Et Spiritus Sancte
ocena: +9+x

Wszedłem do katedry. Oprócz mnie znajdowały się tam tylko dwie osoby. Jedna siedziała skulona w środkowej ławie i odmawiała modlitwę. Najprawdopodobniej przechodziła przez ciężki okres w swoim życiu i potrzebowała szukać oparcia w Bogu. Ja za to byłem tu w zupełnie innym celu. Na ławie znajdującej się tuż przy ołtarzu siedział ksiądz. Mój obecny cel.

- Miserere mei, Deus, secundum magnam misericordiam tuam! - Z otwartych drzwi przy ołtarzu sączyły się dźwięki pieśni oraz religijnego uniesienia. Tuż obok katedry znajdował się klasztor, więc owe odgłosy najprawdopodobniej pochodziły z niego.

Kiedy podszedłem bliżej ksiądz, popatrzył chwilę na moją twarz i zrozumiał. Był mężczyzną w średnim wieku o brązowych włosach. W jego oczach widziałem ciekawość z odrobiną strachu. W końcu, który teolog nie rozpoznałby Śmierci przychodzącej po jego duszę.

- Barbarzyńca przyszedł zabić biskupa w chwili, gdy odprawia nabożeństwo dla swych owieczek. - Powiedział ksiądz, uśmiechając się — Jak widać, ludzie się nie zmieniają, a dostosowują do czasu.

Usiadłem obok niego.

- Niech ksiądz nie przesadza. Mój poprzednik sprzed 1400 posłużył się zwykłym nożem rzeźnickim a ja z kolei mam już to — Wyciągnąłem Skałkę i pokazałem mu ją — Poza tym on zabijał w imię nienawiści do chrześcijaństwa lub z pobudek osobistych a ja cóż… zabijam w imię bezpieczeństwa.

- Zabija pan w imię Panoptykonu. Tymże przecież jesteście, czyż nie? Zamykacie boskie stworzenia w klatkach.

- Czyż nie poprzysiągł pan walki z Szatanem za wszelką cenę? Te, ,,stworzenie”, o którym się ksiądz wypowiada to jego sługi.

- Szatan niczego nie tworzy. Święty, święty, święty jest Pan Zastępów. Cała Ziemia pełna jest jego chwały.

- Et secundum multitudinem miserationum tuarum, dele iniquiatatem meam! - Odgłos psalmów powoli narastał.

- Izajasza 6.3. -Cóż nie tylko on potrafił cytować Pismo - Obawiam się równie, że Szatan ma przy sobie armie upadłych aniołów, które odłączyły się od Boga na początku czasu. Większość tych stworzeń moglibyśmy przypisać do tej kategorii — Bawiła mnie ta debata teologiczna, mimo że obaj wiedzieliśmy, jak ona się skończy.

- Anioły są niematerialne. Stworzenie z pewnością jest materialne.

- Przyjacielu… - Mój uśmiech się rozszerzył

- Ecce enim in inquitatibus conceptus sum!- Ponownie przerwał mi chór podniosłych głosów. Nie mogłem określić płci śpiewających. Nie miałem żadnych informacji, o jakiego tym zgromadzenia jest to klasztor. Jedyne co wiedziałem to to, że osoba, z którą rozmawiałem, zobaczyła zbyt dużo i zrobiła zbyt dużo.

- Widział ksiądz tylko to, co pozwolono księdzu zobaczyć. - Tu ściszyłem głos — W konfidencji mogę księdzu powiedzieć, że tego jest więcej. Wszystkich rodzajów. Także takie, które są wręcz wyjęte z Pisma i kiedy tylko ksiądz by na nie popatrzył, zrozumiałby ksiądz, że są sługami Szatana.

- Et in peccatis concepit me mater mea!

- Ale w komunistyczny sposób traktujecie każde z nich równo. Nie umiecie odróżnić diabła od anioła lub niewinnego zwierzęcia.

- Umiemy, a jakże.

- Ne projicias me a facie tua!

- Współpracujące anioły otrzymują wygodną celę, a bardzo współpracujące czasem zatrudniamy.

- Ale nigdy nie zwracacie im wolności. Dalej tkwią w waszym Panoptykonie bez klamek.

- Nie zwracają im wolności, ponieważ mogłyby skrzywdzić wielu, a nawet samych siebie, gdyby dać im wolność. Poza tym ksiądz też jest niewolnikiem. Niewolnikiem przekonania, że można je uwolnić bez konsekwencji.

- Et spiritum sanctum tuum ne auferas a me!

- W takim razie chciałbym cały świat uczynić niewolnikami takiego przekonania. Każde stworzenie Boga jest równe i nie zasługuje na pobyt w więzieniu, gdzie zamkną je bez win.

- Docebo iniquos vias tuas!

- Upadłe Anioły też zasługują na wolność?

- Obiecywałem walczyć z Szatanem, nie zamykać go w więzieniu. - Ksiądz uśmiechnął się — Poza tym każdego da się nawrócić. Miłość może przezwyciężyć nawet najbardziej zamknięte serce.

- Et implii ad te convertentur!

- Z drugim księdza zdaniem mogę się zgodzić. Jednakże pierwsze jest dość naiwne. Obawiam się, że ksiądz nie widział jeszcze prawdziwego Zła. Zła, które sprawia, że człowiek czuje się jak mrówka. Zła, które nie daje spać po nocach, bo w kółko myślisz, co to coś zrobiło twojej ukochanej, przyjacielowi i całej rodzinie.

- Redde mihi laetitiam salutaris tui !

- Są tak piękne… - Wyszeptał ksiądz.

- Zabijamy o wiele piękniejsze stworzenia. Poza tym — Tu nachyliłem się księdza — Kłamałem - Powiedziałem to, jakby był to największy grzech w moim życiu - Nie zabiję księdza dla bezpieczeństwa, zabiję księdza, bo. Zabiję księdza, dlatego że nie mogę wymyślić niczego innego i nie mam innych powodów. - Nie wiem, dlaczego akurat mu to powiedziałem. Może ze względu na to, że kiedy rozmawiamy z trupem, otwieramy się o wiele bardziej niż do żywego. Bo ksiądz w istocie był, trupem. Często widziałem takie zachowanie u ludzi, kiedy rozumieli, że zostaną zabici, obojętnieli i nie działało na nich nic: tortury, obietnice, nic. Bo kiedy zrozumieli, że zostaną zabici, wszystko traci dla nich sens. Zobaczyłem to w oczach księdza od razu, kiedy zrozumiał, że chcę go zabić.

- Et spiritu principali confirma me!

- W takim razie jesteś gorszy niż barbarzyńca sprzed 1400 lat. On przynajmniej zrobił to w imię czegoś. Ty po prostu nie chcesz nic zmienić.

- Idealnie mnie ksiądz zrozumiał.

- Benigne fac, Domine, in bona voluntate tua Sion!

- Poza tym, wie ksiądz, co najlepsze jest w Panoptykonie? To, że nie potrzebuje strażników. To nie my wymyśliliśmy definicję normalności. To społeczeństwo ją wymyśliło, aby czuć się bezpiecznie i spać spokojnie w nocy. Aby nie czuć naszego najpotężniejszego strachu, mianowicie strachu przed nieznanym. Zawsze znajdą się ludzie tacy jak oni. Zawsze znajdą się ludzie tacy jak ksiądz. Zawsze znajdą się istoty naruszające definicję.

- Normalność jest zmienna. Kiedyś nie do pomyślenia była pusta katedra w niedzielę o 18 w lutym. Teraz jest już to normalne.

- Ut aedificentur muri Jerusalem!

- Obawiam się, że taka zmiana jest niemożliwa. Ludzie nie zaakceptują rzeczywistości, w której koszmary po przebudzeniu są prawdziwe.

- W takim razie muszą nauczyć się walczyć z koszmarami.

- Proszę księdza, większość z nich nie umie sobie poradzić z dość niematerialnymi uczuciami, a co dopiero z przerażającym koszmarem, stanowiącym nie problem natury psychicznej, lecz fizyczne zagrożenie. Ludzie zaakceptują to, że anioły są prawdziwe, ale nie to, że Ziemia stała się Piekłem.

- Wystarczy ich do tego przygotować. Wtedy też zobaczą piękno tak jak ja. Powoli przygotowuję ich — Wskazał palcem na drzwi, z których dobiegał śpiew chóru — do walki ze Złem i uwolnienia dobra, więc dlaczego nie miałoby mi się udać z resztą ludzkości? Pokonamy Szatana, a wtedy nastanie Królestwo Niebieskie.

Ksiądz nieświadomie ułatwił mi zadanie. Choć po prawdzie, to misja mówiła tylko o zabiciu jego.

- Obawiam się, proszę księdza, że kończy nam się czas. - Wstałem i wyciągnąłem Skałkę ponownie.

- Sacrificium Deo spiritus contribulatus:cor contritum, et humiliatum, Deus, non despicies! - Wyśpiewał ksiądz wraz z chórem uniesionych dusz.

Nasypałem prochu na panewkę. Wsadziłem do komory ołowianą kulę wraz z papierem, który miał ją zabezpieczyć. Ołowianą, ponieważ nie zamierzałem tu wracać ani wyciągać kuli z jego martwego ciała.

Myślę, że dla takiego kogoś jak on, ołowiana w zupełności wystarczy.

- Nie lepiej byłoby mi podciąć gardło i oderwać głowę? Byś miał pewność, że nie żyję?

- Jak większość chrześcijan wierzy ksiądz, że Bóg decyduje, kiedy umrze. Kiedy ksiądz zrozumiał, że zamierzam go zabić, to ksiądz uwierzył, że jego przeznaczeniem jest, zostanie zabitym przez ołowianą kulę wystrzeloną przez mój pistolet. Ksiądz całym swoim jestestwem wierzy w to, że umrze. I dlatego nie muszę nic sprawdzać. Ja to wiem.

- Zanim to się stanie czy mogę znać twoje imię? - Spytał ksiądz — W ten sposób będę mógł poprosić Boga o przebaczenie twoich grzechów.

Uśmiechnąłem się.

- Różnie byłem nazywany w różnych czasach, miejscach i możliwościach. Ale nazywam się Mieszko Aders.

- A więc Mieszko Adersie, proszę Boga o przebaczenie twych grzechów.- Podniósł rękę, wykonując Znak Krzyża - In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti. Ame…

Strzeliłem.

Reakcja chemiczna wyzwoliła huk oraz dym, który przesłonił moją twarz. Trafiłem idealnie w serce.

Ciało księdza upadło na posadzkę.

Osoba, która szukała oparcia w Bogu, podskoczyła. Spróbowała spojrzeć, tam, gdzie padł strzał. Spojrzała w moje czerwone oczy i zamarła w szoku. Cóż, często się to zdarza wśród świadków morderstw. W ramach wdzięczności za spowiedź zamknąłem powieki byłego już księdza, aby jego pośmiertny wytrzeszcz nie przestraszył ministrantów i zakonników, którzy znajdą jego ciało.

- Tunc acceptabis sacrificium justitiae, oblantiones, et holocausta: Tunc imponent super altare tuum vitulos! - Rozległa się ostatnia zwrotka psalmu, po której zapadła grobowa cisza.

Ja tymczasem ruszyłem do najbliższej bazy Fundacji w tym rejonie. I tak jak 1400 lat temu nikt nawet nie próbował mnie zatrzymać.

- Et Spiritus sanctus non nisi anima vestra!

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported