Czkawka Jacet
ocena: +3+x

Heh. To zabawne. Zawsze mówię moim chłopcom, nie oddawajcie życia dla Fundacji. Sprawcie by inny sukinsyn oddał swoje. No i jestem. Jebany hipokryta, tym jestem. Ale nikt nigdy nie obiecywał mi emerytury, więc jest okej.

Pewnie mam z dwadzieścia minut zanim przedostaną się przez drzwi. Najbliższe wsparcie jest pięćdziesiąt mil stąd i wiem, że Barnes nie zdąży. Hej, Barnes, jeśli nadal słuchasz to lepiej żebyś zdążył chuju. Słyszysz?

To miejsce niedługo wybuchnie. W tych elektrowniach jest mnóstwo protokołów bezpieczeństwa, ale ja jestem inżynierem. Wiem dokładnie co zrobić źle i w jakiej kolejności. Nie wiem kiedy, ale to rozwali niezły kawałek krajobrazu jak już wybuchnie. Poczekajcie trochę zanim wejdziecie. Nikt nie zdąży mnie zgarnąć. Nikt nie wyjdzie stąd żywy, jeśli chcecie mojego zdania. Mam ostatni nabój i niech to szlag jeśli będę musiał go zmarnować na tych dupków.

Nie wiem kto jeszcze mnie słyszy. Skurwiele zepsuli odbiornik, ale z tego co widzę to nadajnik nadal działa. Więc coś wam powiem.

My ratujemy świat. Nie doktorzy, nie rada, nikt inny, My. My jesteśmy ostatnią linią obrony. Jedyną. Zapamiętajcie to. Nie walczcie dla Fundacji. Walczcie dla sześciu miliardów ludzi którzy się jutro nie obudzą, jeśli nie będziecie tego robić. Za to warto umierać. Jakiś stary pierdziel chce się pobawić skipami? Niech się pierdoli.

Nie jesteście maszynami. Nie jesteście ołowianymi żołnierzykami. Jesteście ludźmi, mężczyznami i kobietami którzy robią rzeczy, których nikt inny nie może zrobić. I ludzie podejmują decyzje. Jest kurewsko wielka różnica między robieniem czegoś co wam każą, a robieniem tego, bo trzeba to zrobić. Chuj mnie obchodzi czy to ta sama robota, jest kurwa różnica. Musi być, bo inaczej niby o co walczymy?

I chcę byście pamiętali, każdy jeden z was, że nie jesteście sami. Rozumiecie? Żaden z nas nie jest nigdy sam. Mamy siebie. Każdy agent który żyje, będzie strzegł waszych pleców. Nieważne co się stanie, jesteście jednymi z nas. Nieważne czy święty, czy dupek, jesteście rodziną. Macie setki braci i sióstr stojących w gównie z wami, gotowych was z niego wyciągnąć.

I nawet kiedy jesteście sami, nie jesteście sami. Każdy agent przed wami, każdy który będzie po was, wszyscy są z wami. Wszyscy z kim kiedykolwiek trenowaliście, każdy kto was pilnował albo się wam żalił podczas posiłków, wszyscy są z wami. Nosicie ich ze sobą dopóty, dopóki pamiętacie, że nie jesteście sami. Przekazujecie to wszystkim, każdemu kogo spotykacie. Kiedy umieramy, zasługujemy by wiedzieć, że nie jesteśmy sami. Nieważne co się stanie. Mamy siebie.

A, jeszcze jedno. Jestem z was dumny. Jeśli kiedykolwiek pracowaliśmy razem, nieważne co wam gadałem, jestem dumny. Nawet jeśli nigdy na was nie spojrzałem, robiąc tylko co trzeba, jestem z was dumny.

To był zaszczyt ludzie. I kiedy dotrzecie, jeśli to ich nie wykończy… zgotujcie im piekło, za Maxa Lombardi’ego.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported