Piękna i bestie
ocena: +5+x

<<Poprzednia opowieść


Emilia, jej brat Damian, Asia i Marcin wpatrywali się w Dominika, który właśnie skończył opowiadać im swoją historię, którą chciał przekazać. Wszyscy siedzieli na trawie w ciszy, przez około minutę próbując zrozumieć bełkot jaki opowiedział Dominik pod wpływem emocji.

— Zaraz, czekaj. — wtrącił Marcin — Jeszcze raz, ale tym razem z sensem!

Dominik westchnął i po wzięciu głębokiego oddechu, ponownie zaczął szybko recytować swoje przeżycie:

— Tak jak mówiłem, poszedłem z babcią rano na grzyby i…

— Dobra. — przerwał mu Damian — Teraz weź kolejny wdech i mów powoli i z sensem.

— Usłyszałem hałas i… i babcia też go usłyszała! To było zaraz za nami, za dużym dębem!

— Co było za wami? Diabeł, czy jak to nazwałeś wcześniej? — wtrąciła Asia.

— No diabeł mówię wam! Wyższy nawet od mojego tatulka był! Rogi wyrastały mu z brwi do tyłu, a cały był czarny jak noc! — wykrzyczał na jednym wydechu chłopak.

Wszyscy się po sobie spojrzeli. Asia wybuchła śmiechem, wówczas gdy reszta z grymasami na twarzy spojrzała ponownie na pobudzonego Dominika. Asia po zobaczeniu min innych sama zrobiła grymas pytając:

— Wy chyba nie wierzycie w tę bajkę?! — zapytała skołowana dziewczyna.

— Dominik raczej nie miałby powodu do kłamania. — jęknęła Emilia.

— Ja mu wierzę z innego względu. — odparł Marcin — Chodzą od dwóch dni plotki o dziwnych stworach żyjących w lesie i o “pladze”, która zżera las.

— Ta, mi też coś obiło się o uszy. — westchnął Damian — Cokolwiek to było, dobrze, że nic wam się nie stało.

— Przecież mógł to być najzwyczajniejszy niedźwiedź. — parsknęła Asia.

— Niedźwiedź w tym lesie? Nie były widziane tu od czasu wojny. — oznajmił Damian. Asia przewróciła oczami i westchnęła.

— Nie wiedziałam, że chodzę z leśniczym. — warknęła pod nosem. Damian wydał sarkastyczny śmiech w odpowiedzi na słowa dziewczyny.

— Niedźwiedź to na pewno nie mógł być, ale nie sądzę, że był to diabeł również. — wtrącił Marcin.

— Czemu tak myślisz? — zapytała Emilia. Chłopak spojrzał na siostrę kolegi i odpowiedział.

— Bo… Tak. Możliwe, że to zwierzę nieznane jeszcze nauce. Z tego co mi mama mówiła, często było słychać o podobnych spotkaniach. — odpowiedział chłopiec po chwili.

— Czy ja wiem. — westchął Damian — Po tym co się wydarzyło dwa dni temu, to jestem skłonny uwierzyć Dominikowi, że to demon.

— Naprawdę? — zapytał ożywiony Dominik, który uradował się słowami starszego brata Emilii.

— Może jeszcze wierzycie w legendę o białym diable? — warknął Marcin — No nie bądźcie głupi!

— No dobra panie inteligent! — odgryzła się Asia — Jak chcesz wytłumaczyć ten dźwięk z nieba i ten deszcz?!

— Cóż… — jęknął chłopak, drapiąc się po głowie — Deszcze meteorów nie są czymś nowym. Po prostu natknęły się na naszą planetę jak leciały i tyle! Co do dźwięków to… Eh, wyładowania elektryczne?

— Co kurwa? — krzyknął Damian.

— Jakie znowu wyładowania elektryczne? — zapytał Dominik — To na pewno nie był huk jaki powstaje na przykład przy burzach, czy coś!

Grupa zaczęła się kłócić między sobą, stając sztywno za swymi poglądami na temat historii ich przyjaciela. Emilia przyglądała się temu, nie wchodząc w niepotrzebną według niej kłótnie. Nie lubiła widzieć jak ludzie się kłócą między sobą.

— Może pójdziemy zobaczyć co to mogło być? — wstydliwie wtrąciła Emilia, przerywając toczącą się dyskusję. Wszyscy spojrzeli po sobie zastanawiając się nad propozycją.

— Jestem za. — odpowiedzieli jednocześnie Dominik i Marcin.

— Nawet gdybym chciał, to muszę pomóc naszemu ojcu na polu, wiesz o tym. — odparł Damian, przy dezaprobacie innych chłopaków.

— Czy nie byłoby to… no, niebezpieczne? — zapytała Asia.

— Chodziliśmy po tym lesie setki razy! — odparł Marcin — I jakoś nadal żyjemy!

— Ale teraz tam jest to coś! — warknęła Asia.

— Tam zawsze coś było… — westchnął Dominik — Ile to już historii od mojego ojca nie słyszałem, o dziwnych cieniach i niezidentyfikowanych hukach z broni. Dziwię się, że milicja nic z tym nie robi, by być szczerym.

— Było to daleko stąd Dominik? — zapytał Damian, patrząc się na czarnowłosego chłopaka.

— Dwadzieścia minut drogi w las? — odpowiedział niepewnie dzieciak.

— Chyba nie chcesz tam iść, co? — odparła Asia do swojego chłopaka.

— Uwierz mi, nie chcę, ale czuję, że nie powstrzymam siostry przed pójściem z tymi debilami. — oznajmił Damian, wskazując na trójkę siedzącą przy ścianie obory — Ktoś musi się opiekować tym skrzatem.

— Nie jestem skrzatem! — warknęła oburzona Emilia. Damian uśmiechnął się, po czym pogłaskał swoją siostrę po głowie. Ta jeszcze bardziej się oburzyła, starając się bronić przed ręką brata.

— To co, idziemy? — zapytał Marcin, który wraz z Damianem wstał z ziemi i skierował się w stronę wyjścia na tyły posesji Damiana i Emilii, gdzie mieli najszybszą drogę do wskazanej części lasu przez ich przyjaciela.

Emilia i Damian kiwnęli głowami, ruszając w stronę przyjaciół. Asia po chwili rozmyślań podążyła za grupą, chwytając się ręki Damiana. Grupa przeszła przez drzwi od ogrodzenia, które odgradzało ich podwórko od niewielkiego pola sąsiada. Miało ono zaledwie 3 hektary powierzchni i obecnie nic na nim nie rosło.

Bez większego problemu przeszli przez pole, starając się nie zniszczyć go za bardzo i w krótkiej chwili znaleźli się przy granicy gęstego lasu.

Był to las mieszany, gdzie głównie można było spotkać dęby, graby i olsze. Kilka kilometrów na północ powoli las zaczął stawać się monokulturowy z wyraźną dominacją sosen, co przyczyniło się do większych zniszczeń w dzień, gdy spadło ostatnie ciało niebieskie na teren Roztrzyna.

Wszyscy przystanęli na chwilę przy granicy. Czuli jak skóra pokrywa się gęsią skórką, serce biło jak młot, oddech stał się płytszy, a nogi jak z gliny. Powietrze stało się niebywale gęste, a las zdawał się ciemniejszy niż zazwyczaj. Emilia z każdą chwilą była coraz bardziej za wycofaniem się z tej decyzji o wejściu do lasu. Szukając braterskiego wsparcia, chwyciła brata za koszulkę, wpatrując się w jego oczy. Ten, spojrzał na nią, potem na resztę grupy.

— To co? Eh… Idziemy? — zapytał niepewnie Marcin.

— Na co czekasz? — warknęła Asia — W końcu tak bardzo chciałeś tam iść. Zobaczyć to coś!

Marcin mamrotał pod nosem przez chwilę, po czym wziął głęboki wdech i zrobił pierwszy krok za granicę lasu. Odwrócił się do reszty i z triumfem rozłożył ręce z uśmiechem w stronę starszej koleżanki, która w odpowiedzi pokazała język.

— Taka jesteś dorosła… — zaśmiał się Marcin. — No, dawać, dawać! Nie ma się czego…

W tym momencie odgłos łamanej gałęzi przerwał mu wypowiedź. Szybko odwrócił się w stronę lasu, starając się zlokalizować źródło dźwięku. Po chwili rozglądania się z miejsca i niemożliwości zlokalizowania źródła odwrócił się w kierunku reszty. Dominik labilnie wzruszył ramionami. Damian wraz z Asią pokręcili głowami, a Emilia jeszcze bardziej wzmocniła swój chwyt na koszuli brata.

— Pewnie tylko jakaś sarna albo jeleń. — oznajmił Dominik.

— Pewnie tak. — dodał Marcin — W końcu nie raz już je spotykaliśmy, nie? No co tak się ociągacie? Idziemy tam, czy się cykacie?

Zadrwił chłopak, wchodząc głębiej do lasu. Asia, Dominik i Damian spojrzeli po sobie i po chwili wahania, podążyli za towarzyszem. Emilia jeszcze przez moment nie była pewna swojej decyzji. Jej wzrok cały czas kierował się na jej prawo w stronę lasu. Coś tam było? Nie, to tylko drzewo, a może jednak było tam coś więcej? Z wieloma wątpliwościami jednak podążyła za bratem i resztą.

Las stawał się ciemniejszy i gęstszy z każdym kolejnym pokonanym metrem w kierunku jego serca. Krzewy, paprocie, małe drzewka i te duże blokowały drogę, utrudniając przeprawę. Sytuacji nie ułatwiały liczne pagórki, wzniesienia i doliny, które występowały w okolicy.

Dominik szybko wyprowadził grupę na leśną ścieżkę wydeptaną przez zwierzęta. Chwilę zajęło mu zorientowanie się gdzie są i wskazanie odpowiedniego kierunku gdzie wraz z babcią spotkał dziwną postać.

Szli już od kilku minut. Wszyscy co chwila rozglądali się wokół, jakby starając się coś wypatrzeć. Z oddali zdawało się słyszeć od czasu do czasu dźwięk łamanych gałęzi lub szelest liści pokrywających ściółkę leśną. Zdawało im się, że coś przedziera się przez chaszcze w oddali, jednakże nic nie mogli zobaczyć.

— Wy też macie uczucie, jakby ktoś nas obserwował? — zapytał z niepokojem Dominik.

— Nie, a co? — odpowiedział nieśmiało Marcin.

— Oj nie kłam. Słyszę w twoim głosie niepewność! — odpowiedziała naburmuszona Emilia. Marcin spojrzał na dziewczynkę, po czym westchnął.

— No dobra. Mam to dziwne uczucie. Pewnie to tylko nasza podświadomość robi nam numer, ponieważ wcześniej słyszeliśmy tą historyjkę! — oznajmił chłopak.

— Jak daleko jeszcze do tego miejsca? — zapytała Asia.

— Jeszcze kawałeczek. — odparł Dominik.

Nastąpiła krótka cisza w grupie. Chłopaki przerwali ją rozmową między sobą, starając się zająć myśli. Dziewczyny postąpiły podobnie. Wkrótce grupa prowadziła ożywioną dyskusję, zapominając o swoich wcześniejszych obawach. Pojawiły się żarty i śmiechy w rozmowie, które lekko rozrzedziły atmosferę panującą w lesie.

Wtem, Damian nagle zatrzymał całą grupę, wpatrując się w krzaki znajdujące się kilka metrów na dole doliny po ich prawej. Reszta starała się również spostrzec to, co ich przyjaciel zobaczył, jednakże bez skutku.

— Co jest? — zapytała zaniepokojona Asia, trzymając Emilię przy sobie.

— Nie wiem… Marcin, widzisz to? — zapytał Damian, wskazując na krzewy.

— Co? Nie, nic… o kurwa. — jęknął chłopak. Oboje przyglądali się temu samemu miejscu przez chwilę. Zaczęli coś między sobą nerwowo wyszeptywać. Damian spojrzał na Emilię, po czym na resztę.

Emilia również starała się wypatrzeć co jej brat zobaczył z Marcinem, ale nie potrafiła. Tworzyło to w niej coraz większy niepokój i potrzebę szukania ochrony u Asi lub Damiana.

— To był głupi pomysł. Musimy wracać! — oznajmił Damian, kierując się w stronę skąd przyszli.

— Czekaj! — zatrzymał go Marcin. Zdenerwowany Damian krzyknął na chłopaka, starając się przemówić mu do rozsądku, ten jednak zatrzymał go dłonią, patrząc w to samo miejsce — Gdzie on poszedł?

— Co?! — krzyknęli wszyscy. Damian podbiegł do Marcina, starając się wypatrzyć cokolwiek w gęstych krzewach.

— Kurwa, spierdalamy, spierdalamy, spierdalamy! — powtarzał Damian, chwytając siostrę za rękę.

Wtem, rozbrzmiał szelest liści obok nich. Wszyscy stanęli jak dęba, wstrzymując oddech i nie robiąc hałasu. Asia zasłoniła usta ręką. Dominik powoli podszedł do Marcina, który schylił się po gałąź leżącą pod jego nogami. Coś przemieszczało się między drzewami, ukrywając swoją sylwetkę. Emilii tylko na chwilę udało się zobaczyć fragment ciała tego czegoś, coś jak kilka ogonów, czy naprawdę grubych włosów. Nie potrafiła tego precyzyjnie określić.

Po chwili wszyscy usłyszeli dźwięk wbijania się czegoś w pnie drzew. Cokolwiek to było, wspinało się teraz po którymś z pni.

Dominik i Marcin zaczęli powoli przemieszczać się w kierunku wsi. Reszta podążyła za nimi, co chwilę zwracając wzrok ku koronom drzew. Nie zastanawiając się dłużej, przyspieszyli kroku, zaprzestając prób wypatrzenia tego, cokolwiek to było.

Grupa szła niemal niemożliwym dla dziewczynki tempem. Z trudem Emilia nie potykała się o korzenie drzew, nie zahaczała o gałęzie i krzewy, które były na ich drodze. Jednakże Damian cały czas był przy niej, trzymając ją za rękę.

Wtem, Marcin zatrzymał grupę. Kilka metrów przed nimi wyskoczył jeleń, który z wielką prędkością wpadł do pomniejszej doliny między dwoma wzniesieniami. Grupa rozejrzała się dookoła. Ani śladu tego czegoś. Jednakże Dominik przysięgał, że zdawał się słyszeć szelest liści i łamane gałęzie. Marcin powoli podszedł do zbocza górki. Damian, wraz Emilią podążyli za nim.

Jeleń leżał w błocie między krzakami. Na całej długości szyi i tułowia, rozpościerała się wypluwająca krew rana.

— Nie wygląda to na robotę wilka. — oznajmił Marcin — Te rany wyglądają jakby jakiś nóż to zrobił. Naprawdę ostry nóż.

Kontemplację trójki przerwał odgłos kamienia uderzającego o drzewo za nimi. Asia wydała krzyk, lekko stłumiony za pomocą dłoni. A ślad na spodniach Dominika, wskazywał jednoznacznie na to jak jego organizm zareagował. Emilia szybko z powrotem spojrzała w stronę jelenia, po czym wydała krótki jęk.

Damian od razu zareagował, odwracając się. Z jego ust wydobył się krzyk, który zwrócił uwagę Marcina, który szybko postąpił jak jego przyjaciel. W błocie był teraz jedynie ślad, że coś tam leżało, wraz z niewielką ilością krwi, która spłynęła z ran nieszczęśnika.

Nagle, bez uprzedzenia, kolejny jeleń wyskoczył zza drzew, o mało nie wbiegając w Marcina. Zanim zdążyli zareagować, coś wyskoczyło za zwierzęciem i przyrżnęło w Marcina, który został odrzucony metr dalej na ziemię. Na koszulce zaczęły pojawiać się szkarłatne ślady w okolicy brzucha, a z jego ust nieustające jęki.

Asia podbiegła do kolegi, a Damian starał się wypatrzeć agresora.

— Ktoś dokładnie to zobaczył? — zapytał Damian.

— Tylko sylwetkę… — jęknął Dominik na granicy rozpłakania się.

— Cokolwiek to było, ma cholerstwo jakieś kolce czy coś. — warknął Marcin między jękami.

— Nic ci nie jest? — zapytał Dominik. Marcin, przy pomocy Asi, usiadł na ziemi i pokazał koledze kciuk w górze.

— Tylko się przetarło o mnie. Ale, chujostwo ma dużo siły, muszę przyznać. — oznajmił Marcin. — Z kilka żeber mi poszło.

— Możesz iść? — zapytał z troską Damian.

— Tak, tak… Dam radę! — odpowiedział Marcin powoli, z jękiem, wstając na swoje nogi. — Nie chcę zostawać tu ani chwili dłużej. Wygrałeś! — chłopak wskazał na Dominika — Ni cholerę wiem, co to mogło być. Na pewno nie wilk!

— Wilki na pewno nie mają tylu ogonów… To był jakiś potwór. — wtrąciła Emilia.

— Nie będę się z tym kłócił. — oznajmił ranny towarzysz. — Którędy do wsi?

Wszyscy spojrzeli po sobie z niepokojem. W ich oczach zaczęła rodzić się panika, w trakcie, gdy grupa starała się rozeznać w swym położeniu. Jednakże emocje przygłuszały ich zmysły orientacji.

— Ej, nie róbcie sobie jaj… — jęknął Marcin. — Jak możemy nie wiedzieć, gdzie jesteśmy?!

— Tutaj nawet słońca nie widać… — mruknął Dominik. Na dźwięk tych słów, Marcin wydał głośne Kurwa , po czym złapał się za swoje połamane żebra z bólu.

— A mogliśmy teraz grać w te cholerne kulki… — jęknęła Asia. Damian pokiwał głową, zgadzając się z wypowiedzią dziewczyny, jednocześnie rozglądając dookoła.

Z każdej strony otoczeni byli gęstymi zaroślami i drzewami różnej maści. Ścieżka wydeptana przez leśne zwierzęta zdawała się zlewać z resztą otoczenia, prawie że stając się niewidzialna dla ludzkiego oka. Blask słońca był pochłaniany przez korony drzew, tworząc nieskończony cień pod nimi. Nikt nie mógł wypatrzeć granicy lasu.

Licząc każdą sekundę, zdawali sobie sprawę, że marnują jedynie czas. Wszyscy spojrzeli po sobie i zaczęli iść w kierunku na lewo od nich. Cokolwiek zaatakowało jelenia, nie było najwyraźniej zainteresowane nimi. Jednakże wciąż od czasu do czasu słyszeli szelest liści i trzask łamanych gałęzi i ich upadek na ziemię. Poczucie bycia obserwowanym nie ustępowało na krok. Mimo to wciąż parli naprzód.

Szybko jednak zdali sobie sprawę, że ich próby wydostania się idą na marne, gdy po piętnastu minutach nieustannego marszu, nadal nie było widać granicy lasu, nieba, ani innego punktu, który mógłby zdradzić im ich pozycję. Emocje powoli sięgały zenitu, gdy po zejściu z jednego wzgórza, Dominik i Marcin zaczęli się kłócić między sobą o drogę powrotną.

Wtem, Damian zatrzymał grupę. Emilia szybko się zorientowała, że jej brat wpatruje się w krzaki na ich przeciwko. Próbowała wypatrzeć to, co on, ale nie mogła wyróżnić żadnego konturu. Z ich prawej dobiegł trzask gałęzi zza drzew, na dźwięk, który Asia krzyknęła z całą siłą, jaką mogła dać jej przepona. Z lewej dobiegł natomiast szelest liści i cichy wark, którego nie umieli przypisać do żadnego znanego im zwierzęcia. Dźwięk zacierający granice między organicznym, a sztucznym.

Emilia z przerażeniem się zorientowała, że są otoczeni. Po policzkach pociekły łzy, a drżące usta wydały cichy jęk. Spojrzała na swojego brata, który swą drżącą prawą ręką zasłonił ją, w celu dania jej jakiejkolwiek ochrony przed tym, co znajdowało się przed nimi.

Wszyscy wyczekiwali tej ostatniej sekundy, w której ich płuca uwolnią ostatni oddech, serce rozluźni się ostatni raz, a dusza opuści ciało.

W końcu trzy cienie, w ułamku sekundy, wyskoczyły zza osłon przed grupę. Z ich paszcz wydały się przerażające warki i ryki. Wytworzył się totalny chaos, w trakcie którego, czas zatrzymał się dla dziewczynki. Zdezorientowana upadła w krzaki, popchnięta przez jej brata celowo, lub przypadkiem, gdy ten odskoczył od człowieczo wyglądającej bestii.

Wszyscy rzucili się do ucieczki, nie patrząc się na nic innego niż jakąkolwiek drogę ucieczki. Emilia ze strachu już nawet nie mogła krzyknąć do Damiana, który po chwili się zorientował, że jej nie było przy nim. Z głębi lasu dochodziły krzyki jej przyjaciół i ryki agresorów, którzy zaatakowali grupę.

Jeden cień wrócił na miejsce, przeskakując z drzewa na drzewo, chowając się wśród gałęzi. Jego ludzka wręcz sylwetka była ledwo widoczna wśród ciemnych gałęzi drzew. Postać zdawała się czegoś dopatrzyć, skanując swym wzrokiem okolicę.

Emilia szybko zdała sobie sprawę, że to coś szuka jej, samotnej osóbki pozostawionej na pastwę bestii.

Jej instynkty się uruchomiły, a organizm uwolnił do krwiobiegu odpowiednie hormony. Mózg w szybkim tempie przełączył swoje systemy, starając się utrzymać dziewczynkę przy życiu. Najciszej jak mogła, wyczołgała się tyłem za krzaki i usiadła za grubym pniem dębu.

Nie zastanawiając się długo, padła na czworaka i zaczęła przeć przed siebie od jednego krzewu, do drugiego, używając gałęzi jako kamuflażu. W trakcie tego położyła się na dodatek w błocie, pokrywając swoje ubrania i siebie w ciemnej ziemi.

Jednakże, po kilku metrach, usłyszała nad sobą trzask. Jej wzrok zwrócił się ku górze, ku gałęziom. Przypominający człowieka cień trzymał się jedną ręką grubej gałęzi i gdyby nie oparte o pień nogi, wbijające swoje promieniście rozstawione pazury w korę, stwór by swobodnie zwisał.

Jej oczy przeleciały wzrokiem cień od góry do dołu. Głowa zdawała się być mieszanką między ludzkimi cechami, a żółwimi. Brwi stwora zaczynające się od przodu głowy kończyły się z jej tyłu rogami, które, wręcz sztucznie, zakrzywione były ku osi istoty. Jedna para niebieskawych oczu, wpatrywała się w jej, podczas gdy druga, mniejsza para usadowiona bardziej po boku, skanowała obszar dookoła. Zamiast ust, stwór posiadał szczęki ozdobione trójkątnym dziobem. Większość czaszki pokryta była płytami, przypominającymi skałę, tworząc wzór przypominający grube łuski.

Szyja była okryta kołnierzem, zasłaniającym jej większość, poza odsłoniętym środkiem przybierającym niebieskawą barwę. Tułów i ramiona były silnie umięśnione, dając postaci kontur kulturysty. Zwężająca się ku brzuchowi klatka piersiowa, przechodziła w szerokie biodra, tworząc cylindryczną sylwetkę.

Pod trzymającym się gałęzi ramieniem, mogła zauważyć odsłonięty fragment ciała, przypominający gąbkę wymieszaną z jakimś mięsem, która zdawała się naprężać i rozprężać przy każdym oddechu stwora.

Z osi pleców wyrastały długie mięsiste ramiona, które swobodnie zwisały w dół, machając w jedną i drugą stronę od czasu do czasu.

Kończyny przypominające te u zwierząt były masywne i z pewnością niezwykle silne.

Całość ciemnego ciała, pokryta była bezpostaciową, wręcz skalną, okrywą, płynnie mieszając się ze skórą.

Tak samo jak ona obserwowała cień, tak on obserwował ją, oczekując na jej kolejny ruch. Bez widocznego pośpiechu, postać przemieszczała się po gałęziach drzew, wpatrując się w nią, rozgrzewając swoje ciało w razie nagłego pościgu. Jego wzrok wędrował między dziewczynką, a nieznanym jej punkcie w głębi lasu.

Czyżby coś planował? Może martwi się o coś. Wzrok cienia, nagle powędrował gdzieś w dal za nim. Całe ciało obróciło się w ten dany kierunek, pazury ręki mocniej zacisnęły się na pniu, pozostawiając głębokie ślady w korze drzewa.

Emilia wykorzystała tę szansę i wskoczyła w zarośla przed nią. Stwór w wyniku hałasu, szybko obrócił się za siebie, starając się wypatrzeć swą ofiarę. Cień z gracją zeskoczył z drzewa na swe nogi i zaczął przedzierać się przez krzewy.

Emilia, najlepiej jak umiała, skradała się między krzewami i drzewami, unikając spojrzenia bestii. Przedzierała się w nieznanym jej kierunku, mając głęboką nadzieję, że uratuje jej to życie. Na jej nieszczęście, stwór zdawał się podążać za nią w tym samym kierunku. W końcu udało mu się znaleźć blisko jej, nieświadomy jej obecności. Desperacko rozglądał się wokół, starając się ją wypatrzyć.

Postać wydała głośny wydech. Spojrzała po sobie, podnosząc swoją prawą rękę. Obracał ją dookoła, zaciskając epizodycznie czteropalczastą, skamieniałą dłoń. Stwór wydał kolejne głośne westchnięcie, lekko otwierając swą paszczę.

— To był jakiś potwór…

Emilię zmroziło krew w żyłach. Powoli docierało do niej, że stwór nie tylko wręcz perfekcyjnie zimitował jej głos, ale i użył słów do opisania siebie. W wyniku tego wydała lekki, stłumiony jęk, który zwrócił uwagę stwora.

Ten szybko wskoczył między krzaki, zmuszając Emilię do desperackiej ucieczki. Istota starała się dogonić dziewczynkę, jednakże ta zdołała się ponownie ukryć w gęstym lesie.

— Emilia… — szepnął cień. — Emilia!

Wtem, doszło do niej, że to nie obserwowany przez nią agresor to powiedział. Z jej prawej dobiegł dźwięk łamanych gałęzi krzewów. Inny stwór, przypominający ścigający ją cień, jednakże chodzącym na czterech łapach, przedzierał się przez zarośla, równolegle do drugiej istoty.

Wręcz psowaty stwór stanął w krzakach za Emilią, próbując ją wywęszyć. Jego głowa zatrzymała się idealnie na niej. W tym samym momencie dwunożny potwór również zwrócił się ku niej. Wiedziała, że oba są gotowe do skoordynowanego ataku. Jej płuca wykonały jeszcze kilka głębokich wdechów i mięśnie nóg skurczyły i rozluźniły się, rozpoczynając akcję skoku.

Dwunożny cień nie zdążył złapać swymi pazurami, tak samo, jak drugi stwór swymi szczękami, dziewczynki doskakującej do kolejnych krzaków.

Jednakże te zasłoniły jej obniżenie nagłe terenu. Bezwolnie zaczęła turlać się po zboczu, uderzając ciałem o korzenie, pnie drzew i krzewy. Nagle podłoże stało się twardsze, kanciaste, z wystającymi fragmentami, które kaleczyły ją. W końcu wylądowała na dnie, ledwo przytomna i z połamaną lewą ręką.

Ciało się poddało, nie pozwalając jej wstać z ciemnego, wręcz żywego podłoża, na którym leżała. Rozejrzała się dookoła siebie, obserwując jak ciemna masa rozrasta się po okolicy, tworząc różnego wyglądu formy, pochłaniając przy tym wszystko, począwszy od mchu, po drzewa, na zabitej zwierzynie kończąc.

Wielka masa poruszyła się kilka metrów przed nią, po części zasłonięta przez formy zdobiące okolicę. Olbrzymi stwór stanął przed dziewczynką, która siadając, oparła się o pokryty skałą były pień drzewa.

Stwór przypominał jej sylwetką niedźwiedzia, jednakże był tak samo masywny, jak słonie, które raz zobaczyła w cyrku. Całe ciało pokryte było wyrzeźbionym pancerzem przypominającym skałę płynnie przechodzącą w skórę przy stawach i bardziej ruchomych częściach ciała. Liczne symbole i wzory były wręcz idealnie wyryte w nim, oddalając to coś od naturalnej kreacji.

Potężne cztery kończyny utrzymywały to coś nad ziemią , podczas gdy mniejsza para kończyn silnie przywierała do ciała, prawie łapiąc się za dłonie.

Istota obniżyła swój wzrok na wysokość zapłakanych oczu dziewczynki, dzięki czemu mogła lepiej się przyjrzeć twarzy bestii.

Czaszka była bardziej spłaszczona niż u psiego stwora, przypominając tą u ludzkiego cienia, jednakże brwi nie były tak wyraźnie wyznaczone przez rogi, jak u innych istot. Szczęki doposażone były w parę przydatków, wcinających się w linie skostniałych szczęki.

Monstrum przez kilka sekund wpatrywało się w jej zapłakane oczy. Gdy kolejna łza zaczęła spływać po policzku, tytan podniósł ku niej swą pokrytą skalnym pancerzem dłoń. Ta skuliła się ze strachu, obawiając się bolesnej śmierci. Ta jednak nie nadeszła. Palec delikatnie musnął policzek dziewczynki, jedynie lekko kalecząc swym kanciastym fragmentem jej skórę, pozwalając łzy osiąść się na pazurze.

Istota uważnie przyjrzała się łzie, po czym zwróciła wzrok na dziewczynkę, na której twarzy pojawił się szok. Tytan odwrócił się tyłem do dziewczynki, podnosząc do góry swój długi ogon, by jej nie uderzyć, po czym zaczął iść w głąb skamieniałego obszaru, który rozrósł się jeszcze bardziej przed jej oczyma.

— Drzemie w tobie prawdziwy instynkt przetrwania. Pomogę Ci wrócić… — oznajmił olbrzym.

Z jej lewej, ostrożnie, podszedł znany jej cień, z otwartymi dłońmi i rozwartymi ramionami, pokazując, że nie chce zrobić krzywdy. Postać powoli kucnęła przy Emilii, po czym wyciągnęła do niej otwartą dłoń, czekając, aż ta ją chwyci.

Dziewczynka ostrożnie położyła swą prawą dłoń, na dłoni cienia. Ten lekko pociągnął ją, po czym objął i podniósł Emilię w swych ramionach. Wolnym krokiem zaczął iść z dala od skamieniałej okolicy, kierując się w las, który był powoli konsumowany przez ciemną masę.

Ku jej zdumieniu, istoty, które myślała, że chcą ją zabić i zjeść, teraz jej pomagały. Cień szybko i sprawnie przeszedł przez spory kawałek lasu, wiedząc dokładnie gdzie iść. Z oddali zaczęła słyszeć głos Damiana i Asi, którzy nawoływali Emilię z całych swoich sił.

Stwór jeszcze kawałek podszedł w kierunku głosów, po czym po nawiązaniu kontaktu wzrokowego z przyjaciółmi dziewczynki, ostrożnie postawił ją na jej nogi, pozwalając jej iść.

Emilia jeszcze przez chwilę wpatrywała się w oczy postaci.

— Idź. — oznajmił cień.

Dziewczynka ten ostatni raz objęła swojego ratownika, po czym, resztkami sił, pobiegła w stronę brata. Ten z wielką ulgą złapał ją w ramiona, dziękując Bogu.

Stwór jeszcze przez chwilę obserwował młodzież, dopóki nie była pewna, że odejdą w dobrym kierunku. Po upewnieniu się istota skierowała się w głąb lasu, wracając do ula.

Wtem, z obu jej flank wyszli uzbrojeni żołnierze, celujący swoje kałasznikowy w jej stronę. Ta lekko schyliła się, przechodząc do pozycji bojowej.

— Cel na muszce. — oznajmił jeden z ludzi. — Rozumiem, rozpoczynamy przejęcie.

Ostatnie co ta powłoka usłyszała, to dźwięk pocisku przebijający barierę dźwięku.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported