MFO Sigma-5 "Pumpkin Punchers"
ocena: +1+x

Światło księżyca padało na pole pełne dyń. Farma była wzorem sielanki, dopóki przeszywający krzyk nie zburzył panującej wokół ciszy. "Ruszać się!" krzyknął Alfa. Czterej operatorzy MFO rozeszli się po polu, z karabinami oraz latarkami rzucającymi światło na w pełni dojrzałe dynie.

"Dlaczego w ogóle tutaj jesteśmy? Nie powiedziałeś nam czego szukamy, Szefie" zapytał Beta.

"Ja… cóż, właściwie to sam nie wiem. Ale pół tuzina ludzi, którzy tutaj zniknęli oraz wszystkie okoliczne farmy dyń rozerwane na strzępy podczas ich najlepszego sezonu to nie jest dobry znak." odpowiedział Szef. "Po prostu szukajcie czegoś poza normą."

Przeszukiwali pole godzinami, szukając czegokolwiek co można uznać za anomalne. Strach na wróble mocno przypominający Deltę, niezwykle wkurzony kojot i dynia, która wyglądała podejrzanie podobnie do piłki koszykowej (ale nie odbijała się jak prawdziwa) nie liczyli się.

"Gówno tu można znaleźć." skwitował Gamma, po dogłębnej inspekcji pnączy.

"Dobra. Zawracamy i wracamy do ośrodka. Pewnie jakiś psychol z siekierą, czy jakieś tam inne gówno." Alfa obrócił się i zaczął maszerować w kierunku transportu. "Zgadzałoby się, zważywszy na datę i całą resztę."

"Może nawet uda nam się zdążyć na imprezę halloweenową!" ucieszył się Delta. Reszta drużyny odwróciła się, żeby spojrzeć na ich najnowszego członka.

"Ja pierdolę dzieciaku, nikt nie chodzi na imprezy w ośrodku. Dyrektor zawsze znajduje sposób, żeby przypomnieć jak to nie pracujemy wystarczająco dużo. Chciałbym zobaczyć jak sam rusza dupą i odwala to gówno" Beta warknął.

"To znaczy, impreza to impreza, co n- cholera" wyrzucił z siebie Delta, kiedy przerwał mu odgłos małej dyni zgniecionej przez jego nogę. "Zaraz, co do kurwy? Szefie, spójrz na to. Dynia była zmutowana, czy coś."

W rzeczy samej, dynia rozprysła się pod naciskiem podkutego stalą buta Delty wyrzucając z siebie mieszankę różnych słodyczy. Żołnierze byli zadziwieni.

"Zapakujcie próbkę Snickersa do transportu" zarządził Alfa, tuż przed tym jak po polu rozniósł się długi wrzask. Członkowie byli natychmiast gotowi, nawet Delta, karabiny uniesione i plecami do siebie. Byli doskonale wyszkoleni na wypadek ryzykownych sytuacji, dlatego też nie śpieszyli się, kiedy pierwsza dynia wyskoczyła z ziemi i ruszyła w ich stronę na swoich patykowatych nogach. 3 strzały później, leżała już na ziemi, z krwisto-czerwonymi Twizzlersami wychodzącymi z dziur po kulach.

"To wszystko? Tylko dwie?" zapytał zdziwiony Delta.

"Dobra robota dzieciaku, teraz wygadałeś." odwarknął Gamma.

Jak gdyby na potwierdzenie jego słów rozległ się kolejny wrzask, a dynie zaczęły podnosić się z pnączy. Niektóre groźnie się chwiały, kiedy inne nie tracąc czasu zaczęły pędzić w stronę oddziału.

Pociski dzwoniły niczym deszcz, każdy z członków dawał coś od siebie we własnym stylu. Alfa metodycznie przycelował w samotną dynię, oddał serię i przeniósł się na następny cel. Beta machał swoją bronią z boku na bok, rozrywając każdego dyniowego potwora, który podszedł za blisko, zalewając pole bitwy wystarczającą ilością słodyczy, żeby przyprawić słonia o cukrową gorączkę. Gamma strzelał jak oszalały, nie oglądając się na amunicję, czy celność, rozkoszując się słodką rzezią. Delta także próbował pomóc, ale czy to przez fakt jego pierwszej prawdziwej zasadzki, czy stresu lub być może przez to, że jego broń się zacięła, z pewnego powodu postanowił ograniczyć się do trzymania swojego karabinu jak kija, miażdżąc wszystko co za bardzo się zbliżyło (w jednym wypadku była to noga Gammy, co skutkowało szybkim i lekkim kopnięciem w klatkę piersiową.).

Zespół przedzierał się przez dziesiątki małych dyniowych potworów, czy to strzelając, czy waląc, dopóki strzały nie ucichły i nie byli otoczeni przez dziesiątki małych, przypominających owoce ciał oraz wystarczająco Milky Wayów, Twizzlersów, Nerdsów, Hersheysów, SweeTartsów, i Pixy Stixów żeby otworzyć sklep. A także dosyć jabłek, żeby otworzyć mały wózek z jedzeniem, w najlepszym wypadku.

"Co… co do kurwy?!" krzyknął Delta, z szeroko otwartymi oczami i w głębokim zaszokowaniu. Inni zwyczajnie się zaśmiali.

"Przywykniesz do tego, dzieciaku. Podczas tej roboty dzieją się pojebane rzeczy" poradził mu Beta. Jego monolog o tym dlaczego trzeba czytać co jest napisane drobnym drukiem na kontraktach został przerwany przez dudnienie ziemi. Przygotowali się, kiedy gigantyczna wersja dyń, które właśnie roznieśli na strzępy, wyszła spod ziemi na drzewiastych nogach.

"Kurwa."

Drużyna otworzyła ogień, ale skóra tej dyniowej abominacji odbiła masę pocisków. Kilka przebiło się przez jej skorupę, tworząc otwory przez które sączyła się obfita ilość cukierków. Bestia zatoczyła się do przodu, sięgając jedną ze swoich nóg…

I prowadząc ją bezpośrednio przez brzuch Gammy.

Gamma zaczął wrzeszczeć zanim został podniesiony przez 6 metrowy owoc. Para patrzyła na siebie, kiedy reszta zespołu nadal wypuszczała grad pocisków, a Gamma na moment przestał krzyczeć.

Wtedy wybuchł deszczem słodyczy.

"Jezusie!" krzyknął Alfa, kiedy został zasypany słodkimi pozostałościami po swoim żołnierzu. Dynia wykorzystała okazję, żeby sięgnąć w stronę Bety i objąć go swoim chwytem, natychmiastowo eksplodował słodyczami.

Alfa i Delta cofnęli się, kiedy dynia ruszyła w ich stronę, depcząc po rozmaitych Twizzlersach i Three Musketeersach, którymi stała się połowa ich drużyny. Przez chwilę wszystko było stracone. Wtedy Alfa oderwał coś ze swojego ramienia. Uspokajając się, ruszył do przodu, skacząc prosto w paszczę bestii.

Dynia, raczej zadowolona z tego obrotu spraw, radośnie połknęła Alfę. Przez chwilę zatrzymała się, żując Szefa. Wtedy gwałtownie wybuchła, kiedy granat trzymany przez Alfę zdetonował się w jej żołądku.

Delta zdążył zasłonić oczy, kiedy spadł na niego grad słodyczy, ale siła eksplozji zdołała odrzucić go do tyłu. Siedział na polu, podczas gdy był obsypywany wystarczającą ilością glukozy, żeby przyprawić 682 o cukrzycę i patrzył jak słońce wznosi się ponad pole, otoczony przez coś co może, ale wcale nie musi być pozostałościami jego kolegów.


Delta przeszedł przez podziemny korytarz bezpieczeństwa prowadzący do Ośrodka 39, echo jego butów stawało się coraz wyraźniejsze z każdym krokiem. Jego twarz z szeroko otwartymi oczami pozostała niewzruszona, kiedy zeskanował swoją kartę i popchnął drzwi. Przyjęcie halloweenowe już się kończyło, kilkunastu nieznajomych naukowców mieszało, trzymając kubki jakiegoś (bezalkoholowego) ponczu, kiedy z głośnika wydobywała się tandetna muzyka związana z tematyką imprezy. Ściana naprzeciw drzwi udekorowana była wielkim banerem ze słowami "WESOŁEGO HALLOWEEN" wraz ze szkieletami i… dyniami. Reszta grupy w końcu go zauważyła.

"Hej Jeff, przegapiłeś całą imprezę. Wymienialiśmy się cukierkami! Gdzie jest reszta?" zapytał Starszy Naukowiec Smiths.

Delta zwyczajnie przykucnął i zwymiotował.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported