SCP-5292



ocena: +3+x
DECYZJĄ RADY DYREKTORÓW OŚRODKA 120
Poniższy plik jest obarczony klauzulą tajności Poziomu 1/5292. Wszyscy pracownicy Ośrodka 120, jak również osoby odwiedzające mogą uzyskać do niego dostęp według własnego uznania.
Wszelki dostęp jest dozwolony i zachęcony.
5292


Data Raportu: 20.02.1916

Oznaczenie: PL-X0R38/0124 (Kryptonim — "Biblioteka Babel")

Protokoły Przechowawcze: Zakaz wstępu cywilom — przykrywka: wydobycie górników po katastrofie. Obecnie pod stałą obserwacją mojego zespołu. Książki znalezione w środku zostaną wkrótce zbadane i w razie potrzeby wysłane do Nadzorców. "Strażnik" zostanie przesłuchany, a następnie poddany rytuałom zabezpieczającocym. W Prowizorycznym Ośrodku 120 ma działać personel związany z taumaturgią w celu dalszych badań ksiąg.

Opis: Obiekt jest dużą, nieeuklidesową biblioteką znajdującą się około 60 metrów pod ziemią w Częstochowskich kopalniach w Polsce, z wieloma nie przetłumaczonymi frazami napisanymi w języku Fae nad wejściem. Choć z zewnątrz wygląda jedynie na 100 m x 100 x 20 m, jego wnętrze jest około trzy razy większe.

Wewnątrz obiektu znajduje się spektralny człowiek (Kryptonim — "Strażnik"). Pomimo przypuszczenia, że pochodzi on z czasów starożytnych, potrafi porozumiewać się w każdym istniejącym języku i posiada powierzchowną wiedzę o świecie zewnętrznym, przy czym ostatnie fakty, jakie posiada, pochodzą z XVII wieku. Pomimo braku współpracy z personelem Fundacji, ze względu na swój stan nie jest w stanie nic mu zrobić — jedyne czynności, jakie podejmuje to chodzenie i czytanie książek, z którymi jest w stanie wejść w interakcję. Obecnie trwają badania nad potencjalną klątwą wiążącą go z obiektem.

Półki Obiektu są wypełnione książkami napisanymi w wielu nieistniejących językach, opisujących albo obecnie niezabezpieczone i nieodkryte anomalie, albo nieistniejące zjawiska. Chociaż większość z nich, jak już wspomniano, jest obecnie nieczytelna, obecne szacunki sugerują, że tylko około 1% książek jest napisanych w językach znanych ludzkości.

Odkrycie: Odkryty 13.01.1916 przez zespół MacCarthy'ego podczas misji rozpoznawczej dotyczącej doniesień wywiadowczych o istnieniu Wolnego Portu w okolicach Częstochowy. Gdy poszlaki zdobyte od agentów i lokalnych władz doprowadziły ich do miejscowych kopalń, rozpoczęta wkrótce potem misja poszukiwawcza ujawniła istnienie zasypanego wejścia do obiektu. Podjęto dalsze działania mające na celu odgruzowanie ich, co umożliwiło wejście do środka.

Ze względu na to odkrycie, jak również na wciąż niezakończone działania dotyczące potencjalnego nadprzyrodzonego istnienia w pobliżu Wolnego Portu, 15.02.1916 w kopalniach niedaleko wejścia do obiektu założono Prowizoryczny Ośrodek 120. Ta placówka operacyjna ma być wykorzystywana tak długo, jak będzie to konieczne. Zakaz wstępu cywilom, tylko mój zespół, zespół MacCarthy'ego, Formacja Operacyjna Pl/120 i Micheals mogą tu stale operować. Transporty dalszych materiałów budowlanych oraz zasobów ludzkich potrzebnych do dalszego działania oczekują na zatwierdzenie przez Radę Nadzorczą.

Podpisano,
— Hannah Rivera, Kierownik Polskiego Projektu Przechowawczego

22.02.1916

Dr Rivera,

Twoja prośba o transport dodatkowych zasobów dla Prowizorycznego Ośrodka 120 została przekazana O5-11 i oficjalnie zaakceptowana. Jednakże jest też oficjalna prośba, aby wasze poszukiwania lokalnego Wolnym Porcie były prowadzone z większe siłą niż poprzednio. Rada docenia twoje wysiłki w próbie ustanowienia oficjalnej placówki w Polsce, ale nie jesteście tam po to — projekt przekształcenia Prowizorycznego Ośrodka 120 w bezterminowo działającą placówkę został odrzucony. Zostaliście tam wysłani wyłącznie po to, by szukać Wolnego Portu, a nie po to, by zakładać nowe Ośrodki — taka potrzeba obecnie nie istnieje. Wyszłałaś już 7 próśb w tej sprawie. Każda kolejna będzie skutkowała podjęciem działań dyscyplinarnych.

Podpisano,
— Maria Jones, Sekretarz Rady O5

24.02.1916

Poniżej znajduje się transkrypcja mojej rozmowy ze Strażnikiem, spisana przez Raię Micheals, przeprowadzonej kilka dni po odkryciu obiektu. Od czasu odkrycia, został on zamknięty w jednym z sektorów PL-X0R38/0124 przez Formację Operacyjną Pl/120 przy użyciu standardowych rytuałów i kręgów zabezpieczających, aby ułatwić przeprowadzenie przesłuchania.

<Początek konwersacji>

Rivera: Więc, dla protokołu — kim jesteś?

Przesłuchiwany: Czy chcesz w ogóle znać odpowiedź na to pytanie?

Rivera: Co?

Przesłuchiwany: Czy chcesz w ogóle uzyskać odpowiedź na to pytanie, czy też chcesz mnie po prostu oznaczyć jako "niewspółpracującego", jak to masz w zwyczaju robić?

Rivera: C-co to w ogóle ma znaczyć?

Przesłuchiwany: A jak myślisz, co to było?

Rivera: Po prostu odpowiedź na to jebane pytanie!

Przesłuchiwany: <Wzdycha> Jestem Dawid, syn Lamecha, brat dla kilku. Utrzymuję to miejsce przy życiu. Wystarczy?

Rivera: A jaka jest tu dokładnie twoja rola?

Przesłuchiwany: A jak myślisz, jaka jest?

Rivera: Ja… <Wzdycha> Możesz. Ty. Odpowiedzieć. Normalnie? Dlaczego do cholery musisz taki być?

Przesłuchiwany: Jak już mówiłem, utrzymuję to miejsce przy życiu. Ktoś musi. Światła muszą się palić, książki muszą być czytane. Bo jeśli nie, to po co one tu miałyby być?

Rivera: Cóż, czyż nie powinny one po prostu przechowywać wiedzy?

Przesłuchiwany: A do czego przydaje się wiedza, która została zapomniana? Czy wiedza nie jest po to, by ją poznawać?

Rivera: To ja tu zadaję pytania. Podporządkuj się albo wracaj do tego pierścienia przechowawczego.

Krótka przerwa.

Rivera: Kto zbudował to miejsce?

Przesłuchiwany: Ja.

Rivera śmieje się.

Rivera: Zupełnie sam? Naprawdę zabawne.

Przesłuchiwany: Czy lekceważenie mnie uważasz za zabawne?

Rivera uderza pięścią w biurko.

Rivera: A teraz, czy potrafisz się podporządkować, tak jak ci mówiłam już z dwadzieścia razy? Czy też chcesz nigdy nie opuścić tego jebanego pier…

Przesłuchiwany: Jestem jedynym źródłem informacji o tej bibliotece, jakie posiadasz, a mimo to decydujesz się tak zachowywać? Przezabawne. Cóż, jeśli chcesz opowieści, to ją dostaniesz. Byłem świadkiem narodzin, powstania i upadku starego świata. Byłem świadkiem, jak jego władcy szukali tego, co do nich nie należało i wpadli na potęgę samego Boga. Byłem świadkiem, gdy uznał, że świat jest zbyt zepsuty, by istnieć jako jego dzieło. Byłem świadkiem, gdy kazał mojemu bratu zbudować największy statek, jaki kiedykolwiek widziano. Byłem tam, gdy woda oczyściła wszystko, co nieczyste, obserwując z wnętrza tej przeklętej biblioteki, do której budowy zostałem podstępem nakłoniony. Byłem świadkiem, jak świat został zbudowany na nowo z zatopionych popiołów starego. Byłem świadkiem, jak tworzyliście te same imperia zbudowane na tych samych błędach, sami w swojej potędze, niczego się nie ucząc, a jednak myślicie, że wiecie cokolwiek? Nie wiecie! Jesteście tacy sami jak ludzie, którzy byli przed wami i będziecie tymi samymi, którzy przyjdą po was, nie zdając sobie sprawy z niczego, czego wszyscy próbowali was nauczyć, a jednak jesteście tutaj, myśląc tak wysoko o sobie. Jedynym naprawdę zabawnym aspektem tej rozmowy jest fakt, że myślisz, że jesteś na wyższej pozycji niż ja. Byłem tu przed wami i będę, gdy odejdziecie w zapomnienie, wypełniając piekło ludzkości kolejnymi ciałami.

Rivera: Ja…

Zatrzymuje się na minutę.

Rivera: Ja… książki. Wspomniałeś wcześniej o książkach. Czym są one? Dlaczego są w nieistniejących językach?

Przesłuchiwany: Są karą za to, co zrobiłem. Ciągłym przypomnieniem, że zawsze będziemy tacy sami, bez względu na czas. Przypomnieniem, że nigdy nie zrozumiemy sami swojej bezwartościowości.

Rivera: Czy w ogóle znasz języki, w których są napisane?

Przesłuchiwany: Oczywiście, że tak. Po prostu nie mogę się nimi z wami podzielić.

Rivera: To dlaczego do diabła nie pomagasz? Czy ty w ogóle wiesz, ilu ludzi zginie, jeśli nie rozgryziemy tego cholernego Wolnego Portu?!

Przesłuchiwany: Bo chciałem łatwej drogi i zobacz, gdzie mnie to zaprowadziło.

<Koniec konwersacji>


Komentarz: Strażnik po raz kolejny pokazał, że nie jest w stanie z nami współpracować — od odmowy odpowiedzi na moje pytania, po jawną agresję wobec mnie i moich ludzi — jest to nie tylko niedopuszczalne, ale wręcz złośliwe wobec moich podwładnych. Oficjalnie proszę o oficjalne pozwolenie na przeprowadzenie egzorcyzmu, abyśmy mogli spokojnie badać książki w PL-X0R38/0124.

Podpisano,
— Hannah Rivera, Kierownik Polskiego Projektu Przechowawczego

Ironia bycie kierownikiem zasobów ludzkich i nieumiejętność radzenia sobie z bzdurami anomalii była dla niej dość zabawna, jeśli miała być szczera. Ale to i tak nie miało znaczenia. To był ostatni projekt w jej dzisiejszym grafiku, a teraz wystarczyło tylko wrócić do centrum operacyjnego i była wolna. Pracowałaby nad planami Ośrodka, które wysłałaby do Nadzorców, ale odkąd te dranie…

– Co to, kurwa, było? – nagle do jej pałacu myśli wtargnął głos. Młody i miękki głos, ale głos zły na to, do kogo był skierowany mimo wszystko.

– Co ty sobie, kurwa, myślałaś? – powiedziała Raia Micheals, z okularami prawie spadającymi z głowy, gdy prawie potknęła się o jeden z luźniejszych kamieni w obrębie podłogi najniższego poziomu biblioteki.

– Co?

– Jak myślisz, co Nadzorcy powią, gdy im to wyślesz? Nie dość, że jest to bezczelne złe traktowanie świadomej anomalii, bo jak przypomnę, wyszliśmy już z XIX wieku, to jeszcze ostatnio wykazujesz ekstremalnie nieprofesjonalne zachowanie, a ponadto, jaki do cholery jest to dowód na brak współpracy?! Jesteś…

– Jesteśmy tu, aby zbadać tę cholerną bibliotekę i jej powiązania z Wolnym Portem, który, przypomnę, stanowi zagrożenie dla normalności i tych pieprzonych cywilów. Kiedy jedyna osoba, od której możemy uzyskać informacje, jawnie nie chce współpracować, wściekam się, to jest chyba oczywiste. Mam dość bycia tą, którą zawsze wysyłają na te bzdurne misje i każą przeprowadzać bzdurne przesłuchania, a kiedy robię wszystko tak jak chcą, odrzucają moje plany budowy Ośrodka, nad którą pracowałem przez większą część tego cholernego stulecia, ty… – przerwała. – Ja… Przepraszam, Raia. Nie powinnam.

– W porządku. Rozumiem – oboje westchnęły, gdy Raia otworzyła swój notatnik. – Czy macie jakieś nowe raporty na temat Wolnego Portu?

– Zespół Vemhoffa przetłumaczył niektóre z tutejszych książek. Te z działu o lokalnych mieszkańcach i cóż znamy jego nazwę.

– Och?

– Najwyraźniej nazywa się Esterberg z języka Fae Miasto Wschodu. I… to wszystko. Po dwóch tygodniach mamy tylko jebaną nazwę – Powiedziała Rivera, przecierając zmęczone oczy. – Jestem zmęczona, Raia. Naprawdę jestem.

– Wiem. Wszyscy są – westchnęła Raia, starając się, jak mogła, by nie zrzucać swoich problemów na Rivere. – Nadzorcy próbowali wysłać kilka formacji operacyjnych do Częstochowy, aby coś znaleźć, ale poza jakimiś fluktuacjami w poziomie Akiva i Hume'ów wokół niektórych miejsc, nic nie znaleźli…

– Czekaj. Za tym… może coś stać – powiedziała, z nieco większą radością w głosie niż poprzednio. – Czy znaleźli jakiś powód tych fluktuacji?

– Cóż… Nie, nie sądzę. Próbowali powiązać ślady Hume'ów z jakimiś starymi rytuałami przeprowadzanymi przez miejscowych jakiś czas temu, ale poza tym, nie sądzę, żeby im się udało coś ustalić.

– Jeśli mogłabyś się temu przyjrzeć, byłabym bardzo wdzięczna. To może do czegoś doprowadzić. Przynajmniej mam taką nadzieję.

– Oczywiście.

Gdy oboje skończyły mówić, żadna z nich nie odeszła. Wszechobecny półmrok panujący w bibliotece był… naprawdę prawie aż przyjemny. Było to dziwne uczucie, przypominające nieco ich dzieciństwo, ale żadna z nich nie zareagowało. Były zbyt zmęczone, by to zauważyć, jak wszyscy. Ale tego też nie zauważyły.

25.02.1916

Vemhoff przysłał mi dziś kolejny raport — przetłumaczyli o wiele więcej niż ostatnio. Z tego, co wiem, niektóre z ostatnich tłumaczeń miały trochę rosyjskiego i polskiego tu i tam, więc byli w stanie wyodrębnić niektóre słowa i struktury zdań o wiele łatwiej.

Nie byli jednak w stanie zrobić zbyt wiele. Jedynym naprawdę ważnym tekstem jest jakieś pseudobiblijne gówno, o którym powiedzieli, że jest najprawdopodobniej autentyczne, ale w jakiś sposób anomalne — podstawowa idea jest taka, że było tak w oryginalnej księdze, ale coś się wydarzyło. Załączyłem to poniżej. Jedynymi rzeczami dotyczącymi Wolnego Portu była mapa z początku XVII wieku, która zdecydowanie potwierdza, że rzeczywiście znajduję się on w tym mieście — chociaż wskazywała one na konkretne wejścia do kieszonkowego wymiaru, wszystkie z nich już dawno zapadły się. Ale potwierdza to, że jakieś wejścia nadal istnieją, choćby w podobnej formie. To już coś, tak sądzę.

Przynajmniej wiemy, że Strażnik nie kłamał.

Vemhoff mówi też, że chce z tobą porozmawiać. Prywatnie.

— Raia

Hannah Rivera westchnęła, pukając do drzwi nowego biura Vemhoffa. Chociaż była zła, że była traktowana jak dziecko, mimo że jest jego przełożoną, cieszyła się, że przynajmniej nie musi chodzić po schodach biblioteki do Tymczasowego Ośrodka, żeby się z nim spotkać — była całkiem zadowolona, że zespół ds. tłumaczeń posłuchał propozycji Raii, żeby przenieść wszystkie swoje rzeczy do samej biblioteki, co ułatwiłoby wszystkim pracę. Raia zawsze miała dobre pomysły. Przynajmniej lepsze niż Hannah.

– Wejdź – młody, ale pewny siebie głos odpowiedział na pukanie, pozwalając na wejście do jego świętych archiwów. Gdy duże, drewniane drzwi otworzyły się, ukazało się małe, słabo oświetlone pomieszczenie. Pomimo licznych półek z książkami, głównym jego punktem było duże biurko, na którym leżały stosy nieposortowanych papierów.

– Słyszałem, że chcesz ze mną porozmawiać – Rivera powiedziała to, próbując zlokalizować osobę, która ją zaprosiła.

Para oczu podniosła się nagle znad papierów, a zmęczona twarz pełna zmarszczek mimo młodego wieku spojrzała na wchodzącą kobietę.

– A tak, tak. To byłem ja.

Nie powinna się martwić ani denerwować, była przecież jego cholernym przełożonym, ale z jakiegoś powodu serce zaczęło jej bić szybciej niż powinno, gdy oczy lingwisty spojrzały na nią.

– W czym tkwi problem? – Mimo że miała nad nim dosłowną władzę, denerwowała się. Dlaczego miała problem, by to powiedzieć?

– Mam więcej informacji. – powiedział Vemhoff, przesuwając część papierów ze stosu na swoje ręce. – Samemu. Eee… Odkryłem coś, o czym myślę, że nikt inny nie powinien wiedzieć.

– A co to takiego?

– Cóż, eee… Dostałem w swoje ręce kilka starych dokumentów napisanych przez lokalne władze jakiś czas temu, wszystkie w tym samym dialekcie języka Fae, co niektóre co znaleźliśmy tutaj, i cóż… – westchnął – Esterberg nie jest tutaj tymi złymi.

Cofnęła się trochę.

– Co?

– Dokładnie to, co przed chwilą usłyszałaś – odpowiedział, wstając znad biurka. – Wolny Port, który ścigamy jako zagrożenie dla miejscowych, od pokoleń aktywnie ich chroni. Nasza cała misja tutaj jest bezsensowna.

– To… nie. Nie, to kurwa nie jest. To jest niedorzeczne – z każdą minutą była coraz bardziej zła. Myśl, że cała jej praca jest bezsensowna, nie była czymś, z czym mogła sobie poradzić. – Nawet jeśli to prawda, nie oznacza to, że nie musimy się tym zając. Są aktywną społecznością anomalną, skutecznie rozpowszechniającą taumaturgie i inne anomalne zjawiska wśród cywili…

– Po prostu… nie. Możesz na chwilę się zatrzymać? – Vemhoff westchnął, podchodząc do niej. – Ja… spójrz. Wiem, jakie to uczucie, gdy cały projekt, nad którym pracowałaś, zostaje zniszczony w ten sposób, dobra? Ale to nie znaczy, że możemy po prostu nie powiedzieć Nadzorcom o dosłownie najważniejszej rzeczy dotyczącej całej…

– Nie! Zamknij się! – krzyknęła, poprawiając swoją postawę. – Zamknij mordę! To jest niedorzeczne! Nie zamierzasz nikomu o tym powiedzieć, zrozumiano? Jeśli ktokolwiek ma tu cokolwiek do powiedzenia, to ja, zrozumiano?!

– Czy to jest… groźba? – powiedział, poprawiając swoje okulary.

– Nie. Tylko ostrzeżenie.

– Pojebało cię tutaj, Rivera. Czy ty w ogóle siebie słuchasz? – odparł bibliotekarz po westchnieniu. Starał się jak mógł zachować zimną krew.

– Zrobię wszystko, by zapewnić bezpieczeństwo tym cholernym cywilom, na dobre i na złe, i gówno mnie obchodzi, co twoje papiery mówią o moim osądzie – powiedziała, wychodząc z pokoju i zamykając za sobą z hukiem drzwi.

26.02.1916

Rivera,

Ja… Chyba po prostu to powiem — wczoraj, podczas naszej misji na mieście, wykryliśmy niepokojący skok Hume'ów w niektórych częściach miasta. Początkowo myśleliśmy, że to tylko wymiarowa taumaturgia praktykowana przez niektórych mieszkańców, ale cóż, to nie było to. Widzieliśmy Fae. Dużo Fae.

Kiedy moi chłopcy próbowali ich słuchać, nie byli w stanie zrozumieć prawie niczego z powodu używanego przez nich języka, z wyjątkiem kilku rzeczy, które powiedzieli miejscowym. Oni wiedzą, Rivera. Wiedzą o tym, że ty i Vemhoff wiecie, że nie są tymi złymi. I nie, nie podsłuchiwałem — po prostu połączyłam fakty.

Oni coś planują. Nie wiem, skąd wiedzą, ale przypuszczam, że mają jakieś źródło w bibliotece. Ale to nie ma znaczenia — musimy się przygotować. Musisz natychmiast zadzwonić do Nadzorców, bo inaczej zostaniemy tu wyrżnięci. To będzie druga Fabryka, na litość boską. Musimy działać, teraz.

Proszę, pokonaj swoje głupie uczucia i zadzwoń do nich. Błagam cię.

— Raia

<Początek konwersacji>

Rivera: Ty pierdolony zdrajco.

Przesłuchiwany: Co?

Rivera: Dokładnie wiesz, o co mi chodzi, ty kupo gówna. "Och, nie pomogę wam, spójrzcie na mnie jestem śmiesznym człowieczkiem uczącym was czegoś!" pierdol się, skurwielu. Pomogłeś tym cholernym Fae, ale nam nie, kiedy to my jesteśmy tu jedynymi sprawiedliwymi, ty…

Przesłuchiwany: <Chichocze> Zatem zupełnie nie zrozumiałeś, o co mi chodzi. Ale nie jestem zaskoczony.

Rivera pędzi w kierunku Strażnika z eterycznym sztyletem w ręku, by być po chwili chwycona i zabrana na bok przez Micheals.

Micheals: Rivera, co ty do kurwy nędzy odpierdalasz?

Rivera: Czy ty też tego nie widzisz, kretynie?! On próbuje nas wydymać, przekazując informacje Fae…

Micheals: Nie. Przestań. Ty… proszę, uspokój się przez chwilę.

Rivera: Ja…

Micheals: Przestań. Teraz. Poświęć chwilę. Wyjdź na zewnątrz tej biblioteki. Odetchnij świeżym powietrzem. Zapal. Cokolwiek. Po prostu… uspokój się. Pozwól mi się tym zająć, dobrze?

Rivera: Ja…

Krótka przerwa.

Rivera: Pierdol się…

Rivera opuszcza pomieszczenie, w którym była Micheals oraz Strażnik.

Micheals wzdycha i podchodzi do biurka, przy którym siedzi Strażnik.

Micheals: Eee… cóż, witam. Przepraszam za moją współpracowniczkę. Ona…

Przesłuchiwany: Wiem.

Micheals: Co? Co masz na myśli? Jak ty w ogóle to wszystko słyszałeś?

Przesłuchiwany: Nie słyszałem.

Micheals: Więc jak…

Przesłuchiwany: Kiedy siedzisz tu tak długo z samą wiedzą, zaczynasz… cóż, zaczynasz ją rozumieć. Wiesz, co się tu dzieje i dlaczego tak się dzieje. Trudno mi to wyjaśnić, ale jest to jedna z tych rzeczy, które po prostu się rozumie. Zaczynacie rozumieć wiedzę.

Micheals: Czy myślisz, że to ma jakiś związek z twoją… sytuacją?

Przesłuchiwany: Ironia tego, że wiesz wszystko, ale nie możesz się tym podzielić. Moim zdaniem pasuje tutaj, więc tak.

Przerwa trwająca dziesięć sekund.

Micheals: Mogę cię o coś zapytać?

Przesłuchiwany: Po to tu jestem, czyż nie?

Micheals: Dlaczego powiedziałeś tym Fae o tym? Albo, raczej, jak w ogóle to zrobiłeś?

Przesłuchiwany: Wiedzieli, gdzie szukać. Wiedzieli, jak patrzeć. I wiedzieli, jak zrozumieć.

Micheals: Co dokładnie masz na myśli mówiąc, że oni… "wiedzieli jak rozumieć"?

Przesłuchiwany: Nikt nie wie, czy zrozumiał, dopóki tego nie zrobi. Ja nie wiedziałem, kiedy pierwszy raz tu przyszliście. I ty też nie — jeszcze. Ale oni wiedzą. Wiedzą, że nie są w niczym sami. Dlaczego uważasz, że to jest biblioteka, Raia?

Micheals: Jak ty… c-co? Co to ma w ogóle wspólnego z czymkolwiek?

Przesłuchiwany: To metafora.

Krótka przerwa.

Przesłuchiwany: To biblioteka haniebnych czynach ludzkości. Jak myślisz, dlaczego już ich tu nie ma? Dlaczego sądzisz, że uznano ich za niegodnych? I dlaczego myślisz, że jest to biblioteka, reprezentująca tych, którzy są sami i ich czyny przez zwykłe książki? Czy nie sądzisz, że to może dlatego, że sami jesteś tymi książkami…

Micheals: …ale razem jesteśmy biblioteką.

<Koniec konwersacji>

– Widzisz, miałam rację, przez cały jebany czas – Rivera walnęła dłonią w biurko Vemhoffa, po wejściu do jego biura bez pozwolenia. – Mówiłam wam wszystkim, a wy mnie nie słuchaliście

Wściekłość w niej była niemal namacalna w powietrzu.

– Mówiłam wam wszystkim, że to robił nam nagłość ake nikt z was mnie nie słuchał…

– Przestań – odpowiedział głos za papierów. Był szorstki, twardy, ale co najważniejsze — był rozgniewany.

- C-co? - Sama myśl o tym, że ktoś mógłby ją powstrzymać, nawet nie przeszła jej przez myśl. Kiedy spotkała się z brutalną rzeczywistością, nieco się cofnęła.

– Powiedziałem — przestań. Teraz. – Głos powstał od książek, idąc w jej kierunku. – Mamy większe zmartwienia

– Co? O co ci do cholery chodzi? – powiedziała, otrzepując z ubrań kurz, który osiadł na niej w biurze.

– Tego… otrzymaliśmy kolejny raport. Drużyna MacCarthy'ego zniknęła w miasści – westchnął – Znaleźliśmy ciała, Hannah. Były nie do rozpoznania.

– Co? Gdzie? Kto?

Gdy Dyrektorka próbowała podejść w przód, drzwi do pokoju otworzyły się, ukazując Micheals, która była wyraźnie wyczerpana.

– Mam… c… co… co do…? – mówiła, próbując złapać oddech. – Mam co… coś, ja…

– Nie. Przestań – odpowiedział Vemhoff, tym razem bardziej rozgniewany niż poprzednio. – Nie obchodzi mnie to, ok? Nadchodzi atak, rozumiesz?

– C… co? – powiedziała Raia, uspokajając się nieco. – Jaki atak? Gdzie, kiedy?

– Mamy raporty z całej Częstochowie. Setki Fae przybywających z wielu kieszonkowych wymiarów. Nazywają siebie "Triumviraté". Słowo z języka Fae oznaczające: "zwyciężymy". Esterbergowscy terroryści Fae – Vemhoff westchnął. – Przynajmniej wiemy gdzie są.

– O Jezu Chryste – Dyrektorce zaczęło się kręcić w głowie. – Ile dni nam zostało?

– Zaatakują jutro, Han.

27.02.1916

Do całego personelu Prowizorycznego Ośrodka 120,

Poniższe jest oficjalnym zawiadomieniem o nadchodzącym ataku ze strony lokalnych bojówek Fae z powodu trwających obecnie komplikacji po wydarzeniach z 1911. Ma ono zostać przeprowadzony na teren Prowizorycznego Ośrodka 120 w ciągu najbliższych 24 godzin.

Nie wiemy co się stanie, jak się to stanie, ani kiedy to się stanie. Możemy jedynie spekulować dlaczego lub jak zaatakują. Ale musimy być gotowi.

Cały personel jest zobowiązany do natychmiastowego zgłoszenia się do szefa ochrony Ośrodka w celu odbycia odprawy. Tam wszyscy otrzymacie dokładne informacje i sprzęt potrzebny do obrony na miarę swoich możliwości. Nie mogę powiedzieć, czy to wystarczy.

Mogę jednak powiedzieć, że w pełni wierzę w was wszystkich i w waszą zdolność do zjednoczenia się — jeśli lata pracy w Fundacji nauczyły mnie czegokolwiek, to tego, że wszyscy macie szczególną zdolność do zjednoczenia się, gdy jest to potrzebne. Przez lata myślałem, że nie zobaczę już więcej cudów stworzonych przez ludzi w celu ochrony ludzkości, ale za każdym razem udowadniano mi, że się myliłam. I tym razem nie będzie inaczej.

Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś pytania, będę w moim biurze na dole PL-X0R38/0124, by odpowiadać na nie przez cały dzień. I tak nie będę spała, więc nie krępujcie się przyjść.

Podpisano,
— Hannah Rivera, Dyrektor Prowizorycznego Ośrodka 120

Była zmęczona. Była zmęczona i niespokojna, ale ponad wszystko była zła. Była zła na siebie, na swoich współpracowników, na swoją obecną sytuację i wszystko inne, co doprowadziło ją do miejsca, w którym się teraz znajdowała. Była wściekła, sfrustrowana, ale przede wszystkim bała się.

Po raz pierwszy od trzech dekad pracy w Fundacji, bała się. Bała się, ponieważ w głębi duszy wiedziała, że to jej wina. Wiedziała, że gdyby postąpiła lepiej, nic z tego nie musiałoby się wydarzyć.

Ale nie mogła zmienić przeszłości, bez względu na to, jak bardzo się starała.

– Czy wszystko jest gotowe? – powiedziała, wchodząc do głównego holu, prowadzącej od wejścia do biblioteki. Pomieszczenie było wypełnione ludźmi, trzymającymi w pogotowiu różne bronie. Wszyscy byli różni, począwszy od tożsamości, osobowości, wzrostu, wyglądu, a nawet profesji, ale w tej chwili byli identyczni — wszyscy byli niczym więcej niż bronią, którą tworzyli. Jasne, to był okropny pogląd na nich wszystkich, ale ona musiała się z tym pogodzić, jak wszyscy przywódcy. To właśnie należało zrobić.

– Już są – powiedział głos zza jej pleców. Gdy Dyrektorka się odwróciła, głos przybrał twarz. Oczy Raii Micheals były zmęczone, ale sama nie wykazywała żadnych oznak zmęczenia — jej umysł wciąż pracował tak szybko, jak to możliwe, choć było to ograniczone przez fakt, że jej oczy nie chciały współpracować.

–- Byli tu od kiedy ogłosiłaś że zaatakują. Zgaduję, że nie byliśmy jedynymi, którzy nie mogli zasnąć, nie?

– Nie byliście – westchnęła. – Czy mamy jakieś nowe doniesienia na temat ich położenia?

Raia spojrzała do swojego notatnika.

– Najnowsze raporty wywiadowcze sprzed godziny wskazują, że batalion liczy około dwustu jednostek i znajduje się w odległości około czterech kilometrów. Nie wygląda to zbyt dobrze.

– Czy Rada Nadzorcza wie? – odpowiedziała – W sensie — czy wiadomość została wysłana prawidłowo?

– Tego… tak, tak została.

– Nie ma odpowiedzi?

– Nie ma odpowiedzi.

Westchnęła.

– Ja… ja to załatwię - powiedziała, odwracając się w stronę grupy ludzi zebranych przed nimi. - Pójdź z Vemhoffem do bunkra na górze. Nie możemy ryzykować utraty żadnego z was.

– A co z tobą?

– Cóż, ja muszę tu być, prawda? Ktoś musi was zmotywować, a jeśli nie zrobi tego cholerny Dyrektor Ośrodka, to kto niby?

– Chyba masz rację – powiedziała Micheals, kierując się w stronę tunelu prowadzący do bunkra. - Cóż… to była przyjemność, Han.

Gdy zastępca dowódcy opuściła pomieszczenie, Hannah Rivera ponownie została sama. Sama wśród ponad czterdziestu osób. Ironia losu.

Ale to nie miało teraz znaczenia.

– Więc, wszyscy zebrani tutaj – powiedziała, stojąc na szczycie podwyższonej części pomieszczenia.
– Mam nadzieję, że wszyscy już wiedzą, o co chodzi. I, cóż, każdy wie, jak gówniana jest nasza sytuacja.

Gdy dziesiątki oczu obecnych w pomieszczeniu zwróciły się w stronę głosu nad nimi, nagle przestały być tylko oczami, zamieniając się w twarze. Twarze z rodzinami, twarze z pracą, twarze z osobowościami. Patrząc na nich, zdała sobie sprawę, jak beznadziejna jest sytuacja, ale co ważniejsze — jak ważne jest, aby im się udało.

– Dziś będzie ciężko. Nie będę kłamać, że tak nie będzie. Dzisiaj może być nawet najtrudniejszy moment w życiu, przed jakim staniecie – powiedziała, idąc wśród ludzi zgromadzonych wokół niej. – Ale to nie znaczy, że przez to nie przezwyciężymy. Dlaczego?

Zatrzymała się na sekundę.

– Ponieważ musimy. Jeśli dziś zawiedziemy, stracimy całą praca, którą włożyliśmy w dotarcie tutaj – kontynuowała – a ja nie pozwolę, żeby jakieś leśne dziwolągi zniszczyły moją drużynę.

Cisza w pokoju była niemal nie do zniesienia.

– Jesteście dla mnie jak rodzina, nie będę kłamać. Nie mogłabym patrzeć, jak któremuś z was dzieje się krzywda. I nie będę. Wiecie dlaczego? – spojrzała na nich wszystkich. – Ponieważ razem, możemy to zrobić. I razem to zrobimy.

– A teraz wypieprzmy ich tam, skąd przybili, dobrze?

Używając niektórych sztuczek opisanych w księgach, byliśmy w stanie odtworzyć część wydarzeń tak, że ja i Vemhoff mogliśmy je poprawnie zapisać. Ja… myślę, że najlepiej będzie, jeśli po prostu załączę transkrypcję tego poniżej.

Wraz z rozpoczęciem tej części wydarzenia, pojawia się wizja humanoidów i przedmiotów reprezentujących te biorące udział w wydarzeniu. Pomimo tego, że są one przezroczyste, większość ich cech jest widoczna, a prawie każdy osobnik jest możliwy do zidentyfikowania.

Postacie wchodzące do pomieszczenia wydają się drżeć. Mimo to, trzymają w rękach liczne rodzaje broni, najwyraźniej próbując zaatakować coś znajdującego się w oddali za regałami z książkami, jednocześnie unikając ataków. Wśród ocalałych można dostrzec dyrektor Riverę. Trzyma karabin i ciągle strzela do czegoś w oddali. Nie reaguje..

Rivera: <Ukrywa się za regałem> Czy wszyscy są tutaj?!

Osoba 1: N… <Głośna eksplozja, fragment niesłyszalny> Poza nim… <Strzały, fragment niesłyszalny>!

Rivera: Nosz Kurwa.

Rivera próbuje załadować broń, w której zablokował się pocisk. Gdy wyjmuje go z wnętrza broni, zdaje sobie sprawę, że nie ma już amunicji.

Rivera: Czy jest jakieś wyjście?!

Osoba 2: Ja… Nie sądzę, ja… wyjście jest zamknięte, i… <głośny trzask>

Rivera: <Wzdycha> Ja… ech. Nie mam tu wyboru, prawda?

Rivera spogląda na towarzyszy z grymasem a następnie spogląda na swój karabin. Wyciąga z kieszeni fiolkę wypełnioną srebrzystym płynem i wylewa jego zawartość na broń, tworząc niewielką ilość dymu wydobywającego się z jej wnętrza. Mimo to, broń nie wydaje się być w żaden sposób uszkodzona. Ładuje ją, mimo że nie ma już amunicji. Broń zaczyna migotać, a Rivera uśmiecha się.

Mruga do reszty swojej drużyny i wbiega zza jednego z regałów na otwartą przestrzeń. Rzuca puszkę z nieznanym gazem, która eksploduje srebrnym dymem.

Rivera: Chodźcie tu, wy leśne skurwysyny! Przecież nasz chcecie, nie?!

Wróg na chwilę przerywa ostrzał, a ona rusza do ataku. Mimo przewagi, po zauważeniu srebrnego koloru pocisków, Fae zaczynają panikować, szaleńczo strzelając. Rivera wykorzystuje jeden z przewróconych regałów jako osłonę, próbując skupić na sobie ostrzał wszystkich wrogów.

Rivera: Chodźcie tutaj i weźcie odrobinę!

Kiedy cały ostrzał skupia się na jej osłonie, Rivera spogląda na resztę drużyny.

Rivera: Biegnijcie.

Dyrektor kontynuuje ostrzał, podczas gdy reszta drużyny odchodzi. Rivera nie jest już widoczna, wspomnienie się ucina.

Wszystkim, którzy stracili kogoś tego dnia — przepraszam. Przepraszam zarówno jako osoba wyższego szczebla, jak i przyjaciółka, ponieważ obie te pozycje wydają się teraz zbyt trudne do udźwignięcia. Przepraszam wszystkich, którzy musieli patrzeć na tę rzeź. Nikt o nich nie zapomni o żadnym z nich. Osobiście dopilnuję, by tak się stało.

Przerpraszam, że nie mogliśmy zrobić więcej.

<Początek konwersacji>

Micheals: Tego… czy masz chwilę?

Strażnik: Co?

Micheals: Cóz… Chciałam z tobą o czym porozmawiać.

Strażnik: O… czym?

Micheals: Dlaczego? Dlaczego oni to zrobili?

Micheals rozgląda się po wpół zniszczonej bibliotece, wzdychając przy tym.

Strażnik: Ja… Nie wiem, jak na to odpowiedzieć.

Micheals: To dlaczego powiedziałeś im, że tu jesteśmy? Dlaczego? Po prostu… dlaczego?

Micheals patrzy w dół na stół, wyraźnie zła i smutna. Zatrzymuje się na chwilę.

Strażnik: Wydawało mi się, że zrozumieli, że… Ja… Ja… oni nie, prawda?

Micheals: Co?

Strażnik: Nie zrozumieli, prawda?

Micheals wzdycha.

Micheals: Nie. Nie zrozumieli.

Strażnik: Ale… Nie rozumiem… To znaczy, oni byli razem, czyż nie? Oni… oni się do tego zbierali, porzucali swoje różnice, by być… Ja… Nie rozumiem, ja…

Micheals: Oni… oni nigdy nie mieli nawet dobrych intencji, prawda? To znaczy, jeśli ich intencją było zaatakowanie kogoś, to czy w ogóle rozumieli współpracę?

Strażnik: Ja… To znaczy, oni byli razem, więc czy to…

Strażnik wstaje, rozglądając się po bibliotece. Półki z książkami w jego pobliżu są widocznie zniszczone od szkód wyrządzonych im podczas ataku, choć nie na tyle, by zostały całkowite rozwalone. W tle widać tymczasowy szpital. Znajduje się w nim wielu pracowników Prowizorycznego Ośrodka 120, a tylko nielicznym z nich aktywnie pomaga personel medyczny. Mimo to, dwa nieruchome ciała są wynoszone z terenu szpitala na noszach. Ich twarze są zakryte.

//Kiedy istota próbuje odwrócić wzrok, natrafia na roślinopodobną krew plamiącą podłogę. Pomimo braku ciała, ciecz pokrywa wiele innych miejsc, a wokół każdej kałuży znajduje się surowa eteryczna broń i ludzka krew. Mimo to, w oddali widać pojemnik wypełniony dwoma nieznanymi, humanoidalnymi ciałami. Żadne z nich się nie porusza.

Strażnik: Ja nie… Ja tylko… ale oni zrozumieli, ja… oni byli razem, oni zrozumieli, ja…

Strażnik zatrzymuje się na pół minuty.

Strażnik: Ja… chyba potrzebuję chwili, żeby odetchnąć.

<Koniec konwersacji>

Oficjalny Log Incydentu

PL-X0R38/0124 / 01.03.1916


Wyrządzone Szkody: Poniżej znajduje się lista wszystkich szkód wyrządzonych w Prowizorycznym Ośrodku 120 podczas ataku Triumviraté dnia 28.02.1916 r.

Działania Ofiary Dotkliwość
Utrata zapasów znajdujących się w Prowizorycznym Ośrodku 120 w wyniku ataku N/A Umiarkowana
Zniszczenie około 200 książek oraz ich tłumaczeń znajdujących się w PL-X0R38/0124 2 Umiarkowana
Zniszczenie wejścia do PL-X0R38/0124 N/A Pomniejsza
Zniszczenie 5% lewego skrzydła PL-X0R38/0124. 3 Umiarkowana
Utrata 35% planów Hanny Rivery dotyczących Ośrodka 120 N/A Umiarkowana
Utrata dyrektor Rivery 1 Poważna
Śmierć personelu podczas ataku 24 Poważna

Dodatkowe Informacje: Pomimo ogromnych zniszczeń mienia Fundacji i zabezpieczonej nią anomalii, główny cel misji wysłanej do Polski, która odkryła PL-X0R38/0124 (obecnie oczekującego na reklasyfikację do nowego formatu SCP), został osiągnięty. Na dzień przed atakiem odkryto wszystkie wejścia do wymiaru kieszonkowego, w którym znajduje się Wolny Port Esterberg. Pomimo tego, że drogi te zmieniają się dość często, Fundacji udało się uzyskać dokładne współrzędne wymiarowe wcześniej wspomnianej lokacji, co pozwoliło na dalszy dostęp i badania tego obszaru. Jest to ogromny przełom, który potencjalnie pozwoli na nawiązanie dalszych kontaktów.

