebać Faceta. To robiliśmy, zanim ‘hahaha lol takie randomowe XD’ nastąpiło. Macie tu podpowiedź, i tylko podpowiedź, żeby zobaczyć jak to jest jak rucha was w mózgi: jeśli Nikt rozumie waszą sztukę, jest ona kurwa do niczego.”

Ruiz przykleił skrawek papieru z powrotem na księżyc.

“Numer Trzy. Jebać was. To przez was staliśmy się słabym żartem, wy jebnęliście nami o ziemię, a siedzicie i jaracie sobie zioło czy coś i zastanawiacie się czemu Nikt ‘jakby, rozumie nas, ziomuś’. Bo nie pokazujecie swojego stanowiska. Jesteśmy tak całkowicie, głęboko odtwórczy. Kopia za kopią. Ile jeszcze minie zanim ktoś z nas zrobi wreszcie coś oryginalnego?”

Ruiz transmigrował ungulateralnie między chaotycznymi nieorganicznymi mnogościami.

“Wzywam renesans. Wzywam zmianę. Wzywam do przestania czucia się fajnymi tylko dlatego, że zmieniamy zasady rzeczywistości. Wzywam was byście przestali zalewać nas waszymi głupimi, durnymi bzdurami. Wzywam pizzę i ma być dostarczona za dziesięć minut albo zwrot kasy. Wzywam was byście faktycznie usiedli, popatrzyli na wszystko co zrobiliście i zapytali siebie czy jesteście z tego dumni. Wzywam was byście sobie uświadomili, że nie jesteście. Wzywam was byście zaprzestali wszystkiego co robiliśmy wcześniej. Wzywam was do uczynienia nas znowu fajnymi.”

Ruiz odłożył telefon zrobiony z wnętrzności karaluchów.

“Przestańcie robić rzeczy bo możecie, przestańcie robić rzeczy bo chcecie robić rzeczy jak inni, przestańcie robić rzeczy bo widzieliście coś takiego i chcecie to zrobić znowu, przestańcie robić rzeczy które nie są wasze, przestańcie robić rzeczy które nie są fajne. Bo to nie jest fajne, jest infantylne, jest kurwa głupie. Chcecie wiedzieć czemu jeszcze nie jesteśmy fajni? Bo ‘my’ dotyczy nas wszystkich, a niestety, wy jesteście jednymi z nas. I po prostu nie jesteście fajni.”

Ruiz uśmiechnął się do nagrywarki Betamax.

“Jeszcze.”


Wycinacz i Rzeźbiarz usiedli i obejrzeli filmik.

“Jak on to zbudował? Czy on… jakim cudem on jest na księżycu? Czym SĄ te rzeczy?”

“Nie podoba mi się.”

“Jasne, że nie, jesteś zły że to nie ty to wszystko wyrzeźbiłeś.”

“Nie, w sensie, nie podoba mi się co on chce zrobić. Wydaje się to bezcelowe. Próbuje nas rozwalić.”

“Kiedyś nie było ‘nas’. Po prostu robiliśmy co chcieliśmy.”

“Teraz jest lepiej. Dążymy do celu. Czynimy Sztukę Rzeczywistością.”

“Ta, ale… nie wiem, Jakoś już tego nie czuję. Jestem ‘Wycinaczem’, wszystko co robię to cięcie magazynów i rekontekstualizowanie starych rzeczy. Nie jestem jak reszta z was. Nie robię rzeczy które chcę robić. Nie tworzę, tylko modyfikuję. I to wszystko przez te jebane imiona.”

“Ty tego chciałeś.”

“Tak, ale nie przez resztę życia! Duchamp ma rację, jesteśmy tylko "Czymś Tam" i mam tego dosyć! Chcę zostawić na moich pracach moje prawdziwe imię!”

“Ha, ‘Duchamp’. Nie zasługuje na ten pseudonim.”

“Nie?”

Wycinacz wstał i poszedł do kuchni.

“Chcesz coś? Zamawiam pizzę.”

“Ta, wegetariańską. W każdym razie, on jest… ech. Wiesz co, jednak weź mi wielbicieli mięsa. Potrzebuję teraz mięsa.”

“Jasne, nie ma problemu.”

“W każdym razie, on jest… niefajny. W sensie, Betamax? Jaki jest w ogóle sens tego, oprócz bycia niezrozumiałym? Jesteś jedyną osobą którą znam, która w ogóle ma odtwarzacz do tego. Pewnie tylko my to zobaczyliśmy.”

Wycinacz skończył zamawianie i usiadł z Rzeźbiarzem.

“Krytyk ma ich dziesiątki, ja mam mój od niego. Wkurwi się.”

“O tak, wkurwi się. Będzie chciał łeb Duchampa na talerzu.”

“Ale czemu?”

“Krytykuje nas, krytykuje krytykę Krytyka.”

“Cóż, każdy ma krytyka. Czemu sądzisz że ludzie poświęcą mu uwagę?”

“Jest widowiskowy. Kontruje naszą rewolucję kontrkulturową, kradnie ją, zmienia źródło i zabiera nasze imię na przejażdżkę po błocie. Wkurza mnie, bardzo mnie wkurza. Nie sądzę że ten filmik w ogóle zawiera jakieś exploity. Śmieje się z nas. To normalny filmik z niemożliwymi rzeczami, nabija się z używania jakichkolwiek exploitów.”

“Nie używam exploitów, stary. Ja tylko wycinam rzeczy, pamiętasz?”

“Tak, tak. To była twoja decyzja.”

“'Była' to ważne słowo. Chyba z tym skończyłem.”

“Kurwa.”

Rzeźbiarz schylił się do odtwarzacza, gorączkowo usuwając taśmę, podkładając ją pod światło, próbując wyczuć na jej krawędzi niewyczuwalne.

“Ma cię stary, ta rzecz jest exploitem, to –"

“Nie jest. Mam… Mam już tego dość. Miałem dość już od jakiegoś czasu. Nie robię nic samemu, jestem tu tylko dzięki wam. Ale… nie odbierz tego źle, stary, ale… chcę robić inne rzeczy. Pamiętasz swoje pierwsze dzieło? Ta dziwna rzecz z prętów zbrojeniowych, jak ją nazwałeś?”

Uścisk. Pamiętam.”

“Ludzie to kurwa kochali. Trzeba było dać tam swoje imię. Jaka jest ostatnia rzecz jaką zrobiłeś? Mnie ludzie pamiętają tylko w kontekście wysyłania wycinków z gazet. Stagnacja.”

Ruiz otworzył drzwi.

“Owszem. Jedna hawajska, jedna wielbicieli mięsa, zgadza się panowie? Proszę o szczodry napiwek.”

Rzeźbiarz i Wycinacz popatrzyli na Ruiza Dechampa, mającego na sobie znoszony uniform dostawcy. Podawał im dwa pudełka. Wycinacz przerwał ciszę.

"…a jebać, w dupie z tym. Masz tu dwadzieścia dolców. Zostaw sobie resztę."

"Dzięki. Smacznego!"

Rzeźbiarz przeniósł wzrok na Wycinacza gdy Duchamp wyszedł.

"Co jest kurwa z tobą nie tak?"

"Kurwa, stary, jestem głodny a on miał naszą pizzę. Nie jest dupkiem, nie będzie zatruta ani nic. Jakby miał nas zabić, zrobiłby to filmikiem. Ma nas w garści, on to wie. On jest tu u władzy. Możesz mnie nienawidzić za to co powiem, ale… jest fajniejszy niż my."

"Ty… wszystko jedno. Daj mi moje mięso."

"Masz."

"…to jest wegetariańska."

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported