Instruktaż dla agentów MC&D
ocena: +3+x

Witaj w Marshall, Carter, and Dark Ltd. Skoro tu jesteś, to znaczy, że zostałeś zaciągnięty do naszych szeregów. Gratulujemy.

Powinniśmy pobieżnie przedstawić ci naszą organizację. Jesteśmy, w pewnym sensie, klubem i zapewniamy naszych członkom najekskluzywniejsze, najdroższe i najrzadsze doświadczenia na świecie. Nasza siedziba mieści się w Londynie, a nasi agenci operują na całym świecie, poszukując i pozyskując dla nas artefakty, dzięki którym możemy zapewniać wspomniane doświadczenia. Wy, którzy dzisiaj tu siedzicie z przepaskami na oczach, będziecie naszymi poszukiwaczami, naszymi pozyskującymi. Wybraliśmy was spośród najlepszych z najlepszych, najzdolniejszych i najinteligentniejszych, którzy złożyli aplikacje.

Pozwólcie, że przedstawię wam teraz wasze obowiązki. Będziecie naszymi agentami polowymi. Wielu z was ma koneksje z innymi grupami, które dzielą z nami zainteresowanie pewnymi obiektami, jak na przykład Fundacja, Wężowa Ręką czy Kościół Zepsutego Boga. Oczekujemy od was całkowitej lojalności względem naszej misji, bez względu na owe koneksje. Wszystkie oznaki odstępstwa od tej reguły będą karane.

Jako że będziecie pracowali na zasadzie podejścia indywidualnego do każdej sprawy, wyrażę się bardzo ogólnie. Sprawy, znane jako Pozyskania, będą przydzielane według kryterium osobistych statystyk. Nie wolno wam zrezygnować z Pozyskania. Podczas pracy nad nim będziecie mieli dostęp do pewnej części naszych niemalże nieograniczonych zasobów, w zależności od wymagań sprawy. Nadużywanie owych zasobów będzie karane.

Musicie całkowicie poświęcić się przydzielonemu Pozyskaniu, zachowując wymagane pozory. Pod żadnym pozorem nie wolno wam wyjawić, że pracujecie dla Marshall, Carter, and Dark. Wszelkie usiłowania poruszenia tematu Marshalla, Cartera, bądź Darka z osobami, które nie zostały do tego autoryzowane przez Marshalla, Cartera, bądź Darka, będą karane.

To koniec niniejszego instruktażu. Proszę obrócić się w prawo i wykonywać krótkie, wymierzone kroki. Przepaski zostaną zdjęte z waszych twarzy zaraz po wyjściu za drzwi. Niektórzy z was zostaną przydzieleni do swojego pierwszego Pozyskania. Dziękuję za uwagę.


Agent Small z niewielką trudnością opuścił pomieszczenie, z rękami drgającymi u boków. Stawiał skrajnie ostrożne kroki, jak gdyby bał się, że zderzy się z osobami, których tam nie było. Jego podróż do drzwi była przepełniona napięciem, a bliżej znajdujący się obserwator odnotowałby, że oddech mężczyzny zwalnia, a błyszczący na jego czole pot matowieje. Agent Small, wybitny agent Fundacji, byłby przerażony, gdyby tak naprawdę ujrzał pomieszczenie.

Pan Carter obserwował swymi kaprawymi oczami wychodzącego mężczyznę, ostrożnie kontrolując swój oddech. Skurczona sylwetka mężczyzny, poobijana i pokryta bliznami, zwisała z tyłu jego wózka inwalidzkiego. Mleczne oczy nadal pokazywały pozostałości strachu. Staruszek charczał, mówiąc, a skurczona sylwetka charczała wraz z nim.

— Naprawdę było to tego warte? Cały instruktaż tylko dla jednej osoby?

Pan Marshall obojętnie patrzył, jak mężczyzna z przepaską na oczach opuszcza pomieszczenie. Pojedynczy, długi palec wykonał gest, a pozostali mężczyźni w sali również zaczęli iść, echo ich chodu roznosiło się po pomieszczeniu. Idąc, mieli pustkę w oczach i każdy naznaczony był powierzchowną, acz widoczną szramą na czole. Współzałożyciel Marshall, Carter, and Dark odkrztusił gardło i napił się wody ze szklanki. Jego głos zmienił ton z miłego, zdystansowanego na bogatszy, głębszy, wskazujący na wysoką, nieludzką inteligencję.

— Może się przydać w przyszłości. Inwestycje zawsze są przydatne. — Mężczyzna poprawił swój krawat. Jego chichot był zimny i wskazywał na wiedzę. — I zawsze dobrze jest je mieć w Fundacji. Kto wie, jak użyteczna może być ta? Być może będzie nawet lepszy niż Jenkins.

Pomieszczenie wypełnił pusty, świszczący śmiech.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported