Były nauczyciel
ocena: -4+x

Mój pierwszy dzień w robocie. Chyba nie ma człowieka, który nie stresował by się pierwszego dnia szkoły lub pracy. Ta niepewność. Co się ze mną stanie? Czy podejść do kogoś i zamienić parę słów?

Moje ręce były tak wilgotne, jakbym dopiero co je umył. Gdzie ja dokładnie jestem, zapytacie? Jestem w Ośrodku 14, w moim biurze, ale trudno to tak nazwać. Nawet biurko ledwo się zmieściło, żeby za nie wejść musiałem porządnie wciągnąć brzuch. Tak Fundacja traktuje nowych pracowników. No tak, zapomniałem wspomnieć, że ten ośrodek należy do Fundacji. A czym się zajmuje ta Fundacja, tego żona nie była łaskawa mi wytłumaczyć.

Jak ona mogła mi coś takiego zrobić? Nieważne, porozmawiam z nią później. Teraz muszę wypisać jakiś wniosek kwalifikacyjny. Wziąłem długopis i przyłożyłem go do kartki.

Imię: Zeus
Nazwisko: Górski
Imię ojca: Mateusz
Imię matki: Monika
Nazwisko panieńskie matki: Wencel
Rok urodzenia: 19.07.1990
Wykształcenie: Wyższe - biologia
Historia pracy: 09.08.2015 - 01.04.2017 nauczyciel biologii w gimnazjum nr 48 w Gdańsku

Po wypełnieniu dokumentu, z mojego telefonu wydobył się kobiecy głos.

- Wyjdź z pokoju i skręć w prawo, zatrzymaj się gdy dojdziesz do końca korytarza. Po prawej będą znajdowały się dwa krzesła, usiądź tam i poczekaj aż rekruter cię zawoła. Nie zbaczaj z podanej trasy.

Zrobiłem tak jak kazała kobieta, jednak przez całą drogę zastanawiałem się czy odebrałem przez przypadek. Miałem przecież wyłączony dzwonek. Może gdzieś tam trąciłem ręką i odebrałem. Zdecydowałem że pomyślę o tym później, obecnie musiałem dojść do celu.

Po bokach rozciągały się biura z oznakowaniami, że należą do danego doktora lub agenta. Sam korytarz był dosyć długi, szeroki i jasny. Na jego końcu znajdowały się drzwi o których mówiła kobieta, okno wychodzące na inny korytarz skrzyżowany z jeszcze jednym, jednak drzwi do niego nie miały okien i wyglądały na bardzo solidne. Obok nich znajdowała się nalepka z napisem "Keter". Pewnie ktoś źle wydrukował słowo "kefir". Czyżby ta Fundacja zajmowała się dostarczaniem produktów nabiałowych biednym ludziom?

Myśląc nad tym, usiadłem na krzesełku wyglądającym jak te z przychodni lekarskiej. Korytarz był pusty. Nie było tam żywej duszy.

Po chwili drzwi do biura doktora Mickiewicza otworzyły się i wyszedł z nich facet przypominający Einsteina. Trzymał w rękach jakiś karton.

- Pomóc panu? - spytałem.

- Nie.

Po tych słowach, a raczej słowie, wrócił od razu do swojego gabinetu i zatrzasnął szybko drzwi. O co mu chodziło? Do dziś nie wiem.

Po chwili drzwi do gabinetu rekrutacyjnego otworzyły się i wyszła z niego jakaś kobieta. Była dosyć chuda i miała rude włosy. Chwiała się jakby dopiero co wyszła z baru po wypiciu pół litra wódki. Nie podeszła do mnie, ruszyła dalej korytarzem.

Z wnętrza dobiegł gruby męski głos mówiący "następny". Pomyślałem wtedy, że jeśli zaproponuje mi jakiś alkohol, to definitywnie odmówię.

Rekruter był siwym brodaczem, miał na sobie kurtkę z jakimś logiem, a pod nią chyba jakiś gruby sweter. Wyglądał trochę jak ci poszukiwacze skarbów i podróżnicy z filmów.

- Niech pan usiądzie - powiedział głosem rodowego aktora, wskazując mi krzesło po drugiej stronie biurka.

- Dzień dobry. - odpowiedziałem siadając.

- Dobrze… sprawdzę pańską kartotekę. - powiedział, schylając się do szuflady.

Rozejrzałem się po jego biurku. Był tam nowoczesny komputer, karteczki samoprzylepne, sterty jakichś dokumentów i miś, który od razu przykuł moją uwagę. Miał duże oczy i muszkę.

- Ładny miś, skąd pan takiego ma?

- Dostałem od córki na urodziny. No ale przejdźmy do interesów. Przychodzi pan do nas, bo chce pan pracować jako jeden z naszych biologów. Dobrze więc, dam panu pewną kartkę, na której będzie test psychologiczny, odpowiedzi proszę podkreślić. Później ja zadam panu kilka dodatkowych pytań.

Wręczył mi kartkę i gdy uznał że już nie patrze odwrócił monitor w swoją stronę.

Planujesz wakacje. Chcesz udać się w dobrze ci znane miejsce, które uwielbiasz, czy spróbować czegoś nowego?
(a) Znane
(b) Nowe
Za twoje czyny czeka cię kara śmierci. Co czujesz?
(a) Strach. Nie wiem, wiem co się stanie.
(b) Gniew. Nikt nie ma do tego prawa.
(c) Spokój. Było warto.
Pociąg wymknął się spod kontroli i jedzie w stronę przywiązanych do torów pięciu ludzi. Możesz przekierować go na inny tor, ale tam też leży przywiązany człowiek.
(a) Zmieniam tor.
(b) Nic nie robię.
Pociąg wymknął się spod kontroli i jedzie w stronę pięciu osób. Stoisz na peronie obok olbrzymiego grubasa. Zepchnięcie go na tor zatrzyma pociąg.
(a) Spycham grubasa.
(b) Nic nie robię.
Pociąg wymknął się spod kontroli i jedzie w stronę przywiązanych do torów pięciu ludzi. Możesz zatrzymać pociąg, skacząc pod tory, oznacza to jednak pewną śmierć.
(a) Skaczę na tory.
(b) Spycham grubasa.
(c) Nic nie robię.
Pociąg wymknął się spod kontroli i jedzie w stronę twojej żony. Możesz zmienić tor, jednak znajduje się na nim twój syn. Jeśli skoczysz na tory to zatrzymasz pociąg, jednak oznacz to pewną śmierć
(a) Skaczę na tory.
(b) Zmieniam tor.
(c) Nic nie robię.

Podałem kartkę rekruterowi.

- Dobrze, teraz ja zadam kilka pytań. Ma pan żonę?

- Tak.

- Ma pan dzieci, jeśli tak to ile?

- Jedno, syna.

- Ktoś z pańskiej rodziny pracuje lub pracował w Fundacji?

- Żona pracuje u was od 2 lat.

- Dobrze, po pańskich odpowiedziach widzę że raczej pana przyjmiemy, jednak definitywną odpowiedź dostanie pan w sms'ie, który powinien przyjść jeszcze do wieczora. Proszę się nie martwić, początkowo będzie pan tylko uczestniczył w różnych szkoleniach i będzie pan musiał przejść test sprawności fizycznej, na który proszę się zgłosić jutro o 10. To tyle, kolega odprowadzi pana do wyjścia.

Spojrzałem za siebie. Stał tam wielki bysior w kurtce podobnej do tej, którą miał na sobie rekruter. Był łysy i miał tatuaż na ręce. Gdyby to była ciemna uliczka to już zaczął bym przed nim spierdalać. Jednak tym razem musiałem zrobić coś odwrotnego.


Korki, dla jednych nadzieja na zdanie do następnej klasy, dla innych dynks powodujący że picie się nie wylewa, dla mnie marnowanie czasu gapiąc się na czyjeś tablice rejestracyjne. Atakowałem klakson, rzucałem "serdecznymi" gestami i wyzywałem wszystkich od idiotów.

W Gdańsku nie było takich korków, zwłaszcza że niedawno otworzyli tunel pod Wisłą. Ogólnie było tam lepiej. Mieszkanie było większe, praca była blisko i z małym były lepsze kontakty.

Zacząłem się zastanawiać jak moja żona może pracować z takimi zakapiorami. Na dodatek, co robiła ta cała Fundacja? Miałem się tego całkiem niedługo dowiedzieć.

Jednak moje rozmyślania przerwał facet, próbujący się wepchnąć przede mnie. Wytrąbiłem mu całą piątą symfonię, ale baran nie zareagował.


- Tatuś! - wrzasnął Jaś, tuż po moim wejściu. - Zobacz co ci narysowałem!

Pokazał mi tableta, na jego ekranie znajdował się jakiś bohomaz przedstawiający najprawdopodobniej mnie z czymś przypominającym księżyc o bardzo grubych końcówkach.

- Przepiękny, a co to jest to co trzymam w ręce? - wskazałem obrazek, nie wiedzieć czemu narysowany na nowoczesnym urządzeniu, a nie na kartce.

- To mimo… Mikos…

- Mikroskop - Odezwała się z kuchni Joasia.

- Dobrze synku, później go wydrukujemy i powiesimy na lodówce, ale teraz siadaj do stołu, bo mamusia już nakrywa.

Na stole już czekała zapiekanka ziemniaczana. Gdy już wszyscy usiedli, schyliłem głowę i się pomodliłem.

- Błogosław Panie Boże nas i te dary Twoje, które z Twej szczodrobliwości spożywać mamy, abyśmy Cię chwalili. Przez naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Amen.

Zaczęliśmy jeść i rozmawiać o tym co nas dzisiaj spotkało. Ja opowiedziałem o swoim pierwszym dniu w pracy, Joasia o tym jak 20 minut wlokła się za jakimś traktorem, a Jaś o tym że poznał nowego kolegę o imieniu Maks.

Czas przy stole zleciał tak szybko że nie wiedzieć kiedy upłynęła godzina. Dzisiaj przyszła moja kolej na zmywanie, więc się za to zabrałem. Szło dość szybko, do czasu.

Niestety zbiłem kubek, który wygrałem dla Joasi na naszej pierwszej randce. Chciałem go po prostu zmieść i wyrzucić, ale coś mnie powstrzymało. Zebrałem kawałki i zaniosłem je na strych. Wsadziłem je do kubła z napisem "skrzynka miłości", w której znajdowały się różne rzeczy z czasów przed naszym ślubem.

Resztę dnia przesiedziałem na oglądaniu kanałów sportowych.


Podniosłem się z łóżka i poszedłem do łazienki. Załatwiłem swoją potrzebę i wróciłem do sypialni, jednak zamiast położyć się z powrotem do wyra, to na nim usiadłem. Otworzyłem szufladę i wyciągnąłem z niej zdjęcie.

Gdy tylko je zobaczyłem to w moim oku zakręciła się łezka wzruszenia. Klasa której byłem wychowawcą, tęskniłem za nimi.

Po chwili jednak wzruszenie, zamieniło się w gniew, a to dlatego że zobaczyłem JĄ. Adela Kobierzyńska zawsze była słabą uczennicą, ale to co zrobiła przeszło najśmielsze oczekiwania. Ta szmata zagroziła mi że jak nie dam jej lepszej oceny z biologi to powie że ją zgwałciłem, oczywiście się nie zgodziłem.

Później sprawy poszły szybko, była rozprawa, przedstawiła sfabrykowane dowody, a ja zostałem w dupie bo nic nie miałem na swoją obronę. Jednak został z nie wiadomego powodu zmieniony prokuratoror. On mnie oniewinnił mimo praktycznie nie podważalnych dowodów, ale i tak zostałem zwolniony.

Moje dywagacje przerwał sygnał, dobywający się z telefonu, oznaczający przybycie wiadomości. Wcisnąłem przycisk i moim oczom ukazała się następująca wiadomość.

Gratuluje, został pan przyjęty do pracy w Fundacji, na stanowisku badacza. Proszę się zgłosić jutro na testy sprawności fizycznej o godzinie 10 w Ośrodku 14.


Wazowski zarejestrował się do komputera w swoim biurze. Otworzył dokument o nazwie "akta Zeusa Górskiego".

Pełne imię: Zeus Marek Górski
Data urodzenia: 19.07.1990
Stanowisko w Fundacji: Młodszy badacz
Stan cywilny: Żonaty
Posiadane potomstwo: 1 syn
Informacje szkolne: Miał same oceny celujące. Napisał mature z najwyższą możliwą punktacją.
Informacje sprzed pozyskania: Z nie wiadomego powodu, pomimo wielu ofert pracy w znanych firmach, zdecydował się na prace w gimnazjum. Oskarżony o gwałt na nieletniej. Po oficjalnej prośbie żony, w sprawę wmieszała się Fundacja. Po upewnieniu się co do niewinności oskarżonego, wykorzystano jednego z agentów pracujących w sądzie.
Notatka: "Nie mogliśmy sobie pozwolić na utratę tak dobrej badaczki jak Joanna Górska." - starszy naukowiec Szynalewski.
Wyniki testu psychologicznego: Prawdopodobnie nie lubi nieznanych doznań. Z jego odpowiedzi wynika, że prawdopodobnie nie będzie niepotrzebnie ryzykował życia żeby uratować innych, jedynym wyjątkiem jest rodzina dla której może poświęcić życie.
Informacje uzyskane za sprawą podsłuchu: Potwierdzono że jest kochającym ojcem i mężem. Mężczyzna jest wiary chrześcijańskiej, dokładnego odłamu nie zidentyfikowano.
Główny powód zatrudnienia: Łatwość utrzymania kontroli nad pracownikiem. Możliwość szantażu za pomocą rodziny.
Najbliższe wydarzenia związane z pracownikiem: Testy sprawności fizycznej ze starszym trenerem Mikiem Wazowskim.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported