Nadzieja
ocena: +4+x

— Gotów?

Skinąłem głową i podniosłem z blatu SCP-PL-081, po czym wstukałem na klawiaturze odpowiedni numer i przyłożyłem telefon do ucha. Dokładnie tak jak się spodziewałem, usłyszałem standardowy sygnał towarzyszący nawiązywanemu połączeniu. Podrapałem się po nosie i spojrzałem na pilnujących mnie doktora i ochroniarza. Miałem szczęście, że udało mi się uzyskać dostęp do PL-081, normalnie nie wolno przez niego dzwonić nikomu o poziomie upoważnienia poniżej czwartego. Pomimo to, zespół GZZ miał zapewnioną dosyć dużą swobodę działania, w końcu tylko on skupiony był na badaniu PL-137 i tego całego bajzlu, który te wizje przewidują. Istotnym faktem okazało się również to, że w poprzednim uniwersum ja też byłem pracownikiem o czwartym poziomie uprawnień. Poza tym, chyba jako pierwsza osoba używająca tego obiektu, miałem jakikolwiek sensowny plan. Zanim jednak zdążyłem dobrze zastanowić się nad całą tą sytuacją, w słuchawce coś zatrzeszczało i usłyszałem siebie.

— Halo? — odezwał się drugi Krzysztof. — Pewnie rozmawiam ze sobą?

— Zgadza się. — odruchowo skinąłem głową. — I jestem zainteresowany wymianą informacji.

— A o czymże to mój sobowtór chce rozmawiać? — to zdanie było wyraźnie podszyte złośliwością. Widocznie charaktery odpowiedników też mogą się różnić.

— O SCP-RP-137, zwanym "Głosy z Zewnątrz". — odpowiedziałem powoli, zerkając na pilnujące mnie osoby. — Jestem skłonny do wymiany informacji dla obopólnego dobra.

— "Głosy z Zewnątrz”, co? Mówisz o tych widmach, głosach i pęknięciach? U nas nazwali to "Szepty zza ścian", czy jakoś tak.

Plan był prosty. Przekazać wszystkie możliwe informacje by pozyskać te o PL-137. Był jednak jeden haczyk. Mianowicie — przekazywałem jedynie dane o moim "umarłym" świecie. Druga strona nie miała możliwości sprawdzenia, czy są one prawdziwe, a mogłem dowiedzieć się czegoś użytecznego.

— O głosach i widmach. O pęknięciach pierwsze słyszę. — odparłem, lekko mrużąc lewe oko. — Pojawiły się razem z poprzednimi dwoma?

—Twoja kolej na przekazanie mi jakiejś informacji. — dobiegło ze słuchawki. — Na przykład o SCP-PL-046, nazwanym u nas „Gra miejska”. Dwa humanoidy zapraszające przechodniów do "gry", w której mają uciekać przed nabojami właśnie tej dwójki.

"Najlepsze Doświadczenie pod Słońcem!". Bez wątpienia mówił właśnie o tym obiekcie. W tym uniwersum miał on identyfikator PL-042, jednak ta wiedza kompletnie nic mi nie dawała. Spróbowałem przypomnieć sobie czy taki obiekt istniał w moim uniwersum, zanim uległo zniszczeniu. Ostatnimi czasy byłem zmuszony do częstego przywoływania takich rzeczy z pamięci, by pomagać w zabezpieczaniu obiektów tutaj, więc byłem już w pewnym sensie przyzwyczajony. Tym razem jednak musiałem zdać się na szczątki zapamiętanych informacji i własną wyobraźnię.

— Więc tak… — zacząłem powoli, uważając na każde słowo. — Tutaj ten obiekt to SCP-RP-067.

— Zaczekaj. — przerwał mi głos. — Nazwałeś już tak jeden obiekt wcześniej. RP? Rzeczpospolita? Czemu nie PL?

— A czy to takie ważne? Daj mi skończyć, Krzysiek.

— …zabawnie się słyszy takie coś od samego siebie. — mój rozmówca wyraźnie stłumił śmiech. — W porządku, kontynuuj.

— No więc… pewnie nie wiemy o SCP-RP-067 wiele więcej od was…


— …i właśnie w ten sposób można pochwycić Jedynkę, zwaną u was Alfą. — zakończyłem swój monolog. — Od czasu przechwycenia, Dwójka przestał się pokazywać, możliwe, że jest w jakiś sposób połączony z Jedynką. No, teraz twoja kolej.

Wszystko co powiedziałem o "Najlepszym Doświadczeniu pod Słońcem!" składało się oczywiście z informacji z "mojego" uniwersum, z dużą domieszką zmyślonych bzdur, jednak z perspektywy osoby z innego świata nawet one mogły brzmieć całkiem wiarygodnie. W końcu tamci nie mieli pojęcia jak wygląda nasz świat, ani jak działa nasz sprzęt czy specyfiki. Pozostawało mi mieć tylko nadzieję, że mój odpowiednik mi uwierzy. I okaże się honorowym człowiekiem.

— Nie jestem pewien, czy to zadziała u nas. — powiedział po krótkim wahaniu mój rozmówca. — Ale niech będzie, informacja za informację. Wspominałeś, że pierwsze słyszysz o pęknięciach, tymczasem to w zasadzie one są głównym powodem, dla którego "Szepty zza ścian" zostały u nas sklasyfikowane jako obiekt SCP. Jak zapewne sam wiesz, głosy i widma niczym nie szkodzą, jedyne zagrożenie to ewentualna dekonspiracja anomalii. Ale pęknięcia… to już inna para kaloszy.

" 'Para kaloszy'? Ja tak naprawdę powiedziałem?" — pomyślałem, lekko wykrzywiając usta w nerwowym odruchu.


Przerwałem połączenie i odłożyłem PL-081 na blat stołu. Doktor przerwał nagrywanie, a ochroniarz przeciągnął się i lekko ziewnął. Ciężko było go winić, rozmowa trwała ponad trzydzieści minut. W jej trakcie zdradziłem tyle tajemnic Fundacji z mojego rodzimego uniwersum, że nawet pomimo czwartego poziomu uprawnień zostałbym na miejscu terminowany, ale to nie miało najmniejszego znaczenia. Zyskałem trochę konkretnych informacji na temat PL-137. Informacji mogących pomóc nam w odsunięciu zagrożenia które reprezentował sobą ten obiekt.

Doktor podszedł do mnie i przystąpił do ostrożnego wyjmowania urządzenia nagrywającego z mojego ucha, mówiąc przy tym:

— No Rasiewicz, nie sądziłem, że wpadniesz na coś takiego. Nie zdradziłeś żadnej z naszych tajemnic, a mimo to całkiem sporo zyskałeś. Jak ten wasz zespół zdoła zneutralizować to zagrożenie… niewykluczone, że czeka was awans. Albo amnezjaki i emerytura. — uśmiechnął się lekko. — Ale nie byłbym pesymistą.

— Mam tylko 32 lata, doktorze. — teraz ja zmusiłem się do uśmiechu. — Mogę się jeszcze przydać, nawet po rozwiązaniu zespołu GZZ.

— Nie wątpię. Może pan już iść.

Wstałem z krzesła i wyszedłem z pomieszczenia, kiwając strażnikowi głową na odchodne. Teraz pozostało przekazać zdobyte informacje reszcie zespołu i zastanowić się nad kolejnymi krokami.


— Oto czego się dowiedziałem. — zacząłem, drapiąc się po brodzie. — Te widma i dźwięki wydają się być początkiem czegoś większego. Przynajmniej były w uniwersum… mojego rozmówcy. Powiedział, że następnie świat zaczął… pękać? Zupełnie jak szyby, tylko że to się działo z powietrzem. Pamiętacie co mówiłem o anomaliach przenikających z równoległych światów? To chyba to. Ściany pękają.

— I co z tym zrobimy? To pewnie zacznie się dziać w końcu i u nas. — zauważył Marcin, niezbyt energicznie mieszając kawę.

— Cały czas nad tym myślę. — mruknąłem. — Mam wrażenie jakoby w moim świecie była jednostka zajmująca się czymś podobnym do PL-137, ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć żadnych szczegółów.

Zmarszczyłem czoło w zamyśleniu i spróbowałem coś sobie przypomnieć, jednak bezskutecznie. To było zbyt dawno temu, na dodatek miałem wrażenie jakby od czasu przybycia tutaj moje wspomnienia z poprzedniego świata stopniowo się zacierały. Musiałem albo przelać najważniejsze informacje na jakiś nośnik, albo zaradzić coś na zanikającą pamięć.

— Czyli pozostaje nam ponowne zbadanie PL-016. — stwierdziła Iza.

— 016? Znowu? — Marcin spojrzał na nią ze zdziwieniem. — On był badany już tyle razy, że wątpię by coś nas tam jeszcze zaskoczyło. Te pokoje ignorują prawa fizyki, część jest bardzo niebezpieczna…

"W jaki sposób mogę odzyskać te wspomnienia…? One znikają za szybko by to było naturalne…" — usiłowałem wymyślić jakiś sposób. — "Gdybym był u siebie, mógłbym wnieść o trochę tamtych anomalnych tabletek, ale teraz to niemożliwe…"

— …siek? Krzysiek? — głos Izy przywołał mnie z powrotem do rzeczywistości. — Co o tym myślisz?

— Hm? Co? — potrząsnąłem lekko głową i spojrzałem na zespół. — Wybacz, zawiesiłem się.

Iza pokręciła głową i kontynuowała:

— Jedna z ostatnich ekspedycji do wnętrza PL-016 znalazła takie pomieszczenie. Tak jakby… powietrze tam było popękane? Z oczywistych względów tester nie siedział tam zbyt długo, tak jak większość pokojów, ten też szkodził zdrowiu. Ale szansa na wylosowanie znowu tego samego… no wiecie jaka jest. Nikła. Pomimo to możemy spróbować jeszcze raz przeszukać ten kompleks.

— Chyba nie mamy innych opcji. — mruknąłem, lekko szarpiąc głową w lewo. Te tiki robiły się coraz bardziej irytujące. — Kto tym razem ma tam wejść? Z tego co pamiętam wymagany jest trzeci poziom upoważnienia.

Marcin uniósł lekko rękę i odezwał się:

— Krzysiek nie uczestniczył w żadnej z wypraw do PL-016. Wiem, że to kwestia poziomu upoważnienia, niemniej… wyciągnął informacje z PL-081, to wcześniej nie udało się do takiego stopnia. Może mimo wszystko powinniśmy wnieść o zezwolenie na jego jednorazowe wejście do tego kompleksu? Tylko my badamy te zjawiska, powinniśmy mieć ułatwiony dostęp do powiązanych z nimi obiektów.

Te argumenty miały jakiś sens, przynajmniej dla mnie. Pozostawała kwestia tego, jakie znaczenie będą miały dla nadzoru projektu PL-016.

— Okej, spróbujmy.


Osiągnięcie tego wymagało złożenia kilku pism, nieustannego zawracania głowy zarządowi projektu najsensowniejszymi argumentami i złożenia zaświadczenia, że wszelkie konsekwencje za ewentualne wypadki poniesie zespół GZZ. Pomimo to, udało się. Stałem przed drzwiami prowadzącymi z jednej z cel personelu klasy D na korytarz, patrząc na trzymany w dłoni klucz.

— Więc trzeba tylko włożyć go do zamka i przekręcić, jak normalny klucz? — upewniłem się, zerkając na doktora przewodniczącego projektowi PL-016. — I wejdę tak do kompleksu?

— Nie chce być inaczej. — mężczyzna lekko skinął głową. — Tylko nie zniszcz tam niczego, Rasiewicz. Nie wiemy czy to nie uszkodzi struktury obiektu, lepiej nie podejmować zbytniego ryzyka.

— Jestem tego świadom. — mruknąłem, wkładając PL-016 do zamka drzwi.

Wziąłem głębszy wdech i przekręciłem klucz, następnie otwierając wejście. Tak jak zwykle w wypadku użycia tego obiektu, za drzwiami znajdował się wysoki pokój z kilkoma szczególnymi cechami. Przeszedłem przez próg i rozejrzałem się. Naprzeciw mnie wisiał plakat przedstawiający zieloną polanę, na której widniał pomarańczowy napis "Nie ograniczaj się". Pod nim znajdował się spory ekran, wyświetlający napis "Obuwie zmień". Zaraz pod tymi rzeczami stały plastikowe krzesła i kosz z trampkami.

— No dobra. — poprawiłem znajdującą się na moim ramieniu kamerkę zapisującą nagrania na wewnętrznej pamięci. — Sprawdźmy czy uda się znaleźć te pęknięcia.


Koniec części drugiej

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported