SCP-PL-291



Identyfikator podmiotu: SCP-PL-291

Klasa podmiotu: Zneutralizowane

Specjalne Czynności Przechowawcze: Ze względu na brak dalszych manifestacji SCP-PL-291, Specjalne Czynności Przechowawcze zostały zarchiwizowane. Jednakże, Jeremy Harrington musi pozostać pod stałą obserwacją na wypadek potencjalnego nawrotu anomalii.

Opis: SCP-PL-291 to seria anomalnych wydarzeń, które dotyczyły streamera Jeremy'ego Harringtona, znanego w internecie pod pseudonimem Jerma985. Anomalia manifestowała się, kiedy mężczyzna prowadził transmisję na żywo. W takim przypadku, do jego miejsca zakwaterowania przychodziły instancje SCP-PL-291-1 i angażowały streamera w nielogiczne scenariusze.

SCP-PL-291-1 to byty humanoidalne, które wyglądem nie różniły się od przeciętnego człowieka. Instancje pojawiały się i znikały jedynie w miejscach, które nie były obserwowane przez ludzi, ani kamery. Instancje często były ubrane w dziwaczne stroje i zachowywały się w sposób nienaturalny.

Ostatnia manifestacja anomalii miała miejsce dnia 27.08.2024. Od tamtego dnia nie zaobserwowano żadnej kolejnej manifestacji. Z tego powodu SCP-PL-291 zostało uznane za zneutralizowane.


Dodatek PL-291-1: Pierwsza manifestacja SCP-PL-291 miała miejsce dnia 18.08.2024, podczas standardowej transmisji na kanale Jerma985. Poniżej zamieszczone są transkrypcje wszystkich zaobserwowanych manifestacji anomalii sprzed ingerencji Fundacji.

TRANSKRYPCJA TRANSMISJI NA ŻYWO

Data: 18.08.2024
Podmiot: Jeremy Harrington (Oznaczony jako JH)


[POCZĄTEK LOGU]

JH: Hejka, tutaj ja, Jerma985. Na dzisiejszym streamie będę grał, pomyślałem, że wezmę takiego trochę klasyka, w GTA: San Andreas. Dobra, to zaczynajmy.

Przez najbliższą godzinę transmisja odbywa się zwyczajnie.

JH: Moment, chyba coś słyszę…

JH pauzuje grę i milczy. W tle słychać kroki.

JH: (szeptem) S-słyszycie to?

Mężczyzna powoli wstaje i podchodzi do zamkniętych drzwi od salonu. Przykłada do nich ucho. Zaczyna się lekko trząść. Następnie niespokojnym, lecz cichym krokiem wraca i siada na krzesło.

JH: (Łapie się za czoło, nierówno szepcze) Cholera, k-ktoś chodzi po moim salonie. Ja pierdolę, co ja mam robić…

JH nieustannie patrzy się na drzwi do salonu.

JH: (Opiera łokcie o biurko i kładzie głowę na dłoniach) Kurwa kurwa kurwa…

JH podnosi telefon i wybiera numer. Nagle słychać stłumione otwieranie drzwi, a kroki cichną. Słychać zamykanie drzwi. Streamer odkłada telefon i patrzy w osłupieniu na drzwi od salonu.

JH: C-co?

JH milczy przez kilka minut.

JH: Cz-czy mi się z-zdaje, czy s-sobie p-p-poszli…

Mężczyzna milczy przez kolejne kilka minut. Nadal nic nie słychać.

JH: Chyba tam pójdę i zobaczę…

JH podnosi leżący w pobliżu scyzoryk i otwiera go. Następnie powolnym, chwiejnym krokiem podchodzi do drzwi salonu. Widocznie się trzęsie. Jego oddech jest nierówny.

JH: (Szeptem) Kurwa…

JH otwiera drzwi i przechodzi przez nie. Po kilku sekundach słychać głośne i niespokojne kroki, jak i otwieranie szafek oraz drzwi frontowych. Po chwili mężczyzna wraca do pokoju i agresywnie siada na krześle.

JH: (Dysząc) Kurwa, nikogo nie ma. Cholera… Przeszukałem cały salon, jak i łazienkę, kuchnię… Nic. Ktokolwiek tu był, chyba wyszedł. Ale drzwi są zakluczone, a wszystkie klucze nadal są w domu. Okna też pozamykane. Moment, wy też słyszeliście, jak ktoś chodził po moim salonie?

Widzowie odpowiadają na czacie twierdząco. Wyrażają również zaniepokojenie całą sytuacją.

JH: Kurwa… Nie, moment, mam nadzieję, że nie żartujecie, kurwa, to poważna sprawa, ktoś był właśnie w moim mieszkaniu, muszę wiedzieć, czy wy też słyszeliście kroki.

Widzowie ponownie odpowiadają twierdząco.

JH: Dobra, nie, dzwonię po policję. Kończę streama.

[KONIEC LOGU]

TRANSKRYPCJA TRANSMISJI NA ŻYWO

Data: 19.08.2024
Podmiot: Jeremy Harrington (Oznaczony jako JH)


[POCZĄTEK LOGU]

JH: H-hejka, tutaj ja, Jerma985. Więc… Dzisiaj wracamy do GTA: San Andreas. Strasznie przepraszam za przedwczesne zakończenie streama wczoraj, ale no, wiecie, jakie były okoliczności. Wezwałem policję i zostało wszczęte śledztwo, chociaż nie wiem, co z tego wyniknie. N-no dobra, to… to zaczynajmy.

Przez pół godziny transmisja odbywa się zwyczajnie. Jednakże, JH jest cichszy, niż poprzedniego dnia. Na dodatek, sporadycznie ogląda się w kierunku drzwi do salonu.

JH odskakuje w zaskoczeniu, zamiera, a jego wzrok zmierza w kierunku drzwi salonu. Pauzuje grę i nasłuchuje. Ponownie słychać kroki.

JH: (Szepcze) Kurwa… (Nierówno oddycha, lekko drży)

JH powoli wstaje i przykłada ucho do drzwi. Po chwili wraca i siada na fotelu.

JH: Nie, nie nie nie nie…

Mężczyzna podnosi telefon i wybiera numer. Przykłada telefon do ucha.

JH: (Szeptem) H-halo? D-dzień dobry. Tutaj Jeremy Harrington. Dzwoniłem wczoraj w sprawie włamania. K-ktoś znowu tutaj jest.

JH: Jestem właśnie w swojej sypialni… I słyszę kroki z salonu…

JH: Nie, nie wyjdę tam, nie wiem, kto to jest i co mi może zrobić.

JH: (Zdenerwowany) C-co? Cz-czy to są jakieś żarty? K-ktoś się włamał do mojego domu!

JH: Mówię, że słyszę kroki!

JH: Jakie kur- C-co!? Z-z kim ja w ogóle rozmawiam? (Patrzy przerażony na drzwi salonu. Trzęsie się) Ktoś włamał się do mojego mieszkania! Mieszkam sam, a nikogo nie zapraszałem. Drzwi zamykałem na klucz!

JH: Cz-czy pan robi sobie jakieś żarty!? Kur…

JH: Nie, nie, do widzenia!

Połączenie zostaje zakończone. JH odkłada telefon.

JH: (Trzęsie się) Kurwaaaaa….

JH siedzi w milczeniu przez okołu 10 minut, sporadycznie pocierając czoło. Nagle słychać otwieranie drzwi frontowych, a kroki cichną. Słychać zamykanie drzwi.

JH: D-Dobra… Chyba znowu poszli… Cholera…

JH podnosi nóż kuchenny i powolnym krokiem podchodzi do drzwi salonu. Otwiera je i przechodzi. Słychać powolne kroki.

JH: Co do kur…

Mężczyzna wraca do sypialni. W rękach trzyma wielkie pudło, na którym namalowane są czarne znaki zapytania. Kładzie pudło na fotelu. Patrzy na nie z widocznym przerażeniem na twarzy. Otwiera pudło, trzęsąc się w trakcie. Wewnątrz są cztery małe stołki oraz duża ilość papieru pakowego. JH podnosi jeden stołek za nogę i ogląda. Po chwili go upuszcza i wyciąga następny. Następnie agresywnie opróżnia zawartość pudła i rozrzuca ją na podłogę. Szczegółowo ogląda pudło od zewnątrz i od środka, lecz nie zdaje się niczego znaleźć. Tak samo w przypadku stołków i papieru pakowego. Zaczyna się trząść. Agresywnie łapie się za głowę i gwałtownie siada na łóżku. Łokcie ma oparte o kolana, a głowę schowaną w dłoniach. Nieustannie trzęsie prawą nogą.

JH: Choleraaaaaa….

Nagle wstaje i podbiega do komputera. Transmisja się kończy.

[KONIEC LOGU]

TRANSKRYPCJA TRANSMISJI NA ŻYWO

Data: 20.08.2024
Podmiot: Jeremy Harrington (Oznaczony jako JH)


[POCZĄTEK LOGU]

JH: (Mężczyzna lekko drży) H-Hejka, tutaj ja, Jerma985. To tak, dzisiaj wracamy do GTA: San Andreas… (Szepcze, nerwowo obracając głowę w prawo) Kurwaa…

JH zaczyna grać. Często ogląda się w kierunku drzwi salonu. Przez najbliższe półtorej godziny milczy.

Nagle do pomieszczenia wchodzi mężczyzna w stroju pokojówki. Zidentyfikowany został, jako Ludwig Ahgren(Oznaczony jako LA).

JH wstaje i odskakuje od mężczyzny.

JH: L-Ludwig!? C-c-c-coo ty robisz w moim domu!?

LA: Jaki Ludwig? Co ty pleciesz? Jeeeeermaa! Nie pamięętasz mnie? (Wskazuje dwoma otwartymi dłoniami na siebie) To ja! Emilia! Twoja seksowna pokojówka! (Podnosi zmiotkę do kurzu i trzyma ją poziomo, mając złączone ze sobą kolana) Przyszłam trochę posprzątać twój dom, bo widzę, że baaardzo go zaniedbałeś misiu pysiu. (Wymawiając te słowa, LA wymachuje mężczyźnie zmiotką przed twarzą, kucając lekko)

JH: (Robi kilka kroków do tyłu drżąc i kręcąc głową) Nie nie nie nie, nie nie… Ludwig, chłopie! To nie jest śmieszne! Mówię serio. Co ty robisz w moim mieszkaniu? J-Jak wy się tu w ogóle dostałeś!?

LA: Drzwi były otwarte, słonko, hi hi hi.

JH: (Uderza otwartą dłonią o kolano) Kurwa mać! Nie były otwarte! Drzwi frontowe nie były kurwa otwarte! Wszystkie drzwi wejściowe zamknąłem na klucz! Zablokowałem również wszystkie okna! Nawet dziesięć razy upewniłem się, że nie da tu wejść, ani wyjść! Już na dwóch ostatnich streamach włamano mi się do mieszkania. Z-zaraz! Czy to nie byłeś ty?

LA: Nie wiem, o czym mówisz. Nie wchodziłam ci wcześniej do twojego zabruudzoonego domku kochanieńki, hi hi.

JH: Możesz przestać? Możesz kurwa przestać? Mnie to naprawdę nie śmieszy. Do cholery jasnej! Cz-Czemu w ogóle jesteś przebrany za pokojówkę!? Czemu udajesz Emilię z Jerma dollhouse!? Czemu włamałeś mi się do mieszkania!? Ludwig, ja pieprzę, po ostatnich dwóch streamach ja oka nie mogę w nocy zmrużyć! Boję się wyjść z sypialni i mam stale przygotowany nóż kuchenny, aby mieć się czym bronić. Na ostatnim streamie włamywacze zostawili mi jebanego mystery boxa ze stołkami, a policjant z 911 zachowywał się jak klaun! A teraz ty!? J-Jakby… Cz-Czy to jakiś chory prank!?

LA: (Rozgniewany) W-Wiesz co, JermAAAAAA? Przyszłam, bo chciałam się z tobą znowu zobaczyć. Może nawet się z tobą umówić! Już dawno nawet wybaczyłam ci to, że PRZERUCHAŁEŚ SIĘ ZE ŚMIERCIĄ! Myślałam, że może się zmieniłeś. Że po tym wszystkim stałeś się lepszą osobą. Że zależy ci na tym, aby to wszystko naprawić. Ale nie! Nadal jesteś jebaną kupą zatęchłego GÓÓÓWNA!

JH: Co ty kurwa wygadujesz… Chłopie… To… To naprawdę nie jest śmieszne! Dosłownie włamałeś się do mojego domu w stroju jebanej pokojówki i się wydurniasz! B-bawi cię to? Czy ciebie to kurwa bawi!?

LA: Właśnie nie! Nie bawi! Chciałam tylko być dla ciebie miła, a ty co! A weź się WYYYYPCHAJ!

JH podchodzi do LA. Jedną ręką łapie go za kołnierz, a drugą wskazuje drzwi salonu.

JH: (Cicho) Wyjdź… Wyjdź z mojego mieszkania, albo wezwę policję.

LA: To se dzwoń! I powiedz im, że potraktowałeś najseksowniejszą pokojówkę w mieście, jak absolutną SZMATĘ! Chcesz, abym wyszła, tak? To super! Wychodzę! Ale najpierw, YYYY! (Rzuca zmiotką w JH)

LA wychodzi z sypialni i trzaska drzwiami. JH natychmiast uchyla drzwi i wygląda przez nie. Słychać głośne uderzenia i trzaski.

JH: (Szepcze) Jezu…

Mężczyzna zamyka drzwi i siada na łóżku. Patrzy się na ścianę, obgryza paznokcie i trzęsie nogą.

Dzwoni telefon.

JH podchodzi powolnym niepewnym krokiem do telefonu. Patrzy na leżące na biurku urządzenie. Jego oczy się wytrzeszczają. Wyciąga trzęsącą się rękę do telefonu. Podnosi go i przykłada do ucha.

JH: (Opiera się jedną ręką o krawędź biurka) H-h-h… Ha-Halo?

JH: (Szeptem) Czemu do mnie dzwonisz…

JH zaczyna się trząść i dyszeć.

JH: C-co? (Patrzy na podłogę)

JH: Nie… To jakiś chory żart, nie…

JH uchyla drzwi i wygląda przez nie.

JH: Co do kur… T-to kto…

JH: J-jak…

JH: Choleraaaa….

Mężczyzna zamyka drzwi i podbiega do komputera. Transmisja się kończy.

[KONIEC LOGU]

TRANSKRYPCJA TRANSMISJI NA ŻYWO

Data: 21.08.2024
Podmiot: Jeremy Harrington (Oznaczony jako JH)


[POCZĄTEK LOGU]

Transmisja jest prowadzona z telefonu. Na ekranie widać JH, siedzącego na łóżku w swojej sypialni. Trzęsie się i patrzy na podłogę.

JH: H-Hejka… Tutaj ja… Kurwa, to nie ma sensu.

Milczy przez kilka minut.

JH: Dobra, słuchajcie. Nie wiem, co się ostatnio dzieje. Ale postanowiłem czegoś spróbować. To tak, jak dotąd, wszystkie te diwne rzeczy działy się jedynie na streamach. Poza streamami, nie było żadnych włamań, ani nic. A jeśli chodzi o wczoraj… Kurwa… Nie wiem, kto to był… Ale jednego jestem pewien. To nie był Ludwig. Nie wiem, jak, ale to nie był on… I teraz tak. Po tym, jak kazałem mu wyjść, poszedł do salonu, a potem zaczął podnosić losowe przedmioty i rzucać nimi o ziemię. A kiedy przerwałem streama, Wtedy od tak bez słowa, otworzył drzwi frontowe i wyszedł. Od razu pobiegłem do drzwi, lecz były zamknięte na klucz. Szybko je odkluczyłem i wybiegłem z mieszkania, lecz "Ludwiga" nigdzie nie było. Jakby wyparował…

JH: Postanowiłem więc sprawdzić, czy to się powtórzy, jak znowu odpalę streama.

JH: Dobra, teraz tak. Przed streamem zakluczyłem wszystkie drzwi i pozamykałem okna. Nie wiem, jak, ale oni chyba potrafią otwierać zakluczone drzwi…

Wychodzi do salonu i pociąga kilkukrotnie za klamkę drzwi frontowych. Te się nie otwierają.

JH: Proszę. Tak żeby tylko pokazać, że nie kłamię.

Wbiega spowrotem do sypialni. Przymyka lekko drzwi tak, aby pozostały uchylone. Następnie przykłada telefon do szpary tak, aby pokazany był widok z salonu.

JH: Dobra… Zobaczmy, co się stanie…

Przez kilka minut nic się nie dzieje.

Nagle drzwi frontowe otwierają się. Do salonu wchodzą dwaj mężczyźni w strojach klaunów. Kamera lekko drży. Jeden mężczyzna zaczyna tańczyć, a drugi podchodzi do lodówki.

Pierwszy mężczyzna przestaje tańczyć, naciska dwukrotnie na czerwoną kulkę przyczepioną do nosa, wydając przy tym podwójny pisk. Następnie siada na kanapie. Drugi natomiast wyciąga z lodówki dwie butelki piwa i dosiada się do pierwszego.

Włączają telewizor. Na ekranie przed pustą ścianą stoi mężczyzna, zidentyfikowany jako streamer znany pod pseudonimem MiltonTPike1. Recytuje on dni tygodnia.

Mężczyźni w strojach klaunów śmieją się z programu oraz piją piwo.

JH: (Szeptem) Co tu się kurwa dzieje…

Mężczyźni wyłączają telewizor. Stawiają puste butelki po piwie na ławę, wstają, wyciągają z kieszeni po trzy kolorowe piłeczki i zaczynają żonglować. Po upuszczeniu piłek, okazują widoczne zdenerwowanie. Podnoszą piłki, wkładają je spowrotem do kieszeni i wychodzą przez drzwi frontowe.

JH od razu biegnie w kierunku drzwi frontowych i próbuje je otworzyć. Nie udaje mu się to. Szybko podnosi klucze, otwiera drzwi i wybiega z mieszkania. Nikogo nie ma w pobliżu.

JH: Kurwa…

JH rozgląda się przez kilka sekund, a potem wraca do mieszkania. Zaklucza drzwi i zamyka się w sypialni. Siada na łóżku. Transmisja się kończy.

[KONIEC LOGU]


Dodatek PL-291-2: Po wydarzeniach na powyższych transmisjach na żywo, sprawą zainteresowała się Fundacja. Skontaktowano się z Jerremy'm Harringtonem i odeskortowano go do Ośrodka PL-72, gdzie został on przesłuchany. Przesłuchanie prowadził Dyrektor Ośrodka PL-72, Dr Krzysztof Marciniak.

LOG PRZESŁUCHANIA

Data: 23.08.2024
Przesłuchujący: Dr Marciniak
Przesłuchiwany: Jeremy Harrington (Oznaczony jako JH)


[POCZĄTEK LOGU]

Dr Marciniak: Dzień dobry.

JH: (Bawi się palcami) D-dzień dobry…

Dr Marciniak: Pozwoli Pan, że się przedstawię. Nazywam się Krzysztof Marciniak. Pracuję dla Fundacji SCP. Jest to organizacja przechowująca anomalie i ukrywająca fakt ich istnienia przed wiedzą publiczną. Sprowadziliśmy Pana tutaj, ponieważ wydarzenia na ostatnich transmisjach na Pańskim kanale przykuły naszą uwagę i chcielibyśmy dowiedzieć się o nich czegoś więcej.

JH: (Cicho) D-dobrze… rozumiem…

Dr Marciniak: No dobrze, w takim razie zaczynajmy.

JH: (Patrzy na podłogę. Jego noga się trzęsie.) Nie ma problemu.

Dr Marciniak: To tak, pierwsze włamanie do Pańskiego mieszkania miało miejsce dnia osiemnastego sierpnia. Czy przed tym nie działo się nic nadzwyczajnego?

JH: (Kręci głową) Nie, w żadnym wypadku.

Dr Marciniak: Rozumiem, że nie jest Pan w stanie wytłumaczyć przyczyny tych zdarzeń.

JH: Nie.

Dr Marciniak: No dobrze. A mógłby Pan opowiedzieć, co się działo na tych transmisjach?

JH: Tak, tak, jak najbardziej… Więc… No, standardowo zaczynałem streama. W GTA chciałem pograć, bo pomyślałem, że aaaa, zagram tym razem w klasyczka, a wiedziałem, że i ja, i widownia będziemy się dobrze bawić. I nagle zacząłem słyszeć kroki. Nie wiem, kto to był… N-nie wychodziłem do salonu, bo się bałem. O-oglądał Pan te streamy?

Dr Marciniak: Jak najbardziej, tak.

JH: Więc wie Pan, co się na pierwszym streamie działo. Wezwałem potem policję i pokazałem im nagranie. Wszczęli śledztwo. Na następnym streamie było podobnie. Ale tym razem, od razu zadzwoniłem na policję.

Dr Marciniak: I jak przebiegła ta rozmowa?

JH: Kurwa… Nie nie nie…. Glina za słuchawką się wydurniał. Ani trochę mnie nie wziął na poważnie. Gadał takim chrząkliwym głosem i sobie ze mnie żartował. Gadał, że "jak słyszę kroki, a nie widzę włamywacza, to to normalnie duchy muszą być, a oni są policją, a nie łapaczami duchów."

Dr Marciniak: Ciekawe. A co się działo na następnej transmisji? Tej, na której przyszedł Ludwig Ahgren w stroju pokojówki?

JH: (Odwraca wzrok) T-To nie był Ludwig… Nie wiem, kto to był, ale to nie Ludwig…

Dr Marciniak: Tak, mówił to Pan również na ostatniej transmisji. Skąd ten wniosek?

JH: To tak… Na streamie, na którym przyszedł… Widział Pan, otrzymałem telefon…

Dr Marciniak: Jak najbardziej. Kto do Pana dzwonił?

JH: T-To był L-L-Ludwig… Zajrzał na moją transmisję i zobaczył siebie w stroju pokojówki kłócącego się ze mną. Przekonywał mnie, że osoba w moim domu nie jest nim. Wyjrzałem wtedy do salonu, w którym "Ludwig" podnosił losowe przedmioty i ciskał nimi o podłogę. Kiedy prawdziwy Ludwig mówił do mnie przez telefon, ten w moim salonie ani razu się nie odezwał. Ewentualnie burczał pod nosem coś w stylu "Jerma to jebana kupa gówna". Nie miał telefonu, słuchawki, ani nic…

Dr Marciniak: I rozumiem, że natychmiast po zakończeniu transmisji, klon nagle wyszedł bez słowa, tak?

JH: Dokładnie tak. Natomiast jeśli chodzi o ostatni stream, to… To nie działo się nic więcej poza tym, co pokazałem.

Dr Marciniak: Dobrze. I jeszcze jedno.

JH: Słucham?

Dr Marciniak: Cóż, jeśli chodzi o te zjawiska, to zauważyliśmy potencjalne powiązanie z…

JH: (Zaczyna dyszeć, wyciąga dłoń w zatrzymującym geście. Patrzy się na podłogę.) Nie… Wiem, co chce Pan powiedzieć. Nie! Nawet nie próbuj…

Dr Marciniak: Przykro mi, ale muszę to powiedzieć. Zauważyliśmy duże powiązanie anomalii z Pańskim cyklem transmisji sprzed trzech lat, "Jerma Dollhouse".

JH: (Łapie się za głowę.) Nie… Nie! J-Jakby… To jest kurwa idiotycznie. Nie…

Dr Marciniak: Nistety, ale musi Pan to przyznać. Co ma innego oznaczać na przykład pudełko ze stołkami? Klauny oglądające Miltona recytującego dni tygodnia? Został Pan nawet odwiedzony przez klona Ludwiga Ahgrena odgrywającego postać Emilii.

JH: (Kręci głową) Nie, nie nie nie nie… Nie! Nie muszę przyznać! Nie mam zamiaru przyznać!

Dr Marciniak: Przykro mi, ale to nie Pan będzie o tym decydował.

JH: (Burczy pod nosem)

Dr Marciniak: Cóż, ze względu na okoliczności, będzie Pan musiał pozostać w Fundacji przez pewien czas.

JH: A jak długo będę musiał tu siedzieć?

Dr Marciniak: Tak długo, jak nie znajdziemy sposobu na zneutralizowanie anomalii.

JH: Rozumiem… A jak macie zamiar to zrobić?

Dr Marciniak: Przede wszystkim, musimy ją przebadać. W tym celu będziemy musieli stale prowadzić transmisje na Pańskim kanale.

JH: A jak macie zamiar ukryć, że streamy są prowadzone przez ogromną tajną organizację rządową, co?

Dr Marciniak: Mam już pewien pomysł na historię przykrywkową, ale… Może się panu nie spodobać…

JH: Mów.

Dr Marciniak: Jerma Dollhouse 2.

JH: (Prycha) Spierdalaj…

[KONIEC LOGU]


Dodatek PL-291-3: Po powyższym przesłuchaniu ustalone zostały procedury przechowawcze. W celu badania anomalii oraz jej obserwacji, przez trzy dni z rzędu prowadzono transmisje na żywo na kanale Jerma985 pod przykrywką inicjatywy "Jerma Dollhouse 2". Natomiast wydarzenia w Dodatku PL-291-1 zatuszowano pod przykrywką promocji owej inicjatywy.

PIERWSZY DZIEŃ PROJEKTU JERMA DOLLHOUSE 2

Data: 25.08.2024
Podmiot: Jeremy Harrington (Oznaczony jako JH)
Notatka: Dla ułatwienia, wszystkie instancje SCP-PL-291-1 oznaczone zostały według odgrywanych przez nich ról.


[POCZĄTEK LOGU]

Transmisja się rozpoczyna. Pojawia się ekran ładowania.

Ładowanie się kończy. Widzowie zaczynają decydować o ubiorze JH.

Rozpoczyna się główna transmisja.

JH: (Niechętnie) Oooo, cz-czy to s-skrzynka? Super! Czy to mój dom? (Dzwoni do drzwi) Halooo!

Brak odpowiedzi.

JH: Cóż, zgaduję, że dom jest mój.

Otwiera drzwi i wchodzi do środka.

JH: (Rozgląda się po kuchni) Łooo! Ale fajny dom! Wcale nie byłem tutaj wcześniej!

Wchodzi do łazienki.

JH: Łazienka, jeeeeej! Oooo, i jest też prysznic! Super, przyda mi się! Dawno nie widziałem prysznica na oczy.

Ogląda się w kierunku ubikacji.

JH: Oooo, klop też jest! I nie jest to ten, na którym zesrałem się i zasnąłem na streamie! (Klaszcze)

JH: No dobra, to zaczynamy zabawę! I ostrzegam, lepiej bądźcie dla mnie dobrzy, okej? Nie żeby coś, wcale was nie znajdę i nie zabiję we śnie, jak będę robił pompki aż do zemdlenia.

JH: Dobra, to co mam teraz robić?

Widzowie głosują na "Pomyśl o życiu".

JH siada na kuchence, opiera łokieć o kolano oraz brodę o zamkniętą dłoń.

JH: Wiecie? Życie, życie to z życiem nie ma żartów generalnie. Nie jest ono łatwe. W ogóle, to jesteśmy tylko prochem we wszechświecie. T-Tak mówił ten no, Arystoteles czy jak się tam ten stary grek nazywał. I jeszcze życie jest snem motyla. To, to jest w ogóle głęboie, musicie to zapisać. Niech facebookowe mamy to postują. Facebookowe mamy to sny motyla. One tak naprawdę nie istnieją. One są tylko iluuuuzjąąą.

Wstaje i spaceruje po domu.

JH: Dobra, to co teraz? Lepiej, abyście zagłosowali za skorzystaniem z kibla. Bardzo muszę zrobić kupę, chyba dłużej tego nie utrzymam. Więc lepiej zagłosujcie za kiblem.

Widzowie głosują za "Pójdź biegać".

JH: No kurwa mać no pewnie…

JH wychodzi z domu i idzie biegać.

Po kilku minutach wraca.

JH: Super, dzięki wielkie widzowie. Zmachałem się, jestem zmęczony, plus się zesrałem. Zajebiście. Dzięęęęęęękiiii.

Widzowie głosują za "Weź Prysznic."

JH: Pff, chociaż coś…

JH wchodzi do kabiny prysznicowej i zasuwa firanę. W miejscu kabiny pojawia się rozpikselizowana animacja JH biorącego prysznic. Pop chwili animacja znika, a mężczyzna wychodzi.

Widzowie głosują za "Idź spać". JH kładzie się na podłodze w łazience.

Rozpoczyna się faza kupowania. Widzowie kupują krzesło. Następnie, do domu wchodzą dwie instancje SCP-PL-291-1 w czarnych kombinezonach, niosąc krzesło, a następnie stawiają je nad JH. Wychodzą, a JH otwiera oczy.

JH: C-co się stało? (Uderza głową o krzesło) Ał! No pewnie! Nad moją głową postawcie krzesło! W ogóle, po co mi niby ono, co? Abym sobie usiadł w pustym domku i pomyślał o życiu? Od tego mam podłogę! (Patrzy na podłogę) A w sumie? Wiecie, co? Jest ona tak brudna, że jednak lepiej, jakbym siedział na krześle…

Do drzwi frontowych podchodzi mężczyzna przebrany za staruszkę i puka.

JH: A kogo tu niesie?

JH podchodzi do drzwi i otwiera.

JH: Oooo, hej, Ednaa! A ciebie się tutaj nie spodziewałem!

Edna: Cześć chłopczyku, wiesz może, gdzie jest Jerma?

JH: Edna… To ja. Nie poznajesz mnie?

Edna: O mój, czekaj moment… (Poprawia okulary) O fakycznie! Jerzy! O jezu, jaki ty się duży zrobiłeś, odkąd ostatno cię widziałam.

JH: Ej, ja się nic nie zmieniłem odkąd tu ostatnio byłem.

Edna: Weź mi tu nie zmyślaj, okej? Jeszcze jak cię ostatnio widziałam, to byłeś takim małym chłopczykiem o. (Umieszcza otwartą dłoń pod kolanem)

JH: Edna… Czy wszystko z tobą dobrze? T-Ty chyba masz problemy z pamięcią.

Edna: Ze mną wszystko dobrze, Jasiu! A jak ty się masz?

JH: Cóż, dopiero, co się tu wprowadziłem i no… Trochę się wczoraj zmachałem.

Edna: (Rozgląda się) Ale poza podstawowymi meblami, tu jest całkowicie pusto, co ty się zmachałeś.

JH: Wiesz, poszedłem biegać. To było męczące. I jeszcze miałem biegunkę.

Edna: Eeee, bieganie z biegunką. Co ty, nigdy tego nie robiłeś?

JH: Yyyy…. Nie?

Edna: To ty chyba nigdy życia nie zaznałeś. Ja jak byłam jeszcze taka mała jak ty teraz, to do dziś pamiętam ten jeden dzień, jak poszłam do szkoły. Oj, co to było. Miałam biegunkę i zatwardzenie jednocześnie, plus miałam ospę i czterdzieści pięć stopni gorączki, autobus mi się spóźnił, szkoła była pięć kilometrów stąd, a ja miałam trzy minuty, aby dotrzeć na miejsce, więc zaczęłam biec. I musiałam biec na boso po potłuczonym szkle i rozgrzanych węglach, i to jeszcze w tornadzie! Plus, zdążyłam dotrzeć na miejsce na czas. Więc nie mów mi, że ty jesteś zmęczony.

JH: Ł… Łał… T-To była ciekawa historia… Cóż… Chcesz może coś do picia? Mam herbatę.

Edna: Jak najbardziej, suszy mnie w gardle, przyda mi się.

Czat głosuje za "Flirtuj".

JH: Swoją drogą Edna, wiesz, że jesteś najpiękniejszą staruszką, jaką kiedykolwiek widziałem?

Edna rumieni się.

Edna: Ąąąą, dzięki, to miłe z twojej strony!

JH: Tak w ogóle, ile masz lat?

Edna: Eustachy, wiesz dobrze, że kobiety nie pyta się o wiek.

JH: A no tak, sorki. Zapomniałem. Ale gdybym miał szacować, to wyglądasz na gorącą dwudziestkę.

Edna: Ooo, dzięki! Aż ci dam mój numer!

JH: Nie, dzięki, już mam twój numer.

Edna: Oooo, to dobrze.

JH nalewa herbaty do kubka i przynosi Ednie.

JH: Proszę, herbata.

Edna: Dziękuję dziękuję, to bardzo miłe z twojej strony, Zosia.

JH: Jerma.

Edna: Co mówisz, Mariusz?

JH: Już nic…

Edna: Dobrze.

Edna patrzy się na nadgarstek.

Edna: O mój Boże, to już w pół do komina, muszę iść do kościoła! Dzięki wielkie, miło mi było, na razie Andrzej.

JH: Pa, Edna.

Edna wychodzi. JH głośno wzdycha.

Widzowie głosują za "Rób Pompki".

JH robi pompki i mdleje. Rozpoczyna się faza kupowania.

Widzowie kupują następne krzesło. Do domu wchodzą dwie instancje SCP-PL-291-1 ubrane w czarne kombinezony, a następnie stawiają krzesło w zlewie w kuchni. Wychodzą, a JH wstaje.

JH: Łoo, widzę, że demony z paraliżu sennego postanowiły dzisiaj być kreatywne. (Wyciąga krzesło ze zlewu i stawia je na podłodze.)

JH: Bardzo śmieszne, wiecie? Swoją drogą, jest tu bardzo brudno. Będę chyba musiał zadzwonić po pokojówkę… Ale cholera, znam tylko jedną….

Niepewnym krokiem podchodzi do telefonu. Pociera czoło kciukiem i palcem wskazującym. Bierze głęboki wdech. Podnosi telefon i wybiera numer.

JH: H-halo? H-h-hej, Emilia… To ja, Jerma… M-Możesz przyjść? C-chciałbym z tobą pogadać…

JH: Dobrze, super! Dzięki!

Odkłada słuchawkę i siada na krześle. Trzęsie nogą.

Do drzwi podchodzi Emilia i naciska dzwonek. JH otwiera drzwi i wpuszcza mężczyznę w stroju pokojówki do środka.

Emilia: (Gniewnym tonem) No hej, Jeeermaaaa!

JH: Cz-Cześć, Emilia…

Emilia: To o czym chciałeś ze mną pogadać, COOOO?

JH: Słuchaj, t-to tak… Chciałem… Chciałem cię przeprosić… Za-za wszystko…

Emilia: Taa, jaaasne! Sprzątać ci się nie chce to po mnie dzwonisz! Powiedz, mam rację?

JH: Nie! Nigdy w życiu! Ja naprawdę chciałem cię przeprosić. Przepraszam za traktowanie cię źle. Przepraszam za przespanie się ze śmiercią. To-To, co zrobiłem… To było okropne. I… I przepraszam za to, jak cię potraktowałem kilka dni temu… J-ja… p-po prostu po tak długim czasie… zostałem zaskoczony twoją obecnością… Przepraszam…

Emilia: Ąąą, mówisz poważnie?

JH: Tak. Mówię śmiertelnie poważnie.

Emilia: No dobrze. Dam ci jeszcze jedną szansę. Ale lepiej jej nie zmarnuj. Słyszałeś może o Ciechocinku? Nie chcesz wiedzieć, co tam robią z takimi ładnymi chłopcami, jak ty.

Mężczyznę przechodzą ciarki.

JH: Tak… słyszałem…

Emilia: To się rozumiemy…

JH: Jak najbardziej.

Kilka sekund milczenia.

JH: To… posprzątasz mi dom?

Emilia: (Uśmiecha się ciepło) Z przyjemnością.

Emilia zaczyna sprzątać.

Widzowie głosują za "Idź do pracy".

JH: No dobrze, to ja idę do roboty.

Emilia: Dobrze, nie ma problemu!

JH: To się widzimy.

Emilia: Jak najbardziej, misiu pysiu!

JH: Dobrze, to na razie!

Emilia: Paaa!

Trwa przerwa na reklamę.

JH wraca do domiu.

JH: Hej, Emilia! Już jestem w domu!

Emilia: Hej, skarbeńku. Jak było w pracy?

JH: Było całkiem dobrze. A jak u ciebie?

Emilia: U mnie też. Już ci tutaj ładnie ogarnęłam, więc nie musisz spać w brudzie.

JH: Dobrze, dzięki wielkie.

Emilia: To co, dwie stówy.

JH: Nie ma problemu, już daję. (Wyciąga z kieszeni dwa banknoty i daje je Emilii.)

Emilia: (Liczy pieniądze) No no, zgadza się, dzięki, Jerma. Widzimy się.

JH: Na razie, Emilia, pa!

Emilia wychodzi z domu.

JH rozgląda się po domu.

Widzowie głosują na "Zrób jedzenie". JH robi płatki z mlekiem, siada na krześle i je.

JH: Mmmm, ale dobre!

JH kończy jeść. Widzowie głosują na "Skorzystaj z ubikacji". JH wchodzi do łazienki i siada na muszli klozetowej. Słychać głośne pierdnięcia.

JH: Ooohhh, uhhh, taaaak.

JH nagle zasypia na ubikacji. Rozpoczyna się faza kupowania.

Widzowie kupują maszynkę do waty cukrowej.

Do kuchni wchodzi instancja SCP-PL-291-1 w czarnym kombinezonie. W rękach trzyma maszynkę do waty cukrowej razem z patykami. Stawia wszystko na blacie w kuchni i wychodzi. JH wstaje.

JH: C-Co się stało? Ajj, zasnąłem przy sraniu… Kur… Aj no dobra… (Wstaje i idzie do kuchni. Nie umył rąk.)

JH: Ooo, maszyna do waty cukrowej! Taaaak! Zawsze o takiej marzyłem!

Mężczyzna próbuje włączyć maszynę. Nie udaje mu się.

JH: Kur… Nie wiem, jak się tego używa. No dobra, no cóż, to sobie pojadłem.

Do drzwi podchodzi mężczyzna w stroju myśliwego i naciska dzwonek.

JH: A kogo tutaj niesie…

JH otwiera drzwi.

Myśliwy: Hej, koleżko.

JH: Dzień dobry. O co chodzi.

Myśliwy: Słuchaj pan, bo ja myśliwym jestem i chodzę teraz tak od domu do domu, bo mam ważną wiadomość.

JH: No mów.

Myśliwy: Słuchaj, to tak. Bo ostatnio z zoo uciekły dwa zwierzęta. Koń oraz waleń. I są one bardzo niebezpieczne.

JH: O cholera… To co mam zrobić?

Myśliwy: Słuchaj, synu. Jakbyś zobaczył gdzieś którekolwiek z nich, to daj nam znać, dobra?

JH: N-Nie ma problemu.

Myśliwy: Dobra, to się rozumiemy. Cóż, no to na razie!

JH: Dowidzenia.

Myśliwy odchodzi, a JH zamyka drzwi.

JH: Cholera… Jeszcze tego tu brakowało. Kurwa… Koń i waleń.

JH: (Siada na krześle) Ajjj… Dobra… To co mam teraz robić?

Widzowie głosują na "Idź pobiegać".

JH: Pff, no pewnie. Akurat kiedy koń i waleń są na wolności, ja mam pobiegać. Nie, nie zrobię tego, nie!

JH zaczyna iść w kierunku drzwi. Otwiera je, wychodzi i idzie biegać. Po kilku minutach wraca. Na miejscu są dwie instancje SCP-PL-291-1. Jedna jest przebrana za konia, a druga za walenia. JH lekko drży. Zaczyna niespokojnie iść w kierunku drzwi, próbując udawać, że ich nie widzi. Waleń natychmiast staje na jego drodze. Koń staje za nim.

JH: H-Hej, panowie, spokojnie. Nie szukam kłopotów. Ch-Chcę tylko wejść do domu.

JH próbuje obejść walenia i złapać za klamkę, lecz ten go nagle popycha. Obie instancję zaczynają bić JH. Mężczyzna upada, a instancje kopią go przez kilka minut. Po chwili odchodzą.

JH: (Z trudem) K-Kurwa…

JH wstaje i wchodzi do domu. Natychmiast łapie za telefon i dzwoni.

JH: H-halo… P-panie myśliwy? Tak, to ja, Jerma… Dzwonię… Dzwonię, bo koń i waleń u mnie były… Pobiły mnie… O, przyjedziesz? T-to dobrze.

Mężczyzna siada na krześle i czeka. Po chwili Myśliwy puka do drzwi. JH wstaje i otwiera je.

JH: D-dzień dobry…

Myśliwy: Siemka, synu. To co, mówisz, że koń i waleń cię pobiły?

JH: T-tak…

Myśliwy: No widzę. Nieźle cię urządzili.

JH: Tia….

Myśliwy: Wiesz może, gdzie są?

JH: (Wskazuje kierunek) Z tego, co widziałem, to po pobiciu mnie poszli w tamtym kierunku.

Myśliwy: Dobra, dzięki wielkie! Na razie!

JH: Dowidzenia…

Myśliwy odchodzi, a JH zamyka drzwi.

JH: Kurwa… D-dobra… To… Co ja mam teraz robić? Sz-szczerze…. To ja najchętniej poszedłbym teraz spać…

Widzowie głosują na "Idź spać".

JH: Dziękuję…

JH kładzie się na podłodze w kuchnii i zasypia. Rozpoczyna się faza kupowania.

Widzowie kupują mystery boxa.

Do domu wchodzą dwie instancje SCP-PL-291-1, nosząc wielkie pudło, na którym namalowane są znaki zapytania. Stawiają je na ubikacji w łazience i wychodzą. JH wstaje. Rozgląda się po kuchni. Następnie wchodzi do łazienki.

JH: Ooo, super… Mystery box. Ciekawe, co w nim jest.

Otwiera pudło. W środku znajdują się cztery stołki.

JH: O mój booożeee, co za zaskoczenie, stooołkiiii. Łaaaał. Ani trochę się tego nie spodziewałem.

Wkłada stołki spowrotem do pudła, a pudło kładzie je na podłodze. Nagle słychać dzwonek do drzwi.

JH: Ciekawe, kto to tym razem…

Otwiera drzwi. Do środka wchodzi kobieta z czarnymu włosami, ubrana w czarny golf. W rękach trzyma różowego Furby.

JH: D-dzień… Dzień dobry… P-pani to kto?

[NIEZNANA]: (Monotonnie) Nazywam się Anna. Jestem twoją sąsiadką.

JH: Ale… Ale ja tu pani wcześniej nie widziałem.

Anna: Bo ja się tutaj wprowadziłam dopiero przed chwilą. Wcześniej mieszkałam na pustkowiu.

JH: (Niepewnie) Dobrze… Rozumiem… A… A o co chodzi z tym… z tym Furby?

Anna: (Uśmiecha się i wytrzeszcza oczy) A myślałam, że nigdy nie spytasz. (Zaczyna głaskać zabawkę) To jest mój synek. Marcin! Przywitaj się z tym miłym panem, Marcinku.

Oboje stoją w milczeniu. Anna szczerzy się i patrzy się na JH wytrzeszczonymi oczami.

Anna: Bardzo dobrze, Marcin! Jesteś taki grzeczny!

JH: Dobrze… Yyyy… Mam takie pytanie…

Anna: Mów śmiaaaało.

JH: Cz-czy… (Drżąc odwraca wzrok, a po sekundzie spowrotem patrzy na Annę.) Czy Pani się dobrze czuje?

Anna: Taaak! Jak najbardziej! Ze mną jest wszystko dobrze! (Patrzy się na mężczyzne uśmiechnięta, z otwartymi ustami.)

JH: Tia… M-Może usiądziesz… M-Mam tu-tu ze trzy krzesła.

Anna: Jasne! Nie ma problemu!

Anna siada na jednym krześle, a na drugim stawia Furby.

JH: Napijecie się może czegoś?

Anna: Ja się czarnej kawy napiję. A ty, Marcin, czego chcesz?

Anna patrzy się na JH z trupim uśmiechem przez kilka sekund.

Anna: Marcin powiedział, że napije się kakao.

JH: Al-ale ja nie wiem… Nie wiem, czy mam kakao… Moment, sprawdzę…

Zagląda do szafki. Wyciąga z niej torebkę kakao.

JH: Dobra, jednak mam…

JH przygotowuje kawę i kakao. Anna tymczasem głaszcze zabawkę i mówi do niej.

Mężczyzna nalewa kawę do dwóch kubków, a do jednego nalewa kakao. Następnie siada na jednym krześle. Jeden kubek podaje Annie, a drugi stawia obok różowego Furby. Anna patrzy się na JH z szerokim uśmiechem, co jakiś czas popijając kawę i głaszcząc zabawkę.

JH: To… Mówisz, że wprowadziłaś się tutaj dopiero przed chwilą.

Anna: Jak najbardziej, Jerma.

JH: (Krzywi się) N-nie powiedziałem ci… Jak się nazywam…

Anna: Spokojnie, nie musiałeś.

JH: Yyy… Dobraa… Więc… Chciałem zapytać… Jak ci się tutaj podoba?

Anna: Mieszkanie jest bardzo ładne. Wystroiłam je tak samo, jak twoje. A jeśli chodzi o sąsiadów, to są oni chyba jacyś dziwni.

JH: S-skąd ten wniosek?

Anna: Albo dziwnie się na mnie patrzą, albo mnie unikają. Potrafię rozpoznać, kiedy ludzie mnie unikają.

JH: Czemu mnie to nie zaskakuje…

Czat głosuje na "Flirtuj".

JH: W-Wiesz co, Anna?

Anna: (Uśmiecha się jeszcze szerzej) Tak?

JH: Wiesz, że jesteś niebywale piękna?

Anna: Wiem to, głuptasku. Ale nikt nie jest piękniejszy od Marcinka.

JH: Słuchaj, jesteś idealnie w moim typie. Jesteś kompletnie stuknięta, ale wiesz co? Ja też mam w sobie coś z seryjnego mordercy.

Anna: Miło mi to słyszeć. (Łapie JH za rękę)

Oboje milczą przez kilka minut. JH i Anna kończą pić kawę.

Anna: No dobrze. To ja będę lecieć. Miło było.

JH: Dzięki… W-wzajemnie…

Anna: No to na razie.

JH: P-pa.

Anna zabiera różowego Furby i wychodzi. JH zamyka za nią drzwi. Następnie bierze kubek swój oraz Anny, a następnie wstawia do zlewu. Nagle przypomina sobie o kubku, jaki stał obok Furby. Idzie w kierunku krzesła i zamiera widząc, że kubek jest pusty. Po cwili podnosi kubek i również wstawia go do zlewu.

JH: N-No dobra… T-t-to był ciekawy dzień… Mam nadzieję widzowie, że wam się podobało. Jutro będziemy kontynuować! Więc, do jutra!

Transmisja się kończy.

[KONIEC LOGU]

DRUGI DZIEŃ PROJEKTU JERMA DOLLHOUSE 2

Data: 26.08.2024
Podmiot: Jeremy Harrington (Oznaczony jako JH)
Notatka: Dla ułatwienia, wszystkie instancje SCP-PL-291-1 oznaczone zostały według odgrywanych przez nich ról.


[POCZĄTEK LOGU]

Transmisja się rozpoczyna. Pojawia się ekran ładowania.

Ładowanie się kończy. Widzowie zaczynają decydować o ubiorze JH.

Rozpoczyna się główna transmisja.

JH: Hejka, tutaj ja, Jerma, a oto i drugi dzień Jerma Dollhouse 2! Jedziemy z tym koksem! Ciekawe, jakie powalone rzeczy dzisiaj będą się dziać.

JH: Dobra, jest poranek. Co mam teraz robić?

Widzowie głosują na "Sprawdź pocztę".

JH: Dobra, robi się.

JH wychodzi na podwórko i zagląda do skrzynki pocztowej.

JH: Nic! Kompletnie nic! W końcu kto by chciał do mnie pisać, co?

Do JH podchodzi ksiądz.

Ksiądz: Dzień dobry, chciałby Pan może porozmawiać o Bogu?

JH: (Rozgląda się) W sumie? I tak nie mam na razie nic do roboty, więc czemu nie? Dawaj wchodź.

Ksiądz: Dobrze. Już wchodzę.

Obaj mężczyźni wchodzą do środka.

JH: Może ksiądz usiądzie?

Ksiądz: Jak najbardziej. Ja już się starzeje, krzyż mnie boli, wiesz, jak to jest.

JH: No, w sumie racja.

JH i ksiądz siadają na krzesłach.

JH: To… Co tam z tym Bogiem?

Ksiądz: No Panie, a co nie z nim? No słuchaj no, to tak. Bóg to on stworzył świat. Ale kiedy go tworzył, to nie miał on milionów dolarów ze streamowania na kiblu. Nie nie. Miał on przy sobie jedynie ze dwa złote, które na ulicy wyżurał pod biedronką. I te dwa złote zamiast wydać na piwo, jak jego kolega szatan, to postanowił je zainwestować. Wydał je więc na pojemnik, trochę piasku i mrówki. To jeszcze było przed niewyobrażalną inflacją, gdzie guma do żucia nie kosztowała jeszcze dwieście złotych. Potem założył kanał na internecie i robił filmiki z farmą mrówek.

JH: Zaraz… Czy ty sugerujesz, że…

Ksiądz: Tak, młodzieńcze. My wszyscy jesteśmy mrówkami w niewyobrażalnie wielkiej farmie mrówek.

JH: Nieee…. Pierdolisz…

Ksiądz: Właśnie nie. I wysłuchaj mnie dalej. Bo dalej robi się ciekawiej. Mówiłem ci o koledze Boga, Szatanie. To tak. Szatan się wkurzył na Boga, że ten przepierdolił hajs na farmę mrówek zamiast na browara. Więc nasypał Bogu do farmy heroinę. I tak na świecie narodził sie grzech. Wszystkie mrówki były uzależnione od heroiny i muzyki Kpop. Bogu się to nie podobało. Więc zalał farmę i ją wyrzucił. Ale hej! Dzięki kanałowi z farmy stał się milionerem i stać go było na jeszcze większą farmę z jeszcze większą ilością mrówek! I istnieje ona do dzisiaj.

JH: Ł-łał… T-to było ciekawe…

Ksiądz: Dwieście złotych się należy za kazanie.

JH: ILE!?

Ksiądz: Tyle, ile słyszałeś.

JH: Nie, nie będę ci płacił za wygadywanie jakiś głupot. W-w ogóle co to miało być? Czy ty coś brałeś?

Ksiądz: Te te, uważaj sobie. Bo cię jeszcze do Ciechocinka zawiozę. A nie chcesz wiedzieć, co w Ciechocinku robią z takimi ładnymi chłopcami, jak ty.

JH: (Przerażony) D-Dobra! (Wyciąga banknot i daje go księdzu) J-już płacę!

Ksiądz: (Ogląda banknot) Dobra. Widzę, że wszystko się zgadza. No to na razie!

Ksiądz zmierza w stronę wyjścia, lecz zostaje zatrzymany przez mężczyznę w czerwonym podkoszulku, opasce i obcisłych szortach.

Sportowiec: Te, a Ksiądz gdzie się wybiera?

Ksiądz: No do kościoła. Muszę mszę odprawić.

Sportowiec: Co, tak bez rozgrzewki? (Wskazuje na JH) To się też tyczy ciebie! Wstawaj wstawaj wstawaj! Ja już z was wycisnę siódme poty!

Wszyscy trzej mężczyźni robią pajacyki.

Ksiądz: Proszę… Dość… Mój krzyż.

Sportowiec: Te, ty się już o krzyż nie martw. Pomartwisz się w kościele. A teraz rozgrzewka zrobiona, ruszamy pobiegać!

Wszyscy trzej mężczyźni wychodzą i idą biegać. Po chwili wracają.

Sportowiec: I jak, nie było tak źle, co?

Ksiądz: J-ja chcę do kościoła…

Sportowiec: Spokojnie, dawaj idź, już koniec.

Ksiądz: D-dziekuję… (Ucieka)

Sportowiec: A ty? Widzę, że taki warchlak jesteś. Chociaż się trochę rozruszasz, a nie.

JH: M-Miło było. (Dyszy)

Sportowiec: Spokojnie, więcej pobiegasz i już nie będziesz takim mięczakiem. Dobra, muszę iść, mam inne domy do zakłucania spokoju. Narka!

JH: Pa…

Sportowiec odchodzi. JH wchodzi do domu.

JH: Dobra… To co mam teraz robić?

Widzowie głosują na "Idź spać".

JH: DZIĘKI!

JH kładzie się na podłodze w kuchni i zasypia. Rozpoczyna się faza kupowania.

Widzowie kupują telewizor. Następnie do domu wchodzą dwie instancje SCP-PL-291-1 w czarnych kombinezonach, niosąc wielki telewizor. Następnie stawiają go w kuchni i wychodzą. JH wstaje.

JH: Łaaaał! Co to była za noc! Śniło mi się, że…. Yyyyyy… Kurwa, nie pamiętam. Dobra, nieważne. (Zauważa telewizor) Nie! Nie, nie nie! Żadnego telewizora!

JH łapie za telefon i wybiera numer.

JH: Halo? Policja? Ej, pytanko. Czy nie macie może sprawy o kradziony telewizor?

JH: Nie? Dobra, super.

JH: Co? Nieeeee, tak tylko pytam. Nie, nie było żadnych demonów paraliżu sennego!

JH: Okej, dziękuję, do widzenia!

Odkłada słuchawkę i wzdycha z ulgą.

JH: Dobra, całe szczęście. Telewizor może zostać.

JH: Dobra, to co teraz?

Widzowie głosują na "Idź do pracy".

JH: Dobra. Idę. Ale najpierw, bo widzę, że w domu jest bałagan, zadzwonię po Emilię.

Bierze telefon i dzwoni.

JH: Halo? Emilia? Tak tak.

JH: Okej, super.

Po chwili przychodzi Emilia.

Emilia: Hej, skarbeńku! Co tam?

JH: A dobrze. Idę właśnie do pracy i pomyślałem, czy nie posprzątasz mi może domu, kiedy będę zarabiał?

Emilia: Nie ma problemu! A widzę, że masz OGROMNY bałagan do wysprzątania!

JH: Dobrze, dzięki wielkie. To na razie!

Emilia: Papaaa!

JH wychodzi. Rozpoczyna się przerwa na reklamy.

Przerwa na reklamy się kończy. JH wraca do domu. Emilia nadal sprząta.

JH: Hej, Emilia.

Emilia: Cześć, skarbeńku. Jak było w pracy?

JH: A dobrze było. Jak u ciebie?

Emilia: No trooochęę sprzątania było, ale się uporałam.

JH: No to dobrze. To jak, tyle, ile zawsze?

Emilia: Jak najbardziej.

JH daje Emilii banknoty. Mężczyzna w stroju pokojówki liczy je, a następnie chowa do kieszeni.

Emilia: No dobra, wszystko się zgadza.

Nagle do domu wchodzą dwa klauny.

JH: Oo, hej, panów się tutaj nie spodziewałem.

Jeden klaun macha ręką w przerysowany sposób. Następnie naciska na swój nos, tym samym wydobywając z niego pisk.

JH: Dobrze… To… Co was tu sprowadza?

Jeden klaun siada krześle i obraca się w kierunku telewizora, a drugi wyciąga z lodówki dwie butelki piwa i dosiada się do pierwszego. Następnie obaj włączają telewizor. Na ekranie telewizora pojawia się Anna. Stoi na środku kadru, w kompletnym bezruchu, z wytrzeszczonymi oczami i szerokim uśmiechem. Głośno oddycha.

JH: (Patrzy na telewizor) To… To jest kurwa creepy… Jak oni mogą się z tego śmiać?

Oba klauny wymachują rękami, jakby się śmiały. JH i Emilia stoją w osłupieniu.

JH: Emilia… C-Co my zrobimy?

Emilia: Nie wiem. Trzeba ich jakoś wygonić. No kurde, jak dłużej tu pobędą, to zaraz rozniosą ten dom! A dopiero, co tu sprzątałam! Patrz jak tu piwsko rozlewają! O jezu tak, no pewnie, po prostu rzuć pustą butelkę na ziemię, taaaak!

JH: Cholera…

JH podchodzi do klaunów.

JH: Hej, panowie, fajnie jest, ale może wyjdziecie, co?

Brak reakcji ze strony klaunów.

JH: (Macha ręką przed oczami jednego z nich) Halooooo!

Brak reakcji.

Emilia: (Szturcha klaunów miotłą) Sio, sio sio! Wynocha!

Jeden klaun wyrywa miotłę z rąk Emilii i ciska nią na drugi koniec pomieszczenia. Następnie wraca do oglądania telewizji.

Emilia: Cholera… Co my zrobimy…

JH: Czekaj, mam pomysł. Pamiętasz widownie, prawda?

Emilia: Tak, pamiętam. I co w związku z tym?

JH: Możemy ich spytać, co robić.

Emilia: Hej, to jest nie głupi pomysł!

JH: Dobra widzowie. To co mamy robić?

Widzowie głosują na "Zadzwoń po konia i walenia".

JH: Nie… Kurwa mać nie! Nie zadzwonię po nich! Po co, żeby znowu mnie pobili?

Emilia: Spokojnie, może już nie będą mieli do ciebie spiny.

JH: (Wzdycha) No dobra… Już po nich dzwonię. Ale jak będę znowu miał obitą mordę, to nie miejcie pretensji do mnie.

JH wyciąga telefon, wybiera numer i przykłada do ucha.

JH: Halo? Hej, tak, to ja. Pobiliście mnie ostatnio. Tak, to właśnie ja. No, to słuchajcie, mam do was sprawę. Dwa klauny wbiły się do mojego mieszkania i nie chcą wyjść. Możecie ich skosić? Rzecz jasna wam zapłacę.

JH: Dwie stówy.

JH: Dobra, super, dzięki!

Odkłada słuchawkę.

Emilia: I jak?

JH: Zgodzili się!

Emilia: No to super!

JH i emilia czekają na przyjście konia i walenia. Po chwili słychać pukanie do drzwi. JH otwiera. Przybija piątkę im obu, daje pieniądze, a następnie wskazuje im klaunów. Koń i waleń podchodzą do klaunów, szarpią ich, a następnie siłą wyciągają ich z domu, jednocześnie okładając ich pięściami. Z każdym ciosem słychać dźwięk klakosna.

JH: Dzięki wielkie! Na razie!

Emilia: Dobra, w końcu ich nie ma. Zatem standardowo, dwie stówy się należą.

JH: Aj Emilia, ty to mnie kiedyś wpędzisz w bankructwo.

JH wyciąga z kieszeni plik banknotów i daje Emilii. Mężczyzna w stroju pokojówki liczy pieniądze.

Emilia: Dobra, kwota się zgadza, jak zawsze. No to papaski, skarbeńku.

JH: Na razie, miłego dnia!

Emilia: Wzajemnie!

Emilia wychodzi, a JH zamyka za nią drzwi.

JH: No dobra, to był niezły dzień! To co teraz mam robić?

Widzowie głosują na "Weź Prysznic".

JH: Super, dzięki. Bo już śmierdziałem niemiłosiernie. Aż wstyd mi było się pokazać przy Emilii.

JH wchodzi do kabiny prysznicowej. Ta zostaje natychmiastowo przykryta rozpikselizowaną animacją kąpiącego się JH. Po chwili animacja znika, a mężczyzna wychodzi z kabiny. Widzowie głosują na "Skorzystaj z ubikacji". Mężczyzna siada na muszli klozetowej, a potem słychać głośne pierdnięcia. JH wstaje.

JH: No dobra, dzięki wielkie widzowie. Chyba teraz pójdę spać.

Jh kładzie się na podłodze w łazience. Rozpoczyna się faza kupowania.

Widzowie kupują komputer. Następnie do domu wchodzą dwie instancje SCP-PL-291-1 w czarnych kobinezonach, niosąc na rękach biurko z monitorem. Stawiają one wszystko przed ubikacją i wychodzą. JH wstaje.

JH: Oo, to już ranek. Ciekawe, co demony z paraliżu sennego mi wniosły.

Patrzy na komputer.

JH: Co? Ale… Ale czemu? Wiecie przecież, że dostałem permabana na Twitchu i nie mogę streamować.

Widzowie głosują na "Pograj na komputerze"

JH: Aaa, to to już mogę robić.

JH siada na ubikacji przed biurkiem, a następnie wciska losowo klawisze na klawiaturze, udając, że gra.

JH: Łaaaaał. Ale się świetnie bawię.

Nagle słychać dzwonek do drzwi.

JH: Kogo tu niesie…

JH idzie do kuchni i otwiera frontowe drzwi. Do środka wchodzi Edna.

JH: Ooo, cześć Edna!

Edna: Cześć Juluś, co tam u ciebie?

JH: U mnie dobrze. A u ciebie?

Edna: U mnie też.

JH: Proszę usiądź. Napijesz się może czegoś?

Edna: Z przyjemnością. Herbatę poproszę.

JH: Nie ma sprawy.

JH przygotowuje herbatę i podaje Ednie. Następnie siada na krześle obok niej.

JH: To, jak ci minął dzień?

Edna: A nic ciekawego. Byłam dzisiaj w kościele. O, i z księdzem rozmawiałam.

JH: Serio? I jak?

Edna: Mówił, że był dzisiaj u ciebie. Powiedział, że byłeś baaardzo niesfornym urwisem, Piotrusiu.

JH: No, tak niesfornym, że zapłaciłem mu dwieście dolarów.

Edna: No i mówił, że dałeś mu pieniądze dopiero po tym, jak zagroził ci wysłaniem do Ciechocinka. Szczerze, to ci się nie dziwię. Ja raz byłam w ciechocinku i powiem tyle. Nie chcesz wiedzieć, co oni tam robią z takimi ładnymi chłopcami, jak ty.

JH przechodzą ciarki.

JH: No, a u mnie też było ciekawie. Były u mnie dwa klauny, które zostały wykopane przez konia i walenia.

Edna: No to nieźle.

JH: Tiaaaa… To był ciężki dzień.

Słychać dzwonek do drzwi.

JH: Kto teraz?

JH otwiera drzwi. Do środka wchodzi Anna z różowym Furby.

JH: Oo-o-o… A-a-Anna… C-ciebie się tu nie s-spodziewałem.

Anna: Cześć, Cukiereczku.

JH: C-co… cię tu sprowadza?

Anna: Przyszłam w odwiedziny, cukiereczku.

JH: D-Dobrze… T-to możesz usiąść. Kawę, jak ostatnio?

Anna: Zgadza się. I kakao dla Marcinka.

JH: N-nie ma p-problemu.

Anna siada, a różowego Furby kładzie na kolanach. JH przygotowuje kawę i kakao. Następnie podaje oba kubki Annie. Kobieta kładzie kubek z kakao na podłodze, a obok niego zabawkę.

Edna: Dzień dobry dzień dobry, jak miłej pani na imię?

Anna: Anna.

Edna: Aaa, Halinka, bardzo ładne imię.

Edna i Anna podają sobie ręce.

Edna: Edna, miło mi cię poznać.

Anna: Teeeż.

JH: To hej, Anna, jak ci minął dzień?

Anna: Cóż, byłam dzisiaj w telewizorze, obserwowałam cię przez okno, a potem przyszłam tutaj.

JH: Zaraz, co?

Anna: Nie musisz mi mówić, jak było u ciebie, bo już to wiem. (Marszczy brwi i szeroko się uśmiecha)

JH: M-miło w-w-wiedzieć…

Anna: (Spogląda na Ednę) Zatem, co cię tu sprowadza?

Edna: Przyszłam odwiedzić Zenka. Oj, nie wiesz, jaki z niego uroczy młodzieniec.

Anna: Powiedz mi.

Edna: Ojj, on jest wyjątkowo miły, sympatyczny, dzień dobry mówi na ulicy, ostatnio nawet z księdzem rozmawiał. Kilka dni też u niego byłam.

Anna: I co się działo?

Edna: Aaa, był bardzo uprzejmy, herbatkę mi zrobił, (Szepcze do Anny) Pozatym, on chyba lubi starsze, bo mnie trochę wtedy podrywał. Powiedział mi, że wyglądam na gorącą dwudziestkę, hihihi.

Anna uśmiecha się tak szeroko, że widać jej dziąsła.

Anna: Interesujące.

Edna: No, taki trochę głuptasek. Ale jest bardzo miły, mówię ci.

Anna patrzy się w milczeniu w oczy Edny przez kilka minut.

Edna: Anna? Czy wszystko z tobą dobrze?

Anna: Wiesz, że jesteś coraz bliżej śmierci?

Edna: Tak, tak, mam już trochę lat.

Anna: Nigdy nie wiesz, kiedy ten dzień nastąpi. Siedzisz sobie w domu, jak zwykle. Nagle czujesz ostry ból w klatce piersiowej. Od razu łapiesz się za splot słoneczny. Jest ci gorąco. Popadasz w panikę. Nie jesteś w stanie złapać oddechu, chociaż tak bardzo próbujesz. Czujesz mocny nacisk na klatkę piersiową. Masz nudności. Nie trzęsiesz się. Nie masz na to sił. W panice, próbujesz złapać za telefon i wezwać karetkę. Lecz kiedy tylko wybierasz numer, tracisz czucie w ręce, a telefon wyślizguje ci się z niej. Upadasz na ziemię, bezsilna, a potem wszystko robi się czarne. Umierasz w samotności, a ostatnie, co kiedykolwiek widzisz, to noga od krzesła i rozbity telefon.

JH patrzy na Annę. Trzęsie się.

Edna: (Śmieje się) Aaa, wy młodzi, to jesteście tacy dowcipni! Ty ją słyszałeś, Jerma?

JH: T-tak… s-s-słyszałem…

Edna: To mi aż przypomniało, jak dzwonił do mnie wnuczek i prosił o-

Edna zamiera w bezruchu. JH krzywi się, widząc to.

JH: E-Edna? Wszystko dobrze?

Edna upszcza kubek na podłogę. Następnie łapie się za szyję, jakby się krztusiła.

JH: Edna? EDNA!? O cholera!

JH podbiega do Edny i łapie ją za ramiona. Następnie nią potrząsa. Anna obserwuje całe zdarzenie z maniakalnym uśmiechem.

JH: Edna!

JH: O cholera… Nie! Dzwonię po karetkę!

JH bierze telefon i wybiera numer. Edna tymczasem kurczowo trzyma się szyi, kaszle oraz wymachuje nogami.

JH: Halo? Karetka? U-U mnie jest starsza pani, nazywa się Edna, ona się dusi. Przyjdźcie na adres Dollhouse 985.

Nagle Edna upada na ziemię i się nie rusza. JH od razu do niej podbiega.

JH: O cholera NIE NIE NIE NIE!

JH znowu łapie Ednę za barki i nią potrząsa.

JH: Edna?

Brak reakcji.

JH: EDNA!

W oczach JH zbierają się łzy.

JH: (Przykłada telefon do ucha.) Halo? Karetka jednak nie będzie potrzebna… (Zaczyna szlochać.) E-Edna… Ona nie żyje…

JH odkłada słuchawkę. Zaczyna płakać. Nagle rozlega się dzwonek do drzwi. JH chwiejnym krokiem podchodzi do drzwi i otwiera je. Do domu wchodzi śmierć.

Śmierć: Cześć, Jerma.

JH: H-hej…

Śmierć: Chyba nie muszę tłumaczyć, po co tu jestem.

JH: (Cicho) Nie… nie musisz…

Nagle Edna wstaje.

JH: (Obraca głowę w kierunku Edny.) E-Edna?

Śmierć: Edna. Nadszedł twój czas.

Edna kiwa głową i idzie w kierunku drzwi. JH blokuje jej drogę.

JH: N-Nie! Nie zgadzam się! M-może da się coś zrobić? Błagam, daruj jej życie!

Śmierć: Niestety, Jerma. Nic już nie możesz zrobić.

JH: Edna? Proszę, powiedz coś.

Edna: Przykro mi, Jerma, ale… mój czas już nadszedł. (Uśmiecha się ciepło) Proszę, pozwól mi odejść.

JH chwilę stoi. Trzęsie się. Po chwili usuwa się z drogi. Edna wychodzi, a Śmierć idzie za nią.

Śmierć: Dziękuję za współpracę. O, i jak coś, to wiesz, Jerma. Zawsze możesz do mnie zadzwonić, na małe woohoo.

JH: (Cicho) Nie. Nie będzie żadnego woohoo. Nie po tym wszystkim. Ja… Ja jestem z Emilią…

Śmierć: Cóż, twoja strata.

Śmierć wychodzi. JH zamyka drzwi. Następnie siada przed Anną na krześle. Opiera łokcie o kolana i kładzie twarz na dłoniach. Zaczyna szlochać.

Anna: Może być tylko jedna.

JH: (Podnosi głowę.) C-co…

Anna: Nie pamiętasz, jakie rzeczy mi ostatnio mówiłeś, cukiereczku?

JH zamiera w bezruchu.

Anna: "Jesteś idealnie w moim typie. Jesteś kompletnie stuknięta, ale wiesz co? Ja też mam w sobie coś z seryjnego mordercy."

JH: Co ty…

Anna: Myślałeś, że możesz od tak bezkarnie zarywać do innych?

JH: Co ty zrobiłaś…

Anna: Ja? Nic. Tylko coś tam dosypałam Ednie do herbaty. Poza tym, widziałam, że masz pokojówkę. Nazywa się Emilia, prawda?

JH: C-co? S-skąd…

Anna: Nie pamiętasz? Mówiłam, że cały dzień obserwowałam cię przez okno.

Oboje milczą przez kilka sekund.

Anna: Jak jeszcze nie miałam pewności, czy coś do niej czujesz, tak teraz, rozmawiając ze śmiercią, potwierdziłeś mi to cukiereczku. Ta pokojówka jest na prawdę seksowna. Szkoda by było, gdyby coś jej się stało.

JH: Nie….

Anna: Cóż, wygląda na to, że na mnie pora.

Anna zabiera różowego Furby i wychodzi.

JH: (Łapie się za głowę.) Nie nie nie nie… Cholera… Muszę coś zrobić…

JH: O nie… Czas streama się już kończy. O nie nie nieee…

JH: Kurwa nie. Dobra. Jak tylko zacznie się trzeci dzień, to dzwonię do Emilii.

JH milczy przez kilka sekund. Następnie drżąc obraca się w kierunku kamery.

JH: No to… widzimy się… Do jutra…

[KONIEC LOGU]

TRZECI DZIEŃ PROJEKTU JERMA DOLLHOUSE 2

Data: 27.08.2024
Podmiot: Jeremy Harrington (Oznaczony jako JH)
Notatka: Dla ułatwienia, wszystkie instancje SCP-PL-291-1 oznaczone zostały według odgrywanych przez nich ról.


[POCZĄTEK LOGU]

Transmisja się rozpoczyna. Pojawia się ekran ładowania.

Ładowanie się kończy. Widzowie zaczynają decydować o ubiorze JH.

Rozpoczyna się główna transmisja.

JH: Dobra, nie ma czasu do stracenia.

JH biegnie do telefonu, a następnie wybiera numer.

JH: Halo? Emilia? To ja, Jerma. Słuchaj, musisz tu przyjść jak najszybciej. Nie, nie chodzi o sprzątanie. To pilne.

JH: Okej, to ja czekam.

JH siada na krześle. Obgryza paznokcie i trzęsie nogą. Nagle słyszy dzwonek do drzwi. Mężczyzna otwiera drzwi i do środka wchodzi Emilia.

JH: Emilia! Dobrze, że jesteś! N-nikt cię nie śledził?

Emilia: Zaraz… Czemu ktoś miałby mnie śledzić?

JH w panice podstawia krzesło pod klamkę i ogląda okna.

Emilia: Jerma, czy coś jest nie tak?

JH: Słuchaj, pamiętasz, że dużo rzeczy, jakie robię jest kontrolowanę przez widownię, prawda?

Emilia: Tak. Przecież mnie też kontrolowali w ten sam sposób.

JH: Dobra, to słuchaj. Kilka dni temu odwiedziła mnie Edna. Cóż, widownia kazała mi z nią flirtować. Wiadomo, zrobiłem to, bo przecież nie mam wyboru.

Emilia: I tyle?

JH: Nie. Słuchaj, kojarzysz może Annę? Ta wariatka, co się ostatnio tutaj wprowadziła.

Emilia: Mówisz o tej, co cały czas niesie ze sobą tego Furby?

JH: Dokładnie tak. I z nią też widownia kazała mi flirtować.

Emilia: Dobra, słuchaj. Mnie nie obchodzi, z kim kurwa widownia każ-

JH: Nie o to chodzi. Wczoraj Anna i Edna przyszły do mnie i rozmawiały ze sobą.

Emilia: Przejdź do sedna.

JH: Edna powiedziała Annie o tym, jak z nią flirtowałem…

JH zaczyna cicho szlochać. Emilia krzywi się.

Emilia: Jerma. Co się stało?

JH: Anna zabiła Ednę.

Emilia wytrzeszcza oczy.

Emilia: (Cicho) Nie…

JH: (Bawi się palcami) T-to nie wszystko… Ona… Ona wie o tobie… Cały dzień obserwowała mnie z okna… (Powstrzymuje odruch wymiotny) Ona… Ona wie o tobie…

Emilia: I?

JH: Ona chce skrzywdzić również ciebie… Nie wiem, jak dokładnie, ale… Trzeba coś z tym zrobić.

Emilia: (Odwraca wzrok) Cholera…

Obaj mężczyźni milczą przez kilka minut.

Emilia: To… Co my zrobimy?

JH: Nie wiem… Mo-Może wezwiemy policję?

Emilia: Cóż, dobra… Spróbujmy…

JH bierze telefon i wybiera numer.

JH: Halo? Policja? To tak, Dzwonię w sprawie mojej sąsiadki. Anny. Chciałbym zgłosić, że zabiła ona Ednę i groziła mi zabiciem Emilii.

JH: Dobra, dziękuję bardzo.

Emilia: I co?

JH: Policjant powiedział, że zajmą się tym.

Emilia: No dobrze, w takim razie czekamy…

Emilia i JH czekają przez kilka minut. Nagle słychać dzwonek do drzwi. JH otwiera, a do środka wchodzi policjant.

Policjant: No hejka chłoptasiu (Odwraca się do Emilii) I piękna damo.

JH: I jak? Co z Anną?

Policjant: Te te te, jeszcze raz takie żarty będziesz robił, to ja ci nogi z dupy powyrywam.

JH: Ale… Ale o co chodzi?

Policjant: Byłem u Anny i wiesz, co? Nie zabiła Edny i nie groziła zabiciem Emilii.

JH: Zaraz… Ale skąd masz taką informację.

Policjant: No jak to skąd. Zapytałem jej "Czy zamordowałaś Ednę?". I wiesz, co? Powiedziała, że nie!

JH: Ty chyba nie mówisz poważnie.

Policjant: Właśnie nie! Mówię śmiertelnie poważnie! I wiesz, co jeszcze? Zapytałem jej "Czy groziłaś Jermie na ulicy Dollhouse 985 zabiciem Emilii?". I zgadnij, co powiedziała.

JH: Ż-że nie…

Policjant: Że nie! Więc weź gnojku nie marnuj mojego czasu, dobra?

JH: No błagam cię! Pewnie, że jak ktoś zamordował człowieka, to się do tego nie przyzna! Może no nie wiem, przeprowadźcie śledztwo, szukajcie dowodów?

Policjant: Te te, nie kwestionuj praktyk profesjonalisty! To ja tu jestem gliną, nie ty! Patrz, mój mundur świadczy o tym, że jestem policjantem! A ty co? Masz mundur?

JH: No nie…

Policjant: No właśnie! Więc do widzenia!

Policjant wychodzi i trzaska drzwiami.

Emilia: Kurwa…

JH: To… Co teraz?

Emilia: Nie mam pojęcia. Słuchaj, ja teraz idę, bo mam jeszcze klientów do obsłużenia, a ty coś wymyśl, dobra?

JH: Niech będzie…

Emilia wychodzi. JH siada na krześle i pociera skronie. Nagle rozlega się dzwonek do drzwi.

JH: Cholera, oni chyba nigdy się nie odpieprzą…

Otwiera drzwi. Do środka wchodzi Justin.

Justin: Dzień dobry, Jerma. Pewnie mnie pan pamięta. To ja, Justin z firmy ubezpieczeniowej.

JH: Nie, powiedziałem już wielokrotnie, nie chcę ubezpieczenia samochodu! J-ja nawet nie mam auta!

Justin: Ja nie w tej sprawie.

JH: To o co chodzi?

Justin: Przyszedłem powiedzieć, że nie mogę się doczekać twojej imprezy.

JH: J-jakiej imprezy?

Justin: No tej jutrzejszej! Na której zaprosiłeś WSZYSTKICH!

JH: M-możesz mnie oświecić? Bo ja nie wiem zbytnio, o czym mówisz.

Justin podaje JH kartkę. JH patrzy na kartkę.

JH: C-co to jest? J-ja tego nie napisałem. Skąd to masz?

Justin: Anna rozdaje wszystkim te plakaty.

JH: A-anna?

Justin: No wiesz, ta typiara, co wszędzie nosi ze sobą furby.

JH: Wiem kurwa, o kim mówisz! Słuchaj, nie wiem, o co jej teraz chodzi, ale nie ma żadnej imprezy. Anna to wariatka. Ona zabiła Ednę!

Justin: Ha ha ha, ale z ciebie żartowniś! Dobra, na mnie pora. To co, widzimy się na imprezie!

Justin wychodzi. JH trzęsie się. Głośno dyszy.

JH: Nie… Nie nie nie… Kurwa! Nie… Co mam robić?

Widzowie głosują na "Zadzwoń do Anny".

JH: Wy chyba sobie kurwa…

JH bierze telefon i wybiera numer.

JH: A-Anna? Przyjdź tutaj. M-m-musimy p-porozmawiać…

Odkłada słuchawkę. Opiera się wyprostowami rękami o zlew. Nagle słyszy dzwonek do drzwi. Otwiera je, a do środka wchodzi Anna.

Anna: Hej, cukiereczku.

JH: Anna, możesz mi to wyjaśnić? (Pokazuje kobiecie plakat zapraszający do imprezy)

Anna: To nic takiego. Po prostu mała niewinna impreza.

JH: Mała niewinna impreza? Ty zaprosiłaś na nią WSZYSTKICH! O co tu chodzi?

Anna: (Idzie powoli w kierunku JH. Mężczyzna od niej odchodzi.) Nic takiego. Tak po prostu. Sprowadzę wszystkich do jednego miejsca. Do jedynego miejsca w tym teatrzyku. A kiedy tylko to się stanie, zablokuję wszystkie drzwi i okna, a potem włączę kuchenkę gazową. Cała ta chata pójdzie z dymem. Wszyscy spłoną żywcem. I wtedy będziemy tylko ty i ja. Będę cię miała tylko dla siebie.

Anna zaczyna się maniakalnie śmiać.

JH: J-jesteś chora…

Anna: Nie, nie jestem chora. Jestem całkowicie normalna.

JH: P-powstrzymam cię. Powiem wszystkim, co zamierzasz!

Anna: A niby jak? Przecież nikt ci nie uwierzy. Justin wziął cię za żartownisia, kiedy powiedziałeś mu, że nie ma żadnej imprezy. A policjantowi wystarczyło powiedzieć, że nie zabiłam Edny, żeby porzucił sprawę. Serio myślisz, że cokolwiek tutaj zdziałasz?

Powoli podchodzi do JH, głośno się śmiejąc. JH trzęsie się. Nagle w panice uderza Annę w twarz. Następnie kopie ją w piszczel i popycha. Kobieta upada na ziemię, a JH obezwładnia ją.

JH: (Przeraźliwym krzykiem) I co teraz? Teraz coś zrobiłem! I co ty na to? Co teraz zrobisz, co?

JH: Nie pozwolę ci skrzywdzić moich przyjaciół.

Anna zaczyna cicho szlochać. JH krzywi się.

JH: A-Anna?

Anna: (Cicho) Jeremy… Ja chcę ci tylko pomóc…

JH wytrzeszcza oczy. Odsuwa się lekko do tyłu.

JH: C-co?

JH wstaje. Zaraz po nim wstaje Anna.

JH: Co masz na myśli?

Anna rozgląda się panicznie. Wychodzi z domu przez część domu pozbawioną ściany i zaczęła się rozglądać. Następnie wzięła oba krzesła w kuchni i zablokowała nimi oba drzwi wejściowe. Następnie przejrzała wszystkie okna.

JH: C-co ty robisz?

Anna: Sprawdzam, czy żaden z NICH nas nie obserwuje.

JH: O jakich NICH ci chodzi?

Anna: Wszystko ci wyjaśnię.

JH: D-Dobra…

Anna: (Bierze głęboki wdech) Jeremy… Ja-ja chcę ci pomóc uciec z tego teatrzyku.

JH: Z jakiego teatrzyku, Anna, o czym ty mówisz?

Anna: Do cholery jasnej. Przecież dobrze wiesz, że nic tutaj nie jest prawdziwe! Nie pamiętasz, jak się tu znalazłeś? No chyba, że mam ci przypomnieć!

JH: (Pociera brwi) Nie…

Anna: Cały ten domek dla lalek powstał tylko po to, żeby zatuszować to, ze postacie z Jerma Dollhouse zaczęły włamywać ci się do domu!

JH: Przestań…

Anna: Tak bardzo się z nimi zżyłeś, że zapomniałeś, że nie są oni prawdziwi.

JH: (Łapie się za głowę) Dość…

Anna: Nie wiem, czym oni są, ale wiem, że chcą, abyś cały czas bawił się z nimi w te idiotyczne pokręcone scenariusze. Abyś nadal żył z nimi w domu dla lalek. Chcę cię przed tym uratować.

JH: A skąd mogę wiedzieć, że nie chcesz tego samego, co pozostali?

Oboje milczą przez kilka sekund.

Anna: (Cicho) Bo już zawiodłam Marcina. Nie chcę zawieść również i ciebie.

JH: Co?

Anna milczy.

JH: Ch-Chyba nie mówisz o tym Fu-

Anna: Dość… Nawet nie mów przy mnie tego słowa…

JH: Cz-czemu?

Oboje milczą przez około minutę.

Anna: N-nie wiem, jak tu trafiłam… I dlaczego… Ale zanim się tu znalazłam, moje życie było zupełnie inne…

Anna opiera się wyprostowanymi rękami o zlew. W jej oczach zbierają się łzy.

Anna: Byłam samotną matką. M-mieszkaliśmy na pustkowiu… razem z moim pięcioletnim synem.

JH: Marcinem?

Anna: (Jąka się) Tak… Mieszkaliśmy w dużym, ładnym domu… Żyło nam się dobrze… Miałam stałą pracę oraz nie miałam problemów z zajmowaniem się dzieckiem…

Anna milczy przez kilka sekund.

Anna: Były święta… Marcin napisał swój pierwszy list do Mikołaja. Napisał w nim, że chce F-Furby…

Anna: P-pojechałam więc do sklepu i kupiłam mu tą zabawkę. A kiedy wróciłam, jego nie było w domu… Pod drzwiami były ślady stóp… prowadzące prosto do lasu…

Anna: Pobiegłam za nimi… Tego dnia złamałam nos i straciłam rękę…

Anna: Ślady prowadziły do choinki… Ubranej choinki w samym środku lasu…. P-p-pod którą był p-prezent…

Anna zaczyna się trząść. Lekko szlocha.

JH: Anna… Nie musisz mówić, jak nie chcesz.

Anna: Nie… P-powiem…

Anna: (Powstrzymuje łzy) W pudle były zwłoki Marcina… P-p-p-prze-przerobione n-n-a Furby…

Anna: Upadłam, a wszystko zrobiło się czarne…

Anna: I… cóż… Obudziłam się tutaj…

JH: Nie rozumiem… Dlaczego przez cały ten czas udawałaś szajbuskę?

Anna: Bo… Bo taka była moja rola… Miałam odgrywać rolę szurniętej wariatki… Nie wiem, jak, ani dlaczego… P-po prostu wiedziałam…

JH: A ten Furby? Dlaczego go ze sobą nosiłaś?

Anna: Kiedy się obudziłam, on był obok mnie… Tak samo… Wiedziałam, że odgrywana przeze mnie postać ma mieć obsesję na jego punkcie… Nie wiem, kto lub co mnie tutaj sprowadziło… (Skomle) Ale ma wyjątkowo ochydne poczucie humoru…

Anna: Dla pozoru postanowiłam się nie wychylać i odgrywać swoją rolę… Aby nie stwarzać podejrzeń…

Anna: Aby cię uwolnić z tego teatrzyku, muszę się ich wszystkich pozbyć, a moja rola była mi w tym bardzo na rękę… A w połączeniu z tym… Twoja widownia każąca ci podrywać wszystko, co się rusza, była idealnym pretekstem…

Anna: Ale mam dosyć udawania… (Szlocha)

JH: Anna… Ja…

Anna: Pamiętasz, jak Edna umierała?

Anna: Pamiętasz, jak na to zareagowałeś?

Anna: Jakbyś rzeczywiście stracił kogoś bliskiego…

Oboje milczą przez około minuty.

JH: (Zaciska pięści) Widzowie…

Anna: Co ty…

JH: Zagłosujcie, abym poszedł do pracy…

Anna: Co ty kur…

JH: (Odwraca się do Anny) Musimy się przygotować, ale najpierw widzowie muszą zagłosować, abym poszedł do pracy.

Anna: Ale czemu…

JH: Puścimy to miejsce z dymem.

Anna uśmiecha się.

Widzowie głosują na "Idź do pracy". JH wychodzi przez drzwi frontowe i wybiega poza ekran.

Rozpoczyna się przerwa na reklamy.

W trakcie przerwy na reklamy JH zażądał postawienia dodatkowego piętra oraz wyłożenia czwartej ściany szkłem hartowanym. Podczas tego JH i Anna zabarykadowali tylne drzwi oraz wszystkie okna.

Przerwa na reklamę się kończy.

JH: No dobra… Okna i tylne drzwi zabarykadowane…

Anna: A co z dodatkowym piętrem i… szkłem?

JH: Drugie piętro jest po to, aby dom pomieścił wszystkich. A tam, gdzie powinna być ściana, ale jej nie ma, by widzowie mieli wgląd w to, co się dzieje, jest teraz szkło hartowane (Puka w szybę), aby oni nie mogli po prostu wyjść przez to.

Anna: Dobrze, rozumiem…

JH: To… Zaczynamy imprezę…

Impreza sie rozpozyna. Przychodzą na nią wszyscy zaproszeni goście. Są to wszystkie postacie z Jerma Dollhouse oraz wszystkie nowe postacie z Jerma Dollhouse 2.

Anna: No dobra. To są wszyscy?

JH: Tak. Są nawet Edna i Wujek Ted. Tylko…

Anna: Tylko co…

JH: Nigdzie nie widziałem Emilii…

Anna: Cholera… Dobra Czekaj… Najpierw wykurzymy wszystkich w kuchni…

JH: Okej…

JH i Anna idą do Kuchni.

JH: Hej, słuchajcie! Wynocha z kuchni! Tam się dzieje impreza! (Wskazuje na drzwi do łazienki)

Wszyscy goście obecni w kuchni wychodzą przez drzwi do łazienki. JH natychmiast podstawia krzesło pod klamkę.

JH: No dobra… Teraz trzeba tylko znaleźć E-

Emilia: Emilię.

JH i Anna odwracają się w kierunku drzwi frontowych. Przed nimi stoi mężczyzna w stroju pokojówki.

JH: E-Emilia? C-Co ty tu robisz?

Emilia: Co robię? Co TY robisz? Kiedy tylko Anna zaczęła rozdawać plakaty, zaświeciła mi się zielona lampka. Zacząłem was obserwować. Widzę, że się zaprzyjaźniliście. Naprawdę, Jerma? Zaufałeś wariatce, która dopiero, co zamordowała Ednę? Chłopie, ona tobą manipuluje!

JH: Nie jestem Jerma…

Emilia: (Idzie powoli w kierunku JH) A weź przestań. Co, zamierzałeś nas zabić? Od tak? Jerma, jesteśmy twoimi przyjaciółmi!

JH: (Cicho) Dość… Mam tego dość. Powiedz mi… Kim wy jesteście? Czym wy jesteście? Czego ode mnie chcecie?

Emilia uśmiecha się.

Emilia: Jesteśmy twoim dziełem, Jerma. Chcieliśmy tylko, żebyś do nas wrócił. Chcieliśmy, abyś był razem z nami. Abyś spędzał z nami czas. Jesteśmy twoimi przyjaciółmi, Jerma. A ty? (Szlocha) Przygotowałeś się właśnie do zamordowania nas wszystkich… (Zaczyna płakać) Więc tym dla ciebie jesteśmy? Pustymi, bezdusznymi lalkami, które można wyrzucić, jak się znudzą? Jerma… My chcieliśmy dla ciebie dobrze… Wyciągnęliśmy do ciebie rękę, a ty nas odrzucasz w tak okrutny sposób?

Przez kilka sekund panuje cisza.

Emilia: Jerma… Proszę… Pozbądź się Anny… Zostań z nami… Dla nich… Dla mnie… Dla nas…

JH: (Cicho) Bardzo chętnie…

Anna: Jeremy… Nie…

JH podchodzi powoli do Emilii, a następnie uderza ją pięścią w skroń. Mężczyzna w stroju pokojówki upada nieprzytomny na ziemię.

JH: Ale nie jesteś prawdziwa…

JH i Anna milczą przez około minuty.

Anna włącza kuchenkę gazową.

JH: Więc… To koniec…

Anna: Tak.

JH: To co… Wychodzimy i czekamy, aż będzie pożar…

Anna: Nie.

JH: C-co?

Anna: Ja zostaję.

JH: C-co? Cz-czemu?

Anna: Jeremy. Dobrze wiesz, że ja też nie jestem prawdziwa. Ja… N-nie mogę tu zostać…

JH: Jak najbardziej możesz! Możesz żyć w naszym świecie pod nową tożsamością! Możesz mieć kompletnie nowe życie!

Anna: Moje życie już dawno się skończyło…

Oboje milczą przez kilka sekund.

JH: To… Co teraz?

Anna: To tak. Jak rozpęta się pożar, do domu wbiegną "demony paraliżu sennego" z narysowanymi na tekturze makietami ognia. Dla ciebie będą to zwykli przebierańcy z tekturą, ale dla nas będzie to praktycznie jak prawdziwy ogień. (Podaje JH krzesło) Kiedy tutaj wbiegną, zamkniesz drzwi i podstawisz krzesło pod klamkę. Ja natomiast otworzę drzwi do łazienki, aby ogień rozprzestrzenił się po całym domu…

JH: D-dobrze…

Oboje milczą przez kilka sekund. JH szykuje się do wyjścia.

JH: Anna?

Anna: Tak?

JH przytula Annę. Kobieta nieruchomieje z zaskoczenia, lecz po chwili odwzajemnia uścisk. Do oczu napływają jej łzy.

JH: Będę za tobą tęsknić…

Anna: Ja za tobą też…

Przestają się przytulać.

JH: Na razie, Anna.

Anna: Żegnaj, Jeremy…

JH podnosi krzesło i idzie w kierunku wyjścia. Lecz przed przekroczeniem drzwi frontowych, spogląda ostatni raz na Annę. Kobieta uśmiecha się ciepło i macha do niego. JH wychodzi.

Następnie robi się ciemno i słychać alarm przeciwpożarowy. Do domu wbiega dziesięć instancji SCP-PL-291-1 w czarnych kombinezonach. Każda z nich trzyma tekturową makietę ognia. Kiedy wszystkie weszły do domu, JH zamyka drzwi frontowe i podstawia krzesło pod klamkę. Zaczynają się rozlegać przeraźliwe wrzaski.

Kamera zostaje skierowana na JH, który stoi przed płonącym domem. Do jego oczu napływają łzy.

Następnie mężczyzna odwraca się do kamery.

JH: (Cicho) Dz-Dziękuję za oglądanie…

[KONIEC LOGU]


Dodatek PL-291-4: Pożar spowodowany podczas trzeciego dnia projektu Jerma Dollhouse 2 nie dokonał żadnych szkód. Jednakże, w jego wyniku zmarły wszystkie instancje SCP-PL-291-1, łącznie z tymi trzymającymi ogień z tektury. Wszystkie ciała skremowano.

Po wydarzeniach z dnia 27 sierpnia przeprowadzono kilka próbnych transmisji na żywo na kanale Jerma985, lecz nie zaobserwowano kolejnych manifestacji SCP-PL-291. Anomalia została uznana za zneutralizowaną, a Jeremy Harrington został odesłany do swojego mieszkania.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported