Nocna zmiana
ocena: +3+x

- Dobra robota z ostatnim projektem.
Brązowa koperta lądująca na biurku wyrwała mężczyznę z letargu.
- Słucham?
Zaczął rozglądać się po swoim boksie biurowym rozmytym od zmęczenia wzrokiem. Kiedy zaczął odzyskiwać ostrość widzenia spojrzał na osobę która górowała nad nim. Dobrze zbudowany facet w średnim wieku ubrany w kruczoczarny garnitur patrzył na niego.
- No ten projekt, który wczoraj twój zespół zamknął, dobra robota. Niestety nie możemy spoczywać na laurach. Masz dostarczyć ten raport do szefa sekcji C7.
- C7?
- Ehh, bierzesz tę kopertę, idziesz do windy, wybierasz odpowiednie piętro i jedziesz. Jak tam dotrzesz to już tamtejsi pracownicy pokierują cię dalej. Rozumiem, że te nocne zmiany dają ci w kość, ale musimy zapierdalać, ktoś musi trzymać to wszystko w kupie.
- Racja, no to zbieram dupę w troki, bo jeszcze mnie tu świt zastanie.
- Tylko się pospiesz, bo za piętnaście minut przychodzi gość od kawy. Jeśli się nie wyrobisz to mam ci coś wziąć?
- Wyrobię się z palcem w każdym otworze.
- No i to jest duch.
- Na wszelki wypadek, jeśli się nie wyrobie weź mi rozpuszczalną z mlekiem i jakiś ciastko.
- Zanotowane, a teraz mam własną robotę, więc kończę zawracać ci gitarę.
Facet w garniturze odszedł. Wtedy wstał, omiótł wzrokiem wielkie pomieszczenie biurowe bez okien, w którym znajdowało się kilka tysięcy podobnych boksów oświetlonych przez energooszczędne lampki biurowe oraz przyciemnione żarówki imitujące warunki nocne. Poprawił granatowy krawat, wygładził fałdy materiału swojej białej koszuli. Podniósł zaklejoną kopertę z biurka, po czym skierował się w kierunku holu. W holu znajdowało się pięćdziesiąt szybów, w których windy woziły bezustannie pracowników gigantycznego kompleksu. Po dłużących się minutach wyczekiwania jedne z drzwi rozchyliły się oświetlając podłogę mocnym, żółtym światłem. Chciał już wsiadać, ale młody chłopak niosący stertę papierów niemal dorównujących mu wzrostem ubiegł go.
- Wybacz, ale mam tu priorytetowe dane.
Zanim jednak zdążył odpowiedzieć albo wejść do środka drzwi się zamknęły. Wtedy zauważył, że chłopak w tym pośpiechy zgubił kartkę. Podniósł ją, na kartce znajdował się wykres liniowy podpisany "Efektywność systemu wentylacji". Zwinął kartkę w kulkę, następnie wrzucił ją do stojącego pod ścianą śmietnika.
- Dupek.
Wsiadł do następnej windy, jaka dotarła, tym razem nikt go nie ubiegł. Na wielkim panelu znalazł przycisk "C7", po naciśnięciu przycisku drzwi zasunęły się wydając cichy dźwięk dzwonka. Czując jak powoli porusza się w dół poświęcił uwagę odbiciu w lustrze, które zajmowało całą ścianę windy. Skupił się na ciemno-brązowych ulizanych włosach, które śliniły od żelu, upewnił się, że wszystkie włosy są w całkowitym ładzie. Obrócił głowę w lewo, a potem w prawo przyglądając się twarzy pokrytej trzydniowym, szczeciniastym zarostem. Nagle winda się zatrzymała. Spojrzał na panel, który pokazywał, że jest na piętrze sekcji A0.
- Co jest?
Skrzydła drzwi windy rozsunęły się, ujrzał korytarz wyglądający jak po trzęsieniu ziemi rojący się od umięśnionych budowlańców w niebiesko-białych kombinezonach. Podszedł do najbliższego robotnika.
- Ej, co tu się odpierdala?
- O co ci chodzi eleganciku?
- Ta winda powinna mnie dowieść do C7, a tkwię tutaj.
- Przez błędy konstrukcyjne cały ten sektor jest w opłakanym stanie. Robimy co możemy, ale kurwa, tego jest za dużo.
- Nie obchodzi mnie to, jak się mogę dostać do C7?
- Skręć w lewo na najbliższym rozwidleniu, później w prawo, zejdź po schodach na C2.
- Ale ja muszę się dostać do C7.
- Jak tam dotrzesz to oni pokierują cię dalej. No i dalej nie wiem jak iść, poza tym płacą mi za tynkowanie ścian, nie za być drogowskazem.
Bez dłuższej zwłoki ruszył przez zdewastowane korytarze pilnując się instrukcji podanych przez robotnika. Mijał setki pracowników próbujących bez skutku naprawić zniszczenia sięgające w głąb kompleksu. Dotarcie do klatki schodowej zajęło nie więcej niż 5 minut, zaczął energicznie pokonywać betonowe stopnie. Mocno zmęczony czuł, że pokonał coś między dwunastoma, a dwustoma piętrami. Przed nim stały zamknięte, żółte drzwi z napisem "C2". Pociągnął za klamkę, jego oczom ukazał się blok więzienny z trzydziestoma parami pancernych drzwi. Nie dokończył nawet obserwacji pomieszczenia, gdy doskoczyło do niego dwóch strażników w czarnych uniformach.
- To sekcja zamknięta, wypad.
- Mam raport, który muszę dostarczyć do C7. Zostałem pokierowany tutaj.
- Wy z tymi swoimi raportami, dzień w dzień dupę nam zawracacie. Masz szczęście, że dostaliśmy rozkaz, by kierować takich jak ty do naczelnika. No co się tak gapisz, idziemy.
Poczuł jak pchają go do przodu, zaczął powoli iść eskortowany przez dwóch strażników. Rozglądając się na boki zobaczył, że niemal na każdej parze drzwi znajduje się namalowany białą farbą krzyż. Jakiś szósty zmysł podpowiadał mu, że za tymi drzwiami jest coś niebezpiecznego, samo to dziwne uczucie wywoływało lęk. Wtedy zauważył, iż jedna para drzwi, na końcu, z lewej strony, nie ma namalowanego krzyża, a ze szpary pod drzwiami wydostaje się ciepłe światło. Zaprowadzili go pod celę bez krzyża na drzwiach.
- Poczekaj tu, musimy pogadać z naczelnikiem, zanim cię do niego puścimy.
Opuścili go, a reszta strażników skupiała się na swoich zadaniach. Zmotywowany rosnącą ciekawością czym różni się ta cela od innych otworzył dyskretnie wizjer. Wnętrze wyglądało lepiej niż można by się spodziewać po celi. Szerokie jednoosobowe łóżko z pościelą we wzory geometryczne, dokładnie pomalowane na kolor błękitu nieba ściany bez okien, solidne metalowe biurko, przy którym stał czarny skórzany fotel. Na fotelu siedział młody chłopak o drobnej budowie ubrany w kombinezon w kratę, ostrzyżona na zapałkę głowa skupiała uwagę na wklepywaniu jakichś informacji do laptopa, który stał na biurku.
- Hej ty.
Chłopak oderwał się od pisania i powoli podszedł pod drzwi.
- O co chodzi?
- Czemu cię zamknęli?
- Sam tego chciałem.
- Słucham? Czemu, nie chcesz być wolny?
- Nie potrzebuję wolności, tu mam wszystko, czego mi potrzeba. Dostaję regularnie 3 ciepłe posiłki dziennie, mogę się całkowicie poświęcić swojej pracy.
- A nie brakuje ci świata na zewnątrz?
- Szczerze, nie, tak jest lepiej. Wolę być sam, w tej przestrzeni gdzie mogę poświęcić się swojej pracy, na zewnątrz nigdy nie czułem się tak dobrze.
- Nie rozumiem tego, ale każdy ma własne pojęcie szczęścia. A o co chodzi z tymi krzyżami, jak patrze na te wszystkie drzwi to dostaje gęsiej skórki.
- Tam znajdują się "Niepełni".
- Niepełni?
- Oni są—
- Co tu się wyprawia!?
Jeden ze strażników, którywcześniej go prowadził wrócił.
- Co ty kurwa robisz? Odejdź od tych drzwi.
- Wybacz, chciałem tylko pogadać, nudziło mi się.
- To nie jest żadna wymówka, a teraz idziemy, naczelnik ma napięty grafik.
Strażnik poprowadził go przez kręty labirynt klaustrofobicznych korytarzy, aż pod drzwi biura naczelnika. Po wejściu do środka towarzyszący mu strażnik natychmiastowo zniknął. Przed sobą miał dobrze zbudowanego faceta w średnim wieku z siwym, opadającym wąsem pijącem whisky w krystalicznej szklance.
- Witam, jak się podoba nasza sekcja?
- Przyznaje ma swój urok, ale powinniście popracować nad przyjmowaniem gości.
- Gagatków, których tu trzymamy należy traktować ostro. Ale jeśli już mówimy o gościnności, to może szklaneczkę whisky?
- Niestety muszę odmówić, robota nagli. Chciałbym już iść, czy mógłby mi pan wskazać drogę?
- Oczywiście, jak wyjdziesz z gabinetu to skręć w prawo i idź, aż nie zauważysz białych drzwi, za nimi masz już prosty korytarz do C7.
- Dziękuje, swoją drogą, po co tyle zachodu, ze spotkaniem z naczelnikiem, by zostać po prostu przekierowanym do kolejnego przejścia?
- Ci na górze lubią papierkową robotę, więc muszę wypełnić formularz, że zatwierdziłem, przepuszczenie kogoś przez naszą sekcję. No i nie będę kłamał, wieje tu cholerną nudą, a ludzie z góry nie zawsze się tak spieszą, więc można trochę pogawędzić.
- Naprawdę bym został dłużej, ale chce się wyrobić przed przerwą na kawę, a muszę jeszcze wrócić.
- Spokojnie, rozumiem, każdy ma swoje podejście do pracy.
- Dziękuję, życzę dobrej nocy.
- Dobrej, dobrej.
Wychodząc usłyszał ciche, jakby rzucone do siebie.
- Te nocne zmiany robią się coraz dłuższe.
Po opuszczeniu biura naczelnika udał się we wskazanym kierunku. Bez problemu znalazł stalowe drzwi, które bez namysłu przekroczył ich próg. Oślepiająca, wszechobecna biel zmusiła go do zmrużenia powiek. Chwilę później, gdy jego wzrok przyzwyczaił się do poziomu oświetlenia zobaczył przed sobą długi korytarz pokryty w całości jednolitą, śnieżno białą farbą. Próbował dostrzec koniec korytarza, ale jego długość w połączeniu z jednolitym kolorem sprawiały, wrażenie jakby nie miał końca.
- Kurwa, po jakiego wała robili taki korytarz. Oby to był tylko żart, bo inaczej się nie wyrobię.
Ruszył pośpiesznym krokiem przez biały tunel. Wykonywał kolejne kroki walcząc z czasem który ewidentnie nie był po jego stronie, niestety nieważne jakby się starał wciąż miał wrażenie jakby stał w miejscu. W końcu dotarł do drzwi w jednakowym kolorze jak ściany. Bez namysłu wszedł do pomieszczenia popędzany przez uciekający czas. Przeszedł do minimalistycznego i przestronnego białego sześcianu. Jedyne co się znajdowało w pomieszczeniu to 3 pary drzwi, z których każda była umieszczona na innej ścianie oraz biurko z tworzywa sztucznego w jednakowym kolorze, na którym znajdował się komputer stacjonarny. Przy komputerze siedział barczysty łysy mężczyzna noszący okrągłe okulary z drucianą oprawą, koszulę będącą idealnym kamuflażem w tym monochromatycznym pokoju i spodnie z bawełny w kolorze idealnie kontrastującym kolor koszuli. Dźwięk skrzypiących nawiasów wypełnił pomieszczenie, a mężczyzna przy biurku uniósł głowę znad ekranu.
- W czym mogę pomóc?
- Mam dostarczyć ten raport do sekcji C7.
- To jest sekcja C7. Jestem odpowiedzialny za przejmowanie dalszej korespondencji.
- Rozumiem, już myślałem, że nigdy tu nie dotrę.
Wtedy łysy facet wstał zza biurka, lekko drgnął ze strachu, ale zobaczył, że mężczyzna wyciąga dłoń.
- Za dalszą udaną współpracę.
- Za dalszą współpracę.
Położył na biurku kopertę i odwzajemnił gest uściśnięcia dłoni.


- O kurwa!
Doktor Gorzelski zerwał się natychmiastowo do pozycji siedzącej. Próbował uspokoić galopujący oddech jednocześnie ocierając rogiem kołdry czoło pokryte zimnym potem.
- To tylko koszmar, mieliśmy zły sen.
Zaczął rozglądać się po przestronnej sypialni, wszędzie było ciemno, jedyne źródło światła pochodziło z latarni ulicznej, której światło wpadało przez okno oświetlając tylko cienki pasek ściany. Mimo tego, że ewidentnie był środek nocy mózg doktora nie myślał o powrocie do fazy rem. Czas mijał, a sen nie przychodził, z nudów postanowił pomyśleć nad swoimi równaniami jednocześnie próbując sobie przypomnieć koszmar który sprowadził na niego tą bezsenną noc. Przypominał sobie coś o jakimś biurze, gdy nagle w mózgu zapaliła mu się lampka, a ostatni element układanki wskoczył na miejsce.
- Chwila, chwila, chwila.
Prędko opuścił łóżko, założył kapcie, by nie mieć kontaktu z zimną podłogą i szybko, acz ostrożnie poszedł do drzwi. Wyszedł na korytarz, niemal na ślepo przeszedł do innego pomieszczenia gdzie znajdował się gabinet pełen półek z książkami o charakterze naukowych, tablic zapełnionych fikuśnymi znakami, które mogły oznaczać wszystko i nic. Pomacał ścianę, natychmiastowo znalazł przełącznik, w pokoju nastąpiła światłość. Mimo mroczków które utrudniały mu widzenie podszedł do jednej z tablic, wziął leżący obok marker, następnie zaczął z niesamowitą prędkością mazać kolejne znaki dopełniając całość niepojętego równania.
- Zrobiliśmy to, udało się nam. Może to kolejny ślepy zaułek, ale to może być też wielki przełom.
Po odłożeniu markera zaczął oklepywać swoją koszulę w kratę oraz spodnie od piżamy w poszukiwaniu telefonu, kiedy nie mógł go znaleźć wrócił do sypialni gdzie go prawdopodobnie zostawił. Bez problemu znalazł komórkę, którą potem zrobił zdjęcia kilku tablic. Wtedy jak na ironię poczuł silną falę zmęczenia, która niemal zwaliła go z nóg. Schował telefon, wyłączył światło w pomieszczeniu, po czym ostrożnie zszedł w dół schodów, by udać się do kuchni. Salon był połączony z kuchnią framugą pozbawioną drzwi, w środku kuchni paliło się jakieś światło. Doktor Gorzelski powoli poszedł do kuchni przecierając zaczerwienione oczy.
- A ty czemu jeszcze tu siedzisz?
Spojrzał na siedzącą przy stole brunetkę o jasnej karnacji, błękitne oczy idealnie komponowały się z zadbanymi włosami ułożonymi w kucyk sięgający do ramion. Szczupła, wysportowana sylwetka dobrze wyglądała w oliwkowym podkoszulku bez rękawów oraz granatowych szortach sportowych, które nosiła.
- Czyszczę broń.
Zerknął na stół, na którym znajdował się rozłożony na części rewolwer S&W M&P 340, lampa biurkowa oświetlający miejsce pracy oraz napoczęta butelka rumu.
- A to pewnie do smarowania broni?
- Każdy ma prawo się napić, zwłaszcza przy takim wrzodzie na dupie.
- Może nie znamy się dobrze na uzbrojeniu, ale łączenie alkoholu i broni to średni pomysł.
- Tak samo, jak psychiczna koszula z najlepszym fizykiem, jakiego mamy.
- To jest zajebiste połączenie, teraz jesteśmy jeszcze lepsi.
- Chyba w byciu dupkiem.
Doktor Gorzelski nalał wody do czajnika, następnie wstawi go na palnik gazowy.
- Poza tym, czemu nie śpisz, może i jutro masz wolne, ale nie powinieneś się snuć w nocy.
- A ty co, nasza niania?
- Tak, a teraz gadaj, bo zaraz złoże tego gnata.
- Znowu koszmar, ale jeśli mamy nie spać za takie przełomy, jakich teraz dokonujemy, to jest to gra warta świeczki.
Z czajnika zaczął wydobywać się miarowy świst, który stawał się coraz głośniejszy. Doktor wyjął z szafki kubek, do którego wsypał dwie łyżki brązowego cukru, następnie włożył torebkę czarnej herbaty. Wyłączył palnik, po czym zalał herbatę.
- Co znowu niby odkryłeś?
- Nie ważne, i tak nie zrozumiesz.
- Chciałam być miła, ale widzę, że nocna pogawędka to nie twoje mocna strona.
- Nie mam na to teraz ochoty.
Zaczął zmierzać do wyjścia z kuchni z kubkiem herbaty w ręku.
- Wracasz na górę?
- Zahaczę jeszcze o piwnicę, mam tam jedną rzecz do zrobienia.
- Na prawdę, szydełkować ci się zachciało?
- Nikt mi tych ubrań nie przerobi, a praktyka czyni mistrza.


- Przekazywałem informację, iż elektrony nie spełniają wymagań urządzenia, znowu błądzisz w błędnych założeniach.
- Przecież mogłeś popełnić błąd.
- Fałsz, popełniam mniej błędów od ciebie. Nie wracam do błędnych tez, bo mam własną interpretację podanej zmiennej.
- Proszę cię, to nie czas na kłótnie o to kto ma większego.
- Potwierdzam, nie dasz spokoju, póki nie przedstawisz tej tezy, dlatego by nie przeciągać zaprezentuj to co uważasz za poprawne.
- Słuchaj, ponownie powinniśmy rozważyć użycia cząstek o spinie 1/2.
- Odmowa, przeprowadziliśmy sto tysięcy symulacji związanych z elektronami w różnych wariantach, żaden nie zapewniał nawet pięciu procent efektywności urządzenia.
- Tak, ale te twoje zera i jedynki zapomniały, że istnieje jeszcze jedna cząstka o spinie 1/2, która może zniwelować elektrony.
- Masz na myśli pozytrony?
- Zgadza się, wykonaj nową serię testów na pozytronach.
- Odmowa, brak potrzebnych wzorów i zmiennych.
- Już ci przesyłamy.
Wyjął telefon z kieszeni piżamy, podpiął go złączem do komputera stacjonarnego. Przesłał parę zdjęć, następnie odłączył telefon.
- Zeskanuj sobie zdjęcia, masz na nich wszystko, czego potrzeba.
- Potwierdzam, rozpoczynam serię symulacji.
- To świetnie, przy okazji jak praca nad asystentem szycia?
- Ten projekt jest nieefektywny. Praca nad pobocznym projektem zmniejszy produktywność procesów względem głównego celu.
- MISKA, kurwa. Nie zabraliśmy tego pendriva narażając całe nasze kariery bo chcieliśmy mieć wyszczekany komputer do symulacji. Wciąż to "nie mogę", powinieneś popracować nad swoją wielozadaniowością, bo na razie z kilkoma rzeczami naraz radzisz sobie gorzej od nas.
- Czy to prowokacja?
- Tak.
- Skuteczna, wznawiam pracę nad projektem "Asystent szycia"
Mechaniczne ramię w rogu piwnicy rozpoczęło pracę nad urządzeniem, które wciąż wyglądało tylko jak kupa części, mimo że pracę wciąż postępowały.
- No i to rozumiemy, mamy nadzieje, że wyrobisz się do końca przyszłego tygodnia, choć z jednym zadaniem.
- Zgodnie z harmonogramem prac skończę oba zlecenia.
- No i to jest SI, które instalowaliśmy.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported