Melanocetus



ocena: +5+x

Doktor siadł za biurkiem i włączył swojego laptopa. Biała dioda z boku zaświeciła się, pracownik po kilku kliknięciach puścił myszkę i zaczął czytać.

Właśnie swój początek miał chłodny poranek. Dwóch rybaków płynęło kutrem. Nagle jeden z nich zauważył coś na powierzchni morza. Krzyknął do drugiego, który zaraz pojawił się u jego boku. Gdy podpłynęli bliżej, okazało się, że tajemniczy przedmiot jest otwartą walizką wypełnioną po brzegi pieniędzmi. Bez zastanowienia jeden z rybaków przeskoczył barierkę chroniącą przed wypadnięciem ze statku, spuścił się do wody i zaczął podpływać do zdobyczy. Drugi ściągnął swoje ubranie do bielizny i również wszedł do wody pomóc swojemu koledze. Nastała cisza. Walizka zniknęła. Rybacy zniknęli. Została tylko łódź dryfująca samotnie po bezkresnych wodach.
Powierzchnię wody przecinał wielki jacht. Jego właściciel wylegiwał się przy lewej burcie. Usłyszał cichy głos. Nie umiał stwierdzić czy było to jakieś słowo, jęknięcie, czy może krzyk. Wiedział na pewno, że należało do kobiety. Kobiety, którą kochał, pożądał. Zerwał się z leżaka i zobaczył obok jachtu dziewczęcą postać. Nosiła czarne legginsy i czerwony sweter. Buty znajdowały się lub nie, pod taflą wody. Zaprosiła go do siebie. Nie było ważne czy słowami, czy gestem. Leżak pozostał pusty, a ocean niezmącony.
Staruszka z trudem, ale nie przestając używała długiego kija, by odbijać się od dna i poruszać do przodu swoją małą łódeczką. Wśród mgły unoszącej się nad jeziorem nie widać było brzegu, lecz ona wiedziała dokąd płynie. Obok jej środku transportu wyłaniała się droga biżuteria, ubrania, sztaby złota, ale ona ignorowała je lub przez swój słaby wzrok nawet ich nie dostrzegała.

Na pulpicie doktora wyskoczyło powiadomienie "Chcesz znać zakończenie?". Mężczyzna zastygł na chwilę po czym nerwowo wyprostował się i rozejrzał po gabinecie. "Nie ma za co", pojawiło się kolejne. Na komputerze otworzył się plik.

W końcu dopłynęła do pomostu. Drewno uderzyło o drewno. Powoli wstała i przeszła z łodzi na częściowo spróchniałe belki. Mgła rozpłynęła się, ptaki rozpoczęły swój śpiew, a na pomost wbiegła dwójka dzieci krzyczących "Babciu!". Za nimi przyszli ich rodzice trzymający się za ręce. Dzieci objęły babcię, która wyrażając zadowolenie cicho się zaśmiała i uśmiechnęła. Z jej oka poleciała łezka. Mleczna mgła pozostała na swoim miejscu. Łódka bez ruchu unosiła się na wodzie.

Naukowiec miał otwarte oczy, lecz nie czytał tajemniczego tekstu. Miał lekko otwarte usta, lecz nimi nie oddychał.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported