Dopóki śmierć nas nie rozłączy, Część 1
ocena: +3+x

Dwie postacie siedziały w zadymionym pomieszczeniu. Było to małe, studenckie mieszkanie w bloku. Podział na pokoje właściwie nie istniał: jedynymi strefami prywatności było łóżko oddzielone ścianą od reszty pokoju i, naturalnie, łazienka. Przy drzwiach wyjściowych była mała sekcja spełniająca funkcję kuchni: kuchenka, lodówka i wysoki blat, wszystko przyozdobione dużą liczbą częściej lub rzadziej używanych szafek, półek i kredensów. Samo mieszkanie było zachowane w dość dużym nieładzie, ale wyraźnie można było wskazać miejsca najczęściej używane: biurko z komputerem, wersalka przy oknie i stolik jej towarzyszący, no i lodówka. Mimo uchylonego okna i źródła dymu, siedzącego tuż przy nim, w całym pomieszczeniu oczy gryzł odór nikotyny, i czegoś jeszcze. Stojący tuz koło butów worek z niechęcią spoglądał na leżące tu i tam puszki, którymi i tak był wypełniony.

Osobą siedzącą na oparciu wersalki, flegmatycznie wypuszczającą dym w stronę szpary w oknie, był młody, dobrze zbudowany, acz chudawy, mężczyzna. Długie, zaniedbane włosy wyraźnie gryzły się ze starannie uczesaną bródką. Pozostałości młodzieżowego trądziku skutecznie były maskowane przez zmarszczki zmęczenia, a może i zdenerwowania. Mimo przebywania we własnym mieszkaniu, mężczyzna nie przejmował się trzymaniem wątpliwej czystości glanów na wersalce czy strzepywaniem popiołu na parapet. Wystarczyło to przecież zdmuchnąć, a i tak po imprezie potrafi zastać większy bałagan.

Drugą osobą była wyraźnie młodsza, jak na swój wiek dość urodziwa, dziewczyna. Stanowiła kompletne przeciwieństwo towarzysza: zadbane blond włosy, drobna, delikatna budowa ciała, gładkie lico. Każdy mężczyzna, widząc ją, mógłby powiedzieć o niej "córeczka": była tak niewinna i taka krucha. Mimo tych skrajnych różnic, obydwie postacie były ubrane w tym samym stylu: gruba, ciężka kurtka wykonana ze skóropodobnego materiału, tanie bojówki przemycone przez ukraińskich imigrantów, stare, zniszczone glany i koszulka z napisem jakiegoś zespołu i barwnym obrazkiem, na którym dominowały kolory czerwieni.

Dziewczynie wyraźnie przeszkadzało zachowanie, jak można było wywnioskować z wtulenia się w prawą nogę, jej partnera. Nie chciała jednak nic mówić: nie przyszła tu, aby się kłócić. Jako młoda, wciąż targana emocjami i dorastaniem kobieta, wciąż była naiwnie zakochana: liczyła się dla niej miłość, sam jej fakt, a nie forma czy obraz. Owszem, drażnił ją dym. Drażniła ją suchość mężczyzny. Jego apatyczność. Ale, w rzeczywistości, było to też to, co ją pociągało: ten brutalny, pozbawiony zasad świat dorosłych.

Wyrzucając peta, mężczyzna spojrzał w dół, na swoją dziewczynę. Początkowo nie podobała mu się jej prośba, aby palił przy uchylonym oknie, jednak teraz, z tej perspektywy, zaczął dostrzegać plusy tej sytuacji. I to nawet dwa plusy. Starał się nie patrzeć na jej twarz: nie chciał zniszczyć sobie nastroju, nie po to po nią zadzwonił tego wieczoru. Przez chwilę rozważał, czy zgasić światło. Uznał jednak, że nie chce mu się wstawać i iść tych kilku metrów, a poza tym ominąłby okazję na obserwację kolejnych plusów. Poprosił więc dziewczynę, aby ona to zrobiła.

Gdy on zsunął się na właściwą pozycję, w jakiej powinno się siedzieć na kanapie, jego partnerka wstała i przeszła na drugi koniec mieszkania, aby pstryknąć wyłącznik, i pozwolić zasłonie mroku opaść nad nimi i całym pokojem. Mężczyzna obserwując jej kroki, zaczął rozbierać ją w myślach, poczynając od kurtki, poprzez gwałtowne szarpnięcie spodni, a następnie niemalże zerwanie koszulki. O stanik nie musiał się martwić, dziewczyna doskonale wiedziała, że nie ma sensu go zakładać.

Gdy zgasło światło, mężczyzna przeszedł z myśli do czynów.


Oddech kobiety powoli wracał do normalnego tempa. Wciąż rozpalona, wciąż z zamkniętymi oczami, starała się jak najdłużej zatrzymać to wspaniałe uczucie, które przed chwilą doświadczyła. Odczuwała co prawda lekki ból, jednak traktowała to jako stałą część. Nie myśląc o tym, nie myśląc właściwie o niczym, odczuwała wciąż w niej tkwiącą rozkosz i ekstazę. Brakowało jej tchu, czuła jak jej ciało klei się od potu, a uda bolą od wysiłku utrzymania ich w jednej pozycji, jednak podobało jej się to. Był to znak, że przeżyła cudowne chwile.

Mężczyzna, gasząc papierosa, pociągnął duży łyk z butelki Tatry. Było jeszcze odrobinę chłodne, ale już zwietrzałe. Jakie piwo, taki seks, pomyślał. Żył wystarczająco długo, aby wiedzieć, że jeśli jedna rzecz nie do końca się układa, to i kolejne pójdą tym torem. Odwrócił się w kierunku mroku, tam gdzie powinna znajdować się twarz dziewczyny, która właśnie doszła do siebie i usiadła na skraju łóżka, obok niego. Czuł bijące od niej ciepło, oczami wyobraźni widział jej czerwoną twarz, potarganą fryzurę, która jeszcze piętnaście minut temu była starannie uczesana. Sięgnął po nią ręką i delikatnie pogładził miękkie, młode blond włosy. Ścisnął kilka z nich w garść, i stanowczo, lecz dość ostrożnie, skierował dłonią w stronę swojej pachwiny.

Dla niego przyjemność jeszcze się nie skończyła.


Wiedziała, że wypił zbyt dużo, aby mógł ją odwieźć. Zawsze tak było. Zawsze też upierał się, że sobie poradzi, żeby się nie wygłupiała. Ona sprowadzała go argumentem, że musi się przewietrzyć, aby rodzice nie poczuli od niej alkoholu ani papierosów. Cieszyło ją, że starał się o nią dbać, a nie traktował jej jak przedmiotu do zaspokajania swoich potrzeb. Tego się najbardziej bała, kiedy stawiała swoje pierwsze, ostrożne kroki w dorosłym świecie.

Mężczyzna cieszył się, że kolejny raz kupiła jego blef. Ostatnią rzeczą, jaką chciał, było poświęcenie czasu i benzyny aby ją odwieźć. Wolał jednak się z nią droczyć, aby nie wpadła na głupi pomysł przeprowadzki do niego. Żałował jedynie, że nie kupi sobie po drodze papierosów i ewentualnie jakiegoś piwa, ale mógł to przeżyć. Może zadzwoni po Peta, i tak miał jutro na drugą zmianę, a w sumie nie zaszkodziłoby zjeść jakiegoś kebsa i pooglądać jakieś nagrania z koncertów. Odprowadzając partnerkę do drzwi i niechętnie całując na pożegnanie, w myślach miał jedynie to, czy woli posłuchać dziś Anaal Nathrakh, czy Mandragore.



Klub był dość mały, a kiepsko rozstawiony sprzęt nagłaśniający nie pomagał w odsłuchiwaniu muzyki. Mimo to odurzona chemią młodzież, zbita w jedną masę, obijała się o siebie, starając się czynić to do rytmu. Znudzona ochrona, skąpo ubrane kobiety i spoceni mężczyźni machający długimi, przetłuszczonymi włosami, stanowili stereotypowy obraz metalowego koncertu. Wszelcy bojownicy katolicyzmu mieliby tu pełne ręce roboty. Najpierw z próbą przedstawienia swoich opinii, a następnie z próbą powstrzymania swojego krwotoku wśród tłumu rozweselonego towarzystwa. Właściciel klubu jakkolwiek nie pochwalał tej subkultury i jej gustu muzycznego, tak musiał przyznać, że nie skąpią grosza przy kasie. W przeciwieństwie do barmanek, które najwyraźniej zarabiały zbyt mało, by kupić ubrania zasłaniające interesujące punkty ich ciał.

Wraz z nadejściem wolniejszego kawałka niewyróżniający się mężczyzna skierował swoje kroki do baru. Sądząc po chodzie, nie była to jego pierwsza wyprawa. Za nim ruszyła młoda, blond włosa dziewczyna. Widać było, że przygląda mu się z uwagą, tak jak równie wyraźne było niezdecydowanie na jej twarzy. Kiedy przystanęła obok baru, tuz obok mężczyzny, łapiąc oddech i maskując ból starała się zachowywać tak poważnie i pewnie siebie, co w jej mniemaniu równe było dorosłości, jak tylko potrafiła.

— Lane. — Powiedział głębokim, przepitym głosem mężczyzna, kładąc na ladę monetę. Nie zwracał uwagi na kokieteryjne spojrzenia barmanki, zbyt często dał się na to złapać.

— Ja poproszę piwo z sokiem. — Powiedziała nastoletnim głosem dziewczyna. Zwróciło to uwagę mężczyzny, który odwrócił w jej kierunku wzrok, i zaczął się jej krytycznie przyglądać, oceniając i rozważając.

— Dowód jest? — Głos barmanki potwierdził ostrożność mężczyzny: opryskliwy, szorstki. Takie jak ona mają zbyt dużą samoocenę, i traktują swoją dupę jako kartę przetargową na zakupy. Nie interesowało go coś takiego. Ale ta obok…

— Ja płacę, jest ze mną. — Zawsze można spróbować. Młoda i drobna, takie łatwo się zgadzają na różne, ciekawe rzeczy.

Dziewczyna spojrzała na swojego nowego towarzysza, uśmiechnęła się głupkowato i natychmiast upomniała się o to w myślach. Nie zachowuj się tak, nie jesteś gimbuską — pomyślała. Jej oczekiwania się spełniały, ale nie mogła tego teraz zepsuć.


Hedu uznał koncert za udany. Zespół grał w porządku, alkohol smakował i działał, kindermetale schodzili z drogi, a Agnieszka zgodziła się odwiedzić mieszkanie. Oczywiście, podsumowanie było jeszcze przed nimi, ale przecież to od niego zależy, nie od niej. Była wpatrzona w niego jak w obrazek: dorosły, ustatkowany i przystojny, można pomyśleć, że był to wymarzony kandydat. Niektóre tak myślały, tylko po to aby później wypisywać do niego na Facebooku "świnia" czy "kłamca". Jaki kurwa kłamca? One same sobie coś ubzdurały, i jak tego nie dostawały to były wielce obrażone. Ale tak było dla niego nawet i lepiej, nie spieszyło mu się do poważnego związku czy innych pierdół. Liczyło się to, aby zakończyć imprezę tak, jak należy.

Jego przyjaciel, Pet, zgodził się ich podwieźć do mieszkania. Mimo że był takim samym metalem jak Hedu, nie przepadał za chlaniem na imprezach publicznych. Wolał usiąść wygodnie w mieszkaniu i oglądać koncert, popijając piwo. Zdaniem Heda, było to pojebane, ale Pet nie przejmował się tą opinią. Tak jak Hedu nie przejmował się opinią Peta, że tym razem trochę przesadził z partnerką.

— Daj kurwa spokój, ty ją będziesz pieprzył czy ja?! — Agnieszka stała niedaleko, umawiając się z rodzicami że dzisiaj nie wróci na noc. Zgodnie z radą partnera, starała się ich przekonać że komunikacja nocna zawiodła i będzie nocować u koleżanki ze szkoły. Blef miał szanse powodzenia: rodzice nie znali tej koleżanki, a ona sama miała podobno być razem z nią na koncercie.

— Kurwa, Hedu, ogarnij dupę. Tak tylko mówiłem, rób co chcesz. Twój kutas, twoja dupa. — po raz kolejny Pet żałował, że wyraził swoją opinię. Muszę się kiedyś nauczyć nie odzywać — pomyślał.

— To na chuj pierdolisz i mnie wkurwiasz? — Alkohol potęguje uczucia, a i bez tego Hedu był impulsywny. Kontrolował się jednak na tyle, aby nie usłyszała go Agnieszka. Nie po to tyle kasy na nią wydał, i opuścił tyle zabawy. Poświęcenie nie może się zmarnować.

Pet spojrzał na chwiejącego się kolegę. Zbyt wiele razy ta sytuacja się powtarzała, a on mimo to wciąż ją prowokował. Nie miał humoru jechać pół Krakowa słuchając wyrzutów Heda. Wolał aby się pieprzyli, do tego był chociaż przyzwyczajony.

— Dwa piwa. —

Hedu uśmiechnął się. Wystarczyło trochę poudawać, a cena od razu stawała się niższa.

Cała trójka wsiadła do zadbanej Astry. Kierowca puścił głośno muzykę, aby nie słyszeć odgłosów z tylnego siedzenia. Dla rozszalałej burzy seksapilu, pod postacią dwójki kochanków, to był jedynie początek zabawy.


Zaczęli się spotykać. Ona traktowała to jak początki wielkiego uczucia, wiążącego ją z nim, nastoletni bunt z dorosłością. On traktował to jako pewny telefon, który zapewni mu atrakcyjną noc. Była młoda, więc nie musiał wydawać na to za dużo. Była naiwna, więc nie musiał się zbyt starać. Pasował mu ten układ, także dlatego, że zdążył nauczyć ją kilku sztuczek, a ona była pojętną uczennicą.

Było tak też poza życiem seksualnym. Rozpoczynała naukę w liceum, ale już mogła się chwalić najwyższymi ocenami. Była tą jedną dziewczyną w szkole, która wszystko umie i pilnie się uczy. Nie zgadzały się ze stereotypem kujonki dwie rzeczy: była atrakcyjna, i prowadziła bogate życie towarzyskie. Mimo że zgrywała grzeczną i pilna uczennicę, nie interesowało jej życie prymuski. Pod ciągłą kontrolą rodziców właściwie nie robiła nic, poza nauką. Potrzebowała rozrywki, potrzebowała uczucia wobec drugiej osoby. Potrzebowała miłości. I miała nadzieję, że ją znalazła.

Jej partner prowadził ryzykowną grę. Był zadowolony ze swoich ostatnich połowów, ale nie chciał, aby były one jego ostatnimi. Była to młoda, atrakcyjna dziewczyna, ale miała niepoukładane w głowie. Miał nadzieję, że w porę zmądrzeje. Nie potrzebował uganiającej się za nim licealistki.



To było ich 5 spotkanie w tym miesiącu. Owszem, wszystkie kończyły się przyjemnie, ale nie znaczy to, że Hedu je chciał. Owszem, była całkiem niezła, ale jednocześni była też dość apatyczna i wymagała wskazówek. Jednak to co robiła, robiła dobrze. Nieźle się prezentowała i właściwie nie miała oporów. Hedu jednak zaczął wyczuwać to, czego się obawiał. Z tym jak z alkoholem, pouczał znajomych: w małych ilościach jest w porządku, ale za dużo i rzygasz po koszach na śmieci.

Stał obok niej przed drzwiami, czekając aż założy glany i zapnie kurtkę. Zdawała się nie spieszyć, a on starał ukryć się swoje zniecierpliwienie. Obydwoje byli jeszcze zmęczeni po wydarzeniach sprzed chwili, i zwracali bardziej uwagę na własne zachowanie, niż partnera. Można wręcz powiedzieć, że był to taki kończący spotkanie rytuał: pomimo oczekiwania i radości ze wspólnego spotkania, rozchodzili się w dość apatycznej atmosferze. Czasami prowadzili przy tym małe rozmowy, zwykle o głupotach. Mężczyźnie to odpowiadało.

Zauważył że coś się święci, kiedy rozmawiała o jego mieszkaniu: o imprezach odbywających się w tym miejscu, o bałaganie. Przeszkadzało jej też, że czasami nie chodził do pracy, i że tyle pił. Była młoda, nie rozumiała, że dokładnie te cechy ją pociągają, że dokładnie tego pragnie. On nie rozumiał, o co jej chodzi, ale obawiał się tych rozmów. Kiedyś już takie przechodził, i nie chciał do tego wracać.

Jego obawy potwierdziły się, kiedy na pożegnanie przytuliła się do niego, ucałowała w policzek i powiedziała: — Kocham Cię Hedu. —


Niebo było bezchmurne, lśniące gwiazdy zdawały się emanować chłodem i pustką, tak jak nieoświetlona strefa poza ogniskiem. Dobiegająca z głośników w telefonach muzyka skutecznie zagłuszała większość dźwięków, a co z tym idzie niemalże całkowicie odcinała kontakt ze światem zewnętrznym. Dziewczynie wydawało się, że nie istnieje świat poza tym miejscem: że jest tylko ona, jej partner, ognisko i znajomi. Czuła, że przynależy do tej grupy, mimo że niekoniecznie czuła się tu dobrze. Rozumiała potrzebę podkreślenia swobody i niezależności dorosłych poprzez nocne imprezy na łąkach, ale nie rozumiała ilości alkoholu i zachowania co niektórych osób.

Dla mężczyzny była to pozornie typowa impreza, jedna z wielu z niezliczonej ilości, na jakich był w życiu. Razem z grupą znajomych spotykali się, aby spędzić razem czas: posłuchać muzyki, wypić za dużo alkoholu i zachowywać się nieprzyzwoicie. Przestał się zastanawiać, dlaczego to robi, jaki ma w tym cel: skupiał się już jedynie na odczuwaniu z tego przyjemności. Wypił kolejny kieliszek, i pod pretekstem doniesienia drzewa do ogniska oddalił się, aby poczuć się lepiej albo, ewentualnie, wymiotować.

Dziewczyna widząc to, poszła za nim. Martwiła się o swojego partnera, ale również nie chciała zostawać tu sama. Nie była tego świadoma, lecz w rzeczywistości źle się czuła w tym towarzystwie: było dla niej zbyt wulgarne, zbyt głośne, zbyt brutalne. Starała się dopasować, chciała być jego częścią, jednocześnie obawiała się tego. Zależało jej w końcu jedynie na tym, by spędzać czas z mężczyzną swojego życia, w jakichkolwiek by to warunkach nie było.

Szła przez mrok, odwracając się nerwowo w stronę ogniska. Nie czuła się bezpiecznie, jednak obraz imprezy również napawał ją obawami. Nie chciała być sama, było ciemno, późno i zimno. Chciała pozostawać w bezpiecznych objęciach swojego chłopaka. Wciąż idąc przez siebie, czując na policzkach przejmujący chłód wilgoci, starała się znaleźć swojego obrońcę. Wszystkie myśli skierowała w tym kierunku: uspokajała się, jednocześnie pobudzając panikę. Nie była pewna, co robić, czy iść dalej, czy wracać do ogniska. Czuła, jak przyspiesza jej oddech, jak serce staje się lekkie, jak wzrok przykrywa gęsta mgła zwątpienia. Wtedy dojrzała ciemne kontury postaci, stojącej niedaleko niej. Nie pomyślała, że może to być ktoś inny: była pewna, że to jej ukochany.

Zasuwając rozporek, mężczyzna zaciągnął się papierosem. Paskudny smak wymiocin powoli ulatniał się z jamy ustnej, a tytoń wgryzał się w gardło, pozwalając zapomnieć o przykrym doświadczeniu. Nie czuł się z tym źle, każdemu zdarza się okazać się słabszym od oczekiwań. Czuł się źle z innego powodu. Niepotrzebnie się zgodził na propozycję Agnieszki. Nie chodził na imprezy, aby ignorować uśmieszki znajomych i pilnować jakiejś licealistki. Nie rozumiał, dlaczego tak się upierała aby wziął ją ze sobą: rozpaczliwie potrzebowała kontaktu z innymi, czy chciała poznać go lepiej, nieważne, to wszystko nastoletnie pierdoły wzięte z Bravo czy Onetu. Nie podobało mu się to, ale było za późno, aby teraz coś z tym zrobić.

Usłyszał krzyk. Młodej, spanikowanej dziewczyny. Piskliwy dźwięk, bardziej pasujący do szczeniaka, niźli do człowieka. Wiedział, czyj to krzyk, i ruszył biegiem w jego kierunku.


O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported