SCP-5572


ocena: +4+x
UWAGA OD RADY DYREKTORÓW OŚRODKA 120
W związku z niedawnymi wydarzeniami, poniższy plik jest w trakcie reklasyfikacji i może nie odzwierciedlać obecnego stanu rzeczy. Dostęp ograniczony jest Poziomem 4/5572.
Nieupoważniony dostęp jest zabroniony.

5572
SCP-5572
Poziom4
Klasa podmiotu:
ezoteryczne
Klasa drugorzędna:
terminal
Poziom zakłóceń:
ekhi
Poziom ryzyka:
średni

grave

Grób Agent Surratt i powód odkrycia SCP-5572.

Specjalne Czynności Przechowawcze: Personel stacjonujący w Ośrodku 120 obecnie tworzy materiały skierowane do ludności cywilnej, nawołujące do grzebania swoich bliskich z myślą o metodach zapobiegawczych SCP-5572. Jednakże, jeżeli Rada Nadzorcza otrzyma sygnał "potrzebne zasoby", kampania ta ma być wycofana na tak długo, jak ów sygnał trwa. Badania nad wykorzystaniem SCP-5366, by zapobiec przyszłym manifestacjom SCP-5572, są w toku.

Z powodu możliwego użycia SCP-5572-1 do przechowania pozaziemskich zagrożeń dla ludzkości, w przypadku utracenia połączenia pomiędzy Agent Surratt i Radą Nadzorców, członków MFO Omega-1 ("Fire And Brimstone") wyposażonych w te same metody komunikacji należy natychmiast poddać eutanazji i wydać im rozkazy przywrócenia komunikacji pomiędzy Surratt i Fundacją.

Opis: SCP-5572 jest fenomenem objawiającym się, kiedy miejsce pochówku danej osoby nie zawiera napisanej w pobliżu frazy: "Niech spoczywa w pokoju"1. Zwłoki osoby uprzednio pochowanej w takim miejscu są przetransportowane do wcześniej nieznanej rzeczywistości, odłączonej od głównej bez innych możliwości dostępu, określanej dalej jako SCP-5572-PRIME. W związku z tym ów fenomen został zaklasyfikowany jako anomalia klasy Terminal2.

SCP-5572-1 jest grupową desygnacją na wszystkie zwłoki przetransportowane do SCP-5572-PRIME. Po przybyciu do SCP-5572-PRIME, wszyscy zmarli odzyskują świadomość.

Odkrycie: SCP-5572 został odkryty 24.07.2003 roku, następując po pochówku fundacyjnej Agent Marie Surratt. Technologia monitorująca3 zaczęła nadawać sygnał brzmiący: "zagrożenie" po jej śmierci bez widocznego źródła transmisji. Chociaż transmisja nie została zlokalizowana, dzięki użyciu i Konstruktu Sztucznej Inteligencji (.aic) Ośrodka 120, jednostronny kontakt wideo z urządzeniem został ustanowiony, szczegółowo opisany w poniższym logu:

<Początek logu>

Po połączeniu z kamerą ujawnia się obraz Agent Surratt spadającej przez dużą, wulkaniczną pieczarę. Gdy spada, więcej szczegółów lokacji staje się widocznych — całość wydaje się być olbrzymią pieczarą o około 300 metrach wysokości i nieznanej długości oraz szerokości, wypełnioną gigantycznymi stalagmitami, stalaktytami, skałami oraz rzekami lawy.

Gdy agentka wyciąga ręce zauważa, że jest obecnie szkieletem, ubranym w strój, który wykazuje drobne ilości rozkładu.4 Układ szkieletowy jest utrzymany w całości przez nieznaną moc. Krzyczy, pomimo nie posiadania żadnego z organów potrzebnych do wykonania tej czynności.

Kamera porusza się bezładnie z powodu paniki Surratt, ujawniając pole pod nią, w obrębie którego duża grupa niezidentyfikowanych humanoidów znajduje się. Z ich otoczenia dobiegają niezwykle głośne dźwięki.

Chociaż Surratt próbuje się odzywać, z powodu szybkości z jaką spada żadne ze słów nie są słyszalne. Prędkość spadania zaczyna się zwiększać.

Gdy upada, kamera skupia się na dużym wulkanie zlokalizowanym po lewej stronie pola. Z jego strony pojawiają się coraz większe ilości czegoś, co wydaje się być licznymi, zdeformowanymi bytami tartarejskimi. Chociaż ich rozmiary są różne, większość z nich jest stosunkowo niewielka, z tylko kilkoma widocznymi większymi bytami niosącymi ciężkie uzbrojenie. Wszystkie byty posiadają czerwoną skórę oraz rogi. Zmierzają w kierunku drugiej grupy na polu bitwy, która wydaję się być złożona z około 100 000 szkieletów. Wszystkie posiadają zróżnicowaną broń, od prymitywnej do współczesnej; miecze, maczugi, muszkiety, karabiny i wyrzutnie rakiet. Widać kilka sztandarów bojowych, takich jak flaga wojenna Państwa Wielkich Mogołów, Naval Jack Stanów Zjednoczonych Ameryki i flaga Republiki Rio Grande.

Szkieletowe konie, uszkodzone czołgi i armaty sporadycznie pojawiają się na polu walki. W centrum stoi olbrzymi czołg, obecnie strzelający do większych demonów. Surratt spada bezpośrednio w jego kierunku.

Zanim Surratt uderza w pojazd, latający tartarejski byt podnosi ją, przenosząc ją w kierunku frontu demonów. Jednakże, zanim zdąży oddalić się od czołgu, byt eksploduje, po czym maniakalny śmiech i wcześniej niezauważony dym wypełnia powietrze wokół niej. Surratt porusza się gorączkowo, próbując zorientować się w sytuacji.

Gdy dym wokół niej rozwiewa się, Surratt znajduje się na dachu wcześniej widzianego czołgu. Z jego szczytu, otyły szkielet, dalej określany jako SCP-5572-1-A, wściekle macha rękoma. Nosi obszarpany mundur amerykańskiej armii z czasów Drugiej Wojny Światowej, trzymając zapalonego papierosa w zaciśniętych zębach, wskazując na linię wroga. Gdy mówi: "Ognia!", działo czołgu wystrzeliwuje, gwałtownie poruszając w tył cały czołg i wysadzając grupę bytów w oddali.

Surratt: C… co..

SCP-5572-1-A: FRANCIS, TY I TWOI CHŁOPACY NIECH ZAJMĄ SIĘ TYM WIELKOLUFOWYM TUTAJ, YUN I ALAN — WZMACNIAJCIĘ WSCHODNIĄ FLANKĘ, PRAWIE PĘKA, DO CHOLERY.

Szkieletowy koń przeskakuje przez burtę czołgu w galopie, powodując, że Surratt potyka się ze strachu. Niedaleko niej, mała grupa szkieletów noszących zbroje płytowe zaczyna biec w stronę dużego bytu tartarejskiego podobnego do byka, który odpowiada na ich szarżę swoją. Wstając, Surratt stara się namierzyć tamtą grupkę, ale z powodu licznych szkieletów pędzących obok niej, szybko traci ich z widoku. SCP-5572-1-A odwraca się w stronę Surratt.

SCP-5572-1-A: WRESZCIE DOSTALIŚMY PIEPRZONE WSPARCIE.

Gdy byt idzie w kierunku Surratt, słyszalna jest niezidentyfikowana muzykę z nieznanego źródła blisko nich. Otyły szkielet wyciąga rękę do Surratt, w nieznany sposób wydmuchując dym z papierosa.

Surratt przyjmuje gest, powoli wstając z ziemi. Gdy to robi, następuje duża eksplozja, rozrywając wiele innych szkieletów na kawałki, które spadają na nią, SCP-5572-1-A i inne szkielety w pobliżu. Surratt panikuje, strzepując kości ze swojego ramienia.

SCP-5572-1-A: JASNA CHOLERA, POSZEDŁ ALAN. SAM, PRZYNIEŚ MI KOLEJNE CYGARO.

Mniejszy szkielet przytakuje i wskakuje do włazu czołgu.

Surratt: Co do piekła się tutaj dzieje?! Gdzie ja do cholery jestem?!

Surrat próbuje rozejrzeć się po chaotycznym polu bitwy, ale wzdryga się przez głośny klakson czołgu. Mały tartarejski byt trzymający w każdej dłoni ząbkowany sztylet wdrapał się na czołg. Nawiązuje kontakt wzrokowy z Agent Surratt.

Surratt: O kurwa.

Słysząc ją, SCP-5572-1-A odwraca się w stronę bytu i wyciąga ze swojej kurtki pistolet typu flintlock. Kieruje broń w stronę istoty, której ręce zaczęły się lekko trzęść. Kiedy byt zaczyna szarżować, SCP-5572-1-A wystrzeliwuje z pistoletu, wybijając dziurę w głowę bytu, który osuwa się z platofrmy i spada na bok czołgu. SCP-5572-1-A mocno klepie Surratt po plecach i uśmiecha się, ukazując kilka surowych, złotych zębów. Byt patrzy prosto w oczy Surratt. W jednym z jego oczodołów migocze złota moneta.

SCP-5572-1-A: W JEDNYM MASZ RACJĘ, DZIEJE SIĘ PIEKŁO, A TY JESTEŚ W SAMYM JEGO ŚRODKU. WITAMY W KOŚCISTYM BATTALIONIE, GNIDO.

Gdy SCP-5572-1-A wydaje maniakalny śmiech, obraz kamery zostaje przerwany.

<Koniec logu>

Dodatek 5572-1: Poniżej znajduje się lista większości logów odebranych od Agent Surrat w zrozumiały sposób opisujące SCP-5572-PRIME i powiązane fenomeny.

<Początek logu>

Obraz powraca, ukazując duży czołg z wcześniej, na której siedzą Surratt i SCP-5572-1-A. Maszyna powolnie porusza się w kierunku dużego szarego budynku na horyzońcie.

Wokół czołgu, maszerują w luźnej formacji grupy innych szkieletów. Grupy te wydają się składać z czterech do dziesięciu bytów. Podobnie jak broń, pancerze szkieletów są bardzo zróżnicowane, od skór zwierzęcych po Army Combat Uniforms.

Gdy Surratt próbuje ponownie przeskanować teren wokół siebie, kamera skupia się na tle, ujawniając, że miejsce, w którym się obecnie znajduje, to duży zbiornik wodny, o podobnych cechach, co poprzednia lokacja. Jedyną różnicą jest obecność surowych obudów wokół wspomnianego wcześniej szarego budynku.p

Po dwóch minutach przyglądania się lokalizacji, Surratt zwraca się w stronę SCP-5572-1-A, który siedzi na szczycie zbiornika po jej lewej stronie, trzymając lornetkę przy gałce ocznej.

Surratt: Czy mogę się proszę dowiedzieć o co tutaj c..

SCP-5572-1-A: Cicho. Widzisz to tam?

Surratt patrzy w kierunek wskazany przez SCP-5572-1-A, lecz nic nie widzi.

SCP-5572-1-A: Cały rój harpii. Rozerwą twoje kościste ciało na kawałki, po czym zmiażdzą ci czaszkę swoimi szponami. Ostatnie czego nam trzeba, to znalezienie przez nie naszej bazy.

Surratt w milczeniu przyjmuje odpowiedź. Siedzi ma czołgu jeszcze przez minutę, podczas gdy maszyna zbliża się do budynku, który odsłania się jako duży, kamienny fort, stylizowany na średniowieczny zamek. Jest w większości zrujnowany, wszystkie wieży oprócz jednej dużej ucierpiały. Wokół niej można dostrzec liczne prymitywne próby wzmocnienia konstrukcji poprzez drewniane bale, rusztowania i inne obudowy.

Wokół całego zamku widać rzekę lawy, przez którą można się przedostać jedynie po drewnianym, prymitywnym moście. Na szczytach murów widać wiele innych szkieletów, które obserwują okolicę. Gdy armia dociera do drugiego brzegu rzeki, SCP-5572-1-A krzyczy na strażników, po czym zakratowana brama do zamku zostaje otwarta.

Kiedy czołg przejeżdża przez bramę, wjeżdża na duży dziedziniec, wypełniony beczkami, skrzyniami, ciężką bronią, stołkami, ogniskami, łóżkami i namiotami. Można tam zobaczyć liczne szkielety wykonujące różne zajęcia: pranie, ćwiczenia fizyczne, treningi z bronią, rozmowami oraz leżeniu na prowizorycznie wykonanych łóżkach i hamakach. Chociaż większość obszaru jest tym wypełniona, czołg łatwo przechodzi przez jedyny niezaludniony obszar w obrębie lokacji. Na ścianach otaczających dziedziniec zaczynają pojawiać się szkielety, pozornie wskazujące innych na czołg.

Gdy czołg dociera na środek placu, zatrzymuje się. Wokół maszyny i na ścianach można dostrzec dużą grupę kostnych istot, wyraźnie skupionych na SCP-5572-1-A, który wstaje z pozycji siedzącej i spogląda na całą grupę.

SCP-5572-1-A: MAM ZASZCZYT OGŁOŚIĆ, ŻE PO DŁUGICH DWUDZIESTU LATACH WRESZCIE ZAJELIŚMY WZGÓRZE.

Gdy podmiot to mówi, wszystkie zebrane istoty zaczynają głośno wiwatować, a niektóre z nich przytulać siebie nawzajem. Wszyscy zgromadzeni stają się wyraźnie szczęśliwsi niż wcześniej.

SCP-5572-1-A: JEDNAKŻE.

Cały wiwat ustaje.

SCP-5572-1-A: KAŻDA WIELKA BITWA PRZYCHODZI Z KOSZTEM, HEBERT BYŁ TUTAJ OD SZÓSTEJ BITWY O ACHERON. BYŁ PRZEWODNIM ŚWIATŁEM DLA WIELU Z NAS, NAWET DLA MNIE. DZISIAJ ZOSTAŁ ZABRANY PRZEZ GRUPĘ TYCH MAŁYCH ROGACZY, ZDĄŻYŁ ZADAĆ KILKA CIOSÓW, NIM ROZSTRZASKALI MU CZASKĘ. STRACILIŚMY WIELU TOWARZYSZY DZISIAJ. WALCZYLI ZACIEKLE.

Zgromadzenie staje się nagle znacznie mniej aktywne.

SCP-5572-1-A: ALE ZDOBYLIŚMY RÓWNIEŻ ŚWIEŻE MIĘSO. ŻÓŁTODZIOBY, USTAWCIE SIĘ NA PRZODZIE!

//Gdy podmiot zaczyna się śmiać, wyciąga z kieszeni marynarki cygaro i je zapala. W tym momencie grupa około 40 szkieletów wychodzi na środek dziedzinca, pokazując się wszystkim. SCP-5572-1-A gestykuluje Surratt, aby do nich dołączyła, na co się podporządkowuje. SCP-5572-1-A zeskakuje z czołgu i zaczyna chodzić tam i z powrotem wzdłuż linii. //

SCP-5572-1-A: DLA TYCH Z WAS, KTÓRZY NADAL NIE ROZUMIEJĄ CO SIĘ DZIEJE — WITAMY W PIEKLLE. JEŻELI JESTEŚCIE TUTAJ, OZNACZA TO, ŻE WASZA RODZINA NIE KOCHAŁA WAS NA TYLE BY UMIEŚCIĆ "R.I.P" NA WASZYCH NAGROBKACH. I WSZYSCY WIEMY CO WIECZNE PRAWO MÓWI DLA TYCH, KTÓRZY NIE SPOCZYWAJĄ W POKOJU.

Tłum: Żadnego odpoczynku dla niegodziwców.

SCP-5572-1-A: PEWNIE POWINIENEM SIEBIE PRZEDSTAWIĆ, MOJE DANE PRZEZ BOGA IMIĘ TO RILEY CLAIRE, URODZONY W 1895, LOUISIANA, ZMARŁEM W LASACH BELLEAU WOOD W 1918.
LUDZIE Z OKOLICY NAZYWAJĄ MNIE GENERAŁEM KOŚCISTY TATUŚ.

Jedna ze szkieletowych istot w linii chichocze, SCP-5572-1-A (odtąd oznaczony jako Claire) przerywa swoją wypowiedź i odwraca się w jej stronę.

Claire: CZY JEST JAKIŚ PROBLEM, REKRUCIE?

Podmiot energicznie potrząsa głową. Po pięciosekundowej przerwie, która polegała na wpatrywaniu się na nią, Claire wznawia spacer.

Claire: JAK MÓWIŁEM WCZEŚNIEJ ZANIM ZOSTAŁEM TAK NIEGRZECZNIE PRZERWANY, NADZORUJE TO ZAPOMNIANE PRZEZ BOGA PUSTKOWIE, ABY WY CIECIE NIE ZAMORDOWALI SIEBIE NAWZAJEM ZAMIAST DEMONÓW. TAK, SĄ ONE TUTAJ RÓWNIEŻ. TAK SAMO JAK SZATAN. TO JEST PIEKŁO NA MIŁOŚĆ BOSKĄ, CZEGO SIĘ SPODZIEWALIŚCIE.

Claire: WALCZYMY Z DEMONAMI, TO JEST TO CO ROBIMY. CZEMU?

Dwusekundowa pauza.

Claire: KIEDY PRZYBYŁEM TUTAJ, TO MIEJSCE BYŁO BAŁAGANEM, TWÓJ CZAS TUTAJ TRWAŁ TAK DŁUGO JAK MOGŁEŚ BIEC, UNIKAJĄC DZIUR Z KOLCAMI I LAWĄ. NA DODATEK, MIELIŚMY TEŻ SIEBIE NAWZAJEM JAKO WROGA, SYPKIE PLEMIONA POLUJĄCE NA NOWE OSOBY DLA SKRAWEK JAK PSY. PODCZAS GDY DEMONY NAS TUPAŁY I WBIJAŁY SWOJE SZPONY. ZJEDNOCZYŁEM WSZYSTKICH BIEDNYCH LUDZI PRZECIWKO PRAWDZIWEMU PRZECIWNIKOWI, DEMONOM. ZDOBYLIŚMY DUŻĄ WYGRANĄ DZISIAJ, ALE NIE SKOŃCZYLIŚMY. MOŻE TO ZAJĄĆ MIESIĄCE, MOŻE TO ZAJĄĆ LATA, ALE NIE SPOCZNĘ DOPÓKI NIE BĘDĘ MIAŁ ROGÓW SAMEGO PIEPRZONEGO SAMEGO SZATANA NAD MOIM KOMINKIEM.

Claire zaczyna się śmiać, po czym wkłada cygaro w swoje usta.

Claire: TERAZ, NIE SĄDŹCIE ŻE BĘDZIE TO ŁATWO. PRZEJĘCIE CAŁEGO PIEPRZONEGO PIEKŁA ZAJMUJE TONĘ PRACY. KTOŚ POWIEDZIAŁBY, ŻE NAWET SZKIELETONĘ.

Istota zaczyna drgać ze śmiechu.

Claire: Jezuniu, czasami sie rozklejam. ALE NIE ŻARTUJE, JEDYNY SPOSÓB W JAKI POKONAMY TYCH ROGATYCH SKURWYSYNÓW TO WSPÓŁPRACA.

Byt wyciąga mały nóż z mundura.

Claire: TERAZ, WSZYSCY DOSTANIECIE DESYGNACJĘ, BĘDZIE ONA SKŁADAŁA SIĘ Z LITERY I NUMERU. OKREŚLI TO WASZ SKŁAD. PRAKTYCZNIE RZECZ BIORĄC, BĘDĄ WASZĄ NOWĄ RODZINĄ. BĘDZIECIE SPAĆ, WALCZYĆ, I JEŻELI BĘDZIE TO POTRZEBNE TO RÓWNIEŻ RAZEM UMRZECIE.

Claire podchodzi do rozdzielonej wcześniej grupy, która zaczyna ustawiać się w szeregu, jak zostało to poradzone przez resztę szkieletów. Generał wyjmuje z mundura duży nóż. Podchodzi do pierwszego w kolejce bytu i zaczyna rzeźbić na jego czaszce duże "A-12". Istota krzyczy i próbuje odepchnąć rękę generała..

Claire: Potrząsając rekrutem: CZY JA WŁAŚNIE USŁYSZAŁEM PIŚNIĘCIE?!

Szkielet 1: Gorączkowo dotykając nowo powstałej blizny: N-nie…!

Claire: DOBRZE.

Claire robi to samo z pozostałymi członkami grupy, w tym z Surratt, która otrzymuje desygnacje "F-18". Tym razem nikt się nie sprzeciwia.

Gdy kończy, odchodzi od grupy, kierując się w stronę bramy w jednej ze ścian, prowadzącej do wspomnianej wcześniej dużej wieży.

Claire: A TERAZ ODMASZEROWAĆ DO SWOICH KWATER, ABYŚCIE MOGLI POZNAĆ SWOICH KOMPANÓW W WIECZNOŚCI.

Kończąc to wyrażenie, wskazuje na grupę, która wcześniej oddzieliła się od reszty..

Claire: WIĘC, DO ROBOTY. CO DO RESZTY Z WAS, STARE SZK—


[ZBĘDNE DANE USUNIĘTE DLA ZWIĘZŁOŚCI]


Można zauważyć Surratt przechodzą przez kamienny korytarz, który przypuszczalnie należy do wcześniej widzianego zamku. Choć wokół widać liczne bronie, trofea i malowidła, większość z nich jest w kiepskim stanie, a w ścianach brakuje dużych fragmentów. Gdy dociera do końca korytarza, zauważa otwór w prawej ścianie z surowo namalowanym na nim znakiem brzmiącym "F-18". Przechodzi przez nie, ukazując obszar o powierzchni ok. 20 m², przypominający zwykły barak. Składa się z dwóch piętrowych łóżek, stołu z kartami oraz butelką whiskey, małego stojaku na broń, oraz pianina. Na jednym z łóżek, siedzą dwa inne szkielety. Jeden z nich, ten na górze łóżka, nosi znoszoną odzież artystokratyczną, podczas gdy ten na dole nosi żelazny hełm oraz średniowieczną tunike.

Gdy Surratt wchodzi do pokoju, obie istoty skupiają swój wzrok na niej.

Arystrokratyczny Szkielet: Wstając z łóżką i rozpłaszczając swoją koszulę:: Witaj, dobry chłopcze… czy może jesteś damą? Czy mogę nazywać ciebie damą? Jest… dość trudno to wiedzieć, gdyż, cóż… Czekaj, czy ja ciebie znam?

Surratt: Tak, tak, wiem, wiem. Nazywam się Marie Surratt. A przynajmniej nazywałam się. To znaczy, kiedy wciąż żyłam. I nie, pewnie nie.

Arystrokratyczny szkielet oferuje jej uścisk dłoni, który szybko przyjmuje.

Arystrokratyczny Szkielet: Ludwig Beethoven, miło mi poznać naszego nowego członka oddziału.

Surratt: Dobrze wiedzeć, że humor nie wysechł w piekle. Heh.

Arystrokratyczny Szkielet: Słucham? Co dokładnie… masz na myśli?

Surratt: No wiesz, mówisz że jesteś Beethovenem?

Beethoven: Ja… Nie do końca widzę, czemu znajdujesz humor w moim przedstawieniu się, ale niech będzie.

Surratt: Ty… mówiłeś poważnie…? Jezu Chryste, to trwa o wiele dłużej niż sobie wyobrażałam.

Surratt idzie w kierunku stojaka na bronie i podnosi z niego mały nóż. Kamera zauważa również dwa wypolerowane miecze oraz zardzewiałą rurę.

Surratt: Jak zdobyliście tą rurę? Nie mogę sobie wyobrazić kanalizacji w Piekle.

Beethoven: Cóż, granica pomiędzy żywym światem i tym jest trochę cienka i czasami rzeczy wpadają przez pęknięcia. Radzimy sobie ze skrawkami ludzkości.

Surratt podchodzi do drugiej istoty i próbuje usiąść na jednym z wolnych łóżek, rozpłaszczając zmechaconą pościel. Po zakończeniu tej czynności odkłada parę butów, która wcześniej leżała na podłodze obok łóżka. Wyraża przy tym obrzydzenie, a następnie odwraca się w stronę drugiego bytu siedzącego na sąsiednim łóżku.

Surratt: Więc, kim ty jesteś?

Czaszka Szkieleta w hełmie odwraca się w jej kierunku, po czym dołącza reszta ciała.

Szkielet w Hełmie: Jestem Björn Björnsson, syn Björna Björnssona, syn Björna Olefssona, syn Olefa. W moich czasach świetności byłem wojownikiem Wikingów. Na samą wzmiankę o moim imieniu, zarówno dzieci jak i mężczyźni brudzili się z przerażenia. Jak grzmot, jak woda, jak sama siły natury ja…

Surratt: W porządku, w porządku. Rozumiem o co chodzi. Co się stało?

Szkielet w Hełmie: W dzień mojego największego wyzwania, w dzień w którym wreszcie pokonałbym największego przeciwnika moich ludzi z moimi płonącymi mieczami i furią samych bogów, zostałem zdradzony! Zdradzony przez moją własną żonę, dźgnięty w plecy jak jakiś obrzydliwy Brytol! Jako że zostałem zgładzony w najbardziej zdradziecki sposób z żadną bronią w mojej dłoni, by wykazać mój heroizm, zostałem skazany przez niesprawdiedliwych bogów na wieczną tułaczkę w Helheimie, bez żadnego światła prowadzącego mnie w kierunku Valhalli.

Beethoven: Szkoda, że wszyscy tracimy swoją siłę w obliczu śmierci. Byłem kiedyś taki sam jak wy: potężny i młody. Och, jak tęsknie za występowaniem, tysiące spragnionych twojego talentu.

Surratt: Jestem pewna, że było to ws…

Gdy Surratt próbuje odpowiedzieć Beethovenowi, przerywa jej dźwięk dzwonka połączony z krzykiem dobiegający z korytarza.

Nieznany głos z korytarza: WSZYSCY MAJĄ ZEJŚĆ DO KANTYNY. POWTARZAM: WSZYSCY MAJĄ ZEJŚĆ DO KANTYNY.

Głos powtarza się w kółko i kółko, aż zanika w korytarzu.

Surratt: Co to było?

Beethoven: Wygląda na to, że Claire organizuje kolejne generalne spotkanie w kantynie. Nazwalibyśmy je kolacją, tylko że, nie możemy jeść.

Björn: Jeżeli jeszcze tego nie zauważyłaś, Claire jest dość zwario—

Beethoven: Mówiliśmy już o tym, nie mów o tym głośno albo skończysz jak Nicolas.

Surratt: Kim do cholery jest Nicolas?

Beethoven: Lepiej nie wiedzieć, powiedzmy, że Generał nie ma większych zastrzeżeń przed użytkiem wyrzutni rakiet. Powinniśmy się pośpieszyć, nie ma bowiem zbyt wiele czasu, zanim rozgniewa się z powodu naszej nieobecności.

Oddział zaczyna wychodzić z pomieszczenia, przy czym Björn zatrzymuje się na chwilę, by zabrać ze sobą butelkę whisky i miecz ze stojaka na broń.

Po wyjściu z pomieszczenia i wejściu na korytarz, można dostrzec wiele innych szkieletów wyłaniających się z innych pomieszczeń połączonych z nim, które gromadzą się przy jednym wejściu.

Gdy wchodzą do głównej sali, kamera ukazuje duży podobny do stołówki pokój wypełniony wieloma siedzącymi oraz stojącymi wokół Claire szkieletami. Można zobaczyć kilka stołów z grami planszowymi.

Claire wspina się na szczyt pionu, klaszcząc w dłonie, by zwrócić na siebie uwagę.

Claire: Witam, rekruci. Możecie się zastanawiać dlaczego was tutaj zebrałem.

Widownia zaczyna rozmawiać między sobą.

Claire: Cóż, w tym rzecz. Wiem, że robi się tutaj samotnie, nawet ja coś o tym wiem. Wiem, że nie mamy żadnego ciała tutaj. Hehehehehe, żadnego ciała. Rozumiecie?.

Z widowni słychać nerwowy chichot.

Claire: Więc, jest to pierwsza noc gier zoorganizowana przez ten batalion. Możecie grać w karty i wygłupiać się. Pozwolę na to tym razem. Armia maszeruje dla rozrywki, czy jak to tam było. Wszyscy jesteście dobrymi dzieciakami i zasługujecie czasami na coś dobrego z waszych żałosnych żyć.

Szkielet wbiega na scene i szepcze coś do Claire.

Claire: Jak już się dowiedziałem, wraz z tymi grami, dostaniecie dziś wieczorem trochę rozrywki we własnym zakresie. To nie są Ritsi, ale najbliższe co możemy do tego tutaj dostać. Brawa dla Thaddeusa and the Femur Gang!

Claire zeskakuje ze sceny, a na scenę wchodzą cztery szkielety noszące akustyczną gitarę, ksylofon oraz fife. Zaczynają grać cover "Wonderwall" Oasis.

Beethoven: Chryste, za każdym razem—

Björn: Zamknij się, szycho, załatw sobie jakieś pieluchy. Ktoś chce zagrać w Monopoly? Zaklepuję naparstek.


[ZBĘDNE DANE USUNIĘTE DLA ZWIĘZŁOŚCI]


Po ponownym nawiązaniu połączenia, Surratt leży na jednym z łóżek piętrowych, najwyraźniej śpiąc. Chociaż nie posiada płuc, jej klatka piersiowa rozszerza się i kurczy w regularnych odstępach czasu, tak jakby oddychała.

W pokoju wokół niej, na stołku przy fortepianie siedzi Beethoven, najwyraźniej rysując coś na kartce papieru. Cicho gwiżdże przy tym nieznany utwór, powtarzając w kółko jego fragmenty.

Björn siedzi przy stole i najwyraźniej gra sam ze sobą w jakąś grę karcianą. Nie wiadomo, czy rzeczywiście rozumie jej zasady.

Gdy jej "oddychanie" zwalnia, Surratt wstaje z łóżka, początkowo zastygając w niepokoju, skanując otoczenie, ale zauważalnie relaksując się po trzech sekundach.

Surratt ziewa.

Surratt: Dzieeeeń do… czekaj. Czy ja właśnie… spałam? Jako szkielet. wait. Jaki to ma sen—

Björn: Spoglądając znad kart: Nie kwestionuj zasad Helheimu, gdyż zostały stworzone przez umysł demona! Wytłumaczenia szaleństwa jest jak patrzenie w oczy samego Wszechojca, tego—

Beethoven: Björn zmierza do konkluzji, że niestety nie wiemy. Ale przynajmniej doceń, że dostajesz ten mały luksus tutaj. Bez niego, byłoby jak w piekle. Heh.

Björn: HA!

Björn uderza w stół kartą, po czym uśmiechając się szereko schodzi z niego.

Björn: Wygrałem!

Beethoven: Spoglądając znad arkuszu: Czy ty… nawet wiesz… jak w to się gra…?

Björn: Nie!

Björn upada na blat stołu, najwyraźniej zasypiając. Beethoven wzdycha.

Beethoven:Sądzę… Sądzę, że mam déjà vu. Mogę—

Gdy Beethoven podchodzi do Björna, ze szczytu baraku można usłyszeć głośne dzwonienie. Beethoven otwiera drzwi, zaglądając do pobliskiego korytarza. Gdy to robi, dzwonienie staje się znaczenie głośniejsze.

Beethoven: Musimy iść.

Surratt: Znowu?

Beethoven: Żadnego odpoczynku dla niegodziwców.

Beethoven chichocze i zaczyna opusczać pokój. Wychodząc, podnosi zardzewiałą rurę leżącą na stojaku na broń.

Gdy wchodzi do korytarza, ponownie zagląda do pokoju, patrząc na Surratt.

Beethoven: Chodź.

Surratt: Wskazując na Björna: A co z nim?

Beethoven: Zostaw tego kretyna samemu sobie. Nie warto, zaufaj mi. Próba obudzenia go jest jak, no cóż, próba obudzenia zmarłego.

Duet idzie korytarzem, ukazując dużę pęknięcie w jednej ze ścian, którego nie było wcześniej.

Beethoven: O rany.

Gdy Beethoven zagląda przez nie, rozlega się wielki huk.

Beethoven: Och. Och, och, to nie będzie dobre.

Surratt: Co się dzieje?

Surratt dołącza do Beethovena i zagląda przez szczelinę, ukazując główny dziedziniec, tym razem wypełniony licznymi manekinami treningowymi i sztucznymi obronami. Wśród nich porozrzucane są liczne szkielety, najwyraźniej próbujące odtworzyć jakiś schemat obrony. Ze szczytu murów widać wiele armat. Wokół nich maszeruje Claire, który prowadzi regularny ostrzał na trenujące istoty.

Surratt: Co do kurwy nę—

Kolejne działo wystrzeliwuje, tym razem trafiając w część muru otaczającą Surratta i Beethovena. Obydwaj wzdrygają.

Claire: MOJA BABCIA MOGŁA BIEC SZYBCIEJ OD WAS, A MIAŁA POLIO OD TRZYDZIESTEGO ROKU ŻYCIA, PANIE ŚWIEĆ NAD JEJ DUSZĄ.

Kolejna armata wystrzeliwuje w szkielety.

Claire: CHOLERA, ARMATA NIE ZROBI WAM KRZYWDY, POKAŻCIE SWOJE JAJA. O CZEKAJCIE, NIE MACIE ŻADNYCH!

Claire zaczyna się głośno śmiać, przygotuwując kolejne działo.

Claire: MUSICIE ZROBIĆ COŚ LEPSZEGO, OD CHOWANIA SIĘ, WY BEZUŻYTECZNE ŚMIECIE.

Kolejny wystrzał.

Surratt: Odwracając się w kierunku Beethovena: To jest kompletne szaleństwo! Co to jest?!

Beethoven: wzdychając: Obawiam się, że rutyna treningowa.

Surratt: To musi się teraz skończyć, do jasnej cholery!

Surratt idzie w kierunku schodów wbudowanych w ściany, prowadzących na ich szczyt..

Beethoven: Nie! To nie jest tego warte. To jest dla ich dobra, zaufaj m—

Surratt: Nie obchodzi mnie to.

Przebiega przez schody w parę minut, po czym podchodzi do Generała.

Surratt: Co do piekła wyprawiasz, Claire?!

Claire: CO POWIEDZIAŁAŚ, LARWO?

Claire odwraca się w kierunku Surratt, która się lekko odsuwa.

Surratt: Chodzi mi o to, że to jest kompletne szaleństwo! Ci ludzie są—

Claire: JAK SIĘ DO MNIE ZWRÓCIŁAŚ?!

Surratt: Clai—

Claire: 100 POMPEK. TERAZ. MOŻE W TEN SPOSÓB DOWIESZ SIĘ JAK SZANOWAĆ SWOJEGO PIPERZONEGO DOWÓDCE I ZWRACAĆ SIĘ DO NIEGO WEDŁUG JEGO WŁAŚCIWEGO TYTUŁU, TY KOMPLETNO MARNOTRASTWIE PRZESTRZENI!

Surratt: Ja—

Surratt wzdycha i schodzi na ziemie, zaczynając robić pompki. Jako że nie ma żadnych mięśni, jest w stanie zrobić je stosunkowo łatwo.

Po zakończeniu ćwiczenia, wstaje, rozprostowując swoją koszulę. Gdy to robi, zauważa kamerę Fundacji wszczepioną w jej obojczyk.

Surratt: Co do cho—

Claire: CZY MASZ COKOLWIEK DO POWIEDZENIA, REKRUCIE?

Surratt: Nie, Generale Ko—

Gdy Surrat próbuje zasalutować Clairowi, ogłuszający dźwięk wypełnia powietrze wokół nich.

Z północy doliny, grupa około dziesięciu bytów podobnych do harpii rozpoczyna atak na batalion. Dziewięć z nich skupia swoje ataki na grupe na dziedzińcu, a jeden na Claire i Surratt na szczycie murów.

Surratt: Co do kurwy?!

Claire: Pieprzone piekło!

Claire podnosi leżącą niedaleko wyrzutnie rakiet, po czym wkłada w usta papieros, którego później zapala.

Gdy istota zbliża się do niego, on w nią wystrzeliwuje, kompletnie ją unicestwiając. Surratt wzdryga się, kiedy on kontynuuje wielokrotne strzelanie z broni do innych istnień, z którymi z trudem walczą inni rekruci z podstawową bronią, w którą zostali wyposażeni.

Claire: Podłe dranie…

Choć Claire i reszta stara się wyeliminować wszystkie istoty, udaje im się tylko z osmioma. Pozostała dwójka opuszcza obszar z szkieletami w szponach, odlatując w dal.

Claire: Mamy o wiele mniej czasu niż sądziłem.

Surratt: Co się dzieje?

Claire: Cholerne demony znalazły naszą fortecę. Musimy się śpieszyć. Jeżeli znaleźli nas, to znajdzie nas również ich przywódca.


[ZBĘDNE DANE USUNIĘTE DLA ZWIĘZŁOŚCI]


Duża grupa szkieletów, w tym Surratt, Beethoven oraz Björn stoją wewnątrz małego pomieszczenia. W jego obrębie jest również Claire, który stoi na niewielkiej, kamiennej ławeczce umiejszczonej w rogu.

Claire: WIĘC, SPRAWA JEST TAKA, I KAŻDY IMBECYL TUTAJ MA DLA SWOJEGO DOBRA SŁUCHAĆ. DEMONY NAS ODNALAZŁY.

Większość grupy wzdycha, a jeden ze szkieletów zdaje się, pomimo niemożliwości tego zjawiska, mdleć.

Claire: WALCZYLIŚMY DOBRZE, ALE NIE BYLIŚMY W STANIE POKONAĆ ICH WSZYSTKICH, DWÓCH Z TYCH GNOJKÓW ZDOŁAŁA UCIEC, I TO TYLKO KWESTIA CZASU, ZANIM SAM WAŻNIAK ZAPUKA DO NASZYCH DRZWI.

Claire: NASZ CZAS PRZYGOTOWANIA DRASTYCZNIE SIĘ ZMNIEJSZYŁ. MAMY…

Krótka pauza.

Claire: DWA DNI.

Gdy Claire kończy swoją wypowiedź, w pomieszczeniu zaczynają się gorączkowe rozmowy. Wiele istot zaczyna rozmawiać między sobą, poruszając się nerwowo.

Claire: ALE WCIĄŻ MAMY SZANSE.

Wszystkie rozmowy natychmiastowo się zatrzymują.

Claire: MUSIMY WYJŚĆ. Z ZAJĘTYM WZGÓRZEM, JESTEŚMY ZALEDWIE DWIE DOLINY OD TWIERDZY BOLEŚCI. OBLICZYŁEM, ŻE PO UŻYCIU WSZYSTKICH NASZYCH DOSTĘPNYCH SIŁ, MIELIBYŚMY APROKSYMALNIE.. UHM… PIĘDZIESIĄT PROCENT SZANS NA WYGRANĄ. JEŻELI UDERZYLIBYŚMY W CIĄGU NAJBLIŻSZEGO TYGODNIA, NAGNIEMY WŁADCĘ PODZIEMI DO NASZEJ WOLI, PONIEWAŻ JESTEŚMY SILNI ORAZ JESTEŚMY RAZEM. TRENOWALIŚMY NA TO PRZEZ SETKI LAT, ZWYCIĘŻYMY.

W sali słychać okrzyki radości.

Claire: TERAZ, WSZYSCY DO ROBOTY. KAŻDA GNIDA TUTAJ MA BYĆ PRZYGOTOWANA NA WIELKI FINAŁ. WIĘC ZDOBĘDŹCIE DLA SIEBIE OSŁONE, BRONIĘ, UBRANIA, POJAZDY, WSZYSTKO CO POTRZEBNE. TO OSTATECZNA BITWA LUDZIE, NIECH BĘDZIE MIAŁA ZNACZENIE.

Claire schodzi z krzeszła i rusza w stronę drzwi prowadzących do innego korytarza.

Claire: DO ZBROJOWNI, WY MAŁE ŚMIECIE.

Gdy Surratt próbuje iść z resztą grupy, jej ramię chwyta Björn.

Björn: Aye, nie podążaj, Suhr-rat!

Surratt: Co? Czemu?

Björn: Czy twoje oczy nie widzą tutejszego plebejskiego uzbrojenia? Tchórze, cała gromada! Czy naprawdę wierzysz, że pokonasz potomków samej Hel zwykłymi płonącymi patykami?!

Surratt: N… n-nie…?

Björn: Wtedy jesteś jedyną osobą tutaj z umysłem bohatera, damo. Widzę w tobie taką samą żądną przygód duszę jak ja. Nikt nie był tutaj taki jak ja.

Björn klęczy, podając swój miecz Surratt.

Björn: Proszę, weź Farbauti.

Surratt: F… Farbauti…?

Björn: Broń, która mordowałem bogów i ludzi. Dawno nie była częścią prawdziwej bitwy i widzę w twoich młodych oczach, że dasz jej rozrywkę na jaką zasługuje.

Surratt: Nie… Nie sądzę, że mogę ją przyjąć, Björn. To twoja broń i—

Björn: Cisza. Zasłużyłaś na nią.

Surratt przyjmuje ją. Gdy podnosi przedmiot, Björn wstaje.

Beethoven wzdycha.

Beethoven: Jesteś szalony.


[ZBĘDNE DANE USUNIĘTE DLA ZWIĘZŁOŚCI]


Na szczycie murów można zobaczyć trzy szkielety, które maszerują, pozornie w kółko. Chociaż nie wydają się patrzeć w żadnym konkretnym kierunku, na ogół są zwrócone w stronę doliny.

Björn: …i dlatego nigdy nie należy łapać miecza za ostrze!

Björn śmieje się.

Beethoven: A co z tobą?

Surratt: Hm?

Beethoven: Jaka jest twoja historia?

Surratt: Cóż, ja… Nie wydaje mi się, żeby była warta dzielenia się, poza tym nie jestem pewna, czy mi wolno…

Beethoven: Och, proszę cię, jesteś w piekle, na litość boską, co gorszego może cię spotkać?

Surratt: To znaczy, tak, masz rację, ale… nieważne, walić to. Urodziłam się w 1976 roku w Nowym Jorku. Nie minęło wiele czasu zanim wyjechaliśmy, ponieważ mój tata nas zostawił, a moja mama nie mogła nic znaleźć w Nowym Jorku, więc pojechaliśmy do jedynego miejsca, do którego mogliśmy — do naszej mniej niż idealnej rodziny w Europie. Mieszkali w Polsce, w jednym z tych gównianych, małych, przemysłowych miast na Śląsku, wiesz, ten kompleks przemysłowy?

Beethoven: Co?

Surratt: A, tak. W zasadzie to… to duży zbiór wiosek, w których ludzie pracują. Nigdy nie byłam bystrym dzieckiem - przez jakiś czas byłam tym dzieckiem, które lubiło sport. Mamie się to nie podobało, ale cóż, nie zmieniło to zbyt wiele. Po liceum próbowałam dostać się na uniwersytet, który uczyniłby mnie nauczycielką, ale cóż, nie zdałam. Z powodu jakichś bzdurnych problemów, które u mnie znaleźli, byłam skazana na pracę na własną rękę, zamiast kontynuować naukę. Mamy nie było stać na znalezienie mi innego lokum, więc, cóż, byłam zdana na siebie. Przez następne trzy lata beznadziejnie tkwiłam w wiecznym cyklu pracy w idiotycznych miejscach, takich jak piekarnie i inne podobno gówna. Tak było do czasu, aż Fundacja się o mnie dowiedziała.

Björn: Kto się dowiedział?

Surratt: Potem wam powiem. Zasadniczo, zobaczyli, że jestem przyzwoicie wysportowana, jakiś szemrany facet w czerni podszedł do mnie oferując pracę w ochronie. Zgodziłam się i, cóż, przyjęli mnie.

Krótka pauza.

Surratt: Widziałam… wiele, wiele rzeczy, których nawet sobie nie wyobrażacie. Teleportujące się niedźwiedzie, miasta pełne duchów, magicznych muzyków, skomplikowane rytuały, których nie rozumiałam, miasta, w których dosłownie mieszkały wróżki i Wielkie Stopy, i wiele, wiele, wiele więcej. A najlepsze było to, że wszystkie te dane były przechowywane w gargantuicznym budynku zbudowanym wokół magicznej biblioteki. Która miała też księgowego ducha. I wiele więcej.

Beethoven: To co poszło nie tak?

Surratt: Właściwie to wszystko. Wysłali mnie w nieodpowiednie miejsce w nieodpowiednim czasie. Próbowałam uratować swoich przyjaciół, kiedy powinnam była uciekać. Skończyło się to dla mnie posiekaniem na plasterki i teraz jestem tutaj.

Surratt wzdycha.

Surratt: Przynajmniej nie skończyłam jak Robert. Biedny, pewnie nadal się błąka po tym lesie, któ

Surratt przerywa bicie dzwonu, które słychać w pobliżu. Beethoven i Björn wzdrygają się, słysząc ten dźwięk.

Beethoven: O, kończy nam się chyba czas. Dobra historia, przypomina mi o moich dniach w Radzie Arcymagów.

Surratt: No, tak… czekaj, co?


[ZBĘDNE DANE USUNIĘTE DLA ZWIĘZŁOŚCI]


Kamera ukazuje sypialnię, w której znajduje się trio. Choć Björn z niewiadomych przyczyn chodzi po pokoju, zarówno Beethoven, jak i Surratt stoją w jednym z kątów. Nieopodal nich widać szafę, której wcześniej nie było.

Beethoven: I… myślę, że to będzie ci pasować.

Beethoven wyciąga z szafy sfatygowany polski mundur z czasów II wojny światowej, podaje jej, a ona go zakłada.

Surratt: To… to rzeczywiście nieźle pasuje. Ojej…

Kiedy próbuje założyć mundur, utyka on na jednym z jej żeber.

Beethoven: Poczekaj, już ci pomagam.

W trakcie wyplątywania ubrania z Surratt, Beethoven zauważa kamerę wbudowaną w jedno z jej żeber.

Beethoven: Co to na niebiosa jest?

Surratt: Co… a, to. To jest, no, urządzenie nagrywające.

Beethoven: Ale cóż to jest, Boże święty?

Surratt: Chyba… chyba nie do końca mogę ci powiedzieć. To jest, no, tajemnica.

Beethoven: Jesteś w zaświatach. Nie sądzę, by mogli cię tu dopaść, heh.

Surratt: Znaczy, to jest tak… A zresztą, nieważne, umowa o zachowaniu poufności i tak pewnie już wygasła. Pracowałam dla organizacji, która zajmowała się… paranormalnymi rzeczami. Całkiem dużej organizacji. Zginęłam, mając do czynienia z jedną z tych rzeczy i okazało się, że zainstalowali we mnie urządzenie, które pozwala im widzieć to, co ja. Jestem pewna, że to wyjdzie na dobre. Na pewno przyjdą tu po mnie.

Beethoven: Ale… wiesz, że nie da się tu wejść ani wyjść bez umierania, prawda?

Surratt: Co?

Beethoven: No, nie możesz wkroczyć do zaświatów ani ich opuścić bez przekroczenia bram piekieł. A one, cóż, są umieszczone niedaleko tronu ich władcy.

Surratt: Szatana?

Beethoven: W rzeczy samej.

Surratt: Jestem pewna, że coś zrobią. Zawsze coś wymyślali. Jeśli potrafią chronić całą ludzkość, jestem pewna, że dostanie się do zaświatów to dla nich pestka.

Surratt nerwowo chichocze.


[ZBĘDNE DANE USUNIĘTE DLA ZWIĘZŁOŚCI]


Kamera ukazuje Beethovena, Björna i Surratt siedzących przy stole w swojej sypialni. Na blacie leżą liczne karty i żetony.

Surratt patrzy na Beethovena.

Surratt: Twój ruch?

Beethoven: Va banque.

Surratt: Wszystko?

Beethoven: Owszem.

Beethoven przesuwa stos swoich żetonów na środek stołu. Uśmiecha się przy tym szeroko. Surratt robi to samo. Björn spogląda na nią, a ona na niego.

Surratt: Ty?

Björn: Taa… Chyba spasuję.

Surratt: Ostateczna decyzja?

Björn: Pass.

Beethoven spogląda na Surratt, która zarzuca ramię na oparcie swojego krzesła.

Surratt: Pokazuj, co masz.

Beethoven przechyla głowę i odkrywa wszystkie swoje karty.

Beethoven: Full.

Surratt: Ha!

Surratt uderza pięścią w stół, wstaje i kładzie swoje karty na stole, odsłaniając je przed wszystkimi.

Surratt: Red full!

Beethoven wzdycha.

Beethoven: No cóż.

Surratt śmieje się i zagarnia wszystkie żetony w swoją stronę.

Björn: Co za sposób na odejście, co? Tak oto kończy się wspaniała karciana kariera Ludwiga Beethovena, pokonanego w swoją ostatnią noc w Helheimie.

Beethoven: Znowu.

Surratt: Co?

Björn: Co?

Beethoven: Ech… nic.

Björn: Pijanyś i tyle.

Björn śmieje się i znów zaczyna tasować karty.

Beethoven: Jeszcze raz?

Surratt: Błagam, a czy mam coś lepszego do roboty dzień przed moim końcem? Równie dobrze mogę wam porachować kości. Dajesz, zakuta czacho.

Björn wydaje niezadowolne chrząknięcie.

Beethoven: Chyba nie trafiło mu to do serca.

Cała trójka śmieje się.

<Koniec logu>

<Początek logu>

Transmisja wznawia się, ukazując ogromną grupę szkieletów maszerujących naprzód, z licznymi rodzajami mundurów i broni. Choć ze względu na liczbę obecnych tam jednostek, większości z nich nie da się rozpoznać, w pobliżu Surratt można dostrzec zarówno Björna, jak i Beethovena, przy czym ten ostatni wydaje się rozmawiać z niewielką podgrupą jednostek niosących liczne rodzaje broni opartych na instrumentach muzycznych. Ma przy sobie kilka kartek papieru, którymi macha.

Björn, który idzie w odległości około dwóch metrów od Surratt, pije z butelki whiskey. W trakcie picia, płyn wypada mu przez szczękę i żebra na ziemię.

Surratt: Jesteś świadomy tego, że i tak nie poczujesz żadnego smaku, nie?

Björn: Tak, to jedno z przekleństw tej krainy, lecz ojciec mój zawsze pił przed bitwą, mówił, że to przynosi szczęście wojownikowi.

Krótka pauza.

Björn: Jakby się tak zastanowić, to prawdopodobnie ukrywał w ten sposób fakt, że pijak był z niego. Ale to nieważne, czy ty jesteś gotowa do starcia?

Surratt: Ja… ja chyba jestem. Wiesz, długo się szykowaliśmy na ten moment. Trochę mnie nerwy zjadają.

Surratt nerwowo chichocze.

Björn: Ech, nie przejmuj się. Nie ma nic lepszego niż poświęcenie dla sprawy. A kto wie, co się dzieje po tem, co się dzieje potem?

Surratt: Pewnie masz rację.

Surratt wzdycha i oboje kontynuują marsz. Mimo usilnych starań nie jest w stanie spojrzeć w dal, na dolinę, ze względu na wszechobecne podgrupy szkieletów. Próbując wspiąć się na niewielkie wzgórze, by zobaczyć więcej, Beethoven podchodzi do Surratt i Björna, próbując nawiązać rozmowę. Jest wyraźnie wesoły.

Beethoven: Jak się czujemy w ten wielki dzień? Wień…czący dzień? Wieńczące… dni?

Björn: Hej, nie skończyłeś już tego swojego marcy-dzieła?

Beethoven: Arcydzieła. I tak, właśnie dokańczałem. Nadal jeszcze ustawiam parę rzeczy, ale zaufaj mi, to będzie najwspanialsza rzecz, jaką kiedykolwiek ujrzy…

Gdy Beethoven próbuje kontynuować rozmowę z Björnem, zza ich pleców rozlega się ogłuszające trąbienie. Zaraz potem Beethoven popycha ich obu, dzięki czemu nie zostają przejechani przez ogromny czołg, który wydał ten dźwięk. Z wnętrza maszyny spogląda na nich Claire, palący cygaro.

Claire: JAK NASTROJE, WYMOCZKI? GOTOWI NA POPEŁNIENIE PARU ŚMIERTELNYCH BŁĘDÓW?

Byt śmieje się.

Claire: CZUJECIE WAGĘ DZISIEJSZYCH KONSEKWENCJI PRZESZYWAJĄCĄ WAS DO SZPIKU KOŚCI?

Krótka pauza.

Claire: NO, TO DOBRZE, HAHAHAHA!

Czołg odjeżdża, a Surratt odwraca się w stronę Björna i Beethovena.

Surratt: Hej, ee, to…

Beethoven: Tak?

Surratt: Jest duża szansa, że to będzie nasz ostatni dzień tutaj. No i, znaczy, no tak, to jest piekło, ale… wy kretyni sprawiliście, że było trochę lepsze, wiecie?

Beethoven: Nawzajem. To była sama przyjemność. I nadal będzie, miejmy nadzieję. Heh.

W oddali widać gargantuiczną, przypominającą kamienną fortecę, spiralną, chaotyczną budowlę. Otoczona jest licznymi rzekami lawy, pomiędzy którymi znajduje się tylko kilka mostów, choć wokół niej widać liczne skrzydlate, tartarejskie byty, wszystkie są więc zamknięte. Pomimo braku chmur wokół, można zauważyć błyskawice pojawiające się w pobliżu najwyższej wieży twierdzy, która wystaje ponad 500 metrów nad ziemią reszty budynku. Cała architektura tego miejsca przypomina gotyk, choć dokładnego określenia ludzkiego stylu architektonicznego nie da się w pełni potwierdzić ze względu na złożoność i rozmiary budowli.

Gdy budynek pojawia się w polu widzenia legionu, Claire wstaje.

Claire: A więc nareszcie jesteśmy na miejscu.

Cały batalion zatrzymuje się na chwilę.

Claire: Twierdza Boleści.

Gdy zauważa, że reszta grupy zatrzymała się, Claire spogląda na nich ze złością i wyjmuje cygaro z ust.

Claire: CO WY SOBIE DO CHOLERY MYŚLICIE, ŻE ROBICIE? ZA KOGO WY SIĘ, CHOLERA, UWAŻACIE?!

Gdy Claire przestaje mówić, duża grupa szkieletów w batalionie spogląda na siebie wzajemnie i za każdym razem kiwa głową.

Claire: O panie, nie.

Grupa: Jestem Żołnierzem Piekieł.

Claire wzdycha.

Grupa: Jestem Wojownikiem i członkiem mojej armii. Służę szkieletom mojego batalionu i żyję wartościami umarłych.

Björn: Tak, zawsze będę stawiał naszą misję na pierwszym miejscu.

Surratt: cicho: Co się dzieje?

Beethoven spogląda na nią i szybko się uśmiecha.

Beethoven: Nigdy nie zaakceptuję porażki.

Grupa: Nigdy się nie poddam, bo nie ma dokąd uciekać.

Surratt chichocze i przewraca oczami. Rozgląda się po grupie i uśmiecha się prawie niezauważalnie.

Surratt: Byłabym zdyscyplinowana, wytrzymała fizycznie i psychicznie, wyszkolona i biegła w moich wojowniczych zadaniach i ćwiczeniach, ale to jest Piekło, a my nie mamy nic z tych rzeczy.

Grupa: Nie jestem w żadnym wypadku ekspertem ani profesjonalistą.

Beethoven: Lecz żyję w pięknie nadziei wolności.

Björn: Żyję i umieram z honorem.

Grupa: Jestem Wojownikiem Piekieł.

Claire chichocze.

Claire: Jesteście dobrzy, dzieciaki. Jestem z was dumny.

Gdy grupa zatrzymuje się, by porozmawiać, otwierają się wszystkie wrota budowli w oddali. Z ich wnętrza wyłania się niezliczona ilość różnorodnych tartarejskich istot - od przypominających harpie skrzydlatych humanoidów po gigantyczne quasi-humanoidalne czworonożne stwory. Burza w pobliżu wież zaczyna zbliżać się do grupy, a z jej wnętrza zaczyna padać krew. Kiedy to wszystko się kończy, z wnętrza twierdzy słychać niezwykle głośny ryk.

Claire: Miejmy tylko nadzieję, że to wystarczy.

Claire przesuwa suwak strzelby.

Claire: ZGOTUJMY IM PIEKŁO!

<Koniec logu>

<Początek logu>

Przekaz ponownie się łączy, ukazując rozległą dolinę wypełnioną mgłą i pyłem. Nad nią góruje Twierdza Boleści, z której wciąż wyłania się ogromna ilość licznych rodzajów tartarejskich istot, oblegających pole bitwy i każdy obecny na nim szkielet. Choć z powodu wszechobecnej mgły nie widać większości pola, gdyż wcześniejsza burza znajduje się obecnie nad całym legionem, to z każdym uderzeniem pioruna część pola bitwy staje się ponownie przejrzysta. Z wnętrza chmury odpowiedzialnej obecnie za grzmoty, spada deszcz składający się z substancji przypominającej krew. W wyniku tego cała ziemia w dolinie szybko zamienia się w błotnistą substancję, spowalniając i zasysając dużą część wojsk.

Widać, jak Surratt szybko biegnie w kierunku podnóża wzgórza, na którym znajduje się fort. Choć przed nią widać wiele innych jednostek, ona porusza się najszybciej z całej grupy, starając się widocznie przeć w kierunku wejścia do budynku. Mimo usilnych starań reszty armii, nie są oni w stanie sforsować linii obrony przed bramą z powodu nadmiaru wylewających się z niej bytów.

Po osiągnięciu stabilnej pozycji, z której może się bronić i brać udział w walce, Surratt zatrzymuje się, próbując lepiej zapoznać się z otoczeniem. Unikając ciosu zadanego przez pobliski byt, Björn dołącza do niej, przecinając go mieczem na pół.

Surratt: Wiesz, gdzie [niezrozumiałe]?

Björn: Co?!

Björn podchodzi bliżej do Surratt, zniżając się, gdy nad ich głowami przelatują liczne pociski. Gdy to robi, duży pocisk uderza w klif nad nimi, zrzucając ich parę do rozpadliny.

Surratt czołga się w stronę Björna, próbując osłonić ich oboje lokalnym terenem.

Surratt: Wiesz… gdzie… jest… Beethoven? Przysięgam, widziałam już kiedyś to mie…

Björn: Cholera, nie mam pojęcia! Ostatnie, co słyszałem, to że chciał zagrać tę swoją piosnkę podczas marszu do bitwy. Sakramencki świr z niego, mó…

Gdy Björn próbuje dokończyć, wielka, podobna do harpii tartarejska istota skupia na nich swoją uwagę.

Surratt: Kur…

Istota rzuca się w dół, lecąc w stronę Björna. Choć ten próbuje się uchylić, istota to zauważa i łapie go w swoje szpony, po czym zaczyna odlatywać.

Surratt: Nie nie nie, nie!

Gdy istota odlatuje w głąb pola bitwy, Surratt biegnie w stronę reszty batalionu, próbując znaleźć broń dystansową. Latająca istota nagle krzyczy, uwalniając Björna ze swych szponów. Upada on obok demona i obaj rozpoczynają walkę. Ze względu na odległość i mgłę niewiele widać.

Po około 30 sekundach widać Björna wyłaniającego się z mgły, z głową istoty w rękach i sporą dziurą w kości czołowej. Upada na ziemię. Surratt biegnie w jego kierunku.

Surratt: Björn? Björn?! Wszystko gra?!

Björn trzęsącą się ręką wskazuje na ciało latającej istoty, jego miecz widać wbity w jej klatkę piersiową.

Björn nagle przestaje się ruszać.

Surratt: Björn?

Brak odpowiedzi.

Surratt: Björn?!

Brak odpowiedzi.

Surratt podczołguje się do leżącego szkieletu i zaczyna potrząsać jego ciałem. Ten nie wykazuje żadnej reakcji.

Surratt: Björn?! Proszę, powiedz mi, że nic ci nie jest! Cokolwiek!

W tym samym czasie Beethoven podchodzi do niej i łapie ją za ramię.

Beethoven: Jest teraz w Walhalli. Czego więcej może chcieć wojownik niż śmierci z bronią w ręku?

Surratt: Nie! On… on musi tam jeszcze być. Nie ma śmierci, to jest cholerne życie pozagrobowe, pamiętasz?!

Beethoven: Jest wiele rzeczy, których nie rozumiem, Surr. On jest teraz w lepszym miejscu. Nic nie może być gorsze od tego. Chyba, że się powtarza. Heh.

Surratt: N… Nie… nie!

Beethoven zaczyna się od niej oddalać.

Beethoven: Daj spokój. Nic więcej nie możesz zrobić. Urządzimy mu pogrzeb po wygranej.

Surratt: Nie! To nie jest…

Podczas gdy ona próbuje się odezwać, czołg Claire zaczyna piąć się po wzgórzu w kierunku ich zasięgu wzroku. Z około 50 szkieletami obecnymi na jego szczycie, są w stanie obronić się przed większością jednostek zbliżających się do nich.

Claire: NO I JAK SIĘ MAMY W TEN PIĘKNY DZIONEK, WYMOCZKI? ŹLE? TO DOBRZE! HAHAHAHAHA!

Claire strzela z czołgu, trafiając w widoczną w oddali dużą istotę. Gdy to robi, czołg przyspiesza w kierunku Surratt i Beethovena, którzy szybko wspinają się na jego szczyt.

W miarę jak czołg przyspiesza, wchodzi na wzgórze, podjeżdżając coraz bliżej bramy. Pomimo dużej ilości jednostek, które się na nich rzucają, są w stanie obronić się przed nimi dzięki swojej liczebności, a także dzięki temu, że duża część armii odzyskuje swój teren i jest w stanie wspiąć się na górę.

Claire: HAHAHAHAHA! DAJCIE IM TO, NA CO KURWA ZASŁUŻYLI, CHŁOPAKI!

Gdy Claire kończy zdanie, czołg podjeżdża pod wejście do fortu na szczycie wzgórza. Wszyscy obecni w pojeździe członkowie armii opuszczają go, zbliżając się do jego wrót. Z boku pola widzenia Surratt widać wielką, taranowatą maszynę wykonaną w całości z kości i kamienia. Zostaje ona szybko przeniesiona w pobliże bramy, a Claire podchodzi do niej.

Claire: RAZ.

Gdy Claire kieruje się w stronę drzwi, taran uderza w nie, gwałtownie roztrzaskując ich część.

Claire: DWA.

Maszyna wystrzeliwuje ponownie, rozbijając stalowe zamki wokół wejścia.

Claire: TRZY.

Taran uderza po raz trzeci, drzwi się roztrzaskują.

Gdy drzwi fortu zostają sforsowane, umożliwiając całej jednostce wejście do środka, kamera ukazuje niezwykle duży hol, wypełniony licznymi klatkami, kominkami, obrazami i rzeźbami, wszystkie przedstawiające ludzi w różnych formach bólu. Obszar jest ogromny, z licznymi schodami w górę i w dół, które są połączone i przechodzą przez salę, każde zbudowane w innym stylu. Nie wiadomo, dokąd prowadzą. Gdy Claire zauważa korytarz na końcu korytarza, prowadzący do ciemnego, nieoświetlonego pomieszczenia, szybko pędzi przed siebie, zostawiając resztę drużyny w tyle. W tym czasie ładuje swoją strzelbę.

Surratt: Dokąd ty, kurwa, lecisz?!

Claire: Na samą bestię.

<Koniec logu>


Transparent.gif

[{$previous-url} {$previous-title}]


O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported