Umowa
ocena: +3+x

<< Poprzednia część


Rozdział 2


Lokalizacja: Boliwia, Rezerwat Narodowy Manuripi Heath National, Amazonka, Tajna baza wojskowa Fuerzas Armadas de Bolivia - Jaguar.

Koordynaty: 11°██′██.██″S 68°██′██.██″W

Data: piątek, 8 maja 2009

Godz.: 19:37 GMT-4


Boliwijski kapitan próbował dotrzymać kroku, idącej przed nim grupie. Gdy w końcu mu się to udało, mężczyźni wyszli już na gruntową drogę, przecinającą kompleks wojskowy.

Białe światło reflektorów stojących przy jezdni, oświetliło ciemne sylwetki najemników.

Żołnierze siedzący przed barakiem po przeciwległej stronie drogi, rozszerzyli ze zdziwieniem oczy widząc, materializujący się z cieni oddział, idący szybkim, równym tempem. Niektórzy poderwali się i sięgnęli po broń niepewni co robić.

Uspokoili się na widok idącego za grupą kapitana w mundurze armii boliwijskiej. Znaczącym gestem nakazał on spokój. „Oni są ze mną” - zdawał się mówić. Żołnierze powoli wracali na swoje miejsca, odprowadzając mężczyzn podejrzliwym wzrokiem.

Handlarz bronią, Kasper Striker uśmiechał się w duchu, widząc reakcje ludzi generała. Właśnie o to mu chodziło. O pokaz. Pokaz siły i stojącej za nią machiny jaką generał i jego sztab, wprowadzili w ruch.

Tak o tej sytuacji myślał biznesmen w bezpiecznym klinie utworzonym przez jego ludzi.

Gdy zbliżyli się do szarego kontenera, gdzie umiejscowione było centrum dowodzenia, Kasper skinął na Louis’a. Najemnik potaknął głową i odbiegł w stronę stojących za rogiem ciężarówek. Yerko nie miał szansy spytać gdzie i w jakim celu pobiegł żołnierz, bo Striker już zaczął wchodzić po wąskich schodach. Na ich szczycie drogę zagrodzili mu postawni strażnicy. Handlarz spojrzał na nich lodowato, gdy lufy karabinów znalazły się blisko jego twarzy.

— Kapitanie — wysyczał cicho, w stronę Boliwijczyka.

Yerko pospiesznie pokonał ostatnie stopnie i stając przed żołnierzami, wypowiedział szybko rozkazy. Wartownicy zasalutowali i odsunęli się na bok.

— Dziękuję. — rzucił krótko handlarz.

Gdy Kasper przekroczył próg, odwrócił się na pięcie, przypomniawszy sobie coś ważnego.

— Aha, panie kapitanie. Oczekuję swojego najemnika z pewną skrzynią. Liczę, że nie będzie potrzebna moja obecność, aby mógł wejść do środka prawda? — spytał, spoglądając znaczącą na milczących wartowników.

— Naturalnie, el Striker — odparł Boliwijczyk. — Zrozumieliście señor Striker’a? — Żołnierze poważnie skinęli głowami.

— Doskonale. — powiedział handlarz. — Woda, Ogień! Zostajecie na zewnątrz.

— Tak jest. — odpowiedzieli jednocześnie bliźniacy, ustawiając się na dole schodów równolegle, co do wartowników przy drzwiach. Z tą różnicą, że Woda stanął przodem do boliwijskich żołnierzy. Po wyrazie ich twarzy wnioskować można było, że nie przejęli się tym faktem lub nie zrozumieli aluzji w tym geście nieufności.

Kasper pokiwał z zadowoleniem głową i spojrzał na zegarek; 19:39. Uśmiechnął się do siebie szczerze po raz ostatni, zmieniając twarz na maskę szczerzącego się marketingowca. Przywołał Armina gestem ręki.

— A teraz którędy, panie kapitanie?

— Tamten pokój el Striker. Generał czeka w środku. Proszę za mną. — powiedział, podchodząc do drzwi i ujmując ich klamkę. Kasper stanął przed drzwiami poprawiając krawat i skinął na Boliwijczyka, który otworzył przed nim drzwi.

Showtime.


Zegar wiszący w niewielkim pomieszczeniu pokazywał dokładnie 19:40, gdy biznesmen przestąpił próg pokoju. W środku ujrzał siedzących przy długim, tandetnym plastikowym stole przedstawicieli wojskowych. Zgodnie z umową Harper’a na spotkaniu pojawili się wszyscy wcześniej zapowiedziani.

Generał Andric La Cruz siedział pośrodku dłuższego boku stołu, lewą ręką poprawiając wąsy, drugą trzymając cygaro, którego większa już część stygła w stojącej przed mężczyzną popielniczce. Po jego prawej stronie siedział wysoki pułkownik.

Na końcu stołu, po lewej stronie generała siedział krępy żołnierz; sekretarz Nyls Tabatha z uruchomionym laptopem i paroma dokumentami. Wpatrywał się beznamiętnie w przestrzeń przed sobą, metodycznie stukając palcami o stół. Całość dopełniała kolejna dwójka żołnierzy stojących za generałem.

Byli wyposażeni w broń krótką, która obecnie spoczywała w zielonych kaburach. W przeciwieństwie do strażników przy drzwiach; bo bez wątpienie ci tutaj byli w formie obstawy, sprawiali wrażenie wyrachowanych weteranów. Twarze mieli zacięte, a wzrok uważny, który skupił się na wchodzącym biznesmenie i stojących przy nim najemnikach. Uwadze ochroniarzy nie uszła broń długa zamaskowanych mężczyzn, którą skonstatowali krzywym grymasem. Kasper kątem oka, dostrzegł na ich rękawach naszywki w kształcie głowy drapieżnego kota.

„Więc to są Jaguary.” — pomyślał.

Striker słyszał o nich, ale nigdy nie zgłębił tej informacji. Byli czymś w rodzaju boliwijskich sił specjalnych szybkiego reagowania. O ile dobrze pamiętał powstali stosunkowo niedawno.

Finlandczyk nie zaprzątając sobie tym teraz głowy skupił się z powrotem na swoich klientach.

Przybycie handlarza wyrwało wszystkich siedzących ze stanu lekkiego zawieszania. Wstali i skinieniem głowy przywitali gościa. Striker odwzajemnił gest. Z wewnętrznym zadowoleniem obserwował mieszane emocje pojawiające się na twarzy generała i jego podwładnych na widok umundurowania jego najemników. Usiedli, z cichym szmerem dosuwanych krzeseł. Kapitan Yerko zasalutował przełożonym po czym skierował się do wyjścia.

— Góra, zaczekaj proszę przed drzwiami. — powiedział Kasper, do potężnie zbudowanego najemnika trzymającego karabin maszynowy. Ten bez słowa odwrócił się i wyszedł razem z Boliwijczykiem przepuszczając go w drzwiach. Pchła i Ćma stanęli za handlarzem tworząc lustrzane odbicie żołnierzy stojących za generałem.

Widząc, że powitalnej formalności stało się zadość, Striker położył na stole swój neseser i po kolei zaczął wyciągać z niego dokumentację. Gdy skończył, wszystkie teczki i papiery ułożył w równym rzędzie przed sobą. Kiwając do siebie głową, splótł ręce, i wbił swój lodowy wzrok w generała. Milczał, potęgując narastające napięcie. Generał z sekundy na sekundę tracąc rezon, odkaszlnął, gasząc resztkę cygara i zerknął znacząco na pułkownika. Harper zaczerpnął tchu przerywając niezręczną ciszę.

— Czy możemy zacząć spotkanie? — spytał.

— Jak najbardziej.

— W takim razie, chcielibyśmy usłyszeć jak wywiązał się pan z kontraktu. — Kasper kiwnął głową i zaczął mówić.

— Czwartego kwietnia, złożyliście panowie zamówienie na 60 karabinów AK-103 z pełnym wyposażeniem i akcesoriami. Zgodnie z umową, transakcja jest poufna. Oficjalnie, zakontraktowali panowie firmę PREP-MEAL. Dostawcę jedzenia i żywności o długim terminie przydatności, o użytku wojskowym. Skrzynie również są oznaczone i zarejestrowane na kod inwentaryzacyjny racji żywnościowych. Tu jest szczegółowo opisana droga przesyłki. Od Europy wschodniej po zachodnią i w końcu przelot przez ocean. — powiedział Striker podsuwając dokument tranzytowy Harper’owi. — Tu z kolei jest lista przedmiotów wchodzących w skład jednej takiej skrzyni. Pozwolę ją sobie tu zacytować.

Przerwał na chwilę podając każdemu z obecnych kopię listy.

— Na skrzynię z zamówienia BLCA09-1 składa się: karabin AK-103 sztuk 1. Stalowy magazynek z plastikowymi wykończeniami na 30 naboi 7.62x39mm, sztuk 5. Przypinane ładownice w kamuflażu tropikalnym do wcześniej wymienionego magazynka, sztuk 5. Zestaw konserwacyjny i drobne części zapasowe. Ponadto dodaliśmy szynę umożliwiającą zainstalowanie chwytu przedniego, latarki, celownika bądź lasera. One również są w skrzyni. Oczywiście pozostaje sama amunicja, ale jak zostałem poinformowany organizują ją panowie we własnym zakresie.

— Hmm, tak. — burknął Harper taksując listę wzrokiem. — Wygląda na to, że wszystko się zgadza generale.

— Jeszcze nie wszystko, coronel. — powiedział po hiszpańsku generał. — Jeszcze nie widziałem tych karabinów. Skąd mam wiedzieć, że to nie sterta rdzy z napisem Kalaschnikov. — dokończył La Cruz śmiejąc się pod nosem.

Striker spojrzał znacząco na Pchłę, a młody Brazylijczyk szybko przetłumaczył słowa generała.

Kasper jakby tylko na to czekając podniósł rękę i pstryknął głośno palcami. Sekundę potem do pomieszczenia wszedł najemnik niosąc drewnianą skrzynię wojskową. Obstawa generała drgnęła nerwowo na widok kolejnej zamaskowanej postaci. Żołnierz Striker'a położył skrzynię na stole, po czym wyszedł z pomieszczenia. Wszyscy zamarli na krótką chwilę.

— Wiedziałem, że nie będzie pan kupował w ciemno, panie generale. — powiedział z nonszalancją Striker. — Heckmann, mógłbyś?

Najemnik w czarnej masce balistycznej podszedł do stołu, odrzucając swój karabin na plecy. Szybkim ruchem otworzył skrzynię i pokazał jej zawartość siedzącym naprzeciwko mężczyznom.

W środku, w trzech przegrodach, wyściełanych słomą leżała wcześniej wymieniana przez Striker’a zawartość.

Największą z nich zajmowała sama broń. AK-103 ze zdjętą kolbą, aby zmieścić się w środku oraz leżące pod nim magazynki. Lewą mniejszą przegrodę zajęły ładownice, chwyt przedni, kolba karabinu i małe, obłe kształty dalmierza oraz latarki. W prawą najmniejszą komorę wsadzona została mała torebka z zestawem do naprawy i czyszczenia broni. Obok niego niewielki plastikowy kartonik chował celownik kolimatorowy.

Johan wyciągnął karabin oraz kolbę i sprawnym ruchem złączył obie części z satysfakcjonującym kliknięciem. Następnie za pomocą swojego Multi-Tool’a zaczął przymocowywać szynę. Gdy w końcu zajęła swoje miejsce wokół lufy sięgnął po laser. Przymocowawszy go do boku broni, wziął jeden z magazynków.

Striker bez słowa podał mu paczkę naboi. Najemnik po szybkim załadowaniu pięciu pocisków kalibru 7.62 na 39 milimetra, włożył magazynek do karabinu.

Głośne kliknięcie zrzucanego bezpiecznika rozległo się po pomieszczeniu. Strażnicy za generałem odpieli paski kabur. Heckmann przerwał na moment, rzucając im badawcze spojrzenie. Po chwili prychnął pogardliwie i pewnym ruchem przesunął suwadło wprowadzając pocisk do komory. Przyłożył broń do oka, celując w boczną ścianę, aby generał mógł obejrzeć ją z boku. Nie przejął się faktem, że jeden z jego przybocznych wyciągnął pistolet. Lewą ręką przeładował ponownie pozwalając, aby nabój wypadł i odskoczył w stronę generała. Ten nie drgnął, co najemnik skonstatował z zadowoleniem.

Opuszczając broń do pasa poruszył suwadłem parokrotnie, pozwalając pozostałym nabojom wpaść do skrzyni, przy okazji prezentując jakość mechanizmu. Na koniec odpiął magazynek i nacisnął spust. Karabinek z cichym trzaskiem iglicy wypalił ”na sucho”. Po rozłożeniu i odłożeniu broni do skrzyni najemnik wrócił na swoje miejsce za plecami Striker’a, ponownie ujmując swój G36C.

— I co pan na to panie generale?

Generał La Cruz milczał przez chwilę, pozwalając uśmiechowi powolutku rozjaśnić jego miedzianą twarz. W końcu wstał i przechylając się przez stół podał dłoń Striker’owi, ściskając ją serdecznie.

— Doskonale señor Striker, doskonale. Widzę, że warto było gastar trochę pieniędzy. Ale za takie, hmm… — La Cruz zamilkł szukając dobrego słowa. — Servicios trzeba płacić. Niestety. — dokończył żartobliwym tonem.

— Tak to już jest, generale. — odparł biznesmen z udawaną troską na twarzy. — Skoro jest pan zadowolony z towaru, a ręczę, że każdy karabin jest taki jak ten, może przejdziemy do płatności?

— Si, chodź nad tym ubolewam. Tabatha! Wyślij pieniądze.

I te słowa chce usłyszeć każdy handlarz. Striker obserwując sekretarza stukającego po klawiszach laptopa, sięgnął po swój własny telefon satelitarny, szybko wybierając numer. Po kilku sekundach telefon nawiązał połączenie. Odwrócił się plecami do obecnych, uśmiechając się przepraszająco. Chciał odbyć rozmowę, poufną na tyle na ile to możliwe.

Dwunastka słucham. — Miękki kobiecy głos przywitał handlarza, od razu poprawiając jego humor.

— Mówi Striker. Kod identyfikacyjny: 753-816.

Proszę o podanie hasła.

Kasper ściszył głos, ale w pomieszczeniu zapanował mały harmider rozmów, gdy Harper z generałem zaczęli oglądać broń oraz dodatki. Wymieniali krótkie uwagi co jakiś czas wskazując jedną z zawartości skrzyni.

— „Jam jest panem okrętu Nagelfar.”

Hasło poprawne. W czym mogę pomoc panie Striker?

— Czy wpłata z zamówienia BLCA09-1 już wpłynęła na konto?

Chwileczkę… — W słuchawce nastała cisza. — Tak, przed chwilą wpłynęło czterysta tysięcy dolarów amerykańskich w ramach tego kontraktu.

Striker zamarł.

— Czterysta?

Zgadza się. Łącznie przelano pięćset tysięcy dolarów. — Kasper powstrzymał cisnące się na usta przekleństwo.

— Dziękuję za informację. — rzucił oschle, kończąc rozmowę. Powoli odwrócił się w stronę generała.

Wąsaty wojskowy miał już sięgnąć po leżącego w skrzyni kałasznikowa, gdy Striker zatrzasnął wieko, zmuszając generała do szybkiego zabrania palców. La Cruz spojrzał na niego ze zdziwieniem, a następnie z rodzącą się złością. Kasper ”Nagelfar” Striker uśmiechnął się lodowato.

— Właśnie otrzymałem wiadomość… — powiedział cicho. — Że w kosztach brakuje blisko dwustu tysięcy dolarów.

Wysoki pułkownik rozszerzył ze zdziwieniem wzrok, co wzbudziło w biznesmenie niemiłe uczucia. Co zaniepokoiło go jeszcze bardziej, był fakt, że tylko on wyglądał na zaskoczonego tą wiadomością.

— Nie, nie brakuje. — odburknął generał.

— Proszę? — Teraz to Striker uniósł ze zdziwieniem brwi. — Nie taka była umowa. Na zamówieniu z pańskim podpisem widnieje inna suma. — powiedział, oskarżycielsko wskazując na dokument z kosztorysem umowy.

— Generale? — zaczął niepewnie pułkownik.

— Nie teraz coronel. — Przerwał mu La Cruz. — Tabatha wyjaśnij.

Zaskoczony sekretarz poderwał głowę, odkaszlnął i wstał, nie wiedząc co zrobić z rękami. Przypominał teraz ucznia wywołanego do odpowiedzi. Brzydkiego ucznia.

— Niedawno podjęto decyzję o wzmocnieniu bazy Jaguar w ramach wewnętrznych działań militarnych. — wystękał niski żołnierz. — Dlatego zwróciliśmy się do was. Wiedzieliśmy, że jesteście dosyć prestiżowym dostawcą. Niestety w kwestii finansowych podchodzimy bardziej ”analogowo”.

— To znaczy? — spytał Kasper.

— Nie trzymamy pięniędzy na kontach, tylko w postaci materialnej. Nasz sztab nie chce by ktoś się dowiedział o tak dużej transakcji, którą z łatwością można wyśledzić przeglądając rejestry bankowe. A musicie przyznać señor, że pięćset tysięcy na racje żywnościowe to trochę dużo. — wyrzucił z siebie żołnierz.

— Aha, więc chcecie zapłacić resztę gotówką?

— Można to tak nazwać. — powiedział niepewnie sekretarz.

— W takim razie przynieście gotówkę. — odparł Striker wzruszając ramionami. — Mogliście powiedzieć od początku. Oszczędzilibyśmy sobie nerwów.

Tabatha rozłożył bezradnie ręce.

— Mam to załatwić generale? — spytał dowódcę. La Cruz skinął przyzwalającą głowę. Żołnierz wyszedł, pozostawiając wszystkich w niezręcznej ciszy.

Po chwili wrócił, ze staromodną czarną walizką podróżną i położył ją przed biznesmen. Szybko oddalił się w stronę swojego miejsca gdy Kasper obrzucił go wilczym spojrzeniem. „Jakim cudem przyniósł dwieście tysięcy w tej walizce?” — pomyślał handlarz.

Striker szybkim ruchem otworzył klamry walizy ujawniając jej zawartość. Przez chwilę nie wiedział co powiedzieć, ale po paru sekundach słowa same przyszły mu do głowy.

— Co to do kurwy nędzy?! — Rzucił wściekle, wyjmując białą paczuszkę.

— Koka señor Striker. — powiedział spokojnie wąsacz. — Dziesięć kilogramów wartych 250 000 dolarów w środkowej Europie.

— Generale! — wykrzyknął zdumiony Harper.

Calma coronel! To w tej chwili nasz jedyny sposób płatności. — odrzekł poważnie La Cruz zapoczątkowując długą tyradę w stronę pułkownika.

Striker dosłownie oniemiał. Po wyglądzie bazy spodziewał się poważniejszych rozmów, ale widocznie trafili mu się typowi, skorumpowani oficerowi próbujący działać na własną rękę. I w tej chwili umysł młodego Finlandczyka zaskoczył i cała układanka nabrała sensu.

Tajny kompleks wojskowy, sprzęt z górnej półki, minimum pół tysiąca żołnierzy. Poufne transakcje, działania poza rządowe, zapłata w narkotykach.

— Pański sztab zamierza dokonać zamachu stanu. — powiedział poważnie.

Tabatha wciągnął ze świstem powietrze i spojrzał szybko na dowódcę. Tym gestem, żołnierz potwierdził podejrzenia Kaspra. Mógłby równie dobrze wykrzyczeć, że chcą to zrobić.

Generał Andric La Cruz, przerwał monolog kierowany do Harper’a i powoli, odwrócił się w stronę Striker’a.

— Si, to właśnie zamierzamy. — odparł spokojnym tonem La Cruz.

Striker zobaczył stalową wolę w oczach generała. Napotkał spojrzenie pułkownika, którego mieszane uczucia zaczęły pokazywać się na twarzy tak tutaj niepasującej. Teraz postawa wysokiego mężczyzny pełna była zawodu, że ich plan został odkryty tak szybko. Kasper pokiwał z namysłem głową, po czym uśmiechnął z zadowoleniem.

— W takim razie popełnił pan błąd, panie generale.

La Cruz milczał, a Striker uśmiechnął się jeszcze szerzej.

— Trzeba było wynająć nas. Niech pan powie, ile razy dokonywał pan zamachu stanu? Pewnie ani razu, co? — To pytanie skierował w stronę Harper'a, ale ten patrzył to na handlarza, to na swojego dowódcę niepewny jak zareagować na to stwierdzenie.

Z kolei generał uniósł jedną brew, przeczesując palcami wąsy. Striker widząc, że postawny Boliwijczyk nie zamierza mu przerywać postanowił zagrać nieco śmielej.

— Nasza firma jest w stanie tego dokonać. Zamach terrorystyczny na członków rządu? To ostateczność, ale jak najbardziej możliwa opcja. Hmm, może stworzenie bojówki, które przejmie gmachy rządowe i odda je w ręce armii jako zwycięzców? Wcześniej pozbywszy się przeciwników politycznych oczywiście. Albo…

Nagelfar wymieniał kolejne opcje, a Generał La Cruz słuchał w milczeniu. W końcu uniósł rękę przerywając wypowiedź handlarza.

— Z pewnością te servicios kosztują więcej niż karabiny.

— Niestety tak. — odpowiedział Striker. — Mówimy tu o działaniach militarnych na dużą skalę, w dodatku nie ja odpowiadam za te jednostki najemnicze. Jedynego co mogę zrobić to przekazać chęć współpracy dalej i sformułować prostą część umowy. Ale tak, tego typu usługa kosztuje.

— Ile?

— 10 milionów dolarów. — odparł poważnie Kasper patrząc Generałowi w oczy. — Na tyle wyceniam operację wyeliminowania członków rządu naszymi najemnikami.

— Generale, chyba nie myśli pan poważnie? — Wybuchnął nagle Harper. — Po przejęciu władzy sztab będzie potrzebował funduszy do utrzymania kraju w ryzach. Te pieniądze bardzo się nam przydadzą w pierwszych miesiącach. Powinniśmy wziąć to co teraz mamy przed sobą i wyekwipować Jaguary. Przypominam, że zależy nam na czasie. — powiedział z naciskiem pułkownik. — Wybory już wkrótce.

Andric La Cruz zamyślił się na dłuższą chwilę. Krępy sekretarz podszedł do generała i powiedział parę szybkich zdań po hiszpańsku.

— Mówi, że się z nim zgadza. Pieniądze będą potrzebne potem. Trzeba myśleć przyszłościowo. — rzucił szybko Pchła zanim Kasper zdążył zareagować.

— Może w takim razie dwutygodniowe szkolenie wojskowe z kontroli tłumu, dla pańskich oficerów. — zaproponował Finlandczyk widząc, że z większej umowy nic nie wyjdzie. — Po zmianie rządu mogą wybuchnąć zamieszki.

— Na to jestem w stanie przystać. — powiedział po chwili Harper, obrzuciwszy handlarza uważnym spojrzeniem. — Biorąc pod uwagę brak doświadczenia w akcjach prewencyjnych tego typu szkolenie będzie przydatne. Nie chcemy dopuścić do krwawej wojny domowej.

Striker skrzywił się w duchu słysząc to stwierdzenie.

— A koszty? — spytał rzeczowo Tabatha, zerkając zza swojego laptopa.

— Myślę, że zmieścimy się w granicach dwustu, dwustu pięćdziesięciu tysięcy dolarów. — odparł Kasper. — Szkolenie odbędzie się w formie wykładów dla dowódców i tygodniowego treningu praktycznego z ludźmi. Żołnierze poradzą sobie ze spacyfikowaniem tłumu, nawet pięciokrotnie od niego liczniejszym.

— W porządku. — powiedział Generał siadając i gestem ręki zachęcając Finlandczyka do tego samego. — Spiszmy umowę.

Striker z zadowoleniem usiadł z powrotem do stołu. „Mam cię draniu.”

— To nie będzie konieczne. — odrzekł biznesmen. — W ciągu najbliższego tygodnia mój zespół przygotuje umowę i wyśle ją do pańskiego sztabu. Ale mam jeden warunek. — Striker zawiesił głos, unosząc palec. — Musze zamknąć obecny kontrakt przed otwarciem nowego, ponadto muszę pobrać zaliczkę na nowe zlecenie. Tak samo jak z dostawą karabinów. Wszystko w gotówce, a nie handel wymienny. Mam nadzieję, że rozumiecie. — zakończył handlarz rozkładając ręce.

Generał zdecydowanie bardziej nerwowo przeczesał wąsy, wzdychając głośno. Po chwili z kieszeni munduru wyciągnął owinięte w brązowy papier; cygaro. Jeden z Jaguarów podał dowódcy paczkę zapałek. La Cruz przyglądając się handlarzowi z namysłem pokiwał głową.

— Da nam pan dziesięć minut? — spytał Harper.

— Oczywiście.

Finlandczyk podniósł się z siedzenia i wyszedł na korytarz. Za nim w milczeniu wyszli najemnicy. Ku jego zadowoleniu spostrzegł, że Góra nie opuścił posterunku sprzed drzwi.

— Idę zapalić. — powiedział do postawnego Rosjanina. — Nie ruszaj się stąd.

Góra nie odpowiedział tylko kiwnął głową. Po opuszczeniu budynku Striker spytał bliźniaków gdzie może znaleźć Louis’a. Obaj wskazali mu wyglądający za rogu zderzak ciężarówki, w której tu przyjechali. Kasper szybkim krokiem ruszył w jej stronę zapalając po drodze papierosa. Ćma i Pchła podążyli za nim.

Byłego pilota US Air Force znalazł szybko. Chodził on wokół pojazdu nie wiedząc co ze sobą począć. Bynajmniej nie stwarzał wrażenie bezbronnego. Karabin L85 połyskiwał co jakiś czas światłem odbitym z tandetnych reflektorów przypiętych do słupów i pobliskich kontenerów. Na widok Striker’a przerwał swój obchód i zasalutował niedbale.

— I jak? — zapytał.

— Jeszcze nie wiem, ale nie wrócę z tym szajsem przez ocean. A przynajmniej nie drogą powietrzną. — powiedział beznamiętnie Kasper, zaciągając się dymem i spoglądając na ostatnie światło słoneczne dzisiejszego dnia.

Louis pokiwał w udawanym zrozumieniu.

— To co z tym? — spytał wskazując kciukiem na ciężarówkę. Striker spojrzał spod przymrużonych powiek na burtę pojazdu.

— Rozładujcie to.

Najemnicy bez słowa zajęli się tym zadaniem.

Po dziesięciu minut zdołali wyładować nieco mniej niż połowę skrzyń i umieścić je pod pobliską wiatą. Kaspra nie obchodziło, gdzie i kiedy ktoś się nimi zainteresuje. Miał plan, a jego ważną częścią był szybki wyjazd.

W ciszy przerywanej cichym postękiwaniem Louis’a i bluzgami Viktor’a, Striker usłyszał, a potem dostrzegł nadchodzącą grupę z wysoką postacią pułkownika na czele. Towarzyszył mu kapitan Armin Yerko.

— Miło pana widzieć pułkowniku i pana kapitanie. — zawołał przyjacielskim tonem, dogaszając papierosa czubkiem buta.

— Wzajemnie. — odparł cicho kapitan. — Mam rozkaz panu pomóc i dokończyć rozładunek. Jeśli to nie problem el Striker?

Finlandczyk uśmiechnął się uprzejmie i zapraszającym gestem wskazał pojazd. Boliwijczyk szybko rzucił rozkaz pięciu szeregowcom, którzy od razu zajęli się wyładowywaniem skrzyń. Najemnicy zeskoczyli z burt samochodu, ustawiając się za mężczyzną w garniturze.

Harper podszedł bliżej i przyjrzał się ciężarówce.

— Widzę, że nie traci pan czasu. — skomentował bezbarwnym tonem.

— Jak to mówią czas to pieniądz. Poza tym kwestię karabinów uznałem za zamkniętą. Chyba, że o czymś nie wiem?

— Nie, wszystko jest tak jak ustaliliśmy. Za namową podpułkownika i moją, generał zgodził się wyłożyć te dodatkowe dwieście tysięcy. — Striker usłyszał znajomą nutę.

— Ale… — pułkownik westchnął niedosłyszalnie.

— Sam jestem przeciw temu rozwiązaniu, ale… Kokaina ma posłużyć, za zaliczkę na nowy kontrakt. Pięć kilogramów mówiąc ściślej. Sądziłem, że dysponujemy całkowitą sumą, ale jak widać nie raczyli mnie poinformować o faktycznym stanie naszego funduszu. — Harper westchnął cicho z grymasem na twarzy świadczącym jak bardzo niezadowolony jest z tego faktu.

— Proszę się nie martwić. — odparł rozbrajająco Kasper. — Chociaż nie lubię tego typu zabiegów, zrobię dla was wyjątek.

— Czyli zgadza się pan?

— Tak.

Harper wyprostował się nieco, jakby ktoś zdjął z jego barków worek kamieni. Striker uśmiechnął się do niego zagadkowo, odwracając się w stronę boliwijskich żołnierzy. Pułkownik stanął obok niego. Przez chwilę obaj obserwowali rozładunek.

— Ładna nazwa. — rzucił cicho Nagelfar.

— Proszę?

— Jaguary, ładna nazwa dla jednostek specjalnych.

— A… tak, w rzeczy samej.

Obaj mężczyźni zamilkli spoglądając na skrzynie z zawartością, która tak łatwo potrafiła zakończyć ludzkie życie.

I pewnie niedługo to zrobi.


Lokalizacja: Boliwia, Rezerwat Narodowy Manuripi Heath National, Amazonka, Tajna baza wojskowa Fuerzas Armadas de Bolivia - Jaguar.

Koordynaty: 11°██′██.██″S 68°██′██.██″W

Data: piątek, 8 maja 2009

Godz.: 20:59 GMT-4


Po rozładunku, Striker zarządził wyjazd w przeciągu najbliższych trzydziestu minut. Do tego czasu najemnicy mieli zebrać swoje rzeczy i czekać przy ciężarówce. W drogę powrotną mieli udać się sami. Nawierzchnia szybko wysychała, więc eskorta w postaci transportera z pługiem stała się zbędna. A dlatego, że Jeep i półciężarówka należała do boliwijskiej armii, Kasper grzecznie odmówił ich obecności w czasie powrotu.

— Na pewno chce pan już ruszać? W dodatku samemu? — spytał po raz trzeci Harper. — Tu szybko robi się ciemno i niebezpiecznie, a droga miejscami może być nieprzejezdna.

— Proszę się nie martwić. Poradzimy sobie. — odparł Striker z pobłażliwym uśmiechem. — W końcu co może zagrozić grupie sześciu uzbrojonych po zęby mężczyzn.

Obaj stali teraz przed szarym kontenerem, w którym prowadzili wcześniej rozmowy. Kasper czekał już tylko na potwierdzenia dokonania przelewu, lub przekazania gotówki w jego ręce.

„Już dość czasu straciłem w tej przeklętej dżungli” — pomyślał.

Za nim najemnicy kończyli ładowanie własnego ekwipunku na samochód i jeden po drugim ustawiali się w szeregu zza jego plecami.

Po chwili w drzwiach baraku pojawił się generał Andric La Cruz z podpułkownikiem Tabatha idącym obok. Sekretarz trzymał czarną podróżną walizkę.

Striker zmemłał w ustach przekleństwo.

Szybko zeszli z metalowych schodów i podeszli do handlarza.

— Już wyjeżdżacie señor Striker? — spytał zdziwiony generał na widok gotowych do drogi żołnierzy. — Sądziłem, że dopiero jutrzejszego dnia.

— Taki był plan, ale dogoniły mnie inne sprawy. Jestem zabieganym człowiekiem generale. — powiedział przepraszająco handlarz.

— Nie wątpię — odparł La Cruz obrzucając Kaspra uważnym spojrzeniem, jakby nie do końca wierząc jego słowom.

— Generał musiał się nieźle natrudzić, aby dostał pan swoje pieniądze. — wtrącił stojący obok handlarza Harper — Mamy nadzieję, że było warto. Inaczej reszta sztabu zacznie zadawać nam zbędne pytania.

— Zapewniam, że nie pożałują panowie tej współpracy.

— My również.

— A co do płatności?

— Pieniądze są już na koncie. Tak jak chcieliście señor — powiedział Tabatha. Striker podziękował mu skinieniem głowy. — Nie zechcecie sprawdzić? — spytał niepewnie, nie doczekawszy się reakcji ze strony mężczyzny.

Finlandczyk uniósł ze zdziwieniem brwi.

— A po co? Przecież chyba nie próbowalibyście nas oszukać. Prawda?

— Ależ skąd! — zaprzeczył szybko żołnierz.

— Więc nie muszę tego robić. Jak rozumiem to jest moja zaliczka.

— Zgadza się. — odparł sekretarz podając walizkę. — Pięć kilogramów, wartych tym więcej im dalej od miejsca ich wyprodukowania.

— Jak to było? Dziesięć tysięcy w górę za każdą przekroczoną granicę? — mruknął handlarz przyjmując narkotyki.

— Można to tak nazwać. — odburknął żołnierz i cofnął się o dwa kroki, aby przepuścić generała.

Y eso es todo. Gracias señor Striker. Dobrej drogi. — powiedział wąsacz ściskając dłoń Kaspra.

— A panu dużo zdrowia panie generale. — zrewanżował się Finlandczyk.

Gdy uścisk się przeciągał, La Cruz patrzący do tej chwili na najemników za plecami Striker’a, spojrzał w błękitne oczy handlarza.

I niezauważalnie zadrżał.

Twarz młodego mężczyzny jeszcze przed chwilą przyjazna zmieniła się. Lodowe oczy przeszywały Andrica uważnie jakby generał był pół-przezroczysty i wpatrywały się w coś co mogło być nazwane tylko jednym.

Duszą.

Blade wargi układały się w pogardliwy uśmiech tworząc niepokojący wyraz twarzy. Jakby osoba stojąca przed nim wiedziała coś, o czym on sam nie pomyślał. O czymś bardzo ważnym…

— Coś się stało?

Generał zamrugał i ponownie spojrzał na mężczyznę przed nim, uśmiechającego się uprzejmie. Osoba, którą przed chwilą zobaczył, zniknęła zastąpiona przez handlarza.

— Coś się stało? — spytał ponownie Striker. Generał skonsternowany zabrał rękę. Nie wiedząc co powiedzieć mruknął niezrozumiale w odpowiedzi.

— Yyy — zaczął niepewnie Harper. — Wygląda na to, że to już wszystko, dziękuje panie Striker. W imieniu nas wszystkich.

— Cała przyjemność po mojej stronie. — odrzekł Kasper, podając dłoń pułkownikowi. — Liczę na ponowne spotkanie, nie ukrywam intryguje mnie pańska obecność w tym miejscu.

Pułkownik James Harper uśmiechnął się krzywo.

— To długa i dziwna historia.

— Nie wątpię — powiedział Finlandczyk, podając białą wizytówkę. — To na wypadek gdyby zainteresowała pana praca w sektorze prywatnym.

Harper po chwili wahania przyjął kartonik. Obracał go przez chwilę w dłoni.

— Rozważę to, ale nie w najbliższym czasie.

— Rozumiem, ale nigdy nie wiadomo co się zdarzy nazajutrz. — odparł tajemniczo Striker.

Coronel! — zawołał generał stojąc na schodach. — Señor Striker powinien już jechać.

— Tak jest! — odkrzyknął służbiście pułkownik. — Jeszcze raz do widzenie panie Striker.

— Wzajemnie i miłego wieczoru.

Harper skinął na pożegnanie i odszedł w kierunku baraku. Kasper zakręcił ręką nad głową i wszyscy najemnicy zaczęli wchodzić do ciężarówki. Handlarz wsiadł do kokpitu obok siedzącego już za kierownicą Aleksandra. Potężny Rosjanin ledwo mieścił się w szoferce co nadałoby obrazowi nieco zabawnego tonu gdyby nie karabin maszynowy spoczywający obok niego. Ostatni do pojazdu wsiadł Pchła, który po prostu wskoczył na skraj tylnej burty i przewieszając nogi przez otwartą klapę uderzył dwukrotnie w bok samochodu dając znak do odjazdu.

Gdy ciężarówka ruszyła z miejsca, Viktor napotkał spojrzenia stojącego nieopodal, ciekawskiego żołnierza. Ułożył dłoń tak, aby imitowała pistolet. Powoli wycelował w trepa i ”wystrzelił”. Ten w odpowiedzi na gest, splunął wyzywająco. Od odjeżdżającego samochodu można było usłyszeć cichy śmiech najemnika.

Generał Andric La Cruz obserwował przez chwilę oddalający się pojazd, po czym wszedł do środka baraku i skierował się do pokoju, w którym rozmawiał z handlarzem. Dwóch członków Jaguarów wciąż tam było.

— Podwoić dzisiaj ilość wartowników. — powiedział to jednego z nich. — Nikt nie ma prawa na opuszczenia stanowisk do jutrzejszego dnia.

— Si Señor! — odrzekł energicznie jeden z komandosów i wyszedł przekazać rozkazy.

Generał oparł się ciężko rękami o stół i westchnął głośno. Uczucie, który poczuł gdy zobaczył prawdziwą twarz handlarza nie minęło. Bo bez wątpienia to była ta ”prawdziwa”. A przynajmniej tak sądził.

„Teraz już niczego nie jestem pewien.” — pomyślał zrezygnowany i westchnął ponownie.

Stojący obok niego Jaguar nie zareagował.

C.D.N.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported