Sosna i Xenobiologia
ocena: +1+x

Transporter zatrzymał się na parkingu przed wejściem do placówki Fundacji. Ze środka wysiadła wysoka blondynka w czarnych zamszowych czółenkach ze średnim obcasem, które podkreślały smukłe, długie nogi zakryte od kolan w górę ołówkową czarną spódnicą opasającą jej wydatne biodra. Jędrny, masywny biust zakrywała kremowa koszula eksponująca smukłą talię z rękawami podwiniętymi do łokci. Zimny podmuch nocnego powietrza wywołał na jej ramieniu gęsią skórkę, szybko założyła na siebie śnieżno biały kitel pozostawiony wcześniej w transporterze, po czym spojrzała w niebo.
— Kurwa, znowu pizga.
Za nią ze środka wysiadł młody chłopak trochę niższy od niej, ubrany w niedopasowany fartuch zapięty pod szyję oraz błękitne spodnie. Chłopak stał cicho za kobietą, wydawał się czymś speszony. Doktor Sosna przestała spoglądać w księżyc świecący na bezchmurnym niebie, złapała mocniej trzymany metalowy neseser. Ruszyła w kierunku wejścia do ośrodka, z nadzieją pokładaną w efekty swoich badań, chłopak cały czas podążał za nią. Przed krótką przejażdżką windą została zatrzymana przez dwóch ochroniarzy, uprzedzając ich pytania o cel wizyty pomachała im przed nosami dokumentem podpisanym przez dyrektor Amelię Aris. Widząc to para ochroniarzy rozsunęła się pozwalając wejść doktor Sośnie i jej asystentowi do windy. Podczas powolnej jazdy windą z nudów ponownie przeczytała zgodę wydaną przez dyrektor ośrodka 49.

17.05.2019


Z uprzejmością chciałabym przekazać, iż wniosek o przeprowadzenie eksperymentu na SCP-PL-139-03 przy użyciu SCP-PL-138B, który ma na celu pozbawienia właściwości anomalnych Agenta Roberta Zalewskiego mający odbyć się dnia 18.05.2019 został rozpatrzony pozytywnie.

Podpisano: Dyrektor ośrodka 49, Amelia Aris

— Mam nadzieje, że ta terapia pomoże Zalewskiemu, a przynajmniej mu nie zaszkodzi.


W przechowalni agenta Zalewskiego poza standardowym wyposażeniem znajdowały się jego nowe elementy, które były niezbędne do przeprowadzenia zabiegu. Stojak na kroplówki, metalowy stolik chirurgiczny z przygotowanym wenflonem, a także łóżko ze skórzanymi pasami, którymi został przypięty do niego agent Zalewski. Tuż przed doktor Sosną oraz jej asystentem do pomieszczenia weszło 3 ochroniarzy z karabinami na strzałki usypiające, oraz konwencjonalną bronią krótką przy pasach.
— Witam pani doktor, jakieś nowe badania?
— Nie, to specjalna terapia, nad którą pracuję od jakiegoś czasu. Dziś mam przeprowadzić eksperyment czy jest skuteczna.
— Terapia? To znaczy…
— Tak, agencie Zalewski. Jeśli się uda to będziemy mogli cię wypuścić, wrócisz do żony.
— To wspaniale! Ile to wszystko zajmie?
— Tak naprawdę procedura potrwa kilka godzin, trzeba też pamiętać o badaniach kontrolnych, jednak myślę, że za tydzień będziesz mógł wypić chłodne piwo w swoim własnym domu.
— Więc zaczynajmy! A na czym ma polegać ta terapia?
Doktor Sosna położyła na stoliku neseser, w środku znajdowała się strzykawka automatyczna z aplikatorem, 2 buteleczki z różnymi płynami i roztwór do kroplówki. W tym samym czasie jej asystent zaczął wpinać wenflon w żyłę agenta Zalewskiego.
— Planujemy podać zmodyfikowane wirusy, które w połączeniu z roztworem hormonów przyspieszających procesy metaboliczne powinny zrekonstruować ludzkie tkanki jednocześnie pozbywając się tych anomalnych.
— Czy to niebezpieczne?
— Bez obaw agencie Zalewski, w sytuacji, w której coś pójdzie nie tak odepniemy wenflon, w ciągu piętnastu minut metabolizm rozłoży hormony zatrzymując zmiany. Dodatkowo mamy środek wygłuszający, który dezaktywuje wirusy oraz uśpi cię na kilka godzin.
— I tak nie mam innej opcji, muszę pani zaufać.
Kroplówka powoli zaczęła wtłaczać płyn w żyły Zalewskiego, doktor Sosna wzięła aplikator, do którego podpięła pierwszą z butelek z płynem o lekko zielonym zabarwieniu. Złapała Zalewskiego za umięśnione przedramię, poczuła jak jego rozpalona ręka drżała. Przytrzymała go mocniej jednocześnie wpijając strzykawkę w emanującą błękitną żyłę. Pomieszczenie wypełnił cichy syk, kiedy ostatnia kropelka płynu znalazła się w ciele Zalewskiego wyciągnęła igłę. Młody naukowiec, który cały czas jej towarzyszył natychmiast przykleił plaster do krwawiącej ranki. Następnie na wszelki wypadek ponownie przygotowała strzykawkę, ale teraz z inną substancją.
— Jak się czujesz?
— W sumie czy możemy włączyć klimatyzację, jest mi strasznie gorąco, a poza tym rozpiera mnie energia, czuję się jakbym mógł przebiec maraton.
— To akurat dobrze, oznacza, że hormony już przyspieszyły metabolizm. Zaraz przyniosę też coś, co zaradzi przegrzaniu.

Po upływie trzydziestu minut kroplówka była już w jednej czwartej pusta. Zalewski wciąż był nagrzany, jakby dopiero wyszedł z sauny mimo obłożenia okładami z lodem. Doktor Sosna co chwilę sprawdzała funkcje życiowe Zalewskiego, wszystko wydawało się w porządku. Nagle włączyły się światła awaryjne, a po kompleksie rozniósł się komunikat o przełamaniu procedur bezpieczeństwa. Ochroniarze odebrali instrukcję przez swoje krótkofalówki.
— No rzesz kurwa, tylko nie to. Musimy się ewakuować i to szybko.
Ochroniarze otworzyli drzwi, następnie przeszli przez nie, by zabezpieczyć korytarz. Młody chłopak natychmiast wybiegł za nimi, jednak doktor Sosna podbiegła do agenta Zalewskiego chcąc go rozwiązać. Jeden z ochroniarzy zaczął do niej krzyczeć.
— Pani doktor musimy uciekać, teraz, proszę go zostawić.
— Nie mogę.
Wtedy wszystkie światła nagle zgasły, w tym samym czasie drzwi zamknęły się w trybie awaryjnym odcinając doktor Sosnę od ochroniarzy i swojego pomocnika. Podeszła do drzwi, by upewnić się, czy są zamknięte.
— Pani doktor proszę tam zostać, powinna tam być pani bezpieczna. Musimy się natychmiast ewakuować, ale wrócimy ze wsparciem.
— Lepiej kurwa szybko!
Usłyszała przez drzwi jak 4 pary kroków się oddalają. Po omacku wróciła do łóżka, w którym leżał agent Zalewski.
— Cholera, prąd wysiadł, agencie Zalewski słyszysz mnie?
— Tak, ale dziwnie się czuję, trochę jakbym za dużo wypił.
— Możliwe skutki uboczne terapii, spróbuj odpocząć. Powinniśmy tu być bezpieczni.

Czas mijał, na szczęście Doktor Sosna jako osoba przewidująca miała w kieszeni małą latarkę, dzięki wąskiemu strumieniowi światła mogła wciąż kontrolować stan agenta Zalewskiego. Niestety tak mały oświetlony obszar w połączeniu z głuchą ciszą wzmagał tylko poczucie strachu. Jedyne co słyszała doktor Sosna to odgłosy swojego ciężkiego oddechu, które wydawał się jedyną rzeczą w tym pogrążonym nieprzeniknioną ciemnością pomieszczeniu. Potem doszedł nowy dźwięk, jakim było ciężkie dyszenie agenta Zalewskiego, w chwili, w której tylko to usłyszała oświetliła go drobnym snopem światła z miniaturowej latarki. Był cały czerwony, jak po ciężkim wysiłku fizycznym, miał zamknięte oczy, pod którymi jak rozszalałe biegały gałki oczne. Ostrożnie podbiegła do łóżka, na którym leżał uwiązany Zalewski.
— Agencie Zalewski słyszysz mnie?
Sięgnęła do nesesera na stoliku, następnie przygotowała aplikator z drugą buteleczką.
— Aaa…
Odwróciła głowę, by spojrzeć na Zalewskiego, który poruszał ustami, formując nieme słowa. Ostrożnie przybliżyła swoją twarz w stronę twarzy agenta Zalewskiego.
— O co chodzi? Co chcesz powiedzieć?
— A, aa-ciu?
Doktor Sosna odskoczyła odruchowo w chwili, w której Zalewski kichnął jej prosto w twarz. Kiedy zorientował się co się stało wytarła twarz z wydzieliny przy pomocy rękawa kitla. Popatrzyła na mankiet zabarwiony plamami w kolorze trawiastej zieleni.
— Co d…

Nie zdążyła nawet dokończyć zdania, gdy przestraszył ją nagły zryw agenta Zalewskiego próbującego się jak dzikie zwierzę wyrwać z wiążących go pasów. Z oniemienia wypuściła latarkę, sekundę później szybko przeszła do rogu przechowalni. Agent Zalewski wciąż się szarpał ze skórzanymi pasami lekko oświetlony przez leżącą latarkę, po chwili się uspokoił. Niestety chwila spokoju nie trwała długo, na przedramionach Zalewskiego zaczęły wyrastać ostre jak brzytwy kły. Energiczne szybkie ruchy w połączeniu z naturalnymi ostrzami sprawiły, iż pasy przytrzymujące jego ręce puściły w mgnieniu oka. Po rozcięciu pasów, pod ubraniami zaczęły pojawiać się nieznane wybrzuszenia. Za nim doktor Sosna zrozumiała co jest przyczyną wybrzuszeń, ostre kły na powierzchni całego ciała przebiły ubrania. Zalewski ponownie zaczął się szamotać, teraz jednak jego ciało pokryte naturalnymi ostrzami tworzyło liczne nacięcia na powierzchni pasów osłabiając je, aż nie pękły pod ciągle wywieraną presją. Nie minęła nawet minuta, a istota w łóżku nie była już skrępowana żadnymi więzami. W momencie, w którym mężczyzna wstał z łóżka nie miał żadnych kłów, ale górna część jego stroju została całkowicie rozdarta odsłaniając umięśniony tors. Zalewski był niemal jednakowego wzrostu jak doktor Sosna, która przewyższała go wzrostem tylko dzięki butom na obcasie. Jego głowę zdobiła czarna czupryna. Jednak doktor Sosnę to nie włosy intrygowały najbardziej, a szeroko otwarte oczy z tęczówkami w kolorze szkarłatu. W głowie Sosny impulsy nerwowe przechodzące od aksonów do dendrytu aktywowały instynktowny odruch "walcz lub uciekaj", mózg doktor Sosny natychmiast wybrał logiczniejszą opcję "uciekaj".

Zanim jeszcze Zalewski wykonał jakiś ruch rzuciła się w kierunku wyjścia, by oddalić się jak najbardziej od źródła niebezpieczeństwa. Niestety łatwiej powiedzieć niż zrobić. Mimo że doktor Sosna dotarła do drzwi, to jednak nie zmieniało to faktu, że nie było zasilania, które mogło je otworzyć. Szybko pojmując, iż nie ma sposobu na otwarcie drzwi w obecnym stanie obróciła się. Zalewski nie wykonywał żadnych ruchów, jedyne co robił to wodził za nią oczami niczym drapieżnik bacznie obserwujący swoją ofiarę. W tym czasie doktor Sosna próbowała zachować zimną krew i obmyślić jakiś plan. Wtedy zobaczyła jak w świetle jej nikłej latarki, która leżała na ziemi połyskuje strzykawka ze środkiem uspokajającym znajdująca się na stoliku chirurgicznym. Przekalkulowała możliwe opcje, ale nic lepszego nie przychodziło jej do głowy. Podejmując ryzykowny wybór ruszyła do przodu, by dostać się do strzykawki, nie wiedziała, czy w ogóle uda jej się pokonać ten dystans lub zaaplikować preparat, jednak była to lepsza opcja niż czekać na atak. Zalewski w końcu zareagował, z jego pleców wystrzeliła pojedyncza macka pokryta na końcu kłami, wykonał nią zamach. Doktor Sosna widząc nadchodzący atak postanowiła go zablokować przy użyciu swojej protezy. Macka niczym naturalny korbacz uderzyła w cel, w pomieszczeniu można było usłyszeć dźwięk niszczenia zastępczej kończyny. Mimo że atak nie zadał Sośnie żadnych obrażeń to siła jaką za sobą niósł sprawiła, iż straciła równowagę i upadła na podłogę koło łóżka do którego jeszcze kilka minut temu był przykuty mężczyzna liczący na powrót do normalnego życia.

Zalewski widząc, że atak spełnił swoje zadanie rzucił się na kobietę, która znajdowała się kilka kroków od niego. Widząc to doktor Sosna spróbowała odskoczyć na bok odpychając się swoją prawdziwą ręką od łóżka. Lekko się ucieszyła, gdy doszła do wniosku, iż dystans między swoją aktualną pozycją a miejscem w które celował Zalewski rośnie. Niestety ta niewielka radość nietrwała długo, ponieważ, mimo że uniknęła samego Zalewskiego tak, kolejna macka, którą wyhodował w błyskawicznym tempie owinęła się wokoło prawej kostki doktor Sosny kończąc jej ucieczkę. Ściągnął ją do siebie przy użyciu nowej kończyny. Doktor Sosna próbowała wyswobodzić się, ale szybko została skrępowana przez kolejną mackę, która pokryła się małymi kłami, które przy każdym ruchu boleśnie wbijały się w ciało doktor Sosny. Nie widząc sensu w marnowaniu energii oraz sprawianiu sobie bólu przestała się wierzgać i zaczęła analizować otoczenie. Szczęściem w nieszczęściu okazało się, że Zalewski podciągnął ją tuż obok stolika, na którym leżała strzykawka. Niestety w aktualnej sytuacji nie miała możliwości, by do niej dosięgnąć.

Kiedy ona lustrowała otoczenie w poszukiwaniu rozwiązania Zalewski stanął nad nią. Wpatrywał się w nią przez chwilę jak myśliwy napawający się zdobyczą. Po kilku chwilach z jego dłoni wyrósł kolec, którego długość dochodziła do dziesięciu centymetrów. Nie chcąc wiedzieć co dalej zrobi Zalewski, Sosna kopnęła stojak na kroplówki, który znalazł się na granicy jej zasięgu. Przewracający się przyrząd wydał głośny odgłos odwracając na sekundę uwagę Zalewskiego. Mimo to nie miała szansy na uwolnienie ręki lub nogi, więc spróbowała wydusić coś ze swojej poważnie uszkodzonej protezy. Uszkodzenia, jakich doznało urządzenie były znaczne, jednak udało się wykonać przy jej pomocy jeden nieprecyzyjny ruch. Dobrze, że w tym, co próbowała zrobić niepotrzebna była precyzja, wykonując okrężny ruch zrzuciła zawartość stolika. Rozproszony przez wiele bodźców Zalewski nie poczuł nawet jak Sosna chwyta strzykawkę, jednak podświadomie czując, iż zbliża się zagrożenie. Bez zastanowienia zaatakował doktor Sosnę kostnym wyrostkiem na dłoni. Widząc zbliżający się atak Sosna wykonała zastrzyk w ciasno oplatającą ją mackę, przyspieszony metabolizm natychmiastowo zaczął rozprowadzać medykament po ciele.

Zanim cios dotarł do celu Zalewski był już nieprzytomny, niestety kieł pod wpływem siły upadku wbił się nieznacznie w lewy obojczyk Sosny. Macki zaczęły wiotczeć, nie zwracając uwagi na to, co się dzieje wokoło Doktor Sosna poczuła rosnący luz. Chwilę później wszystkie modyfikacje ciała zniknęły, kły oraz macki ponownie wrosły w oryginalne ciało. Doktor Sosna wyczołgała się spod śpiącego mężczyzny. Obrażenia, jakie wywołały ataki sprawiały, że nie mogła zatrzymać wypływającej z rany na ramieniu krwi, ale dzięki sprzętowi medycznemu oraz materiałowi z podartych ubrań wykonała polowy opatrunek. Ułożyła Zalewskiego w łóżku we właściwej pozycji i zaczęła sprzątać dowody całego zajścia.
To nie jego wina, to przez tę terapię. Nie mogę pozwolić by ten projekt się tak skończył.

W świetle drobnej latarki próbowała jakoś naprawić ubrania, doktor Sosna nigdy nie była dobrym krawcem, dlatego spódnica trzymała się pewnie tylko na słowo honoru, odsłaniając przez niedokładnie zszyte rozdarcie smukłe udo. Zapięła jak najszczelniej kitel, który normalnie nosiła rozpięty. Wtedy stała się światłość, prąd w ośrodku został przywrócony, a przez interkomy nadano komunikat, który ją uspokoił.
— Obiekt został zabezpieczony, wszyscy ranni członkowie personelu mają natychmiast zgłosić się do skrzydła medycznego, pozostałych proszę o pozostanie na miejscu, aż do zjawienia się funkcjonariuszy ochrony.
Doktor Sosna spojrzała na kamerę, światełko się nie paliło, odetchnęła z ulgą.
Pewnie restart kamer zajmuje trochę więcej czasu, gdyby ktoś zobaczył to, co tu się teraz dzieje na pewno zakończyliby projekt.
Upewniając się, czy na pewno wszystko posprzątała, otworzyła drzwi, po których przekroczeniu skierowała się kulawym krokiem w stronę skrzydła medycznego.

18.05.2019


Z powodu naruszenia przechowalni przez SCP-PL-███ nastąpiło przełamanie procedur bezpieczeństwa. Brak prądu nie jest związany z anomalnymi cechami podmiotu, jednak nie można stwierdzić czy obiekt nie miał pośredniego w związku z awarią. W trakcie incydentu poważnie rannych zostało trzech członków personelu, których należało zatrzymać w skrzydle medycznym. Siedmiu członków personelu zostało lekko rannych, po udzieleniu pomocy przez lekarzy wszyscy zostali oddelegowani na tygodniowy urlop zdrowotny.

Podpisano - Szef ochrony ośrodka 49, Grzegorz Stańczyk

19.05.2019


Eksperyment przeprowadzony na SCP-PL-139-03 z użyciem SCP-PL-138B został uznany za częściowy sukces. Obiekt twierdzi, że nie pamięta niczego od momentu utraty zasilania do minięcia efektu środków uspokajających. Badania płynów ustrojowych wykazały całkowite rozłożenie SCP-PL-138B, zaś anomalne tkanki w ciele SCP-PL-139-03 zmniejszyły masę łącznie o 0,5% jednocześnie przeprowadzając rekonstrukcje innych tkanek. Wciąż nie udało się usunąć efektu anomalnego z obiektu.

Podpisano - Naukowiec, Joanna Sosna


Promienie słońca wpadły przez odsłonięte rolety do sypialni, na niechlujnie posłanym łóżku leżała kobieta w cielistych majtkach oraz białej podkoszulce na ramiączka. Światło przedarło się przez cienkie powieki budząc ją ze snu. Było jej ciepło, miała wrażenie, że poci się, choć termometr na oknie pokazywał tylko osiemnaście stopni.
— Znowu te sny, to był jakiś koszmar, więc czemu wciąż to rozpamiętuje?
Usiadła na łóżku, poprawiając opatrunek na ramieniu i przypomniała sobie dla otuchy słowa lekarza.
Proszę zmieniać opatrunek co dwanaście godzin, wszystko powinno się zagoić w przeciągu dwóch, trzech tygodni.
Energicznym ruchem wstała by mieć to już za sobą, rwący ból jak zwykle dał o sobie znać, jednak teraz szybkie wstawanie przysporzyło ją o mroczki przed oczami. Mroczki zniknęły, ale wciąż miała lekko zamglony wzrok. Z lekko rozmazaną wizją poszła do łazienki gdzie stanęła przed lustrem i umyła twarz. Przejrzała się, nic dziwnego, że wzrok jej się tak rozmazał, dostała jakiegoś uczulenia i całe oczy były czerwone jak diody. Ponownie przemyła twarz, jeszcze raz spojrzała w odbicie, to co tam zobaczyło sprawiło, że zaniemówiła. Jej oczy nie były w żadnym stopniu przekrwione. To kolor jej tęczówek z zielonego, teraz stał się intensywnie czerwony.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported