Sosna, Erotyka i Xenobiologia
ocena: 0+x

Uwaga to opowiadanie zawiera treść nieodpowiednią dla osób nieletnich(treści erotyczne). Czytasz na własną odpowiedzialność!!!

Transporter zatrzymał się na parkingu przed wejściem do placówki Fundacji. Ze środka wysiadła wysoka blondynka w czarnych zamszowych czółenkach ze średnim obcasem które podkreślały smukłe, długie nogi zakryte od kolan w górę ołówkową czarną spódnicą opasającą jej wydatne biodra. Jędrny, masywny biust zakrywała kremowa koszula eksponująca smukłą talię z rękawami podwiniętymi do łokci. Zimne podmuch nocnego powietrza wywołał na jej ramieniu gęsią skórkę, szybko założyła na siebie śnieżno biały kitel pozostawiony wcześniej w transporterze, po czym spojrzała w niebo.
- Kurwa, znowu pizga.
Za nią ze środka wysiadł młody chłopak trochę niższy od niej, ubrany w niedopasowany fartuch zapięty pod szyję oraz błękitne spodnie. Chłopak stał cicho za kobietą, wydawał się czymś speszony. Doktor Sosna przestała spoglądać w księżyc świecący na bezchmurnym niebie, złapała mocniej trzymany metalowy neseser. Ruszyła w kierunku wejścia do ośrodka, z nadzieją pokładaną w efekty swoich badań, chłopak cały czas podążał za nią. Przed krótką przejażdżką windą została zatrzymana przez dwóch ochroniarzy, uprzedzając ich pytania o cel wizyty pomachała im przed nosami dokumentem podpisanym przez dyrektor Amelię Aris. Widząc to para ochroniarzy rozsunęła się pozwalając wejść doktor Sośnie i jej asystentowi do windy. Podczas powolnej jazdy windą z nudów ponownie przeczytała zgodę wydaną przez dyrektor ośrodka 49.

18 maj 2019


Z uprzejmością chciałabym przekazać, iż wniosek o przeprowadzenie eksperymentu na
SCP-PL-139-03 przy użyciu SCP-PL-138B został rozpatrzony pozytywnie.

Podpisano: Dyrektor ośrodka 49, Amelia Aris

- Mam nadzieje, że ta terapia pomoże Zalewskiemu, a przynajmniej mu nie zaszkodzi.

W przechowalni agenta Zalewskiego po za standardowym wyposażeniem znajdowało się nowe, które jest niezbędne do przeprowadzenia zabiegu. Stojak na kroplówki, metalowy stolik chirurgiczny z przygotowanym wenflonem, a także łóżko ze skórzanymi pasami którymi został przypięty do niego agent Zalewski. Tuż przed doktor Sosną oraz jej asystentem do pomieszczenia weszło 3 ochroniarzy z karabinami na strzałki usypiające oraz konwencjonalną bronią krótką przy pasach.
- Witam pani doktor, jakieś nowe badania?
- Nie, to terapia nad którą pracuję od jakiegoś czasu. Dziś mam przeprowadzić eksperyment czy jest skuteczna.
- Terapia? To znaczy…
- Tak, agencie Zalewski. Jeśli się uda to będziemy mogli cię wypuścić, wrócisz do żony.
- To wspaniale! Ile to wszystko zajmie?
- Tak naprawdę procedura potrwa kilka godzin, trzeba też pamiętać o badaniach kontrolnych, jednak myślę, że za tydzień będziesz mógł wypić chłodne piwo w swoim własnym domu.
- Więc zaczynajmy! A na czym ma polegać ta terapia?
Doktor Sosna położyła na stoliku neseser, w środku znajdowała się strzykawka automatyczna z aplikatorem, 2 buteleczki z różnymi płynami i roztwór do kroplówki. W tym samym czasie jej asystent zaczął wpinać wenflon w żyłę agenta Zalewskiego.
- Planujemy podać zmodyfikowane wirusy które w połączeniu z roztworem hormonów przyspieszających procesy metaboliczne powinny zrekonstruować ludzkie tkanki jednocześnie pozbywając się tych anomalnych.
- Czy to niebezpieczne?
- Bez obaw agencie Zalewski, w sytuacji w której coś pójdzie nie tak odepniemy wenflon, w ciągu piętnastu minut metabolizm rozłoży hormony zatrzymując zmiany. Dodatkowo mamy środek wygłuszający który dezaktywuje wirusy oraz uśpi cię na kilka godzin.
- I tak nie mam innej opcji, muszę pani zaufać.
Kroplówka powoli zaczęła wtłaczać płyn w żyły Zalewskiego, doktor Sosna wzięła aplikator do którego podpięła pierwszą z butelek z płynem o lekko zielonym zabarwieniu. Złapała Zalewskiego za umięśnione przedramię, poczuła jak jego rozpalona ręka drżała. Przytrzymała go mocniej jednocześnie wpijając strzykawkę w emanującą błękitną żyłę. Pomieszczenie wypełnił cichy syk, kiedy ostatnia kropelka płynu znalazła się w ciele Zalewskiego wyciągnęła igłę. Młody naukowiec który cały czas jej towarzyszył natychmiast przykleił plaster do krwawiącej ranki.
- Jak się czujesz?
- W sumie czy możemy włączyć klimatyzację, jest mi strasznie gorąco, a po za tym rozpiera mnie energia, czuję się jakbym mógł przebiec maraton.
- To akurat dobrze, oznacza, że hormony już przyspieszyły metabolizm. Zaraz przyniosę też coś co zaradzi przegrzaniu.

Po upływie trzydziestu minut kroplówka była już w jednej czwartej pusta. Zalewski wciąż był nagrzany, jakby dopiero wyszedł z sauny mimo obłożenia okładami z lodem. Doktor Sosna co chwilę sprawdzała funkcje życiowe Zalewskiego, wszystko wydawało się w porządku. Nagle włączyły się światła awaryjne, a po kompleksie rozniósł się komunikat o przełamaniu procedur bezpieczeństwa. Ochroniarze odebrali instrukcję przez swoje krótkofalówki.
- No rzesz kurwa, tylko nie to. Musimy się ewakuować i to szybko.
Ochroniarze otworzyli drzwi, następnie przeszli przez nie by zabezpieczyć korytarz. Młody chłopak natychmiast wybiegł za nimi, jednak doktor Sosna podbiegła do agenta Zalewskiego chcąc go rozwiązać. Jeden z ochroniarzy zaczął na nią wrzeszczeć.
- Pani doktor musimy uciekać, teraz, proszę go zostawić.
- Nie mogę.
Wtedy wszystkie światła nagle zgasły, w tym samym czasie drzwi zamknęły się w trybie awaryjnym odcinając doktor Sosnę od ochroniarzy i swojego pomocnika. Podeszła do drzwi by upewnić się czy są zamknięte.
- Pani doktor proszę tam zostać, powinna tam być pani bezpieczna. Natychmiast musimy się ewakuować, ale wrócimy ze wsparciem.
- Lepiej kurwa szybko!
Usłyszała przez drzwi jak 4 pary kroków się oddalają. Po omacku wróciła do łóżka w którym leżał agent Zalewski.
- Cholera, prąd wysiadł, agencie Zalewski słyszysz mnie?
- Tak, ale dziwnie się czuję, trochę jakbym za dużo wypił.
- Możliwe skutki uboczne terapii, spróbuj odpocząć. Powinniśmy tu być bezpieczni.

Czas mijał, na szczęście Doktor Sosna jako osoba przewidująca miała w kieszeni małą latarkę, dzięki wąskiemu strumieniowi światła mogła wciąż kontrolować stan agenta Zalewskiego. Niestety tak mały oświetlony obszar w połączeniu z głuchą ciszą wzmagał tylko poczucie strachu. Jedyne co słyszała doktor Sosna to odgłosy swojego ciężkiego oddechu które wydawał się być jedyną rzeczą w tym pogrążonym nieprzeniknioną ciemnością pomieszczeniu. Potem doszedł nowy dźwięk jakim było ciężkie dyszenie agenta Zalewskiego, w chwili w której tylko to usłyszała oświetliła go drobnym snopem światła z miniaturowej latarki. Był cały czerwony, jak po ciężkim wysiłku fizycznym,miał zamknięte oczy pod którymi jak rozszalałe biegały gałki oczne. Ostrożnie podbiegła do łóżka na którym leżał uwiązany Zalewski.
- Agencie Zalewski słyszysz mnie?
Sięgnęła do nesesera na stoliku, następnie przygotowała aplikator z drugą buteleczką.
- Aaa…
Odwróciła głowę by spojrzeć na Zalewskiego który poruszał ustami, formując nieme słowa. Ostrożnie przybliżyła swoją twarz w stronę twarzy agenta Zalewskiego.
- O co chodzi? Co chcesz powiedzieć?
- A, aa-ciu?
Doktor Sosna odskoczyła odruchowo w chwili w której Zalewski kichnął jej prosto w twarz. Kiedy zorientował się co się stało wytarła twarz z wydzieliny przy pomocy rękawa kitla. Popatrzyła na mankiet zabarwiony plamami w kolorze trawiastej zieleni.
- Co d…

Nie zdążyła nawet dokończyć zdania gdy przestraszył ją nagły zryw agenta Zalewskiego próbującego się jak dzikie zwierzę wyrwać z wiążących go pasów. Z oniemienia wypuściła latarkę, sekundę później szybko przeszło do rogu przechowalni. Agent Zalewski wciąż się szarpał ze skórzanymi pasami lekko oświetlony przez leżącą latarkę, po chwili się uspokoił. Niestety chwila spokoju nie trwała długo, na przedramionach Zalewskiego zaczęły wyrastać ostre jak brzytwy kły. Energiczne szybkie ruchy w połączeniu z naturalnymi ostrzami sprawiły, iż pasy przytrzymujące jego ręce puściły w mgnieniu oka. Po rozcięciu pasów, pod ubraniami zaczęły pojawiać się nieznane wybrzuszenia. Za nim doktor Sosna zrozumiała co jest przyczyną wybrzuszeń, ostre kły na powierzchni całego ciała przebiły ubrania. Zalewski ponownie zaczął się szamotać, teraz jednak jego ciało pokryte naturalnymi ostrzami tworzyło liczne nacięcia na powierzchni pasów osłabiając je, aż nie pękły pod ciągle wywieraną presją. Nie minęła nawet minuta, a istota w łóżko nie była już skrępowana żadnymi więzami. W momencie w którym mężczyzna wstał z łóżka nie miał żadnych kłów, ale górna część jego stroju została całkowicie rozdarta odsłaniając umięśniony tors. Zalewski był niemal jednakowego wzrostu jak doktor Sosna która przewyższała go wzrostem tylko dzięki butom na obcasie. Jego głowę zdobiła czarna czupryna. Jednak doktor Sosnę to nie włosy intrygowały najbardziej, a szeroko otwarte oczy z tęczówkami w kolorze szkarłatu. Czuła jak jej ciało zaczyna drżeć, krew buzuje w głowie zagłuszając wszystkie myśli, a kolana zaczynają uginają się jakby były z waty. Jednak to co czuła to nie był strach, to było coś czego nie mogła opisać, ale wiedział, że chce się temu uczuciu poddać.

Jeszcze przez kilka sekund patrzyła na nagiego od pasa w górę Zalewskiego. Mimo braku prądu miała wrażenie jakby ogrzewanie działało z pełną mocą. Czując, że nie może dłużej utrzymać się na nogach o własnych siłach oparła się o ścianę. To nienaturalne gorąco sprawiło, że poczuła jak jej majtki zaczęły robić się wilgotne. Jednak od tego co się z nią działo odciągnął ją Zalewski który wydawał się tylko stać, ale po skupieniu skrawków myśli jakie pozostały w jej głowie wytężyła wzrok zobaczyła czemu tak stoi. On ją obserwował, nie wiedziała czy na prawdę ją widział, ale czuła na sobie przeszywające spojrzenie czerwonych oczu. Zobaczyła jak z jego pleców zaczęła wyrastać wijąca się macka przypominająca budową ciało węża. Macka cały czas robiła się dłuższa, w tym czasie Zalewski obrócił się w kierunku miejsca gdzie stała doktor Sosna i ruszył powolnym krokiem. Zanim zdołała jakkolwiek zareagować poczuła jak coś oplata ją w pasie, to była macka która przed chwilą niezauważalnie pomknęła w jej stronę. Energiczne pociągnięcie macki sprawiło, że doktor Sosna niemal poleciała prosto w kierunku agenta Zalewskiego. Ten jednak nad wszystkim panował, złapał ją i szybkim ruchem przyłożył swoje wargi do jej ust.

Jego wargi były ciepłe i miękkie jak wata, doktor Sosna czuła, że mogła by się w nich rozpłynąć. Kiedy ciało poddawało się romantycznemu pocałunkowi, a wizja zwężała się sprawiają, iż jedyne co widziała to czerwień i głębia oczu Zalewskiego, z tyłu głowy wciąż obijał się cichy głos.
Tak nie można, muszę to przerwać
Głos był cichy, ale wyraźny. Próbowała skupić się na głosie będącym jej wybawieniem z tej sytuacji, niestety siła woli to za mało by poruszyć ciało rozpuszczane przez płomienne pożądanie. Na szczęście doktor Sosna miała część ciała, zimną niczym stal która wykonywała każde polecenie. Położyła dłoń swojej protezy na umięśnionej piersi, następnie lekko pchnęła rozłączając ich wargi. Próbowała coś powiedzieć, ale płytki przyspieszony oddech spowodowany zbliżeniem w połączeniu z rozluźnionymi mięśniami pozwolił jej wydobyć z siebie tylko ciche jęknięcia. Zalewski ze zdziwieniem zrobił krok do tyłu by omieść ciało doktor Sosny wzrokiem. Poczuła jak jest rozbierana wzrokiem, o dziwo nie czuła się z tym źle, wręcz przeciwnie, schlebiało to jej. Nie wiedziała czemu tak się czuję, na dodatek głos w głowie stawał się coraz odleglejszy, a ona myślała tylko o tym rozkosznym pocałunku.

W talii wciąż była opleciona przez mackę która teraz lekko ciągnęła ją w stronę Zalewskiego, zobaczyła jak na jego lewej ręce zaczynają się formować drobne, acz liczne kły. Kiedy była wystarczającą blisko chwycił ją za przedramię protezy i przyciągnął. W momencie w którym jego dłoń zacisnęła się na protezie doktor Sosna usłyszała trzaskanie podzespołów w swojej sztucznej kończynie. Od ręki odwrócił jej uwagę Zalewski który ponownie przystawił swoje usta do jej, tym razem jednak pocałunek był głębszy, bardziej namiętny. Poczuła też coś czego wcześniej nie było, poczuła jak coś wślizguje się do jej ust, to nie był język, w każdym razie nie zwykły. Mięsisty jeżyk Zalewskiego wdał się w taniec pełen śliny oraz zmysłowych odczuć z językiem Sosny, to sprawiło, iż cichy głos umilkł i więcej się nie odezwał. Doktor Sosna całowała się już wiele razy, często sprawiało jej to przyjemność, ale uczucie którego teraz doświadczała było nie do opisania, czuła jak noszone majtki zaczęły się już do niej przylepiać za sprawą rosnącej wilgoci pomiędzy jej nogami. Dając się ponieść rosnącej żądzy prawie nie zauważy jak prawa ręka Zalewskiego szybkim ruchem rozpięła jej koszulę odrywając część guzików.

Pod rozpięto koszulą znajdował się czarny stanik na fiszbinach z miseczkami w rozmiarze D modelujący dwie jędrne piersi. Nie odrywając się od ust Sosny na palcu wskazującym prawej ręki Zalewskiego pojawił się długi, zakrzywiony pazur. Zrobił krótki ruch pazurem rozcinając pasek materiału między miseczkami stanika, potem pazur tak samo nagle jak się pojawił tak zniknął. Dłoń powędrowała powoli pod luźno wiszący stanik, zaczął przesuwać ją po delikatnej skórze, lekko wywierając nacisk palcami by poczuć jak pierś próbuje odzyskać kształt i ponownie przylgnąć do biustonosza. Doktor Sosna poczuła jak agent Zalewski bawi się z jej piersią co doprowadziło sprawiło, że jej brodawki stwardniały stając się przez to bardziej podatne na pieszczoty. Rozkosz przeszywała jej ciało w takim stopniu, iż od pasa w dół nie czuła nic po za rozgrzanym do czerwoności, pulsującym, przemoczonym obszarem między udami. Czując jak jego partnerka dochodzi już do osiągalnych granic pożądania Zalewski skończył ciągnący się w słodką nieskończoność pocałunek, sięgnął ręką którą do tej pory niszczył protezę doktor Sosny w kierunku karku. Dłoń wciąż przyozdobiona drobnymi kłami złapała za ubrania i ściągnęła je z brutalną siłą, ręka doktor Sosny była na tyle bezwładna, że pozwoliła ściągnąć to co miała bez rozdzierania kreacji na strzępy. Po ściągnięciu ubrań poczuła jak macka która ją podtrzymuje rozluźnia się pozwalając jej upaść, jednak zanim zsunęła się do pozycji leżącej macka ponownie zacisnęła się na jej talii zostawiając ją w pozycji siedzącej.

Doktor Sosna siedząc w tej pozycji miała idealny widok na mocno postrzępione spodnie agenta Zalewskiego pod którymi kryło się mocno nabrzmiałem prącie prześwitujące przez nowo zrobione nacięcia. Nie mogła oderwać wzroku od pulsującego narządu rozkoszy przed swoją twarzą, widząc to Zalewski przy pomocy nowych kłów rozerwał swoje ubrania do końca prezentując przed doktor Sosną swoje nagie, umięśnione ciało. Nie tracąc czasu złapała za członek, wtedy zrozumiała, że jest niemal tak długi jak połowa jej przedramienia, co rozpaliło ją jeszcze bardziej. Pocałowała lekko różowiutką główkę penisa czując wciąż posmak jaki język Zalewskiego w niej zostawił. Zmysłowo oblizała wargi czując smak lekko słonego płynu o cierpkim aromacie, kiedy skończyła się rozkoszować smakiem lepkiego płynu wróciła do obdarowywania członka buziakami. Całowała bez opamiętania, energicznie, ale dokładnie, upewniała się, iż każdy milimetr masywnego prącia zazna cudownego całusa. Przez parę chwil cały pokój rozbrzmiewał od rytmicznych cmoknięć, widać było, że Zalewskiemu się to podobało, jednak w momencie w którym przestała wiedziała już, że chce czegoś więcej, teraz ona też pragnęła doznać więcej niebiańskiej rozkoszy.

Rozchyliła wargi swoich ust, wzięła jego prącie do ręki i włożyła je do swoich ust. Wiedziała, iż tak pokaźny instrument nie zmieści się w całości, dlatego zaczęła powoli. Po tym jak różowy żołądź znalazł się w jej ustach zacisnęła wargi otulając jego interes, był twardy, niczym stal, a przy tym soczysty jak krwisty stek. Doktor Sosna zaczęła polerować główkę penisa agenta Zalewskiego zbierając językiem łapczywie każdą cząstkę aromatu jaką wypuścił, wtedy poczuła jak coś ociera się o jej wilgotne krocze. Rozejrzała się krótko by zrozumieć, iż teraz na plecach znajdowała się nie jedna, a dwie macki. Pierwsza ją podtrzymywała, a druga niezauważalnie wślizgnęła się pod jej spódnicę, następnie zaczęła się ocierać o nabrzmiałą wydepilowaną waginę przez przemoczoną bieliznę. Z każdym drobnym ruchem macki znikającej w otchłani jej spódnicy doktor Sosna czuła rozchodzące się fale przenikliwego mrowienia sięgające do samych opuszek palców. Nie chcąc by to się skończyło zaczęła robić powolne ruchy głowy w przód i w tył, na zmianę jej usta wypełniały się wielkim członkiem oraz odczuwały pustkę po zniknięciu czegoś tak niesamowitego. Zalewski położył ręce na głowię Sosny i zaczął wykonywać mocniejsze pchnięcia, tak samo macka wykonywała pewniejsze, dłuższe ruchy zapewniając jej więcej rozkoszy. Z każdym następnym ruchem wsuwał go głębiej i szybciej, aż do momentu gdy czuł jak czubek jego prącia zaczął dotykać tylnej części podniebienia. Bawili się tak ze sobą przez parę minut, oboje byli w siódmym niebie. Nagle agent Zalewski zatrzymał się, popatrzyła na niego, wiedziała o co chodziło, choć miała pewne obawy to jednak nie chciała odmawiać. Zaczął ponownie wsuwać prącie do jej ust, tym razem jednak nie zatrzymał się po zetknięciu z podniebieniem, wsuwał go głębiej. Doktor Sosna nie była zaznana z takimi praktykami, więc niemal natychmiastowo pojawił się odruch wymiotny oraz uczucie jakby zadławiła się zbyt wielkim kęsem. Jak najszybciej próbowała go wypchnąć, zanim sprawi, że zwymiotuje, widząc to agent Zalewski wysunął penisa by pozwolić jej złapać haust powietrza. Kiedy tylko gula którą miała w gardle zniknęła poczuła ulgę która przyszła szybko, jednak wciąż odczuwała lekki ból związany z odruchami, wtedy właśnie z penisa jej partnera zaczęło coś cieknąć. Ciekawość szybko sprawiła, że znowu miała członek w ustach, a na języku poczuła smak nowej cieczy, była lepka, o smaku słodko-kwaskowatym którą szybko połknęła. Wtedy własnie nieprzyjemne uczucie w gardle całkowicie zniknęło, poczuła też jak napięte mięśnie szyi rozluźniają się pod wpływem lekkiego odrętwienia z towarzyszącym mu kojącym ciepłem.

Zalewski podjął kolejną próbę, tym razem wiedząc co ją czeka doktor Sosna wzięła głęboki wdech przez nos eksponując pokaźną pierś. Zaczął wsuwać się już do gardła, była gotowa na powtórkę i kolejne nie przyjemne odczucia, jednak to się nie stało, rozluźnione mięśnie nie zareagowały na wielkie prącie schodzące w dół przełyku. Jednocześnie wyczuła jak coś dziwnego dzieje się z macką która ją zmysłowo pieści, pojawiły się na niej jakieś wyrostki, nie wiedziała jak wyglądają, ale czuła jak podwajają doznania tworzone przez mackę. Tak skupiła się na tym co się dzieje między jej nogami, że nie zauważyła jak jej wargi doszły do podstawy prącia, miała go w sobie w całości, ta myśl podniecała ją jeszcze bardziej. Jednak nie miała wiele czasu na namysły, gdyż znowu zaczął się ruszać, raz wykonywał długie płynę ruchy pozwalające jej się w całości nacieszyć tym cudem natury, a raz krótkie bestialskie ruchy który wydawały się tak silne jakby mogły ją rozpołowić. Z każdym kolejnym ruchem był bardziej agresywny, wiedziała co to znaczy, była na to gotowa. Nagle poczuła jak wbił się jeszcze głębiej mimo, że było to niemożliwe. Tuż przed tym jak poczuła wytrysk zaczęła masować za pomocą ręki jego mosznę która już poddała się skurczą orgazmu pompując nasienie, wtedy też miała wrażenie, iż macka która ją pieściła zmieniła się w trzy, a one wsunęły się do jej majtek. Doszli oboje, ona od macek które niczym polerka wciąż polerowały jej dolne wargi, zaś on od niewyobrażalnego ciepła i wilgoci ciasno oplatające jego penisa. Doktor Sosna była sparaliżowana przez rozszalały sztorm fal nieopisanego orgazmu, ale tuż przed ostatnim strzałem Zalewskiego wysunęła jego członek z gardła, by poczuć na swym języku słony nektar. Wyjmując go prawie całkowicie myślała, że nie zdążył i smak o którym właśnie fantazjowała przepadł, lecz jej cierpliwość została nagrodzona, ostatni potężny strzał białej ambrozji pokrył jej język, co w połączeniu z ocieraniem macek stworzyło niepowtarzalne doznanie.

Macka w jej talii ponownie lekko rozluźniła chwyt pozwalając jej położyć się po sporym wysiłku oraz swobodnie wypaść mięknącemu już penisowi z jej ust, z pod spódnicy w której prawdopodobnie powstała wilgotna plama po spektakularnym orgazmie wyszła macka rozgałęziająca się na końcu w trzy oddzielne zakończenia pokryta w całości mięsnymi kosmykami. Doktor Sosna nie była pewna ile leżała w kałuży swoich soków odpoczywając po takim doświadczeniu. Jednak zanim zdążyła się w pełni otrząsnąć dwie macki oplotły jej tułów omijając piersi, uniosły ją w pozycji poziomej sprawiając, że buty które miała na sobie ze stukotem uderzyły w posadzkę. Macki uniosły ją na taką wysokość by agent Zalewski patrząc przed siebie widział mrok kryjący się pod spódnicą. Zebrała siłę by unieść głowę, zobaczyła jak Zalewski wypuszcza kolejne dwie macki, ale to nie one ją teraz interesowały. W chwili w której zorientował się, że na niego patrzy wyszczerzył gębę pełną nowych w pełni wyrośniętych kłów. Włożył ręce pod jej kolana i siłą rozsunął jej nogi, słychać przy tym było rozrywanie materiału stylowej acz ciasnej spódnicy. Pozycja w jakiej się znajdowała nie pozwalała jej dostrzec co robi Zalewski po tym jak schylił się w stronę jej krocza, nie całą sekundę później nowe doznanie było na tyle silnie, że odrzuciło jej głowę do tyłu. To było jak małe igiełki które cały czas kuły jej wrażliwą po orgazmie waginę rażąc jednocześnie jej łechtaczkę miniaturowymi błyskawicami. Mózg doktor Sosny próbował przeanalizować skąd biorą się te nowe nieznane bodźce. Jednocześnie czarna przemoczona szmatka która jeszcze chwilę temu była jej majtkami wylądowała na ziemi. Jedna z rąk którą podtrzymywał nogę doktor Sosny zaczął zrywać uszkodzoną już spódnicę zostawiając piękne ciało całkowicie nagie.

Nie wiedziała co Zalewski robił miedzy jej nogami, ale wiedziała, że nie chce by przestawał. Było to jak erotyczna akupunktura, coś pozornie bolesnego, lecz zbawiennego dla ciała. Myślała, już, że nic jej nie zaskoczy, jednak zobaczyła dwie kolejne macki zbliżające się w jej kierunku, macki te różniły się od poprzednich, na swoich końcach miały przyssawki których brzegi zostały całkowicie pokryte tępymi kłami. Każda z macek zajęła się jedną piersią, owinęły się wokół nich, jak wąż boa wokoło swojej ofiary, przyssawki zaś przylgnęły do brodawek, a tępe kły ciągle drażniły sterczące sutki. Zalewski wciąż bawił się z jej waginą, a macki zaczęły rytmicznie ściskać i i ciągnąć piersi, robiły to z taką gracją oraz pasją jakby chciały ją wydoić. Do tego repertuaru przeżyć doszło jeszcze jedno, język, poczuła jak we wnętrzu pochwy zaczyna wić się kolejna macka, ten język zupełnie nie przypominał tego którego doktor Sosna doświadczyła podczas pocałunku. Tym razem nie był giętki i śliski, przypominam raczej dużą szczotkę z miękkim włosiem szorującą jej wnętrze. Nie wiedziała, jak długo trzymał ją w takim stanie, sygnały w różnych sfer erogennych łączyły się tworząc impulsy penetrujące jak strzała cały jej układ nerwowy. W końcu doszła, ten orgazm był o wiele intensywniejszy od poprzedniego, miała wrażenie jakby całe jej ciało zostało bezboleśnie rozerwane na atomy, a potem stworzone na nowo. Wszystkie macki ześlizgnęły się stawiając ją delikatnie na ziemi, paląca potrzeba która wcześniej ją sparaliżowała została częściowo zaspokojona, dlatego mimo wycieńczenia trzymała się na swoich nogach i chciała więcej.

Zobaczyła, jak prącie agenta Zalewskiego znowu zaczyna twardnieć, chwyciła za nie i wykonała kilka sprawnych ruchów ręką. Kiedy tylko penis osiągnął pełen wzwód jednak z macek znowu zaczęła ją krępować, poczuła jak znowu zaczyna się podnosić. Macka uniosła ją, a następnie przesunęła się tuż nad jego kamienny wzwód, zarzuciła swoją rękę na jego kark i chwyciła za pukiel czarnych włosów. Zalewski ułożył ręce na smukłej talii doktor Sosny powoli ją opuszczając, niemal natychmiast ich genitalia zetknęły się podgrzewając atmosferę panującą wokoło do granic. Spojrzała w jego szkarłatne oczy, on odwzajemnił to spojrzenie, przez chwilę prowadzili niemal telepatyczną wymianę myśli, czuli siebie nawzajem, wiedząc czego chce druga strona Zalewski upuścił doktor Sosnę pozwalając grawitacji zrobić resztę. Po wcześniejszych zabawach była tak śliska, że penis Zalewskiego wsunął się w nią jak nóż w rozgrzane masło, doktor Sosna poczuła się pełna jak nigdy w życiu, niemal mogła dostrzec pod skórą kontury wielkiego fallicznego kształtu, zaczęła jęczeć w niebo głosy. Kiedy rozkoszowała się obiektem pożądania który wypełniał jej waginę poczuła jak zaczyna się pomału poruszać w górę i w dół, sprawiło, to niekontrolowaną lawinę jęków do których nawet nie sądziła, że jest zdolna. Lecz te jęki nie trwały za długo, gdyż tuż przed jej twarzą pojawiła się nowa macka której zakończenie przypominał pokaźny język, bez oporu pozwoliła macce wsunąć się rozpoczynając nowy taniec zmysłów w jej ustach. Wykonując coraz szybsze oraz bardziej energiczniejsze ruchy zbliżył głowę do jej prawej piersi, zaczął ssać jej pierś niczym niemowlę. Zabawiali się w ten sposób spleceni ze sobą w gorącym, namiętnym uścisku, cali mokrzy od potu, śliny i innych płynów które ze sobą wymieniali. Sosna czuła już, że jest blisko ekstazy, tylko nagle Zalewski przestał ją poruszać zostawiając ją nabitą na prącie.

Doktor Sosna nie wiedziała co było przyczyną przerwy w ich chwili uciechach, bała się, że coś mogło się stać Zalewskiemu. Jednak kiedy poczuła między swoimi pośladkami kolejną mackę zakończoną długim łańcuchem kulistych koralików zrozumiała, że to nie koniec. Przesunął mackę z koralami z okolic pośladków do wilgotnej pochwy, mogła dostrzec na macce dwadzieścia korali, a każdy następny był większy od poprzedniego. Twarde korale zmysłowo przesuwały się po jej wargach sromowych pokrywając się naturalnym lubrykantem, mimo lekkich obaw co do tego pomysłu czuła też wielką ekscytację. W końcu wszystkie korale lśniły od pokrywającego je płynu, Zalewski zmienił chwyt, przełożył ręce z talii na jędrne pośladki które ścisnął i próbował rozsunąć. Pierwsza kulka dotknęła jej tylnej, drobnej dziurki, kulka ta miała średnicę monety dwuzłotowej, doktor Sosna próbowała rozluźnić swoje mięśnie, wtedy właśnie wsunęła się pierwsza kulka. Mimowolnie jęknęła nawet z wypełnionymi ustami, uczucie które odczuła to nie był ból, było to coś nieprzyjemnego, lecz zarazem strasznie podniecającego, nie mogła nawet zastanowić się nad opisaniem tego uczucia kiedy kolejna kulka wsunęła się gładko do środka, a za nią jeszcze kolejna. Z każdą następną kulką co raz bardziej przyzwyczajała się do lekkiego dyskomfortu i oddawała się jedynie rozkoszy jaką niosło penetrowanie tej dziurki, niestety w porównaniu do tego co przeżyła do tej pory było to jak połechtanie palcem. Widząc jak mimo nowej zabawy nie wzmaga to podniecenia w jego partnerce Zalewski szybkim ruchem wyciągnął wszystkie korale, ten nagły ruch był jak eksplozja która przeszyła całe jej dno miednicy falą nieznanego do tej pory rodzaju orgazmu. Po całkowitym rozejściu się fali, wyczuła jak koraliki ponownie trafiają tam gdzie słońce nie dochodzi, tym razem jednak koraliki zsynchronizowały się z resztą ruchów. Macka w jej ustach ponownie zaczęła zmysłową wymianę śliny, a coraz twardszy członek ponownie zaczął się ruszać ocierając o wszystkie powierzchnie jej pochwy. Każdy z jej otworów był wypełniany w inny sposób i zapewniał inny rodzaj rozkoszy, na dodatek pieszczenie jej sutków oraz pośladków tworzyło dodatkowe doznania będące jak słodka polewa na lodowy deser. Zalewski czół jak pochwa zaciska się coraz ciaśniej jednocześnie robiąc się coraz gorętsza, to był znak, że jego partnerka zaraz dojdzie, on sam był też już u progu wytrzymałości, w każdej chwili mógł zalać jej układ rozrodczy setkami milionów plemników. Wtedy właśnie doktor Sosna doznała stanu całkowitej seksualnej nirwany, w całym wszechświecie nie istniało nic, nawet jej ciało, była tylko rozkosz. Zalewski też poczuł osiągnięty przez partnerkę stan, wszystkie macki poczuły rytmiczne pulsowanie, a pochwa zacisnęła się w takim stopniu, jakby chciała nie pozwolić uciec prąciu którego pożąda, ale zbliżała się jego erupcja, wykorzystał siłę i wyciągnął swojego członka niemalże milisekundę przed samym wytryskiem. Gorąca sperma zaczęła malować linię na golutkim brzuchu doktor Sosny, przed kolejną falą która już szykowała się do wytrysku opuścił ją by podobnymi smugami przyozdobić pełny, przepiękny biust.

Jeśli doktor Sosna czuła się wycieńczona już przed stosunkiem to teraz niemal zemdlała ze zmęczenia, jej żądze były już w pełni zaspokojone. Wszystkie macki ponownie wrosły w plecy Zalewskiego, unosił ją teraz jedynie swoimi rękami, jedną podłożył pod uda, a drugą oplótł w około talii. Bez trudu zaczął ją nieść w kierunku łóżka, wyglądali zupełnie jak roznegliżowane małżeństwo, a w każdym razie takie dziwne skojarzenie miała doktor Sosna. Choć myśli powoli wracały do jej głowy napełniając ją zgorszeniem, to czuła dziwną satysfakcję której nie umiała wytłumaczyć. Mimo, że chciała by się pogrążać w rozmyśleniach na temat tych wydarzeń kobieca intuicja podpowiedziała, jej, iż to jeszcze nie koniec. Wtedy zamiast spoglądać tępo na łóżko popatrzyła na Zalewskiego który omiatał ją wzrokiem, ale w jakiś dziwny sposób, nie jak na obiekt swojej pasji czy miłości. Te oczy raczej zamiast kobiety widziały, trofeum, zdobycz albo zwykłą zabawkę. Coś się zmieniło, jego gałki oczne straciły wcześniejszą głębie, teraz były to tylko kule mętnego szkarłatu. Coś było nie tak, Sosna chciała uciekać, jednak nie miała siły w ciele, na razie jedyną opcją było zacisnąć zęby i poczekać na wsparcie.

Zaniósł ją do łóżka którego powierzchnia została niemal całkowicie zniszczona przez wcześniejszą próbę wyrwania się z pasów. Zalewski rzucił doktor Sosnę na łóżko, następie przy pomocy masek które ponownie wyhodował ustawił ją w pozycji na czworaka, jej pełne kuliste piersi zaczęły bezwładnie zwisać, a ona odczuwała rosnące upokorzenie. Kiedy myślała, że gorzej nie będzie, jedna z macek owinęła się na jej szyi, końcówka tej macki wsunęła się do ust, gdzie zaczęła pęcznieć niczym balon całkowicie blokując jej usta nie pozwalając uwolnić nawet jednego dźwięku. Wtedy tuż za jej wypiętymi pośladki na łóżko wszedł agent Zalewski, nie chciała się odwracać, nie chciała zapamiętać go w stanie do którego sama go doprowadziła. Kiedy skupiła się na tych myślach, poczuła jak lekko zaostrzone kły przesuwały się po jej plecach zostawiając długie piekące ślady. Przez kilka kolejnych sekund bawił się jej plecami jak jakimś drapakiem dla kota, doktor Sosna jednak nie ważne jak bardzo chciała by coś zrobić bez prawej ręki i planu nie myślała nawet o zejściu z łóżka. Przy obu otworach jej wypiętego tyłu pojawiły się dwa falliczne obiekty, jeden z nich to kolejna z macek Zalewskiego próbująca szturmem wślizgnąć się do jej odbytu, zaś drugim był członek który ponownie zaczął się wsuwać w pochwę. Nawet jeśli próbowała się rozluźnić wmawiając ciału, że tak będzie łatwiej, to żaden z mięśni nie chciał jej słuchać sprawiając iż, jej mała dziurka wciąż nie wpuszczała macki. Nagle leniwe próba penetracji zmieniła się w nagłe pchnięcie z całej siły, macka dostała się do środka puszczając przez całe ciało doktor Sosny fale bólu, od którego chciało się jej wrzeszczeć, ale nie mogła przez knebel w ustach, więc jedyne co zrobiła to bezgłośnie uroniła łzę.

Zaczął ją brutalnie penetrować, tym razem jego prącie nie zapewniło nawet ułamka wcześniejszych doznań, a nagłe pchnięcie natychmiast stworzyło obtarcia całej waginy które szczypały przy najmniejszym ruchu. Odruchowo złapała materac z całej siły chwytając go ręką co nie wiele dało gdyż Zalewski podciągnął maskę owijającą jej szyję zmuszając ją do ruchu. Wtedy zauważyła, że proteza ręki mimo ogólnej bezwładności wciąż ma działający palec wskazujący oraz środkowy. Doktor Sosna wyczuła w tym swoją okazję, teraz zobaczyła, że stolik na którym znajduje się aplikator z podłączoną buteleczką w której znajduje się środek wygłuszający jest tylko piętnaście centymetrów od łóżka. Zalewski wykonał potężne pchnięcie po czym poluzował mackę na jej szyi pozwalając jej wrócić do poprzedniej pozycji. Przez trwające wieczność minuty ciągle powtarzał te same ruchy które przynosiły doktor Sośnie jedynie negatywne doznania, w pewnym momencie przestał. Wyciągnął swojego penisa z jej pochwy, a mackę która boleśnie bawiła się w jej odbycie z wielką ulgą zniknęła, niestety ulga nie trwała długo, bo zrozumiała co się stało, Zalewski chciał wsadzić swoje wielkie prącie do jej obolałego odbytu. Zanim jednak zdołała zaprotestować twardy jak stal penis wszedł w nią, sprawiając, że prawię uroniła drugą łzę, prawie. Znowu zaczęli się ruszać, mocne stanowcze ruchy w wykonaniu tak wielkiego obiektu sprawiały ciągły, tępy ból, w tym czasie dwie macki które zawinęły się w około siebie nie pozostawiały jej pochwy pustej, były mniejsze i miękkie, choć i tak nie były niczym przyjemnym. Nie wiedziała ile jeszcze takich ruchów musiał wykonać, ale zaczęła czuć pulsowanie jego prącia, to była kwestia paru ruchów zanim wystrzeli.

Nie wykonał nawet trzech kolejnych pchnięć kiedy pulsujący członek zaczął pompować w nią nasienie, wszystkie macki zaczęły wiotczeć. Nie zwracając uwagi na to co się dzieje w około Doktor Sosna poczuła luz, zrobiła zryw w kierunku aplikatora. Rozproszony przyjemnością Zalewski w pierwszej sekundzie nie zrozumiał co się dzieje, jednak kiedy otulające jego członka ciepłe ciało zaczęło się odsuwać napiął macki. Wtedy doktor Sosna zaczęła czuć bolesne kłucie w swoim wnętrzu, macka na szyi zaczynała pokrywać się kłami które niczym ciernie raniły jej szyję, wiedziała, jak wielkie mogą być kły które umie stworzyć agent Zalewski. Jednak nie przekonała się o tym na własnej skórze, dwa działające palce protezy wystarczył by chwycić aplikator, zanim kły wywołały jakieś poważne obrażenia wbiła w mackę na szyi igłę wprowadzając do krwi Zalewskiego środek wygłuszający. Wszystkie modyfikacje ciała zniknęły, kły oraz macki ponownie wchłonęły się w oryginalne ciało, zaś sam agent Zalewski upadł na nią. Doktor Sosna wyczołgała się z pod śpiącego mężczyzny, jego penis niemal od razu po podaniu zastrzyku zmiękł, co sprawiło, że chociaż wyjmowanie było mniej bolesne. Obrażenia jakie wywołały te bestialskie ruchy sprawiały, że nie mogła zatrzymać wypływającej z jej otworu spermy. Ułożyła Zalewskiego w łóżku we właściwej pozycji i zaczęła sprzątać dowody całego zajścia.
To nie jego wina, to przez tą terapię. Nie mogę pozwolić by ten projekt się tak skończył.

W świetle drobnej latarki próbowała jakoś naprawić ubrania, doktor Sosna nigdy nie była dobrym krawcem, dlatego spódnica trzymała się pewnie tylko na słowo honoru, odsłaniając przez niedokładnie zszyte rozdarcie smukłe udo. Zapięła jak najszczelniej kitel który normalnie nosiła rozpięty. Wtedy stała się światłość, prąd w ośrodka został przywrócony, a przez interkomie nadano komunikat który ją uspokoił.
- Obiekt został zabezpieczony, wszyscy ranni członkowie personelu mają natychmiast zgłosić się do skrzydła medycznego, pozostałych proszę o pozostanie na miejscu, aż do zjawienia się funkcjonariuszy ochrony.
Doktor Sosna spojrzała na kamerę, światełko się nie paliło, odetchnęła z ulgą.
Pewnie restart kamer zajmuje trochę więcej czasu, gdyby ktoś zobaczył to co tu się teraz dzieje na pewno zakończyli by projekt.
Upewniając się czy na pewno wszystko posprzątała, otworzyła drzwi po przekroczeniu których skierowała się kulawym krokiem w stronę skrzydła medycznego.

18 maj 2019


Z powodu naruszenia przechowalni przez SCP-PL-███ nastąpiło przełamanie procedur
bezpieczeństwa. Brak prądu nie jest związany z anomalnymi cechami podmiotu, jednak
nie można stwierdzić czy obiekt nie miał pośredniego związku z awarią. W trakcie
incydentu poważnie rannych zostało trzech członków personelu których należało
zatrzymać w skrzydle medycznym. Siedmiu członków personelu zostało lekko
rannych, po udzieleniu pomocy przez lekarzy wszyscy zostali oddelegowani na
tygodniowy urlop zdrowotny.

Podpisano: Szef ochrony ośrodka 49, Grzegorz Stańczyk

19 maj 2019


Eksperyment przeprowadzony na SCP-PL-139-03 z użyciem SCP-PL-138B został
uznany za częściowy sukces. Obiekt twierdzi, że nie pamięta niczego od momentu
utraty zasilania do minięcia efektu środków uspokajających. Badania tkanek
wykazały całkowite rozłożenie SCP-PL-138B, zaś anomalne tkanki w ciele
SCP-PL-139-03 zmniejszyły masę łącznie o 0,5% jednocześnie przeprowadzając
rekonstrukcje innych tkanek. Wciąż nie udało się usunąć efektu anomalnego z obiektu.

Podpisano: Dyrektor ośrodka 49, Amelia Aris


Promienie słońca wpadły przez odsłonięte rolety do jej sypialni, na niechlujnie posłanym łóżku w cielistych majtkach oraz białej podkoszulce na ramiączka. Światło przedarło się przez cienkie powieki budząc ją ze snu. Było jej ciepło, miała wrażenie, że się poci choć termometr za oknem pokazywał tylko osiemnaście stopni.
- Znowu te sny, to było takie żenujące, więc czemu wciąż to rozpamiętuje?
Usiadła na łóżku, poprawiając trzymany w majtkach worek z lodem i przypomniała sobie dla otuchy słowa lekarza.
Proszę robić okłady z lodu, aż ból nie ustanie, mięśnie zwieracza są tylko lekko nadwyrężone, więc po tygodniu powinno zacząć się poprawiać.
Energicznym ruchem wstała by mieć to już za sobą, rwący ból jak zwykle dał o sobie znać, jednak teraz szybkie wstawianie przysporzyło ją o mroczki przed oczami. Mroczki zniknęły, ale wciąż miała lekko zamglony wzrok. Z lekko rozmazaną wizją poszła do łazienki gdzie stanęła przed lustrem i umyła twarz. Przejrzała się, nic dziwnego, że wzrok jej się tak rozmazał, dostała jakiegoś uczulenia i całe oczy były czerwone jak diody. Ponownie przemyła twarz, jeszcze raz spojrzała w odbicie, to co tam zobaczyło sprawiło, że zaniemówiła. Jej oczy nie były w żadnym stopniu przekrwione. Kolor jej tęczówek z zielonego, teraz stał się intensywnie czerwony.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported