Niski Priorytet
ocena: +7+x

Światła w pomieszczeniu zamigotały w złowieszczy sposób. Zaraz po tym dało się słyszeć sekwencję dźwięków wysłuchanych już kilkanaście razy przez personel badawczy; naciśnięcie przycisku, przekręcenie klucza, spadek napięcia, pękająca żarówka, a następnie łuk elektryczny wystrzelony z ogniwa cewki.
Abominacja, która przypominała człowieka już tylko dzięki kształtowi poparzonej masy ścięgien i mięśni wydała swoje ostatnie tchnienie i upadła obrzygując szybę przed sobą. Dwie osoby ubrane w stroje ochronne CWKS zabrały truchło i zaczęły czyścić szybę z trujących wymiocin anomalii.
Doktor Iwan Krajenko zaczął bezmyślnie notować wnioski z kolejnej próby. Jego koledzy po fachu rozpaczliwie przewracali kartki w dokumentacji i obserwowali wskazania liczników, szukając odpowiedzi na jedno proste pytanie; Gdzie popełniliśmy błąd?

Wprawdzie osiągnęli sukces, gdyż obiekt testowy CN-18 przeżył najdłużej z jego "starszych braci", jednak nawet rekordowy wynik utrzymania bytu przy życiu rzędu czterech dni nie był w stanie zwrócić zmarnowanych zasobów. Trójka naukowców opuściła pomieszczenie testowe i usiadła przy salonowym stole, próbując ustalić, dlaczego kolejna próba się nie powiodła.

— Marnujemy tylko ludzi… To już dziesiąta próba i kurwa nic! — Iwan spoglądał na plany, wszystko powinno działać perfekcyjnie, bez zarzutu jak w chędożonym zegarku. Rozejrzał się dookoła, a następnie odpalił papierosa najtańszej możliwej marki. Nie tego się spodziewał, kiedy przed siedmioma laty zgłaszał się do projektu "Logos". Nie, żeby mu tu czegoś brakowało, w Fundacji też widywał ludzi, umierających czasem nawet gorzej. Jednak tutaj, wszystkie zgony wydawały się niepotrzebne.

— Mamy postęp panie kolego! Postęp! Tym razem trwało to aż 4 dni! - Powiedział wiecznie uśmiechnięty Borys Smirnowycz. — Już niedługo będziemy w stanie przeprowadzić udaną próbę.

— Jebać takie życie — Odburknął Michaił Zadornow — Siedzimy w tym kurwidołku, czekając aż ta pieprzona burza, przejdzie tylko po to, żeby rozsadzić jakiegoś kolejnego kalekę.

— Spokojnie panie kolego, wystarczy, że dostarczymy im dowód naszych postępów. — Borys wyraźnie westchnął.
Zamyślony Iwan nawet nie zareagował, kiedy papieros sparzył mu palce, po prostu rzucił go w kąt i wyszedł bez słowa z salonu.

— To może partyjka w tryktraka, panie kolego? — Borys starał się złagodzić atmosferę panującą po wyjściu głównego badacza.

— Dawaj, I tak już przegrałeś. — Poruszony Michaił wskazał na butelkę — Polej! Na co czekasz?

Tymczasem dwa piętra niżej w pomieszczeniach kontrolnych przygotowywany był kolejny obiekt do testu.
— Sprawdźcie stężenie krwi, ten mózg ma pracować! Ty! Co ty robisz! Dawaj to! Ile razy mam kurwa powtarzać, kości zszywamy tylko według schematu, jak ty w ogóle się tu znalazłeś!? — Niski człowiek w masce przeciwgazowej GP-9 i roboczym kitlu pokrzykiwał na pracujących stażystów — Zwiększ poziom tlenu! Tlenu mówię debilu! Dobrze, teraz usuń odłamki. Gotowe? Zamykaj go. Podajcie Anabiotyki, bo jak nie to mój gniew będzie waszym ostatnim zmartwieniem.

Tego wieczora nikt nie myślał o podobnej placówce oddalonej o kilka kilometrów. Przez burzę nie dało się nawiązać łączności, gdyby nie to, może i 28 badaczy nie krwawiłoby swoimi organami z ciał przedziurawionych jak sito. Może wtedy ktoś zdołałby zamknąć dopływ preparatów odżywczych do sztucznie wyhodowanego rdzenia kręgowego, pływającego w wielkim basenie. Może wtedy rdzeń kręgowy nie zdołałby zrobić czegoś, na co szykował się bardzo długo.

Działaj, jesteś wolny

Pierwszy padł nieszczęsny statysta, który podawał właśnie leki hamujące świadomość. Jego gałki oczne po prostu wypłynęły ze swoich miejsc. Kolejną ofiarą był krzykliwy doktor, jego maska przeciwgazowa stanęła w ogniu, płomienie szybko zajęły włosy, skórę, zwęgliły kości i mózg.
Nienaturalna kreatura wstała, miażdżąc pobliskiego młodzika swoją zwyrodniałą, czworo kostną ręką. Dwóch kolejnych padło od impulsu psychicznego, tak silnego, że skręcił im karki.

Nowo narodzony stwór rozpoczął swoje żniwo.

Sytuacja wyglądała podobnie we wszystkich budynkach Projektu "Logos" w promieniu 90 kilometrów. Ani Fundacja, ani Globalna Koalicja Okultystyczna nie miały zamiaru tracić swojego czasu i środków na "mały wybryk natury".

— Mów, jaka to znowu ważna sytuacja nastąpiła, że musiałem przyjechać aż tutaj? — Zapytał wąsaty negocjator.

— Otrzymaliśmy doniesienia o możliwym "przełamaniu zabezpieczeń" jakkolwiek to nazywacie — Odpowiedział drugi negocjator, ubrany w mundur typowy dla GKO.

— Chodzi o blok przechowawczy CN? Ten badający wpływy katastrofy z 1986?

— Dokładnie ten. Nie mamy jeszcze doniesień o możliwych ofiarach w personelu, ale… — Wąsacz mu przerwał.

— Czyli wszystko w porządku, nie nasza w tym głowa, jesteśmy na skraju jawnego konfliktu, nie zajmujemy się teraz pomniejszymi wybrykami natury.

— To może, chociaż poinformujemy dowództwo? — Widać było bezradność umundurowanego.

— Nie ma potrzeby, nieoficjalnie i tak zamknęliśmy już Projekt "Logos", zostaw to fachowcom. — Przedstawiciel Fundacji wyszedł z pokoju, zostawiając negocjatora samego.

Doktor Michaił Zadornow, poparzony toksycznymi wymiocinami, z mózgiem toczonym psychiczną zgnilizną, bez nóg i połowy szczęki — przeżył. Nikt nie spodziewałby się, że coś takiego może się udać, a co dopiero pesymistycznemu doktorowi nauk inżynierii genetycznej z wydziału psioniki. W przeciwieństwie do swoich kolegów udało mu się dostać do szybów konserwujących i ukryć się w kadzi konserwującej. Po 40 godzinach do placówki przybył zespół przechowawczy, nie Fundacji, nie GKO, ale już niezależnej Organizacji — Logos Inc. — Zadornow stał się jej pierwszym głównodowodzącym, zdarzenia tamtej nocy zmieniły go całkowicie, zewnętrznie, jak i wewnętrznie. Nikt nie mógł wiedzieć więcej ludzkiej psychice, niż człowiek, którego ciało i umysł zostały zmienione przez impuls myśli…

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported