Wierność
ocena: +4+x

Większość świadomości dąży do wspięcia się jak najwyżej na szczeblu przetrwania. Może to być powodowane mylnym poglądem, jakoby wyższa pozycja miała zapewniać bezpieczeństwo czy spokój. Ale już na pierwsze spojrzenie widać, że jest dokładnie odwrotnie: skoro każdy chce osiągnąć tą pozycję, to właśnie bycie niżej gwarantuje spokój. Nie wspominając o fakcie, że nie wymagało to znacznego wysiłku ani nieotrzymanych oczekiwań.

Oczywiście nie można było przedstawiać oczekiwań świadomości tak prosto. Bycie na najwyższym szczeblu przetrwania zawiera w sobie bycie prezydentem, biznesmenem, papieżem czy gwiazdą rocka. Podobnie jednak ma się sprawa z niższymi szczeblami. Bezpiecznym stanowiskiem jest pracownik produkcji, skromny burmistrz czy prawnik.

— Bycie księżniczką to nie proszenie o zbyt wiele, prawda? — pomyślała Anihilator


Badgaj jechał na swoim, jednym z tysiąca specjalnie przygotowanych, motocyklu. Były to niezmiernie skomplikowane maszyny, mające wytrzymać warunki nie do wytrzymania (tak kierowcy, jak i użytkowania), ale jednocześnie efektywnie wybuchnąć przy odpowiedniej okazji. Mógł co prawda skorzystać z silników odrzutowych swojego pancerza, teleportacji czy zakrzywienia czasoprzestrzeni, jednak doceniał on tradycję i przyziemne metody. Pełniło to też, według Centrum Projektu, funkcję odstraszającą i manifestacyjną: w końcu każdy stróż prawa musi okazywać swoją obecność i odwagę. Kolejnym powodem, dlaczego Badgaj wybrał właśnie ten środek transportu, był charakter misji: konfrontacja z olbrzymim, specjalistycznym mechem bojowym, stworzonym bezpośrednio do zwalczania celów naziemnych.

Dobór najmniej odpowiedniego sprzętu miał jedynie podkreślić odwagę i pewność siebie.


Słońce chowało się za horyzontem, jakby wyczuło zbliżającą się bitwę, i próbowało się przed nią ukryć. Wiedziało, że nic, co Ziemskie, nie może mu zagrozić, ale wiedziało też, że ani Badgaja, ani Anihiliatorki nie można było zaliczyć do "Ziemskich". Zajebistych tak, niebezpiecznych tak, ale "Ziemskie" to zupełnie niepasujący termin.

Polskie "nigdzie" było wyjątkowo pięknym "nigdzie", patrząc na konkurencję na tym polu. Nawet nie wliczając w to kosmicznego "nigdzie", a jedynie planetarne, a zwłaszcza Ziemskie, to Polskie "nigdzie" zasługiwało na co najmniej pięciosekundową zadumę, oddychanie świeżym powietrzem i zastanowienie się, jakim cudem rolnicy potrafią zadbać o te wszystkie pola roślin.

Mieszkający w starych, zaniedbanych domkach ludzie nie potrafili doceniać jednak szczęścia płynącego z okolicy, w której mieszkali. Nie zdawali sobie sprawy, jak wielkie marzenia innych spełniają samą swoją obecnością. Czy raczej spełnialiby, gdyby inni byli na ich miejscu. Mimo to żyli oni spokojnie na swojej niskiej pozycji i w nieświadomości, jakoby celowo odpychając od siebie pozytywne rzeczy płynące z tego poetyckiego miejsca.

Dość ironicznie, poza lokalizacją były to jedyne cechy, które łączyły tych mieszkańców, mężczyznę na motocyklu (i w pancerzu wspomaganym), i 680 tonową machinę zakłady (ale z bardzo zgrabnymi łydkami.


Mech bojowy Anihilator to najnowocześniejszy (nie wliczając projektów Fundacji) prototyp maszyny wojennej. Z napędem kroczącym, zasilanym energią atomową, jest w stanie pokonać dowolny dystans w odpowiednim tempie. Wśród licznego uzbrojenia wartym odnotowania jest działko 12.7 mm, strzelające 600 odpowiedziami na pytanie "czy zabijanie jest moralne" na sekundę, jak również międzykontynentalne rakiety ziemia-ziemia klasy "Pierdol się". Konstrukcja bojowa jest nieznanej produkcji, jednak podejrzewa się użycie substancji przypominającej pierwiastek składowy Badgaja: niereaktyfikowany, dwupolaroidowy enzym obcej aktywności behawiolarnej. Mówiąc kolokwialnie: wysoki czynnik zajebistości mógł zdefiniować powstanie Anihilatora. Mówiąc wprost: Anihilator jest tak zajebisty, że musiał powstać.


Zadanie postawione Badgajowi odbiegało od tych standardowych: nie padało w nim hasło "zniszczyć", a znacznie delikatniejsza odmiana "zneutralizować". Sam obiekt docelowy również nie był standardowy: jakkolwiek nie przedstawiał swoim jestestwem globalnego zagrożenia dla rzeczywistości, tak jednak nie czynił w tym kierunku aktywnych kroków. Nie czynił kroków właściwie wcale, ponieważ opuszczenie 200 tonowej, ale nadal zgrabnej, mechanicznej łapy miało dosyć katastrofalne skutki dla gleby. Ewentualne pozytywne efekty, jak tworzenie kopalni odkrywkowej, nie były brane pod uwagę.

Parkując motocykl obok (przez obok należy rozumieć 500 metrów od) Anihilatora, Badgaj zbliżał się powoli w kierunku swojej desygnaty. Starał się zachować spokój i opanowanie: wybuch złości musiał być wybuchem, a nie zaplanowaną akcją. Nawet najlepsze aktorstwo nie może tego ukryć, i o ile zakrzywienie rzeczywistości już tak, to Kontrola nie była zbyt skora do korzystania z tej możliwości w takim celu.

Mech odwrócił się, spoglądając w stronę Badgaja.

Badgaj nie musiał się oglądać, by spojrzeć w stronę Mecha.

Obydwoje, mimo znacznych różnic posiadali wspólne cechy: zajebistość, zagrożenie, egzotyczność, pewność siebie, o wiele większą waga niż innych przedstawicieli swojego gatunku, zgrabne łydki i ukrywane zdenerwowanie.

Obydwoje nie wiedzieli do końca, co powinni zrobić. Paradoksalnie, mimo postawionych misji, posiadanych funkcji i uzbrojenia, jak i generalnego przeznaczenia, chcieli też uniknąć konfrontacji. Nie z powodu strachu czy obaw, ale raczej szacunku po fachu, współczucia, czy może zwykłej, ludzkiej (i mechanicznej) ciekawości.


Jesteśmy tacy sami. Powiedział Badgaj.

Tak. — Robotycznym, acz delikatnym głosem odpowiedział Anihilator

Ci, którzy nas stworzyli, boją się nas. Powiedział Badgaj tak, jakby znali się od dawna.

Istniejemy wyłącznie po to, aby walczyć między sobą. — Odpowiedział Anihilator, niczym staremu przyjacielowi, chociaż praktycznie się nie znali.

A co gorsza walczymy ze sobą, ponieważ istniejemy. Tylko dlatego. Chwila, przecież oni się nie znają.

Groteska, czyż nie? — Mech bojowy i męskość w ludzkiej postaci nie powinni tak rozmawiać, zaczynam się gubić….

Tak, jakby nikt nie dostrzegał naszych potrzeb Badgaj, poczekaj, nie do końca rozu…

Badgaj spojrzał w kierunku, który przełamałby czwartą ścianę. Pierwszą, drugą, trzecią, piątą i szóstą oczywiście też.

Nie możesz tego robić, nie na ty…

Mogę. Odpowiedział Badgaj, nie zwracając uwagi na słowa Anihilatora.

Naprawdę? Zignorujesz wolę całego świata tylko dlatego, by móc choć jednej, bratniej istocie pomóc spełnić marzenie? — Z pełnym elektronicznej nadziei głosem zapytał Anihilator. Zważając na to, że była kobietą, to nawet i ponętnie. Badgaj odgonił jednak od siebie tą myśl, prośba kobiety nie od razu jest podrywem.

Oczywiście. Nie wiedząc, co obiecał, Badgaj zgodził się. Jako ostoja zajebistości w tym ponurym świecie nie miał wielkiego wyboru: musiał dotrzymywać słowa, choćby nie wiedział, jakie dał. A nawet zwłaszcza takiego.


Status misji: Powodzenie


MR-2000 skutecznie unieszkodliwił zagrożenie pod postacią anomalnej broni masowego rażenia, kryptonim "Anihilator". Dokonane to zostało przy pomocy dyplomacji i porozumienia, co pozwoliło na zminimalizowanie strat i ryzyka dekonspiracji. Zużyte materiały do wyjścia z atmosfery z 200 tonowym obciążeniem zostały pokryte ze środków nadzwyczajnych. Badgaj dostał upomnienie odnośnie nadużycia przywilejów służbowych. Badgaj, decyzją nowego kierownictwa projektu, otrzymał pochwałę za bezkrwawe rozwiązanie.

Poniżej znajduje się transmisja zarejestrowana na nowym miejscu pobytu Anihilatora (planeta Mars).

Samotności miałam dość,
chciałam miło spędzić dzień.
Od twórców dostałam w kość,
więc na swoje wybrałam się.

Księżniczką Marsa jestem,
tutaj robię to co chcę
wystarczy jeden mały krok z Badgajem
i znów śmieję się.

Kontekst czy znaczenie transmisji nieznane. Agenci zakonspirowani w centrach kosmicznych zostali poinformowani, że ta transmisja (jak i jej podobne) mają być uważane za normalne.


O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 unported