Podpisane,
— Raia Micheals

02.03.1916

Do Rady Nadzorczej,

Z powodu niefortunnych ostatnich wydarzeń, z przykrością stwierdzam, że chciałbym ponownie formalnie poprosić o zgodę na oficjalne utworzenie Ośrodka 120 w miejsce Prowizorycznego Ośrodka 120. Głęboko wierzę, że to wydarzenie potwierdziło wszystko, za czym stała Hannah Rivera, pokazując nam, że Esterberg nie jest czymś, z czym możemy sobie poradzić tylko jeden raz. Znaleźliśmy dowody na jego wielowiekowy wpływ na miejscową ludność cywilną, jak również liczne anomalie powstałe w wyniku tego, których po prostu nie możemy zignorować. Potrzeba istnienia Ośrodka 120 jest oczywista dla każdego, kto czytał nasze ostatnie raporty.

Jestem oczywiście świadoma problemu związanego z PL-X0R38/0124 i jego najprawdopodobniej ciągłej potrzeby nadzoru — niestety, system natychmiastowego transportu pomiędzy potencjalnym Ośrodkiem 120 a PL-X0R38/0124 byłby konieczny do utrzymania tej potrzeby, co pochłonęłoby niewyobrażalne ilości zasobów do przekopania się przez lokalny teren i ustanowienia odpowiedniej metody transportu pomiędzy nimi. Nie znam żadnego rozwiązania tego problemu, ale ufam, że Rada potrafi przezwyciężyć ten problem.

Wszelkie dalsze problemy lub wymagania proszę kierować bezpośrednio do mnie, z przyjemnością odpowiem lub zastosuję się do nich.

Podpisano,
— Raia Micheals, nowo mianowany Dyrektor Prowizorycznego Ośrodka 120

04.03.1916

Myślę, że mam pomysł, jak sobie z tym poradzić.

Podpisano,
— Maria Jones, Sekretarz Rady O5








































































INFORMACJA OD FUNDACYJNEJ ADMINISTRACJI BEZPIECZEŃSTWA INFORMACJI I ZAPISÓW

Poniższy plik jest aktualnym opisem SCP-5292 i wszystkich jego sub-anomalii — wszystkie poprzednie opisy są mocno przestarzałe, z sfabrykowaną prozą1 obecną dla ułatwienia czytania przez personel. Są one utrzymywane pod tym oznaczeniem wyłącznie dla całego kontekstu powstania Ośrodka 120 i historii z nim związanej, zgodnie z życzeniem Rady Dyrektorów.

— James Moore, Generalny Przedstawiciel RAISA Ośrodka 120


SCP-5292
Poziom1
Klasa podmiotu:
ezoteryczne
Klasa drugorzędna:
yesod
Poziom zakłóceń:
keneq
Poziom ryzyka:
znikomy

books

Liczne instancje SCP-5292-1 widoczne w przestrzeni roboczej Zespołu Badawczego.


Przydzielony Ośrodek Dyrektor Ośrodka Nadzorca Projektu Przydzielone MFO
Ośrodek 120 Rada Dyr. Ośrodka 120 Alistair Vemhoff N/A

Specjalnie Czynności Przechowawcze: Ponieważ wszyscy pracownicy Fundacji pracujący w Ośrodku 120 są automatycznie świadomi istnienia SCP-5292 i faktu, że Ośrodku 120 został zbudowany wokół niego, został on sklasyfikowany jako Yesod.2] W związku z tym nie jest konieczne jego aktywne przechowywanie.

Wszyscy członkowie personelu Ośrodku 120 mogą i są zachęcani do odwiedzenia SCP-5292 w czasie wolnym od pracy. Chociaż wszystkie jego sekcje są publicznie dostępne dla całego personelu, nikt nie powinien przeszkadzać Zespołowi Badawczemu SCP-5292-1.

Opis: SCP-5292 to duża, nieeuklidesowa lokacja zajmująca obecnie całe trzecie piętro placówki EUPLCA-Ośrodek-120 Fundacji SCP. Chociaż zewnętrzne pomiary sugerują, że zajmuje ona jedynie 100 x 100 x 20 m przestrzeni, wewnętrzne twierdzą, że prawdziwe rozmiary sięgają do 200 x 200 x 100 m.

Całość tego obszaru zajmuje ogromna biblioteka, rozmieszczona na pięciu różnych poziomach i wypełniona anomalnym oświetleniem,3 które sprawia, że obszar jest cały czas oświetlony pomimo całkowitego braku jakiegokolwiek widocznego źródła. Na każdym z poziomów znajdują się liczne półki zawierające łącznie około 3 000 000 książek.

SCP-5292-1 odnosi się do książek znajdujących się w SCP-5292. Chociaż większość z nich została napisana w nieznanych wcześniej językach, wiele z nich zawiera obrazowe przedstawienia zjawisk, obiektów i bytów wcześniej nieznanych Fundacji. Kilka z nich jest jednak napisanych w językach znanych na Ziemi. W związku z tym, specjalny Zespół Badawczy, kierowany obecnie przez Alistaira Vemhoffa, lingwistę i okultystę, próbuje przetłumaczyć wszystkie teksty znalezione wśród nich, aby potencjalnie uzyskać dalszy wgląd w anomalny świat. Szacuje się że te tłumaczenia mają potrwać jeszcze około 80 lat.

SCP-5292-2 jest eteryczną, humanoidalną istotą zamkniętą w przestrzeni, którą zajmuje SCP-5292. Wygląda na starszego, zakapturzonego mężczyznę o europejskim pochodzeniu. Chociaż twierdzi, że jest "Dawidem, bratem Noe", jedynymi zapisami potwierdzającymi to twierdzenie są materiały znalezione z SCP-5292, pozostawiając to twierdzenie niepotwierdzonym. Ze względu na swój stan, istota nie jest w stanie wpływać na żadne obiekty fizyczne poza instancjami SCP-5292-1 — mimo to, rozmawia z personelem z dość dużą łatwością.

Analiza materiałów sugeruje, że SCP-5292 i wszystkie jego sub-anomalie mają około 20 milionów lat — chociaż obecnie uważa się za niemożliwe, aby ludzka cywilizacja istniała w tym okresie, kilka z przetłumaczonych instancji SCP-5292-1 zdaje się potwierdzać twierdzenie SCP-5292-2 o tym, że pierwotnymi twórcami biblioteki była ludzka społeczność istniejąca przed biblijnym potopem. Obecnie pozostaje nieznane czy takie wydarzenie (lub podobne w swojej naturze) kiedykolwiek miało miejsce.




O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported