Spóźnienie
ocena: +7+x

Wstające słońce rozbudziło wszelkie istoty do życia. Zaczęły rozbrzmiewać ptasie koncerty, wiewiórki rozpoczęły swe harce, ludzie zaś ruszyli swymi ścieżkami, spiesząc się do tylko sobie znanych celów. Pojazdy wszelkiej maści rozpoczęły marsz ku zjednoczeniu w korku, podczas gdy w szybach można już było podziwiać tańce świateł. Promienie słoneczne, odbijane od otwieranych okien stanowiły dowód na rozpoczęcie nowego dnia dla coraz większej ilości mieszkańców. Gwar i jazgot poranka nie wystarczał jednak wszystkim do pobudki.

Śpiący mężczyzna zdawał się ignorować wszelkie bodźce mogące oznaczać porę na rozpoczęcie właściwej egzystencji. Nie spał głęboko, jednak cierpliwie czekał na sygnał, by powstać. On jednak nie nadchodził, pomimo upływającego czasu. Budzik w telefonie był dobrym rozwiązaniem tylko wtedy, gdy bateria jest naładowana w stopniu wystarczającym do wytrzymania do rana. Lecz oto budzi się, zdezorientowany, nie słysząc sygnału. I gdy zrozumiał, co się stało (czy raczej nie stało), dołączył do miejskiego pośpiechu wraz z okrzykiem bojowym:

— Kurwa!—

Spóźnialski mężczyzna był przeciętnego wzrostu i budowy ciała, można nawet by było zaryzykować stwierdzenie "drobny". Piwne oczy ukazywały bystrość umysłu, ale i skłonność do rozpraszania się. Długie włosy, sięgające za barki, były niestarannie uczesane i w dość dużym nieładzie, jakby pozostawione samym sobie. Popołudniowy zarost dopełniał obrazu modela z reklamy szamponu bądź fana ciężkiego brzmienia. Głównie jednak tylko on sam tak uważał, sprawiał przede wszystkim wrażenie leniwego i niedbałego. Na szyi miał nieodłączny naszyjnik ze srebra, przedstawiający mityczną istotę, hydrę. Miał dla niego wielkie znaczenie: tak jak po każdej głowie wyrastała nowa, tak on po każdym błędzie będzie coraz lepszy. Taka przyświecała mu idea i tym starał się kierować. Jednak niechętnie o tym opowiadał, był to raczej intymny sekret niźli manifestacja. Naszyjnik zaś subtelnie przełamywał tą granicę.

Był spóźniony, jednak nie miał większego wpływu na czas dotarcia tramwaju na docelowy przystanek. Garnitur nie pasował do tego środka transportu, jednak z doświadczenia wiedział, że jest to szybsza alternatywa od prywatnego samochodu, a na taksówkę nie chciał tracić i tak nadszarpniętych nerwów. Dodatkowym plusem była możliwość obserwowania miejskich ludzi w ich naturalnym środowisku. Uczniów, studentów czy pracowników, katolików, ateistów czy niezdecydowanych, dobrych, złych i neutralnych: ten tygiel możliwości był niemal nieskończony. Rozpoznanie typów ludzi było ciekawą rozrywką, przyjemnie odwracającą uwagę od stresującej rzeczywistości i problemów, które zawierają.

Jednak jak to będzie wyglądać później? Gdy faktycznie otrzyma tą pracę, czy zmieni się jego pogląd na świat, jego codzienne czynności? Czy te proste rozrywki stracą swój urok? Nie mógł tego wiedzieć, ale być może niedługo się przekona. Gdy wysiadł z zatłoczonego pojazdu przystanął, by zastanowić się, czy nie będzie żałował. W końcu nadal nie jest za późno.

Ruszył jednak w stronę kawiarni.

Kawiarnia na obrzeżach cichego skweru, będącego bliższą alternatywą do zatłoczonego parku, była idealnym miejscem spotkań dla tajnej organizacji. Może nawet zbyt idealną, przez swoją oczywistość. Mężczyzna w garniturze dopełniał wizerunek miejsca schadzek mafii bądź rządu, tym bardziej poprzez popijaną kawę w papierowym, zamkniętym kubku. Jednocześnie planował swoją najbliższą rozmowę. Chociaż i tak wiedział, że potoczy się zupełnie inaczej niż w jego wyobraźni, to pomagało mu to chociaż przygotować się do przebiegu, przyzwyczaić do niej. Nie przeżywać jej po raz pierwszy. Mógł śmiało odpłynąć w strefę rozmyślań, w kawiarni nie było dużo osób, każdy zdążył wypić poranną kawę i udać się do swoich obowiązków. Dziwił się, że pomimo spóźnienia musi jeszcze czekać, ale zapewne proces jego weryfikacji musiał trochę potrwać.

Mężczyzna wszedł do kawiarni, chwilę się rozglądając przy drzwiach i podchodząc do siedzącego mężczyzny. Obaj byli młodzi, obaj byli zmęczeni, obaj byli również spóźnieni. To, co zwróciło uwagę odstawiającego kubek Łukasza to ubiór: tanie bojówki, tanie adidasy, tania bluza. Typowy student, kiblujący któryś rok z kolei. Siedzący mężczyzna miał jednak wrażenie, że to z tą osobą miał się spotkać. Spojrzenie, bystre i przenikliwe, jednocześnie jednak znudzone i gdzieś daleko podkreślały to wrażenie.

— Spóźnił się pan — powiedział mężczyzna.

— Pan też — odpowiedział Łukasz. Był to… interesujący początek rozmowy rekrutacyjnej, pomyślał. Aby nie wchodzić od razu w agresywne rejony, dodał: — Napije się pan kawy? —

— Nie, ta rozmowa nie będzie trwała długo. — Odpowiedział mężczyzna. Łukasz zwrócił uwagę, że nie usiadł naprzeciwko niego, ale kucnął przy stole, mając oczy na wysokości jego. Coś podpowiadało, ze czas na przejęcie inicjatywy i zadawanie pytań minął, a siedzący mężczyzna oddał się temu nurtowi.

— Przeczytał pan dokumentację? —

— Tak. —

— Dlaczego chce pan pracować w tym miejscu? —

— Dla pieniędzy. — Co ja kurwa plotę.

— Jutro o 8. podjedzie samochód, proszę nie zaspać. Witamy w Fundacji. — Odpowiedział mężczyzna i wyszedł z kawiarni. Łukasz, cały czas w szoku śledził za nim pustym wzrokiem, jednocześnie krzycząc w głowie z niedowierzania.

Dlaczego odpowiedział najgorszą odpowiedzią na najważniejsze pytanie? Stres? Spojrzenie agenta?Niewyspanie? Dosypali mu czego do kawy? A przede wszystkim, czy to było ważne? Miał tą pracę, tylko to się teraz liczyło.

Nawet nie to, czy ją chciał.


Idąc ulicą w miejsce kolejnego spotkania agent Brodzik pozwolił odpłynąć myślom w kierunku rekrutacji, którą przed chwilą prowadził. Łukasz Barczyński, dwadzieścia trzy lata, kawaler. Inteligentny, prostolinijny, ciekawski, leniwy i roztrzepany. Idealny materiał na naukowca Fundacji. Oczywiście, został wybrany już wcześniej, odbyto z nim rozmowy (skrzętnie ukryte pod przypadkowymi pytaniami ulicznymi czy rozmowami politycznymi w kolejce w Biedronce), przesłano materiały. Osoba ta łaknęła wiedzy, jednak nie bardziej, niż ktokolwiek inny.

Ale to odpowiedź na jedyne pytanie ostatecznie utwierdziła Brodzika w przekonaniu, że Łukasz będzie dobrym naukowcem. Pragmatyzm pieniądza, jak to pieszczotliwie nazywał. Nie dobro świata, gdy poznaje się jego najciemniejszą i najokrutniejszą stronę. Nie ciekawość, gdy nic nie tworzy sensu ani ładu, a jedyne pytania to te bez odpowiedzi. Zwykła, prosta potrzeba pieniądza.

Łukasz Barczyński zacznie jutro swój pierwszy dzień pracy w Fundacji. Ciekawe, jak mu pójdzie — fałszywie pomyślał Brodzik. Interesował go teraz jedynie papieros, który nikotyną wypełniał płuca. Przypomniało mu to jednak, że nowy asystent naukowy poziomu pierwszego ma kolejną, bardzo cenną zaletę. Nie lubi wczesnych pobudek. Dokładnie tak, jak Brodzik.

— Kto wcześnie się z łóżka zbiera, ten wcześnie umiera — zachichotał pod nosem Brodzik, zaciągając się zanieczyszczonym powietrzem i spoglądając w niebo.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported