Dzień, w którym zniknęła Sosna

Uwaga, to co czytasz jest drugą częścią. Jest mała szansa że zrozumiesz o co chodzi bez przeczytania tego. Więc jak nie czytałeś to zasuwaj. A, drobna uwaga, poprzednia część zawiera spore ilości ostrego robienia miłości. Ta część jest od tego wolna.

ocena: +3+x

Doktor Sosna właśnie wsiadała do transportowca Fundacji który miał ją zawieźć do jednego z warszawskich Ośrodków. Zaraz po niej wsiadł jej asystent, młody Michał Jodła. Obracała nerwowo w rękach pudełko po lekach. Usiadła na miejscu i zaczęła patrzeć przed siebie, od wypadku nienawidziła transportowców Fundacji jednak teraz dodatkowo musi ukrywać to że jest anomalna. Problem czerwonych tęczówek rozwiązały soczewki, pozostałym problemem zostały kolce, które Sosna nie widziała kiedy się pojawią. Drugim problemem było to że jechała do Warszawy. Gdzie znajdował się Ośrodek 48. W którym to był SCP-PL-139. Zgodnie z jej badaniami nad Zalewskim gdy ten jest w promieniu poniżej 10 kilometrów od Ośrodka 48 obiekt zaczyna przejmować nad nim kontrolę. Zaczęła patrzeć nerwowo na resztę osób w transporcie jednak nikt nie zauważył jej zdenerwowania i ściskania mocno w kieszeni buteleczki z lekami. Asystent zbyt zajęty wypełnianiem dokumentacji, ochroniarz zbyt zajęty obserwowaniem otoczenia za oknem. Ruszyli. Sosna zaczęła się uspakajać, wyjęła notes i zaczęła w nim szkicować. Nadal jednak nie mogła przestać myśleć o tym co się stanie gdy ktoś zauważy. Po dłuższej chwili jazdy zaczął ją morzyć sen, a może to wynik leków? Jej głowa powoli opadła na oparcie.

Jodła uniósł wzrok znad dokumentów, wreszcie skończył wypełniać raport. Spojrzał na googlowską mapę w telefonie i spojrzał na śpiącą Sosnę.
—Pani doktor, zostało nam już tylko 9 kilometrów do celu. Powinna Pani wstać.
Michał nagle przerwał gdy spojrzał znowu na doktor. Sosna otworzyła szeroko oczy, coś zaczęło jej wyrastać z ramion, jakieś dziwne ostre kształty. Michał zaczął się od niej odsuwać, Joanna metaliczną ręką sięgnęła do oczu i wyjęła soczewki które zgniotła w ręku ukazując swoje szkarłatne tęczówki. Ochroniarz natychmiastowo wstał wycelowując paralizator w doktor Sosnę po czym zaczął coś do niej mówić, Michał jednak był w tej chwili skupiony na oddaleniu się jak najbardziej się da od Joanny. Ochroniarz zaczął sięgać po krótkofalówkę gdy nagle z pleców Sosny wyrosła macka wytrącając paralizator i krótkofalówkę z rąk ochroniarza, Sosna wstała i zaczęła iść w jego stronę wysuwając na lewym ręku i większości ciała kły i macki z pleców. Zamachnęła się na ochroniarza mackami odrzucając go na bok po czym podniosła mackami i chwyciła metalową protezą za krtań. Michał wykorzystując to że Sosna zajęła się ochroniarzem, sam się schował. Po chwili usłyszał krzyk ochroniarza a ścianę obok obryzgała krew. Michał w myślach uspakajał się nic mu nie grozi w tym miejscu gdzie się improwizowanie schował. Kawałek od niego upadło ciało ochroniarza, usłyszał dźwięk odginania metalu i kolejny krzyk, transportowcem zatrzęsło, Michał wypadł ze swojej kryjówki i stracił przytomność.


Nie wiadomo w którym momencie ocknęła się Sosna. Stała obok wywróconego transportowca Fundacji przy polnej drodze zgniatając protezą krtań jednemu z ochroniarzy. Gdy tylko zorientowała się co zrobiła zaczęła rozglądać się dookoła. Zobaczyła kolumnę z trzech transportowców. Jeden z nich był wywrócony, rozpoznała że to w nim była. Dookoła reszty leżały zmasakrowane ciała ochroniarzy, kierowców i trojga naukowców. Gdy podeszła bliżej swojego zobaczyła Michała leżącego w kałuży krwi obok martwego ochroniarza. Szybko zrzuciła kitel i zaczęła uciekać z miejsca wypadku, byle dalej od tego miejsca, byle dalej od Fundacji.
Co ja zrobiłam… Nie, to musi być sen. To tylko sen.


Michał Jodła zaczął powoli otwierać oczy. Powoli sobie zaczął przypominać co się stało chwilę temu… Doktor Sosna, macki, ochroniarz, krzyki i wypadek. Rozejrzał się dookoła łapiąc za bolącą go głowę. Wydał z siebie okrzyk gdy zobaczył że ręka martwego ochroniarza spoczywa mu na nodze. Odsunął się od niego, teraz leżał na bocznej ścianie wywróconego transportowca a przejście do kabiny było wyrwane, metal odgięty, szyby przednie były wybite a ciało jednego z kierowców spoczywało na kierownicy z rozszarpanym gardłem. Wstał i zaczął iść w stronę kabiny, wyciągnął truchło jednego z kierowców i wrzucił za siebie. Drzwiczki kabiny były już otwarte, obolały Michał podciągnął się aby wyjść z transportowca. Zobaczył stojące dalej dwa transportowce Fundacji, i martwe ciała dookoła nich. Milcząco wyszedł całkiem i powoli zszedł z boku transportowca na ziemię. Podbiegł do pierwszego ciała, ochroniarz drugiego transportowca. Rozerwana klatka piersiowa i rozryte kłami gardło. Jego broń leżała 10 metrów od niego. Usłyszał syreny pogotowia. Po chwili był już w stanie zobaczyć dwie karetki jadące w stronę miejsca masakry.


—Dokładnie 13 ofiar śmiertelnych pani dyrektor.
Dyrektor Aris spojrzała jeszcze raz na zdjęcia z miejsca wypadku, po czym zamknęła folder i podsunęła agentowi.
—Co z tym, no - dyrektor zaczęła pstrykać palcami próbując sobie przypomnieć nazwisko asystenta - Modrzewiem?
—Michałem Jodłą. - Poprawił ją agent. - Będzie przesłuchiwany, chwilowo jest w sporym szoku. Jedyne co wspominał to Sosna, macki, kły.
—Będziemy musieli powiadomić tych wyżej… Chociaż znając życie już wiedzą. - Amelia oparła brodę na rękach oddając się zamyśleniu. - Aktualnie całe nasze skupienie musi być na tym wypadku. Zespół szukający magazynów Zimorodka też niech chwilowo porzuci swoje aktualne zadanie. Całe skupienie na tym co się tam do chuja odjaniepawliło.


Doktor Ryszard Kot zaczął kolejny dzień w Fundacji. Wejście, odbębnienie procedur bezpieczeństwa przy wejściu, pójście do pokoju wypoczynkowego aby wziąć kaw- i tu w codziennej rutynie doktora Kota wkradł się element nie przewidziany. Aktualnie doktor Kot jeszcze w skórzanym płaszczu stał w progu pokoju wypoczynkowego w którym zostały ustawione teraz dodatkowe biurka, komputery, sprzęt który widział pierwszy raz na oczy. Oraz Fundacyjni śledczy. Jebani kurwa śledczy. Są dwa wydziały w Fundacji których doktor Kot dosyć mocno nie lubił. Wydział etyki i wydział śledczy. Kot rzucił cicho pod nosem kurwą i zaczął iść przez labirynt biurek i agentów z dokumentami aby dojść do automatu z kawą. Wtedy zagrodził mu drogę jeden ze śledczych.
—Proszę pokazać identyfikator.
Kot spojrzał na młodego agenta zagradzającego mu drogę do automatu z ciepłą, zawsze niedocukrzoną albo przecukrzoną kawą. Niechętnie pomachał identyfikatorem prawie wsadzając kant w oko agenta.
—Doktor Ryszard Kot, teraz daj mi przejść wziąć kawę.
—Przykro mi lecz nie ma pan wystarczających uprawnień aby przeby-
—Mam to w dupie, daj mi wziąć pieprzoną kawę! - przerwał agentowi Kot
—Nalegam na opusz-
Kot chwycił agenta i przesunął go za fraki na bok po czym stanął przed upragnionym automatem. W chwili zamawiania kawy zorientował się że całe pomieszczenie go obserwowało łącznie z agentem który popchnięty przez Kota wywołał reakcję łańcuchową wytrącając kubek kolegi z ręki którego zawartość wylała się na plik dokumentów. Doktor Kot rzucił okiem na zalane dokumenty, zobaczył urywki. "13 osób martwych", "1 osoba przeżyła", "Doktor Joanna Sosna", "Zaginięcie". Zostawił natychmiast kawę, złapał plik dokumentów i zaczął iść szybszym krokiem do wyjścia z pokoju
—Chwila! Nie ma pan upraw-
—Pierdol się!
Kot szybko wszedł do otwartej windy, wcisnął guzik na piętro z gabinetem dyrektor. Trzech agentów biegło w jego stronę jednak doktor Kot zdążył im tylko pokazać środkowy palec z zamykających się drzwi windy. Zaczął czytać dokument wsłuchując się we wżynającą się w mózg muzyczkę z windy. Gdy dojechał na odpowiednie piętro szybkim krokiem ruszył do gabinetu dyrektor przed którym stał jeden z ochroniarzy, przyzwyczajony do wejść Kota automatycznie się odsunął aby nie zostać odepchniętym. Kot bez pukania szarpnął za klamkę otwierając drzwi na oścież, wszedł do środka i nimi trzasnął. Dyrektor wywróciła oczami i uniosła wzrok znad monitora gdy doktor Kot trzasnął dokumentami o blat biurka.
—Co to kurwa jest.
—Pukaj następnym razem. - Spojrzała na świeżą plamę po kawie na dokumentach. - I nie napastuj innych pracowników. Znowu. A to - Odwróciła dokumenty aby widzieć co jest napisane. - Dziś rano utraciliśmy kontakt z transportem 3249 w którym znajdowała się doktor Sosna. O bliżej nieokreślonej godzinie transport został zaatakowany, personel wymordowany, doktor Sosna prawdopodobnie porwana. Przeżył tylko jej asystent który jest aktualnie w zbyt dużym szoku aby przeprowadzić przesłuchanie.
Kot spojrzał jeszcze raz na dokumenty, to na Amelię, to na monitor. Na którym to coś przykuło jego uwagę.
—Chwila chwila chwila, nie gadaj że wezwaliście jego.
Amelia natychmiastowo zmniejszyła okno z wiadomością ukazując pulpit z czerwonym logiem Fundacji na białym tle.
—Nie my. Ci z góry się dowiedzieli i mają przysłać dzisiaj do nas Adama Sosnę aby się zajął tą sprawą z jego zespołem.
—Kurwa nie on.
—Dokładnie taka sama była moja reakcja.


Przed Ośrodkiem 49 czekała dyrektor Amelia Aris wraz z dwoma ochroniarzami na przybycie Adama Sosny. Po pewnej chwili dłuższej chwili przejeżdżając przez bramki wjechały dwa transportowce Fundacji z ciężarówką. Z transportowców zaczęli wysiadać agenci, po nich wysiadło kilku naukowców a na końcu wyszedł z ciężarówki Adam Sosna w czarnym płaszczu ze sporym zielonym logiem Fundacji na plecach, towarzyszył mu jego asystent, który bardziej niż naukowiec spędzający wieczory nad grzebaniem w raportach wyglądał jakby dnie spędzał na siłowni. Sosna zdjął okulary przeciwsłoneczne i zaczął iść w stronę Amelii.
—Jesteśmy zaszczyceni pana przybyciem. - Powiedziała Amelia karykaturalnym głosem.
—Jak ci na imię?
Doktorze Sosna doskonale Pan zna moje imię. - Odpowiedziała szybko Amelia akcentując doktorze.
—W każdym razie, gdzie jest centrum dowodzenia?
Amelia odwróciła się i zaczęła prowadzić Sosnę i jego asystenta do byłego pokoju wypoczynkowego. Gdy dotarli na miejsce Adam wszedł na środek pomieszczenia.
—Który tu jest gównodowodzący? - Powiedział głośniej.
—Ja. - Zgłosił się natychmiastowo jeden z agentów.
—Już nie. Wyjazd wszyscy. I zabierajcie ten PRLowski sprzęt.
—Słyszałeś? Zabieraj ten PGRowski sprzęt - dodał asystent Sosny.
Do pomieszczenia zaczęli wchodzić ludzie Adama i zajmować wolne biurka rozkładając swój sprzęt, wyglądający na znacznie nowocześniejszy od tego którym dysponował Ośrodek 49. Śledczy zaczęli niechętnie zabierać swój sprzęt.


Doktor Kot leżał na kanapie trzymając pilota w ręku, zasnął oglądając wiadomości, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Za pierwszym dzwonieniem leniwie otworzył oko, za drugim brak reakcji. Za trzecim dzwonieniem poderwał się na nogi i wyrwany ze snu zaczął iść w stronę drzwi.
—Nie, nie będę brał waszego kredytu, możecie mnie pocałować w dupę
Przerwał gdy po otworzeniu drzwi zobaczył w progu doktor Joannę Sosnę, tylko zamiast zielonych tęczówek miała czerwone.
—Więcej nie pije tego cygańskiego szajsu.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported